Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kremy do rąk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kremy do rąk. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 lipca 2019

my coconut island, hand & nail balm

Kremy do rąk dostępne w brytyjskich drogeriach zupełnie na moje sucholce nie działają. Dlatego od lat zaopatruję się w te podstawowe kosmetyki w Polsce. Kosmetyk my coconut island otrzymałam w prezencie, i on też nie okazał się wyjątkiem od reguły.

Pamiętajcie, że mam nieprzeciętnie suche dłonie i kremy do rąk oceniam niezwykle surowo, a moje wrażenia są bardzo subiektywne.

Co do kremu my coconut island, osobiście widzę w nim jedynie dwa plusy - naprawdę przyjemny, kokosowy zapach oraz fakt, że bardzo szybko się wchłania.


Przejdźmy do minusów. Pierwszy to opakowanie. Wykonane z grubego plastiku, z zaokrąglonym korkiem uniemożliwiającym postawienie go do góry nogami i w kształcie nie pozawalającym na wydobycie mazidła do końca. No i drugi - najważniejszy - mazidło nic nie robi, przynajmniej u mnie. Wchłaniało się momentalnie po aplkacji a po kilku sekundach czułam już znajome uczucie ściągnięcia i wysuszenia skóry, jakbym zupełnie nic na nią nie nakładała. I tak do końca opakowania... :/

środa, 27 marca 2019

Dermatological E45, itch relief cream

Zawsze kiedy skarżę sie brytyjskim znajomym na mega suche, popękanie dłonie, słyszę: kup sobie E45. NA PEWNO pomoże. WSZYSTKIM pomaga na WSZYSTKIE skórne bolączki. Nawet według producenta ten krem to bardziej lek niż kosmetyk, choć kupimy go w drogerii.

Jeśli w brytyjskiej rzeczywstości to ma być najlepsza odpowiedź na moje problemy, nie dziwcie się proszę, że kremy do rąk kupuję w Polsce. W UK NIC NA MNIE NIE DZIAŁA. Nawet osławiony E45, który jest.... kiepski, po prostu.


Aby nadać tej białej, bardzo lekkiej, wodnistej emulsji pozory lekarstwa, producent umieścił ją w aluminiowej tubce. Produkt ma też bardzo lekki, zupełnie nie rzucający się w nos zapach. 

Nie mam pojęcia, jak to to ma pomagać przy egzemie, pękaniu skóry, atopowym zapaleniu skóry, pokrzywce i tego typu historiach. To to nie robi nic. Wchłania się w trymiga i po pięciu minutach jakbyś człowieku nic w dłonie nie wsmarowywał. Żadnej zauważalnej ulgi, chociażby doraźnego nawilżenia, żadnego ochronnego filmu.... Jedno wielkie nic. Pomyłka. Obiecanego mocznika musi być w formule mazidła tyle, co kot napłakał.

Dodam, że nie miałam większego problemu ze swędzeniem skóry na dłoniach, więc nie wiem, czy w tym przypadku produkt przyniósłby ulgę. Nasze mocznikowe Isany i inne Evelajny za piątaka są o wiele skuteczniejsze od opisanego dziś zawodnika.

sobota, 9 lutego 2019

Farmona, Herbal Care, krem regenerujący do rąk siemię lniane

Krem kupiłam już dawno temu w Drogerii Natura. Pamiętam, że skusiłam się na niego po czyjejś bardzo zachęcającej recenzji. Przepraszam za brak własnych zdjęć - najzwyczajniej w świecie zapomniałam obfocić tubkę zanim ją rozciełam, kiedy mazidło wykańczałam. Wspomniana tubka wygląda tak (zdjęcie z portalu wizaż):



Skywa ona dość gęstą, białą emulsję o chemicznie słodkim, kosmetycznym zapachu.


Zdaniem producenta:

Ekstrakt z siemienia lnianego działa regenerująco, łagodzi i koi podrażnienia oraz niweluje suchość i szorstkość naskórka. Mocznik intensywnie nawilża, zmiękcza i wygładza skórę. Biokrzem wzmacnia i regeneruje uszkodzoną płytkę paznokci oraz zapobiega ich łamaniu i rozdwajaniu się. Receptura kremu została wzbogacona w inutec – naturalny prebiotyk, który zwiększa skuteczność pozostałych składników.

Spektakularne efekty:
– natychmiast ukojona i doskonale zregenerowana skóra,
– pozbawiona uczucia szorstkości i spierzchnięcia,
– intensywnie nawilżona, satynowo gładka i elastyczna,
– skutecznie chroniona przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. 

