Zdjęcia dwóch cieni, które dziś pokażę, od (zbyt) dawna mieszkają na moim dysku i czekają na swoje dwie sekundy. A pokazać te cienie moim zdaniem warto, więc niniejszym w końcu to czynię.
Produkty łączy to, że dostałam je oba od Hexxany. Myślę, że zostały nabyte w Niemczech, choć nie dam sobie za to żadnej kończyny uciąć.
Jeśli o Rival de Loop chodzi, z kolorówki znam jeszcze ichnią bazę pod cienie (klik), która jest rewelacyjna (miękka jak masełko i bardzo skuteczna), i którą serdecznie polecam. Z cieniem hot chocolate również się polubiłam. Nieważne, że opakowanie nieco zalatuje taniością. Cień ma piękny, chłodny odcień brązu i jest zupełnie nieproblematyczny we współpracy. Mały minus można mu dać za średnią pigmentację, ale za to jest naprawdę dobrym cieniem transferowym o przyjemnym, satynowym wykończeniu.
Skąd wzięła się nazwa cienia agnes b - black cherry - pojecia nie mam. Kolorowi daleko do wiśni. To raczej ciekawe bordo z fioletową poświatą. Opakowanie cienia szału nie robi (nie lubię małych odkręcanych pudełeczek), ale zawartość, jak w przypadku poprzednika, nie sprawia żadnych problemów w nakładaniu i rozcieraniu. Niestety i tu mamy do czynienia ze średnią pigmentacją i jakkolwiek przechodzi to w przypadku brązów i beżów, tutaj ewidentnie musimy się napracować, żeby uzyskać na oku ładny efekt i wydobyć wspomnianą fioletową poświatę. Najepiej nakładać cień po prostu na kolorową bazę.
Zdaje mi się, że Inglot ma pyłek podobny do tego cienia agnes b. Ktoś może potwierdzić?





