Pokazywanie postów oznaczonych etykietą astor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą astor. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 grudnia 2018

Astor, perfect stay concealer 24 hr

Mimo iż bohaterowi dzisiejszej notki daleko do ideału, sięgałam po niego przez równy rok, aż dobiłam do dna. Nie chciałam wyrzucać go do kosza (a przecież nie jest mi to obce). Zrozumieć kobietę...

Kosmetyk kupiłam w Drogerii Natura za 20+ zł, ale nie jestem pewna, czy wciąż mają oni jeszcze w sprzedaży mazidła Astor.


Produkt zapakowano w tradycyjną tubkę z aplikatorem-gąbeczką. Okazał się megawydajny (rok stosowania kilka razy w tygodniu!), ale poniżej widzicie, po jakie ilości osobiście sięgam. Nie wierzę, że szpachlowanie skóry pod oczami w wieku 30+ to dobry pomysł po prostu. 

Kolejną zaletą mazidła był fakt, że delikatnie przypudrowane nie miało tendencji do Wielkich Wędrówek po Zmarchach oraz do wysuszania skóry pod oczami.

Ja wybrałam dla siebie odcień 001 Ivory, który był bardzo jasny (nawet nieco za jasny dla mnie) i wyraźnie żółty (dla mnie nawet za żółty).

niestety na zdjęciach nie widać, jak duże są na żywo moje cienie, i jak korektor zupełnie sobie z nimi nie radzi :/


No i tu muszę sobie pomarudzić. Zacznijmy od tego, że normalnie lubię lekkie, płynne konsystencje w korektorach z przeznaczeniem pod oczy, bo zwykle bardzo ładnie stapiają się ze skórą. Nie w tym przypadku - tu doskonale było widać siedzący na skórze, nie stanowiący z nią jedności pigment. Żeby chociaż przy tym dobrze to-to kryło i rozświetlało. A gdzie tam! U osób, które mało mają do przykrycia, kosmetyk zapewne dałby rady, wyrównując koloryt skóry, ale u osób chronicznie niedosypiających (ja!), pracujących długo za długie godziny (ja) i walczących z bardzo dobrze widocznymi, brązowo-fioletowo-niebieskimi zasinieniami (ja) krycie nie daje rady. Jest tak lekkie, że wszystko przebija, z czym ja walczyłam dokładając pod oczy ociupinkę korektora rozświetlającego - bo Astor nie rozświetla oczywiście. Z tytułu słabego krycia nie ma co nawet próbować schować pod nim gule mniejsze i większe, mniej czy bardziej czerwone. Nie da rady, nie działa, nada.

Cieszę się, że zużyłam tego gagatka. W tak zwanym międzyczasie korektory się u mnie cudownie rozmnożyły - trzy dostałam w prezencie, a trzy kupiłam sama, zanim dostałam pierwsze trzy w prezencie. Przy moim zabójczym tempie jestem ustawiona na kolejne pięć lat :D

Aha, obiecanej dwudziestoczterogodzinnej trwałości nie testowałam, bo nie noszę makijażu dłużej niż 8-10 godzin. Fujka.

Znacie?

O! Znalazłam jeszcze na dysku zestawienie kolorystyczne z najjaśniejszymi odcieniami korektorów Catrice i Nars. Wyraźnie widać, że Astor jest najbardziej żółty:

 

środa, 19 września 2018

Astor, Big & Beautiful Boom! volume mascara

Mimo iż mam swoich tuszowych ulubieńców, chętnie testuję produkty sobie nieznane. Mam proste, krótkie i raczej rzadkie rzęsy, cenię więc sobie produkty, które je wydłużają i jednocześnie dodają objętości, a niewiele maskar to potrafi. 

Zawodnik od Astor okazał się całkiem do rzeczy, choć oczywiście nie jest to produkt bez wad.