Skład INCI
Aqua (Water), Urea, Ethylhexyl Stearate, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Cetearyl Alcohol, Polysorbate 60, Glycerin, Propylene Glycol, Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Extract, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Glyceryl Stearate, Stearic Acid,
Dimethicone, Saccharomyces/Silicon Ferment, Saccharomyces/Magnesium Ferment, Saccharomyces/Copper Ferment, Saccharomyces/Iron Ferment, Saccharomyces/Zinc Ferment, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Cera Alba (Beeswax), Cetyl Alcohol,
Inulin, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional.
 
(klik)


Ze względu na mocznik i olej mineralny na początku składu, trzeba liczyć się z faktem, że krem jest tłustawy i zostawia na dłoniach otulającą kołderkę. Są osoby, które tego nie lubią, ale właściciele sucholców (w tym ja), chętnie sięgają po takie tłuścioszki. Krem Farmony warto wziąć pod uwagę, gdyż po aplikacji przynosi ulgę okrutnie suchym dłoniom (u mnie do momentu ich umycia) i znosi uczucie szorstkości i spierzchnięcia. Na bezproblemowych partiach dłoni bez zarzutu sprawdza się jako nawilżacz. Z partiami objętymi egzemą i tam, gdzie skóra pęka od suchości, niestety nie daje rady, no ale to tylko krem drogeryjny, nie maść z apteki. W ogólnym rozrachunku byłam z produktu zadowolona i dałabym mu solidną czwórkę.

Znacie?

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Eveline, ExtraSoft SOS Regenerujący krem-opatrunek do rąk & ExtraSoft 15% Urea Zmiękczający krem do stóp na pękającce pięty

Do znudzenia tu powtarzam, że dla mnie w pielęgancji moich problematycznych dłoni i stóp najbardziej liczy się mocznik. Znalazłam go w obu opisywanych dziś produktach Eveline z serii ExtraSoft. Obu koleżków polubiłam.

Krem do rąk nie miał u mnie łatwo. Trafił do mnie w czasie przesuszu kwalifikującego się już do pomocy dermatologicznej (po którą jednak się nie udałam), i pozytywnie mnie zaskoczył.


Ma on postać białej, gęstej i treściwej emulsji, a zapachem przypomina... klasyczny krem Nivea. Jest to długo wchłaniający się, zostawiający na dłoniach otulający film tłuścioszek - czyli opatrunek z nazwy pasuje w kontekście tego gagatka. Osoby poszukujące szybko wchłaniających się, lekkich kremów raczej powinny trzymać się z daleka. Natomiast jeśli Wasze dłonie są tak suche, że dosłownie wszystko sie w nie wchłania, i potrzebują czegoś nawilżająco-natłuszczająco-otulającego, warto rozpatrzyć tę pozycję. Krem przynosi natychmiastową ulgę sucholcom, rzeczywiście pomaga w regeneracji, chroni dłonie do pierwszego kontaktu z wodą i mydłem - słowem, jest super. Dla sucharów.


Krem do stóp sprawdza się w zasadzie podobnie.


Ponownie mamy tu do czynienia z białą, gęstą i treściwą emulsją, która też zostawia na stopach wyczuwalny okluzyjny film (najlepiej stosować mazidło pod skarpetki). Zapach nie rzucił mi się w nos. Na pewno nie  było w nim niczego mentolowego, więc ani charakterystycznego zapachu, ani efektu chłodzenia krem ten nie oferuje. Na szczęście, bo komu jesienią i zimą to potrzebne. A wracając do działania, kosmetyk bardzo ładnie nawilża skórę stóp i zmiękcza twardy naskórek na piętach i pod paluchami - a tego właśnie od kremów do stóp oczekuję. Owszem, są lepsze mazidła (Podopharm), ale jeśli z jakiegoś powodu ciężko się w nie zaopatrzyć, Eveline stanowi bardzo dobrą alternatywę.

Obu koleżków serdecznie polecam. Zwłaszcza, że obecnie mam w użyciu inny krem do stóp Eveline, który zajeżdża jak stare skarpety, więc niestety bardzo się znim męczę. Ach, szkoda, że to nie kolejnka tubka serii ExtraSoft...

poniedziałek, 3 września 2018

Eveline, błyskawiczny krem-kompres regenerujący do rąk i paznokci

Wow, jeden post na dwa tygodnie. Tak "imponującej" aktywności na blogu nie miałam nawet tuż po urodzeniu córeczki prawie pięć lat temu. Która, swoją drogą, dziś poszła do angielskiej zerówki. Cóż, sierpień to była praca praca praca i na nic innego nie starczało czasu. Nawet na spanie.

Ale nie to jest tematem niniejszego posta. W planach miałam co prawda napisanie podsumowania zużyć, ale nie miałam kiedy porobić zdjęć, a dziś się nie uda, bo pogoda za oknem paskudna, a więc i ładnego światła brak. A jak się nie ma, co się zaplanowało, to.... pisze się notkę, która czeka na napisanie od kilku tygodni, ha! Nie chciałam jednak tego kremu zostawiać tak bez wspomnienia o nim, bo moim zdaniem to tania perełka. Kosmetyk Eveline, o którym dziś mowa, kosztuje bowiem zaledwie niecałe 8 zł w Rossmannie,  a działa naprawdę zacnie.

