Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wibo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wibo. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 grudnia 2019

Średniaki, zwyklaki, przeciętniaki... | Chanel, Estee Lauder, Wibo, Nabla, Biotanique, Bandi, La Roche-Posay, Sun Ozon, Perfecta, Evree

Dziś o kosmetykach ani dobrych, ani złych. Średnich do bólu.


#1
Chanel, Vitalumiere, loose powder foundation with mini kabuki brush


Sypki podkład Chanel dostałam od Hexxany. Producent zapakował go w dobrej jakości plastkowe pudełko z siateczką, przez którą mamy nabierać proszek na pędzel.


Dołączony kabuki brush nie podbił mojego serca. Daleko mu do miękkości pędzli firm produkujących minerały, a do tego jest dość mały, więc trzeba się namachać podczas aplikacji. Szybko poszedł w odstawkę.


Nie wiem, jaki mam kolor podkładu, bo nie widzę takiej informacji na opakowaniu. Wiem, że jest on odpowiednio jasny, ale niestety wpada w różowe tony, co do mnie nie pasuje. Pomagam sobie używając żółtego pudru wykończeniowego, który początkowo załatwia sprawę. Tuż po aplikacji na twarz kosmetyk daje wykończenie satynowego matu, ale już po około 3 godzinach zaczynam się wyświecać, a podkład wyraźnie ciemnieje i pomarańczowieje. Natomiast po całym dniu noszenia wygląda ciężko i ciastkowato. Jeśli już po niego sięgam, to na krótsze wyjścia.


#2
Estee Lauder, Enlighten EE cream, 01 light


Ten krem też dostałam od Hexxany. Uważam, że może sprawdzić się na cerach suchych i być może normalnych. Na mojej tłustej nie jest optymalny. Ma leciutkie krycie, ale jeśli chcemy tylko lekkiego wyrównania kolorytu cery, daje radę samodzielnie. Niezależnie jednak, czy użyję go bez podkładu czy pod podkład, już po około dwóch godzinach zaczyna się na mnie brzydko wyświecać,  a pod koniec dnia, kiedy robię demakijaż, okazuje się, że w międzyczasie zupełnie ulotnił mi się z twarzy - a wszystko to po utrwaleniu pudrem. Kolejny kosmetyk z kategorii podkładów, po które ewentualnie sięgam na krótkie wyjścia.



#3
Nabla, Close Up Stay Full Smooth Concealer, Ivory


I kolejny kosmetyk, który miałam okazję poznać dzięki Hexxanie. Jak widzicie, ma on typowe dla korektorów opakowanie z wielkim gąbkowym aplikatorem (wielkością aplikator przypomina ten od korektora Conceal & Define z Revolution). Odcień Ivory wbrew nazwie nie jest bardzo jasny i wpada w żółte tony. Moim problemem w tym przypadku jest zbyt duże krycie. Nie zetknęłam się wcześniej z bardziej kryjącym korektorem. Ma w sobie tyle pigmentu, że osobiście nie potrafię porządnie rozetrzeć pod okiem nawet minimalnej ilości produktu (mowa o główce szpilki, jak by ktoś się zastanawiał) - wygląda maskowato, odnacza się, no i wysusza mi skórę. Nie jest też kompatybilny z lekkimi podkładami do ukrywania niedoskonałości - tu również się odnacza i ciastkuje. Swoją drogą nigdy w życiu bym się nie spodziewała, że ja, posiadaczka widocznych zasinień od chronicznego niedosypiania, będę narzekać, że korektor jest ZBYT KRYJĄCY. Co za ironia!


#4
Wibo, matująco-utrwalający puder ryżowy do każdego typu cery


Ten puder dostałam z kolei od Justyny. Wbrew nazwie kosmetyk ani nie matuje, ani nie utrwala makijażu, ale sprawdza się w roli bazy pod sypki podkład mineralny i tylko w takim charakterze z niego korzystam.

#5
Biotanique, oczyszczający żel micelarny oraz łagodny żel do mycia twarzy.