Produkt zamknięto w pomalowanej na złoto, mocno błyszczącej i przez to bardzo niefotogenicznej tubce dość słusznych rozmiarów, co nie czyni ją ani travel-friendly ani łatwą w przechowywaniu. W środku siedzi 12 ml czarnej mazi, i nawet teraz, mniej więcej dziewięć miesięcy od otwarcia, kosmetyk jeszcze się nie skończył, ani nie wyschnął. Osobiście wolałabym mniejszą tubkę z mniejszą ilością mazidła, bo jak wiadomo, maskary najlepiej jest wymieniać co trzy miesiące. Tutaj zużycie kosmetyku w trzy miesiące ani nawet w pół roku wydaje się niemożliwe, co jest marnotrawstwem. Chyba, że inaczej się na to zapatrujecie.

Nie zostałam fanką szczoteczki. Jest wielgachna i łatwo narobić sobie przy nieuważnej aplikacji bałaganu na powiece.


Efekt maskara daje raczej "dzienny". W moim przypadku uwidacznia rzęsy, ale o pełnym objętości wachlarzu nie ma mowy. 

Szacuneczek za brak rozmazywania, osypywania się, kruszenia i tego typu niespodzianek. Tusz jest trwały, a jednocześnie nie stawia oporu podczas demakijażu. To lubię.


Przyzwoity produkt, ale nie czuję potrzeby powrotu do niego.

Znacie?

poniedziałek, 26 września 2016

Astor, Soft Sensation Lipcolor Butter Matte, 023 Vivid Divine, 025 Cheeky Girl, 027 Elegant Nude

Astor to jedna z tych marek, których szafa niespecjalnie mnie przyciąga. Co za tym idzie, nie mam dużego doświadczenia z ich kosmetykami. Znam jedynie lakiery do paznokci (są OK), kredkową hybrydę szminki, pomadki ochronnej i błyszczyka, która jest w porządku, ale niczym się nie wyróżnia (klik) oraz lakier do ust o przepięknym kolorze, który niestety lubi migrować poza ich kontur (klik). Jak widać, nie pałam niepohamowanym entuzjazmem, zatem gdyby nie Justita, zapewne nawet nie wiedziałabym o istnieniu matowych pomadek w kredce Soft Sensation Lipcolor Butter Matte, a to by była szkoda, bo te szminki akurat bardzo polubiłam.

Z tego, co wiem, w Polsce dostępne są trzy z sześciu odcieni: fuksja Vivid Divine, koral Cheeky Girl i dość ciemny nudziak Elegant Nude. Wszystkie pokazała i opisała u siebie Justyna tutaj, tutaj i tutaj. Po jej wpisach dałam się skusić i kupiłam w Naturze koral Cheeky Girl (około 30 zł), a dwa pozostałe odcienie przysłała mi sama kusicielka.

Opakowanie jest dobrze przemyślane. Sztyft jest wykręcany, a kolor całej obudowy koresponduje z kolorem pomadki. Złote napisy wyglądają ładnie i póki co nie obłażą, a kredki mam już dość długo.

Szminki dają bardzo ładne wykończenie aksamitnego matu. Nie nawilżają ust, ale noszą się komfortowo i ich nie wysuszają. Oczywiście podkreślą wcześniej powstałe niedoskonałości, takie jak suche skórki. Pachną ładnie, waniliowo, podobnie jak pomadki MAC. Są świetnie napigmentowane (choć fuksja i koral są trochę lepiej napigmentowane niż nudziak).

Dwa intensywniejsze odcienie trochę różnią się właściowściami od nudziaka. Otóż w ich przypadku kolor lekko wgryza się w usta, są wiec trwalsze (u mnie poprawki potrzebne są po około 4 godzinach z piciem i nietłustym jedzeniem), a kiedy zaczynają się zjadać, kolor znika z naskórka nierównomiernie, czym nie odbiegają od wielu, wielu innych intensywnych szminek. Nudziak natomiast w wargi się nie wpija, a pozostaje na powierzchni ust, przez co jest mniej trwały (u mnie około 3 godziny) i zjada się dość równomiernie.