Mowa o tym gagatku:

W różowej tubce mieszka różowawa emulsja o kwiatowym zapachu. Produkt zawiera 15% mocznika, jest zatem dość treściwy i trzeba poczekać kilka minut na wchłonięcie. Mnie to absolutnie nie przeszkadza, bo moim ekstremalnym sucholcom bardzo służą takie otulające formuły.  

Kosmetyk naprawdę dobrze nawilża skórę i przynosi jej natychmiastowe ukojenie, jeśli jest niekomfortowo ściągnięta. Stosowany regularnie rzeczywiście wykazuje działanie regenerujące, a także zmiękcza i uelastycznia naskórek. Naprawdę nie  mogę tej perełce niż zarzucić.

Eveline robi dobre kremy do rąk. Brawo.

sobota, 21 kwietnia 2018

Evree, DeepMoisture, głęboko nawilżający krem do rąk do bardzo suchej i szorstkiej skóry

Z nazwy krem Evree zamknięty w turkusowej tubce jest produktem idealnym dla mnie. Niestety tylko z nazwy. Moim zdaniem jest dużo lżejszy i zauważalnie mniej skuteczny od kolegów z serii Instant Help, MaxRepair oraz TotalNutrition.


Podejrzewam, że musi być w nim procentowo naprawdę dużo wody w odniesieniu do innych składników, bo ta biała, słodko pachnąca emulsja jest dość rzadka i wchłania się całkowicie z prędkością błyskawicy, co kremy z dużą zawartością mocznika (który tu występuje na drugim miejscu w składzie) nie mają w zwyczaju.

Moim sucholcom stosowanie tego kosmetyku nie dało absolutnie żadnych korzyści; ani krótko-, ani długofalowych. Spośród czterech różnych kremów Evree, które przetestowałam, ten uważam za zdecydowanie najsłabszy. I stawiam marce pytanie: po co mnożyć różnych kremów do rąk, skoro macie już naprawdę skuteczne sztuki (InstantHelp) w ofercie?

Macie jakieś doświadczenia z tym gagatkiem?

niedziela, 18 lutego 2018

Podopharm, maska do dłoni i stóp z mikrosrebrem

Zostańmy jeszcze przy marce Podopharm. Opisywany dziś produkt podarowała mi Basia (:*), której mocznik (a jest go tu 10%) nie za bardzo służy. Moje dłonie natomiast kochają ten składnik. Nic dziwnego, że cały kosmetyk pokochały.


Mazidło ma postać białej, treściwej (by nie powiedzieć tłustawej) emulsji o zapachu przypominającym klasyczny krem Nivea. Zapakowano je do minimalistycznie estetycznej i funkcjonalnej tubki z klapką.


Kiedy sięgnęłam po ten krem, moje dłonie przdstawiały obraz nędzy i rozpaczy. Były przesuszone do tego stopnia, że samoistnie pękała mi skóra, z plamami egzemy, pomarszczone jak u staruszki. I to pomimo regularnej pielęgnacji - tak po prostu reagują na zimno, grzejniki i detergenty (płyny do zmywania naczyń bardzo masakrują mi dłonie). Wystarczyły dosłownie ze trzy aplikacje abym odczuła i dostrzegła wyraźną różnicę. Mimo iż krem jest dość tłusty, moje dłonie wchłaniają go niemal całkowicie i zostaje mi na nich jedynie delikatny, w niczym nieprzeszkadzający film typu "niewidzialne rękawiczki". Od razu po aplikacji odczuwam ogromną ulgę, znika uczucie skóry za małej o kilka rozmiarów. Wspomniane niewidzialne rękawiczki utrzymują się przez całkiem długi czas - nie muszę sięgać po kosmetyk po każdym myciu rąk. Przy regularnym używaniu kilka razy dziennie z biegiem czasu stan skóry bardzo się poprawia - znikają przesuszenia, goją się ranki i egzema, naskórek jest gładszy i przyjemniejszy w dotyku. 

Mój hit, jak wszytko z Podopharm, co do tej pory wypróbowałam...

piątek, 15 grudnia 2017

Vianek, krem do rąk nawilżający

Krem Vianka kupiłam, bo zawiera 5% mocznika,  a jest to składnik, który bardzo dobrze służy moim ekstremalnie suchym dłoniom. Jak się okazuje jednak - nie we wszystkich formułach...


