Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cera naczynkowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cera naczynkowa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 września 2013

E-naturalne, tonik do cery naczyniowej z ekstraktem z czarnego bzu (ECOCERT)

Dziś opowiem Wam o kosmetyku, który towarzyszył mi przez prawie dwa miesiące. Kupiłam go w pojemności 200 g za 22,90 zł. Tonik stosowałam dwa razy dziennie - po porannym i wieczornym myciu twarzy.


Od producenta:
Tonik do cery naczynkowej jest przeznaczony szczególnie dla osób z cerą wrażliwą, skłonną do podrażnień i pękających naczynek. Idealny do pielęgnacji cery dojrzałej. Bardzo dobrze stymuluje produkcję kwasu hialuronowego oraz zwiększa nawilżenie i regenerację skóry, a także chroni kruche naczynka włosowate, zwiększając ich elastyczność. Doskonale odświeża i chroni skórę, pozwalając utrzymać jej świeżość przez cały dzień.

Drogocenny ekstrakt z Czarnego bzu (Sambucus Nigra) to jeden z najsilniejszych antyutleniaczy, wykazuje działanie łagodzące, przeciwzapalne, a także oczyszczające, ściągające i antybakteryjne.
Kwiaty Czarnego bzu są bogatym źródłem takich substancji jak: glikozyd sambunigryny, benzaldehyd, kwas cyjanowodorowy, rutyna, olejki eteryczne, kwasy organiczne – askorbinowy i kofeinowy, jabłkowy, walerianowy, chlorowodorowy, garbniki i witamina E. 

Prawoślaz lekarski posiada właściwości zmiękczające i przeciwzapalne. To bogactwo witamin głównie z grupy A, E, D, E, D. Zmiękcza i łagodzi skórę oraz podrażnienia. (klik)

Tonik jest bardzo łatwy do przygotowania. Wystarczy po prostu zmieszać ze sobą wszystkie składniki.

Do wersji o pojemności 200 g dołączono wysoką, plastikową butlę z pompką. Pompka działała bez zarzutu. Do każdego użycia potrzebowałam około 3 pompnięć (lubię, kiedy wacik jest dość dobrze nasączony). Sam tonik nie ma koloru. Pachnie bardzo słodko, ulepowato, kwiatowo. I to chyba przez ten zapach kosmetyk nie dawał mi odczucia odświeżenia. Zapach i fakt, że na skórze zostawał lekko lepiący film, choć wrażenie lepkości znikało po aplikacji kremu.

Tonik był OK, ale mojego serca nie podbił. Na pewno mnie nie podrażniał ani nie zapychał. Nie wiem, czy przyczynił się do zwiększenia nawilżenia mojej skóry; nie mam problemów z wysuszeniem w miesiącach letnich. Obietnicę utrzymania skóry w świeżości przez cały dzień można za to na pewno włożyć między bajki. Mam tłustą cerę i sebum zawsze po kilku godzinach daje o sobie znać. O każdej porze roku, ale latem już w szczególności. Wpływu toniku na naczynka określić nie potrafię, bo stosowałam go głównie z arnikową serią Flos-Leku. Niemniej przez cały czas stosowania produktu naczynka i rumień były w miarę grzeczne.

Skusiłam się na tonik głównie ze względu na jego naturalny skład. Jest to dobry produkt, ale nie zawojował szczególnie mojego serca. Ot, przewinął się przez moją pielęgnację. Produktu ani nie polecam, ani nie odradzam.

piątek, 30 sierpnia 2013

Flos-Lek, Arnica, nawilżający krem arnikowy SPF 15, przeciwzmarszczkowy krem arnikowy oraz żel arnikowy

Trzy wspomniane w tytule kosmetyki dostałam do testów od marki Flos-Lek na początku maja. Od połowy maja towarzyszyły mi w codziennej pielęgnacji twarzy. Postanowiłam sprawdzić, czy zmasowany arnikowy atak zrobi jakieś wrażenie na moich naczynkach. Mazidła stosowałam w następujący sposób: krem nawilżający, ze względu na obecność SPF, przeznaczyłam na dzień, a żelem i kremem przeciwzmarszczkowym smarowałam się na noc. Ponieważ kremy nawilżający i przeciwzmarszczkowy właśnie mi się skończyły, mogę od razu napisać, że te tubki o pojemności 50 ml są bardzo wydajne, gdyż każda wystarczyła mi na 3,5 miesiąca stosowania raz dziennie. Żel jest jeszcze wydajniejszy - nadal mam około 1/3 opakowania.