Oczyszczający żel micelarny zapakowano do buteleczki z funkcjonalną pompką. Kosmetyk ma piękny, świeży, cytrusowy zapach. W kontakcie ze skórą nie pieni się ani nie emulguje, i dość trudno go spłukać, bo maże się po skórze. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby rzeczywiście spełniał obietnice producenta i "z łatwością usuwał makijaż i inne zabrudzenia", ale w takim charakterze produkt zawodzi na całej linii. Nie jest w stanie dobrze usunąć ze skóry lekkiego podkładu mineralnego, o makijażu oczu już w ogóle nie wspominając. Sprawdza się natomiast dobrze do delikatnego, porannego mycia twarzy, kiedy do zmycia ma jedynie kurz i resztki nocnej pielęgnacji.


Ten, kto stwierdził na opakowaniu, że to łagodny żel, chyba nigdy go nie stosował. Jest to ten rodzaj kosmetyku, który po myciu zostawia skórę twarzy skrzypiącą, ściągniętą i wołającą o tonik i krem. Zapach ma jakiś nieszczególny; taki typowy drogreryjny rypacz z tego żelu.


#6
Bandi, boost care, koncentrat z aktywną witaminą C


Bandi zaoferowało poprawne serum. Ma ono przyjemną konsystencję, doskonale nadaje się pod makijaż, lekko nawilża i wygładza skórę, ale osobiście znam kosmetyki tego typu, które dają o wiele bardziej spektakularne efekty niż serum boost care - chociażby LIQ CC. Serum Bandi trochę rozświetla cerę, ale nie jest to żaden efekt wow, a na przebarwienia czy wyrównanie kolorytu cery nie ma najmniejszego wpływu. Daję temu mazidłu też ogromnego minusa za bardzo intensywny perfumeryjny zapach. Po co on w kosmetyku do twarzy?


#7
 La Roche-Posay, cicaplast baume bs SPF 50


Dużą zaletą kremu La Roche-Posay jest widoczne działanie otulająco-łagodzące, co sprawia, że mimo cięższej konsystencji dobrze nosi się w sezonie jesienno-zimowym, nawet pod makijażem (na mojej tłustej cerze makijaż zazwyczaj spływa z tego typu kremów). Niestety po każdej aplikacji i późniejszym wieloetapowym myciu skóry znajduję na twarzy nowe wypryski - nawet jeśli robię dłuższe przerwy od produktu. Z tego tytułu nie sięgam po niego regularnie. Nie rozumiem też zastrzeżenia producenta, że to nie jest produkt chroniący przed słońcem (patrz etykieta). Przecież zawiera SPF 50?


#8
Sun Ozon, fluid przeciwsłoneczny do twarzy i dekoltu z efektem matującym SPF 30 oraz SPF 50



Tu mamy filtry dostępne każdego roku w Rossmannie w bardzo dobrej cenie. Mają one dość lekką konsysytencję (SPF 30 jest nieco lżejszy niż SPF 50), choć obiecywanego na opakowaniu matu nie dają. Dobrze nadają się pod makijaż. Mam jednak wrażenie, że nie są aż tak skuteczne, jak bym sobie życzyła. Do tego przy stosowaniu przez kilka dni pod rząd (przypominam, że skórę oczyszczam dokładnie i wieloetapowo) wysypywało mnie po nich, a poza tym zauważyłam, że po kilku godzinach noszenia wywołują u mnie rumień. Osobiście nie będę do nich wracać, choć wiem, że mają szerokie grono zwolenników.


#9 
GlamGlow, Glowstarter, rozświetlający preparat nawilżający


Preparat był częścią zestawu, który dostałam w prezencie od Kasi. No i cóż, nie jest to moje pierwsze zetknięcie z marką (klik) i nadal uważam, że kreują się na coś lepszego niż oferują. Ma to być kosmetyk luksusowy i z wyższej półki, a jest to zwykły, przeciętnie nawilżający krem z dodatkiem miki, który poprawnie sprawdza się pod makijażem. Nic, nad czym miałabym piać z zachwytu - nawet jeśli przyszedł do mnie w holograficznym opakowaniu.


#10
Perfecta, extra oils, silikonowe rękawiczki krem-olejek do rąk, paznokci i skórek


Dużą zaletą tego kremu jest wygodne opakowanie z pompką i delikatny, kosmetyczny zapach. Niestety moim suchym dłoniom pomaga tylko doraźnie i na krótko; niedługo po aplikacji skóra jest ponownie sucha i ściągnięta.