Producent zapakował swój wyrób do typowej tubki z zamknięciem na zatrzask. Moim zdaniem jednak nie jest to najlepsze rozwiązanie w tym konkretnym przypadku, gdyż kosmetyk ma tak wodnistą konsystencję, że po otwarciu klapki po prostu się z tej tubki niekontrolowanie wylewa. W tym przypadku najlepiej sprawdziłoby się opakowanie z pompką.

Kosmetyk przyjemnie pachnie i dość szybko się wchłania. Bazuje na wodzie, ale oprócz niej w jego składzie znajdziemy m. in. olej sojowy, mocznik, masło shea, ekstrakt z robinii akacjowej, olej z kiełków pszenicy oraz pantenol. Substancji odżwyczo-nawilżająco-natłuszczająco-regenerujących zatem nie brakuje, aż dziwne więc, że kosmetyk na skórze moich dłoni nie robi wrażenia. Ale trzeba Wam wiedzieć, że obecnie przedstawia ona obraz nędzy i rozpaczy - egzema, suche, szorstkie placki, mniejsze i większe pęknięcia, które nie chcą się goić; tego typu sprawy. Niestety w tak ekstremalnym przypadku krem zupełnie sobie nie radzi, a nawet doraźną ulgę daje na krótko, dosłownie 10-15 minut.

Dla ekstremalnie suchych dłoni nie polecam.  Być może te nieproblematyczne będą zadowolone, ale niestety sama w tej kwestii nie mogę się wypowiedzieć.

Znacie? Macie podobne, niefortunne odczucia?

wtorek, 24 października 2017

Farmona, Nivelazione, ratunek dla dłoni, intensywnie regenerujący krem do rąk SOS

Krem do dłoni Farmony wypatrzyłam na półce w drogerii Hebe. Ponieważ skóra dłoni to najsuchsze i najbardziej problematyczne miejsce na moim ciele, ponieważ krem przeznaczono dla ekstremalnie zniszczonych dłoni, ponieważ zawiera w sobie mocznik i kosztuje mniej niż 10 zł, dlugo się nie zastanawiałam. I zakupu absolutnie nie żałuję!


Kosmetyk zapakowano w funkcjonalną tubkę z klapką. Ma przyjemny, kosmetyczny zapach i dość  niespotykaną w drogerii postać musu. Produkt jest po rozsmarowaniu bardzo treściwy, otula dłonie ochronnym filtrem i potrzebuje dobrych kilku minut na wchłonięcie. Co takim sucharom jak ja absolutnie nie przeszkadza.

Ratunek dla dłoni przynosił mi natychmiastową ulgę na dłuższy czas. Sprawiał, że skóra nie była nieprzyjemnie ściągnięta, eliminował szorstkość, nawilżał, natłuszczał słowem - działał nawet mimo raczej mało wyszukanego składu. Farmona tym razem zasłużyła sobie na pochwałę na łamach niniejszego bloga. 

Nie wykluczam powrotów. Znacie? Lubicie?

wtorek, 29 sierpnia 2017

Perfecta, Fenomen C, krem-kompres do rąk i paznokci

 Moje dłonie przedstawiają na chwilę obecną obraz nędzy i rozpaczy. Gorący okres w pracy to między innymi ciągly kontakt z detergentami. W efekcie skóra rąk jest sucha, o kilka rozmiarów za mała, spierzchnięta, szorstka, i naprawdę wymaga nawilżenia i regeneracji. Ratuję się jak mogę częstymi peelingami i ciągłym smarowaniem rąk, ale kremy nie mają latwo.

Propozycją Perfecty zainteresowałam się ze względu na dość ciekawy, pełen różnych ekstraktów skład. No i ten "fenomen" w nazwie ;) Swoją tubkę nabyłam drogą kupna w drogerii Hebe, ale nie pamiętam ceny. Nie więcej niż kilkanaście złotych.

Jak widać, producent zapakował kosmetyk w pomarańczowo-koralowo-złotą tubkę z klapką. Może ta pstrokata czata graficzna nie jest najpiękniejsza, ale samo opakowanie uznaję za łatwe w obsłudze i funcjonalne.
 Krem ma postać białej emulsji o cytrynowo-cukierniczym zapachu. Jego konsystencję można zaliczyć do otulających; potrzebuje kilku minut na wchłonięcie. Osobiście właśnie takie formuły lubię najbardziej, bo nieco dłużej działają na moich sucholcach.





Krem zainteresował mnie zawartością szeregu ekstraktów. Jest w nim też mój ukochany mocznik, choć dopiero w połowie składu. Oczywiście wszystko to plywa sobie w zupce wodno-parafinowej z dodatkiem gliceryny i silikonu, ale w kremach do dłoni oleju mineralnego nie demonizuję. Wręcz często mi pomaga.