Kosmetyki mają kilka cech wspólnych. Po pierwsze, są bezzapachowe, co jest dla mnie plusem. Nie wymagam, żeby kremy do twarzy miały zapach. Wręcz tego nie chcę. Poza tym, żaden z produktów mnie nie podrażnił ani nie spowodował niechcianego wysypu, a mam cerę tłustą, skłonną do zapychania. W końcu, wszystkie produkty zapakowano w nieprzezroczyste tubki, które trzeba odkręcać. Fakt ten wielokrotnie mnie denerwował, gdyż jestem niezdarna i nakrętki często wypadały mi z dłoni. Do znudzenia będę powtarzać, że zdecydowanie wolę klapki.


Krem nawilżający SPF 15:


Krem jest koloru seledynowego, co ma optycznie neutralizować zaczerwienienia  na twarzy. I trochę tak się dzieje, ale nie jest to spektakularny efekt. Produkt ma dość treściwą konsystencję. Szybko się wchłania, ale na mojej tłustej twarzy zostawiał delikatny film. Krem bardzo dobrze nadawał się pod makijaż, nic się nie rolowało. Nie mogę również przyczepić się do stopnia nawilżania cery - spisywał się na tym polu wyśmienicie. Nie wypowiem się natomiast na temat ochrony przeciwsłonecznej, gdyż latem faktor SPF 15 jest dla mnie za niski, więc dodatkowo zabezpieczałam buzię wysokim filtrem.




Krem przeciwzmarszczkowy:


Ten krem jest z kolei białawy w odcieniu. Jeśli chodzi o konsystencję, miałam wrażenie, że był nieco bardziej tłusty od kremu nawilżającego, a w każdym razie film, który pozostawiał po wchłonięciu, był nieco tłustszy niż w przypadku poprzednika. Produkt zapewniał nawilżenie na poziomie kremu na dzień. To, że stosowałam go na noc, to był mój świadomy wybór (producent nie oznaczył kremu jako produktu na noc, a te z reguły są treściwsze i bardziej odżywcze).

Mam 27 lat i na razie nie mam problemu ze zmarszczkami. Miejmy nadzieję, że krem pomagał im zapobiegać, ale gołym okiem nie da się tego ocenić. Na pewno po jego użyciu skóra twarzy była miła w dotyku.




Żel arnikowy:


Kosmetyk ma postać lekkiego żelu oczywiście. Stosuję go pod oczy oraz na obszary naczynkowe, czyli policzki i nos. Wchłania się bardzo szybko, ale na mojej tłustej cerze zostawia lekko klejący film, który zostaje zniesiony przez zaaplikowany później krem. Żel sam w sobie nie ma właściwości nawilżających, dlatego nie mogłabym stosować go solo, ale wierzę, że łączony z kremem wspomaga pielęgnację antynaczynkową oraz wspiera krem pod oczy.

Na siniaki żelu nie stosowałam.


Skład żelu: Aqua, Propylene Glycol, Arnica Montana Flower Extract, Arnica Chamissonis Flower Extract, Panthenol, Phenoxyethanol, Triethanolamine, Carbomer, Ethylhexylglycerin

Kwestia najważniejsza: jak stosowanie kosmetyków wpłynęło na naczynka (ponieważ stosowałam kosmetyki razem jako kurację, nie jestem w stanie wypowiedzieć się, jak działają w tej kwestii indywidualnie)? Muszę przyznać, że bardzo dobrze. Produkty widocznie koiły obszary naczyniowe; rumień pojawiał się w ciągu dnia później, niż zwykle, i szybciej znikał. Nawet w czasie upałów, a to imponujące. Poza tym ogólnie moja cera wygląda po tegorocznym lecie lepiej niż w latach poprzednich, gdyż pojawiło się mniej teleangiektazji (a całkowicie, jak wiadomo, nie da się ich uniknąć). Dzięki produktom moja cera ma lepszy, bardziej wyrównany koloryt. 

Ogólnie seria jest naprawdę godna polecenia dla osób walczących z naczynkami. Cieszę się, że miałam okazję zapoznać się z tymi kosmetykami. Myślę, że jeszcze do nich wrócę.

środa, 14 listopada 2012

Usuwanie zmian naczyniowych - zabieg laserem VariLite

Mam cerę naczynkową. W spadku genetycznym przekazał mi ją tata i nic z tym faktem nie mogę zrobić.

Jakiś czas temu popełniłam obszerny artykuł przedstawiający charakterystykę cery naczynkowej. Zainteresowanych odsyłam TUTAJ.

Jeśli chodzi o aspekt estetyczny, cera naczynkowa bywa źródłem ogromnych kompleksów. Rumień czy teleangiektazje (permanentnie rozszerzone drobne naczynia krwionośne zwane potocznie pajączkami) nie są, nie oszukujmy się, pięknym widokiem. Co więcej, jeśli goszczą już na naszej twarzy, ŻADEN KOSMETYK ICH NIE USUNIE. Tu trzeba sięgnąć po cięższą artylerię. Ja na przykład tydzień temu udałam się do gabinetu medycyny estetycznej w Gdyni na usuwanie zmian naczyniowych laserem VariLite.