023 Vivid Divine

Vivid Divine to ładna, leciuteńko jagodowa fuksja.


025 Cheeky Girl

Cheeky girl to przepiękny koral i oczywiście moja faworytka.


027 Elegant Nude

Elegant nude to ciepły, leciuteńko ceglasty brąz z niewielką domieszką różowych tonów. 

Niczym mi te kredki nie podpadły. Ładnie pachną, ładnie się aplikują, są dość trwałe i komfortowe w noszeniu. Po fuksję i koral często z chęcią sięgam; na nudziaka muszę mieć nastrój. Czasem się sobie w nim podobam, ale bywa, że i nie.

poniedziałek, 11 lipca 2016

Astor, soft sensation lipcolor butter, 012 Unguilty Pleasure

Jako niepoprawna pomadkoholiczka z ustawicznie szepczącym "testuj, testuj, testuj" głoskiem w głowie skusiłam się pewnego dnia na szminkę w kredce Astor, reklamowaną przez producenta jako hybrydę koloru, balsamu pielęgnacyjnego i błysku.

Jakkolwiek nie jest to zły produkt stwierdzam, że mogłabym się bez niego obyć.


Na pierwszy rzut oka opakowanie w kolorze pomadki (łatwo znaleźć dany kolor, super) ze złotymi napisami wygląda bardzo ładnie. Po jakimś czasie jednak złotko zaczyna obłazić, co już estetyczne nie jest.

Zasrzeżenia też mam do ściętego czubka. Bo po co tworzyć kredkę, jeśli potem daje się jej taki czubek, przez co tracimy szansę na mega precyzyjną aplikację?

Zapach mazidła jest natomiast bardzo ładny, jak waniliowy budyń. Lubię to.


Mój odcień, 012, to fuksja. Kolor nie jest bardzo intensywny, ale widoczny. Mamy tu dość błyszczące wykończenie, ale jednak nie błyszczykowe. Takie wykończenie dają często pielęgnacyjne balsamy do ust. Pomadka Astora naskórek ust nawilża, kiedy sie na nich znajduje. Jak już zniknie, znika też poczucie nawilżenia i odżywienia. Produkt przy tym do najtrwalszych nie należy, gdyż bez jedzenia i picia nie wyciągniemy z niego więcej niż 2,5-3 godziny. Kosmetyk zjada się raczej równomiernie, kolor nie wgryza się w wargi; dość mocno brudzi kubki.

Nie jest to zły produkt, ale czy wart 27 zł? Moim zdaniem nie.

czwartek, 4 lutego 2016

Astor, Style Lip Lacquer, 145 Vintage Style

Lakier do ust Astora dostałam w prezencie urodzinowym od Słomki. Przyjaciółka wybrała świetny odcień, w którym naprawdę dobrze się czuję. Ale o tym za chwilę.


Producent zapakował kosmetyk w elegancko wyglądającą, plastikową tubeczkę. Mam ten produkt od dobrych kilku miesięcy i na razie nic się z opakowaniem nie dzieje - napisy nie schodzą, nigdzie żadna farba się nie łuszczy. Miodzio. Aplikator to dość mała, a dzięki temu precyzyjna, gąbeczka. Lakier do ust ma dziwaczny, sztuczny zapach podobny do lakierów Apokalips Rimmela, jeśli będzie to dla Was jakiś punkt odniesienia. Moich ust szminka nie wysusza i jest dość trwała, bo bez jedzenia i picia wygląda dobrze przez około cztery godziny (z jedzeniem mniej); potem konieczne są poprawki.



