Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agnes b. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą agnes b. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 listopada 2015

Kilka słów o dwóch cieniach: Rival de Loop 04 hot chocolate oraz agnes b 1273 Black cherry

Zdjęcia dwóch cieni, które dziś pokażę, od (zbyt) dawna mieszkają na moim dysku i czekają na swoje dwie sekundy. A pokazać te cienie moim zdaniem warto, więc niniejszym w końcu to czynię.

Produkty łączy to, że dostałam je oba od Hexxany. Myślę, że zostały nabyte w Niemczech, choć nie dam sobie za to żadnej kończyny uciąć. 

Jeśli o Rival de Loop chodzi, z kolorówki znam jeszcze ichnią bazę pod cienie (klik), która jest rewelacyjna (miękka jak masełko i bardzo skuteczna), i którą serdecznie polecam. Z cieniem hot chocolate również się polubiłam. Nieważne, że opakowanie nieco zalatuje taniością. Cień ma piękny, chłodny odcień brązu i jest zupełnie nieproblematyczny we współpracy. Mały minus można mu dać za średnią pigmentację, ale za to jest naprawdę dobrym cieniem transferowym o przyjemnym, satynowym wykończeniu. 



Skąd wzięła się nazwa cienia agnes b - black cherry - pojecia nie mam. Kolorowi daleko do wiśni. To raczej ciekawe bordo z fioletową poświatą. Opakowanie cienia szału nie robi (nie lubię małych odkręcanych pudełeczek), ale zawartość, jak w przypadku poprzednika, nie sprawia żadnych problemów w nakładaniu i rozcieraniu. Niestety i tu mamy do czynienia ze średnią pigmentacją i jakkolwiek przechodzi to w przypadku brązów i beżów, tutaj ewidentnie musimy się napracować, żeby uzyskać na oku ładny efekt i wydobyć wspomnianą fioletową poświatę. Najepiej nakładać cień po prostu na kolorową bazę.


Zdaje mi się, że Inglot ma pyłek podobny do tego cienia agnes b. Ktoś może potwierdzić?

wtorek, 5 lutego 2013

Testery pomadek Agnes B.

O istnieniu marki Agnes B. dowiedziałam się od Hexxany, która podesłała mi jakiś czas temu testery kilku kosmetyków. O ile cienie wydały mi się w porządku, ale bez szału (klik), o tyle testery pomadek sprawiły, że zaczęłam trochę żałować, iż do kosmetyków tych mam trudny dostęp. Dla portfela dobrze ;)

Testery dały mi możliwość poobcowania z pomadkami Agnes B. o różnych wykończeniach.



Bourgogne suede ma według producenta wykończenie matowe. Według mnie jest to piękny, satynowy mat. Nie spodziewałam się, że w takim chłodnym burgundzie będę czuć się tak kobieco! Do tego pomadka dostaje u mnie ogromnego plusa za nieprzenoszenie się na zęby. Burgund okazał się bardzo trwały. W zasadzie picie było szmince zupełnie niestraszne, dopiero jedzenie ją ruszało. Produkt schodził z ust równomiernie. Ogólnie pomadka ani razu nie zrobiła mi jakiejś brzydkiej niespodzianki, ale i tak co jakiś czas kontrolowałam stan makijażu ust, bo tak mam w zwyczaju, jeśli już decyduję się je mocniej podkreślić. Jedyny minusik pomadka dostaje za to, że po jakimś czasie czuć ściągnięcie ust, a więc trochę wysusza.



Cerise cristal z kolei nie podbiła mojego serca. Kolor ma wprawdzie ładny (jasny, twarzowy róż), ale pomadka zawiera w sobie brokat. Kiedyś lubiłam tego typu rozświetlające, brokatowe wykończenie; teraz nie ciągnie mnie w tym kierunku... Choć na plus zaliczam fakt, że brokat absolutnie nie wędruje po twarzy. Trwałość standardowa, dwu-, trzygodzinna bez jedzenia i picia. Tu również zauważyłam lekką tendencję do wysuszania ust.



Fraise nacree, koralową, kremową pomadkę polubiłam chyba najbardziej. Bardzo dobrze czułam się w tym kolorze i wykończeniu. Ta sztuka również troszkę wysuszała usta. Trwałość jak przy koleżance wyżej. Kolor schodził równomiernie; transferu na zęby nie stwierdziłam.


Podsumowując - pomadki są bardzo przyjemne. Jednak kolory i wykończenia nie są na tyle nietypowe, żebyśmy nie mogły znaleźć w drogeriach lub własnych kosmetyczkach odpowiedników ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...