Cera naczynkowa jest bardzo wymagająca w pielęgnacji. Na rynku dostępnych jest wiele kosmetyków, które mają wzmacniać naczynia krwionośne. Mam w tej kategorii swoich ulubieńców. Moją cerę niesamowicie koją  hydrolaty (oczarowy, z kwiatu pomarańczy), serum pod oczy i naczynka z Biochemii Urody, naturalne maseczki glinkowe i algowe. Moja skóra świetnie reaguje na naturalną pielęgnację; odkąd ją stosuję, zmiany naczyniowe powstają u mnie dużo wolniej...

...ale powstają. Nie oszukujmy się, na pewne rzeczy nie mamy wpływu. Jasne, nie chodzę do sauny, staram się spożywać alkohol w umiarkowanych ilościach, nie jadam przesadnie pikantnych potraw, nie palę papierosów i stosuję filtry przeciwsłoneczne, ale na takie rzeczy jak zmiany hormonalne, zaburzenia krążenia, silne bodźce emocjonalne, choroby układu krążenia, mróz, itp. wpływu nie mam żadnego. Trzeba mieć więc nastawienie, że WALKA Z NACZYNKAMI MA W SOBIE DUŻO Z WALKI Z WIATRAKAMI. Odpowiednia pielęgnacja naprawdę pomaga, ale prędzej czy później trzeba sięgnąć po radykalniejsze środki.

Swój pierwszy zabieg laserowy przeszłam w tym samym gabinecie u tej samej pani doktor trzy lata temu. Zapowiedziała mi wtedy, że co jakiś czas będę musiała go powtarzać, ponieważ, jak wspomniałam wyżej, zmiany rumieniowe będą się pojawiać mimo naszych największych starań, bo na niektóre czynniki nie mamy wpływu i już. Life is brutal. Jak dla mnie jednak udanie się pod laser raz na 2-3 lata to nie jest aż taki problem.

Pani Doktor korzysta z laseru VariLite. Jej zdaniem jest to najlepszy laser do walki ze zmianami skórnymi. Mój zabieg trwał ok. 20 minut, ale czas trwania zależy oczywiście od rozległości zmian. Ja miałam wyraźne teleangiektazje na nosie oraz rumień na górnej części policzków (ten rumień to w moim przypadku wiele permanentnie rozszerzonych naczyń krwionośnych położonych tak blisko siebie, że nie widać "pajęczynki" a różowe placki na twarzy). Zabieg jest w moim odczuciu bolesny. To tak jakby ktoś przez prawie pół godziny strzelał nam w twarz z gumki recepturki, raz za razem. Na policzkach nie jest jeszcze tak źle, bo tam pod tkanką skórną mamy tkankę mięśniową. Nos jednak... tam pod skórą jest chrząstka. Na nosie cholernie boli.
Po zabiegu skóra była buraczkowa. Spodziewałam się też małych ranek i strupków (trzy lata temu po zabiegu miałam właśnie w tych miejscach małe strupki, które odpadły po 3 dniach, odkrywając "odnowioną" skórę), ale tym razem obyło się bez nich. Nie wiem, jakim cudem, ale nie narzekam :)

W dniu zabiegu przez resztę dnia odczuwałam uporczywe pieczenie skóry, ale to by było na tyle. Więcej nieprzyjemności nie było.

Tu jeszcze mała uwaga: zazwyczaj jeden zabieg laserem NIE USUNIE WSZYSTKICH ZMIAN NACZYNIOWYCH. Tak, usunie większość z nich, ale zwykle potrzeba serii zabiegów. U siebie widzę, że na nosie zostało mi kilka teleangiektazji, ale spodziewałam się tego.

Za usunięcie zmian naczyniowych na nosie i górnych partiach policzków zapłaciłam 300 zł. Jeśli zdecyduję się na "poprawki" drugi zabieg powinien być tańszy, bo zmian jest mniej.

Zabiegowi nie poddałam się wyłącznie z próżności (choć w pewnym stopniu tak, szczerze przyznaję). Moja mama ma trądzik różowaty, a od rumienia na policzkach do trądziku różowatego krótka droga. Wolę zapobiegać niż leczyć.

Zakończę kilkoma zbliżeniami na moją skórę, choć aparat wszystkiego niestety nie był w stanie uchwycić. Szczególnie rumienia na policzkach. Musicie uwierzyć mi na słowo, na żywo zmiany na plus o wiele bardziej widać.





Dzięki pojedynczemu zabiegowi pozbyłam się większości teleangiektazji z nosa, a policzki są mniej różowe, mają bardziej wyrównany koloryt. Jestem zadowolona :) Wprawdzie do ideału powinnam udać się pod laser jeszcze raz, ale nie czuję takiej potrzeby. Najwyżej poprawię nos po lecie, bo pewnie po zimie i lecie coś tam znowu się pojawi od mrozu, słońca i innych czynników.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...