145 Vintage Style to przepiękna koralowa czerwień. Odcień ten naprawdę ładnie ożywia moją twarz i głównie dlatego chętnie po pomadkę sięgam. Mazidło ma być hybrydą szminki (świetna pigmentacja i krycie) oraz błyszczyka (lśniące wykończenie), i tak jest. Wygląda na ustach obłędnie. Niestety ma też dość poważną wadę - lubi zmieniać miejsce pobytu. Szminka lubi osadzać się na zębach i migrować poza kontur ust, zwłaszcza podczas jedzenia i picia. Dlatego zdobiąc nią swoje usta pamiętam o tym, aby mieć pod ręką lusterko. Tak na wszelki wypadek.

W Rossmannie mamy do wyboru 9 odcieni. W cenie regularnej kosmetyk kosztuje 27,99 zł/5 ml, ale pamiętajmy o promocjach.

niedziela, 3 czerwca 2012

Astor, fash'n studio, 71

I bought this nail polish in Poland. If you have any questions, drop me a line.
*** 

  • Dostępność: Natura, Rossmann, drogerie sprzedające kosmetyki Astor
  • Cena: ok. 8 zł
  • Pojemność: 6 ml
  • Kolor: przykurzony fiolet z różowym shimmerem; pół-frostowe wykończenie
  • Konsystencja: rzadka, ale łatwa do opanowania
  • Pędzelek: klasyczny, wygodny
  • Krycie: na paznokciach mam 3 warstwy; w cieniu lakier wyglądał bardzo dobrze, w słońcu widać było białe końcówki, dlatego myślę, że będę używać go do layeringu
  • Wysychanie: w normie
  • Zmywanie: bez większych problemów
  • Trwałość: już drugiego dnia miałam wyraźnie starte końcówki (top coat z nail teka nie zapobiegł ścieraniu)
I jak? Hot or not?



czwartek, 26 stycznia 2012

Lakierowy brzydal i wnioski z pewnego eksperymentu

Pokażę Wam dzisiaj Największego Lakierowego Brzydala Świata. Przynajmniej takie są moje odczucia :) Lakier (Astor 60 Sec, 6) kupiła dawno temu moja mama, która maluje paznokcie średnio dwa razy w roku (na okazje typu czyjeś wesele, czy jakaś duża zabawa). Brzydal nie przypadł jej jednak do gustu i tak trafił do mnie. Mi też nie przypadł do gustu, ale pomyślałam, że znajdę na niego sposób. 

Dlaczego brzydal? Bo to chamska perła. Widać pociągnięcia pędzelka i w ogóle jest ble. Lakier ma dobrą konsystencję, wygodny pędzelek i szybko wysycha, ale bardzo ciężko się go zmywa, niemalże jak brokaty. No i jest niesamowicie paskudny:



A tu kilka pomysłów na ujarzmienie bestii, polegające zazwyczaj na jej zakryciu:



Po wyciapaniu połowy buteleczki zabrakło mi weny twórczej. Ale wtedy wpadłam na pewien pomysł. Niedawno Stri-linga (:*) pokazywała, jak sama w prosty sposób stworzyła sobie gliterka :) Pomyślałam sobie, że warto przeprowadzić eksperyment i zobaczyć, czy za pomocą nieużywanego cienia do powiek będę w stanie zmienić kolor, a może nawet wykończenie lakieru. Jak pomyślałam, tak zrobiłam.

Oto wnioski z mojego doświadczenia:
  • lakier zmienił kolor (yay!)
  • zmieniło się wykończenie (lakier jest prawie matowy), wskazany jest nabłyszczający top coat
  • lakier wolniej wysycha
  • eksperyment nie wpłynął na trwałość lakieru na paznokciach
  • należy starannie rozkruszyć cień tak, aby nie było żadnych grudek. Ja zrobiłam to niestarannie i w rezultacie w "nowym" lakierze mam mnóstwo grudek.
Człowiek uczy się na błędach. Następnym razem (bo taki na pewno będzie!) staranniej rozkruszę cień, a raczej zrobię z niego miazgę :) Myślę, że to kolejny fajny sposób na wykorzystanie nieużywanych cieni i lakierów do paznokci :) Tutaj kolorek wyszedł mi fajny, tylko te grudki...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...