No a co z działaniem? Zanim zaczął się u mnie kompletny przesusz, krem sprawował się poprawnie. Odżywiał, nawilżał, wygładzał. Teraz... działa połowicznie. Nieprzesuszone partie skóry na moich dłoniach (czyli de facto ich wierzch od knykci w stronę przedramienia) SĄ nawilżone i gładkie, ale wszelkie przesuszone miejsca - zwłaszcza spód dłoni, knykcie i między palcami, nadal są suche i łuszczą się.... choć z doświadczenia wiem, że mogłoby być jeszcze gorzej. O dziwo nie pojawiła się jeszcze egzema. I to chyba zasługa tego kremu. Na razie zatem nie mogę wystawić mu bardzo dobrej oceny, ale w przyszłości muszę jeszcze do niego wrócić. Może jesienią/zimą?

Znacie?

wtorek, 25 lipca 2017

Eveline, Argan & Vanilla, luksusowy krem-serum do rąk i paznokci

Ach, och, czego nam tu producent nie obiecuje... A wyszło jak zwykle. Przynajmniej w przypadku moich pustynno suchych dłoni, miękkich paznokci i wiecznie zadzierających się skórek.

Widzicie przymiotnik "lusksusowy" w nazwie? Rodzi się pytanie, co takiego luksusowego może być w kosmetyku za mniej niż 9 złotych, o typowej dla drogeryjnych kremów do rąk formule? To pozłacane opakowanie? Wanilio-podobny zapach?


Krem ma postać słomkowej w odcieniu emulsji i dość szybko się wchłania. I w moim ciężkim przypadku nie spełnia ani jednej obietnicy producenta. Na pewno nie nawilża i nie odżywia na dłużej niż pół godziny, tym bardziej nie intensywnie, wygładza na kilka sekund, nie redukuje szorstkości w najmniejszym nawet stopniu, nie robi najmniejszego wrażenia na skórkach ani paznokciach, nie radzi sobie z przebarwieniami ani troszeczkę.... Po prostu doraźnie znosi uczucie ściągniętej, zbyt małej skóry na krótki okres czasu. I tyle. Eveline ma w ofercie dużo skuteczniejsze produkty do pielęgnacji dłoni...

Znacie? Jaka jest Wasza opinia?

niedziela, 11 czerwca 2017

Evree, handcare, instant help, krem ratunek dla rąk

Walka z wiecznie suchą skórą dłoni u mnie nigdy się nie kończy a chęć testowania coraz to kolejnych kremów nie przemija. Dlatego po przetestowaniu dwóch innych kremów Evree (w wersjach maxrepair oraz total nutrition), które spisały się u mnie dobrze-ale-bez-rewelacji, przyszła kolej na wariant instant help. I przyznać muszę, że z tej propozycji byłam naprawdę zadowolona.


Estetyczna, biało-czerwona tubka skrywa białą emulsję, gęstszą i treściwszą niż wyżej wspomniane tubki czerwona i różowa. Krem pozostawia na skórze wyraźnie wyczuwalny przez kilknaście minut film, co w moim przypadku jest jak najbardziej pożądane. Kosmetyk pachnie przyjemnie, słodko.

Produkt przynosił moim sucholcom natychmiastową ulgę na kilka godzin. Podczas jego stosowania skóra dłoni była przyjemnie gładka. I choć czas między potrzebą kolejnego smarowania się nie wydłużał uważam, że jest to naprawdę przyzwoity krem do rąk i cieszę się, że mam kolejną tubkę w zapasie.

piątek, 28 kwietnia 2017

Vis Plantis, Helix Vital Care, krem do rąk i paznokci nawilżający

Moja osobista pustynia na dłoniach wielokrotnie dała mi znać, że wyprzeć ją potrafią głównie specyfiki zawierające mocznik i parafinę. Ani drugiego (zwłaszcza drugiego), ani pierwszego nie brakuje w propozycji Vis Plantis, mojego spontanicznego zakupu z Natury. Tym bardziej dziwi fakt, że niestety kosmetyk zupełnie się u mnie nie sprawdził...


Jak na tak dużą ilość parafiny i wazeliny w składzie ta biała emulsja zaskakuje lekką i szybko wchłaniającą się konsystencją (u mnie nie zostawia żadnego filmu). Zapach ma cytrusowy, mocno kojarzący się z chemią gospodarczą...

No i tak. Krem, stosowany przeze mnie kilka-kilkanaście razy dziennie, nie spełnił w moim przypadku żadnych obietnic producenta. Nie nawilżał, koił na kilka minut, nie działał na skórki ani paznokcie, nie przyniósł żadnych efektów długofalowych. Mogłam co najwyżej liczyć na doraźne, chwilowe zniesienie uczucia ściągnięcia skóry. Mając na uwadze skład (a nie obietnice producenta), jestem zaskoczona. Zgodnie z moimi dotychczasowymi doświadczeniami produkt powinien stać się nowym odkryciem. A tu zonk.

Znacie?

poniedziałek, 27 marca 2017

Kamill, Hand & Nagelcreme, 5% Urea

Kiedy zauważyłam ten krem na półce w Rossmannie, poczułam palącą ciekawość. Ciekawość, czy Kamill stworzył doskonałą alternatywę dla mojego ulubionego kremu do dłoni wszech czasów - Isany 5% Urea. Mój ulubieniec kosztuje niecałe 6 zł za 100 ml, a za 75 ml produktu Kamill przyjdzie nam zapłacić 7,99 zł.


Nie będę Was trzymać w niepewności - Isany Kamill nie przebił. Co nie oznacza, że jest to zły produkt. Isana ma o wiele gęstszą, bardziej treściwą konsystencję, przez co długo się wchłania, ale i na długo otula dłonie regenerująco-nawilżająco-natłuszczającym filmem, co czyni ten produkt ideałem na noc. Natomiast dużo rzadszy i lżejszy Kamill dobrze sprawdza się w ciągu dnia. W moje pustynno suche dlonie wchłania się od razu po aplikacji, dając mi natychmiastowy komfort i sprawiając, że skóra jest przyjemnie gładka w dotyku. O ile aplikuję mazidło kilka razy w ciągu dnia, efekt ten się utrzymuje.

Krem pachnie "kosmetycznie", czymś nieokreślonym. Nie jest to zapach z gatunku intensywnych i męczących, ale też nie zapada w pamięć.

Przygodę z produktem Kamill uważam za udaną.

piątek, 27 stycznia 2017

HIT: Podopharm, Kremo-maska do dłoni z masłem shea i goji

Nie będzie trudno Wam zgadnąć, kto sprezentował mi ten krem. Tak, Hexxana :) Z czego ogromnie się cieszę, bo żyłabym sobie w błogiej nieświadomości nie wiedząc, że relatywnie młodziutka polska marka ma w ofercie produkty, którym zdecydowanie warto się przyjrzeć.

Krem jest świetny.


Ma postać białej, treściwej emulsji o nietypowym, przyjemnym, jagodowym zapachu. Po rozsmarowaniu zostawia na kilkanaście minut na dłoniach tłustawy film. Jak to maski mają w zwyczaju. I wierzcie mi - osoby z pustynnie suchą, spękaną skórą dłoni nie będą na ten ochronny film narzekać. Dlaczego? Bo działanie! Krem przynosi natychmiastową ulgę w momencie, kiedy wydaje nam się, że skóra dłoni jest o kilka rozmiarów za mała. Otula, faktycznie wspomaga regenerację; nawet twardym skórkom ze skłonnością do zadzierania się trochę pomaga, a to duży wyczyn. Z biegiem czasu możemy po niego sięgać coraz rzadziej w ciągu dnia, gdyż stan skóry dłoni i poziom jej nawilżenia faktycznie się poprawia. Niewiele jest kremów do rąk, które działają długofalowo, więc ode mnie szacun i pokłony.


Kosmetyk zapakowano do przyjaznej w odbiorze tubki, tę zaś schowano do kartonika zawierającego wszystkie istotne informacje na temat produktu.

Skład "naturalny" nie jest, ale mnie osobiście naturalne kremy do rąk niekoniecznie służą. Moje sucholce kochają mocznik i, jak się już po raz drugi okazuje (pierwszy raz to krem Bielendy z serii kuracja parafinowa, o którym pisałam kilka lat temu), wazelinę oraz parafinę wraz z silikonami. Mocznika w kosmetyku Podopharm nie ma, ale pochodnych oleju mineralnego jest tu dużo. Słyszeliście kiedyś o skutecznych zabiegach parafinowych do dłoni i stóp? No właśnie. Ja wiem, że podniosą się głosy, że pochodne ropy to zło, be i fuj. Ogólnie to na twarz ich nie nakładam, a i na ciało niespecjalnie lubię. Ale moje kończyny to kochają, co mam więc robić? Słuchać swojej skóry oczywiście. Tym bardziej, że w kremie schowało się też mnóstwo dobroci, m. in. olej sojowy, lanolina, masło shea, pantenol, ekstrakt z owoców goji, hydrolizowany jedwab, alantoina, witaminy E, C i B, czy prowitamina B5. Wszystko zaś składa się na wielce skuteczną formułę, która działa długofalowo, co jest nie do przecenienia.

Asiu, dziękuję :*

sobota, 17 grudnia 2016

Evree, handcare Total Nutrition, Odżywczy krem do rąk

W kwietniu zeszłego roku opisałam tutaj inny krem Evree - wersję regenerującą (klik). Wystawiłam mu ocenę dobrą - doraźnie bardzo mi pomagał, ale nie było efektów długofalowych. I wiecie co? Krem odżywczy oceniam identycznie...

a czyja rączka zakradła się do zdjęcia?

Jak to u Evree, opakowanie kremu do rąk to kolorowo-biała tuba. W wersji odżywczej postawiono na kobiecy róż. 100 ml kosmetyku bez promocji kosztuje 8,39 zł, co, moim zdaniem, nie jest ceną wygórowaną za całkiem ciekawy skład zawierający m. in. mój ukochany mocznik, glicerynę, olej ze słodkich migdałów, masło shea, wosk pszczeli, olej z orzechów makadamia, witaminę E, witaminę C czy kwas cytrynowy (oraz oczywiście inne "uzupełniacze"). Produkt ma postać białej, dość treściwej emulsji o delikatnym, neutralnym zapachu. Przez kilkanaście minut po wsmarowaniu czuć na dłoniach ochronny, nielepki film.

No i cóż. Jak wiecie bądź nie, mam ogromnie problematyczne, wiecznie suche dłonie. Do tego zimą często dokucza mi egzema (przez kombinację mróz + grzejniki), ale póki co, na szczęście, tym razem mam ją tylko na prawym przegubie; knykcie (moje drugie problematyczne miejsce) na razie się trzymają. Krem odżywczy, podobnie jak regenerujący, przynosi mi doraźną ulgę natłuszczając, nawilżając i tymczasowo wygładzając skórę dłoni do pierwszego kontaktu z wodą. Długofalowych zmian (na przykład wydłużenia czasu między koniecznością aplikacji) nie ma, ale i tak uważam, że propozycja Evree zasługuje na solidną czwórkę, może nawet z plusem. Nie jest to jeden z tych (zbyt) lekkich kosmetyków, że po pięciu minutach człowiek ma wrażenie, iż niczego na dłonie nie nakładał.

niedziela, 30 października 2016

Nuxe, Reve de Miel, krem do rąk i paznokci

Hexxana (:*) zagląda na mojego bloga od kilku już lat i dobrze wie, że zawsze narzekam na suchość swoich dłoni. Postanowiła zatem temu zaradzić obdarowując mnie tubką (75 ml) kremu do rąk Nuxe. Przeznaczonego do dłoni suchych i zniszczonych właśnie.


Krem zapakowano w poręczną tubkę z klapką. Nie mam żadnych zastrzeżeń w tym względzie. Kosmetyk ma niezbyt gęstą, ale treściwą kosnystencję, jest koloru białego i jak na mój gust nieco zbyt intensywnie pachnie różano-orientalnymi nutami. Ja zdecydowanie musiałam się do tego aromatu przyzwyczaić, ale nie mogę powiedzieć, żebym go polubiła.

Moja sucha skóra dłoni po posmarowaniu spija mazidło w 99%, więc nie zostaje na niej wyczuwalny film.

W składzie doszukamy się kilku naprawdę fajnych substancji, takich jak olej kokosowy, olej migdałowy, wosk pszczeli, miód, olej z awokado, olej różany, witamina E, olej sojowy, alantoina, masło shea, olej arganowy czy ekstrakt z rumanku. Mojego ukochanego mocznika niestey nie ma.

Czy krem naprawia, odżywia i chroni suche dłonie? Tak - odżywia i chroni jeśli są w dobrej kondycji; daje po aplikacji uczucie nawilżenia i ukojenia. W okresie przesuszu jednak pomagał doraźnie i na krótko, co przy dobrym składzie nieco dziwi, ale moje dłonie niestety są wyjątkowo wymagające. 

Ja osobiście raczej do niego nie wrócę, bo moje dłonie kochają mocznik, ale nie jest to zły produkt. Zapewne są tu osoby, które miały pozytywne doświadczenia z tym kosmetykiem? Dajcie znać!

niedziela, 25 września 2016

Wellness & Beauty, balsam do rąk z ekstraktami z kwiatów wiśni i kwiatów róży

Rzadko kupuję kremy do rąk nie zawierające mocznika. Jeśli zaglądacie tu od jakiegoś czasu, wiecie że pustynno suche dłonie to najbardziej problematyczna część mojego ciała. Nie wiem zatem, jak to się stalo, że w koszyku wylądował produkt Wellness & Beauty. Może przyciągnęło  mnie ciekawe opakowanie? A może skład napakowany różnymi ekstraktami i olejkami? A może promocja? Bo 10,99 zł na pewno za niego nie zapłaciłam...

Co do ciekawego opakowania, na żywo wygląda bardzo ładnie, niemal aptecznie, ale jest wyjątkowo niefotogeniczne. No i maciupeńka mikro-zakrętka doprowadza mnie do szewskiej pasji. Uwielbia wymykać się z rąk i toczyć pod meble, skąd nie da się jej tak łatwo wyjąć... Zwłaszcza posmarowanymi kremem dłońmi.






 Kosmetyk ma postać różowawej emulsji o bardzo delikatnym, różanym zapachu. W konsytencji jest dość lejący. Na jedną aplilację wystarczy niewieLe produktu - tak z połowę mniej, niż na zdjęciu obok. Wchłania się dość szybko, ale zostawia na dłoniach poczucie otulających, kremowych rękawiczek. Skóra nie jest jednak tłusta ani lepiąca; jest to przyjemne doznanie.


Krem znakomicie sprawdzał się na moich dłonach, kiedy były w dobrej kondycji. Wtedy nawilżał, zmiękczał i wygładzał skórę; dawał uczucie ukojenia. Kiedy jednak przyszedł okres pustynno-egzemowy, bez mocznika się nie obeszło, a krem W&B pomagał tylko doraźnie i na bardzo krótko (5 - 10 minut).


Same musicie wiedzieć, czy to kosmetyk wpisujący się w Wasze potrzeby. Mnie świetnie służył w okresach, kiedy skóra miała się dobrze, a wymagała jedynie delkatnej pomocy, np. po myciu rąk.


wtorek, 28 czerwca 2016

Mixa, Regeneracja, Lipidowy krem do rąk 30% gliceryny + mleka owsianego

Moje wiecznie pustynno suche dłonie uwielbiają mocznik. Czasem jednak z ciekawości decyduję się na krem bez tego składnika w nadziei, że może jednak coś z tego będzie. W przypadku Mixy - tylko wtedy, kiedy moje dłonie są we względnie dobrym stanie.

Produkt do najtańszych w drogerii nie należy, gdyż za 100 ml specyfiku zapłacić trzeba 15,99 zł. W związku z tym oczekiwania rosną.

Kosmetyk zapakowano w estetyczną biało-pomarańczową tubkę z klapką. Jest funkcjonalnie i przyjemnie dla oka. Zawartość towarzyszyła mi przez około 5 tygodni smarowania kilka razy dziennie.








Krem ma postać białej emulsji o przyjemnym kosmetycznym zapachu. Jest gęsty i treściwy, potrzebuje kilku minut na wchłonięcie i zostawia na dłoniach długo wyczuwalny film, co w przypadku sucharów jest zaletą, ale nie każdy efekt ten lubi.





Działanie. W okresie, kiedy moja skóra była wysuszona na wiór, wystapiła mała egzema i pękanie skóry, krem przynosił jedynie doraźną, krótkotrwałą ulgę, ale regeneracji nie było - nawet przy stosowaniu dużej ilości (niczym maskę) na noc. Dłonie doleczyłam więc moim absolutnym ulubieńcem od lat - mocznikową Isaną - a kiedy były już w dobrym stanie, krem Mixy sprawdzał się bez zarzutu, gdyż długo utrzymywał ich nawilżenie oraz sprawiał, że skóra była gładka w dotyku. A więc działa, ale w niewymagających okolicznościach.










Skład jak na drogeryjny krem do dłoni jest krótki i oprócz dużych ilości gliceryny (której nie wszystkie dłonie lubią) znajdziemy w nim m. in. masło shea, alantoinę oraz obiecywane mleko owsiane. 

Szczerze przyznam, że choć uważam krem za dobry (w dobrym dla dłoni okresie), nie widzę sensu w płaceniu za niego trzy razy więcej niż za Isanę, na której mogę polegać w każdej sytuacji.

Znacie? Lubicie?

środa, 18 maja 2016

Alterra, krem do rąk bio rumianek/jojoba

Fakt: mam bardzo suche i problematyczne dłonie, które kochają mocznik.

Fakt: większość mocznikowych kremów do rąk charakteryzuje się ciężkawą konsystencją i wolną wchłanialnością, a czasem przeszkadza  to w codziennym funkcjonowaniu. Z tego tytułu zdarza mi się poszukiwać innych rozwiązań. Stąd - krem Alterry. Złapałam go w CND i nie widuję już w sklepach sieciówki. Post zatem powstaje głównie ku pamięci.

Krem znajduje się w zielonkawej tubie zamykanej na zatrzask. To lubię.











Kosmetyk pachnie podobnie jak wiele innych rumiankowych kremów do dłoni. Jest koloru białego i zdaje się być treściwy, ale po rozsmarowaniu szybko się wchłania i nie obtłuszcza wszystkiego wokół.






Skład kosmetyku ułatwił mi decyzję o zakupie. Skusiły mnie zawarte tu oleje i masło shea.










Kiedy moja skóra była sucha i ściągnięta, krem zapewniał jej natychmiastową ulgę, która trwała do dwóch godzin lub pierwszego mycia rąk. Długofalowych zmian nie zauważyłam, ale też nie po to krem ten kupowałam. Jako dzienne smarowidło do torebki (szybkie wchłanianie, przynoszenie ulgi, nieobtłuszczanie wszystkiego dookoła) kosmetyk spisał się zadowalająco.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...