#11
Evree, cukrowy peeling do ust oraz multifunkcyjny balsam



Tak, wiem, że Evree już nie jest dostępne stacjonarnie, ale niedobitki można znaleźć w sieci. Osobiście uważam, że nawet za te niewielkie pieniądze nie warto sobie zawracać głowy. Wprawdzie mazidełka  mają naprawdę przyjemny zapach pomarańczy, ale peeling ma w sobie ogromne, mocno drapiące drobiny, które ścierają za mocno powodując ból, a do tego zawarte w nim olejki lubią rozlewać się poza obręb ust i robić bałagan na twarzy, a balsam to totalny okluzyjny zwyklak, który ust czy skórek nam nie zregeneruje. To już zdecydowanie lepiej sięgnąć po Tisane.

Czy ktoś dotrwał do końca moich wywodów? 

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Wibo, Million Dollar Lips, 4

Był taki czas, kilka lat temu, że kibicowałam marce Wibo. Nie dość, że nasza, polska, to oferowała kosmetyki o przyzwoitej jakości w naprawdę przyzwoitych cenach. Jako studentka często zatrzymywałam się przed ich szafą w Rossmannie; kupowałam głównie lakiery do paznokci. Podobało mi się, że marka nadążała za trendami; na przykład, kiedy zrodził się szał na lakiery piaskowe, Wibo wprowadziło takie do oferty. To samo z pomadkami w kredce czy matowymi pomadkami w płynie. Swoją Million Dollar Lips z radością kupiłam zanim mój stosunek do marki uległ znacznemu ochłodzeniu, a wręcz zamarzł. Piję do tego, że polski producent, którego tak ceniłam, w pewnym momencie przekroczył (umowną i dla każdego inną) granicę dobrego smaku, bo co innego inspirować się wysoko półkowymi markami, czasem finansowo nieosiągalnymi, a co innego chamsko kopiować nie tylko odcienie, ale nazwy, opakowania, układ produktów w opakowaniu - dosłownie wszystko. We mnie wywołuje to ogromny niesmak. Dodajmy jeszcze fakt, że produkcja z terenu kraju przeniosła się do Chin, ojczyzny podrób, a przy tym ceny wzrosły. Bardzo, bardzo nie podoba mi się obrany przez Wibo kierunek, więc matowa pomadka, którą kupiłam przynajmniej pół roku temu (za 11,29 zł / 3 ml) na długo zostanie moim ostatnim zakupem od nich. Rozpoczynam swój prywatny, nic dla Wibo nie znaczący, bojkot.

Co do pomadek MDL, do wyboru mamy cztery odcienie. Ja wybrałam czerwień o numerze 4.

Opakowanie kosmetyku jest, dyplomatycznie mówiąc, niezbyt urodziwe; złote napisy szybko zaczęły obłazić. Kolor zakrętki koresponduje z odcieniem pomadki. Nie odpowiada mi tu brak możliwości śledzenia stopnia zużycia. Za plus poczytuję umieszczenie informacji na temat objętości kosmetyku, bo marka nie zawsze raczy podać takie info na opakowaniu.

Aplikator to mała gąbeczka. Dzięki swoim niewielkim rozmiarom pozwala na precyzyjną aplikację nawet bez konturówki, a poza tym nabiera odpowiednią ilość mazidła na jedną aplikację - ani za dużo, ani za mało. Małym minusem aplikatora jest to, że drapie. Wcześniej nie zetknęłam się z tak mocno drapiącą gąbeczką.

Pomadka ma nieprzyjemny, plastikowy zapach na modłę REV z Bourjois. Jest świetnie napigmentowana i bardzo szybko zastyga, trzeba sobie zatem wypracować w miarę szybkie tempo aplikacji. Po zastygnięciu nie ma możliwości przemieszczenia produktu, na przykład pocierając o siebie wargi; makijaż zostaje na swoim miejscu.

Wykończenie kosmetyku jest prawdziwie matowe. Co nie dziwi, pomadka wysusza usta, ale to raczej normalka w przypadku matowych szminek w płynie. Kosmetyk na ustach nie jest lepki, ale czuć go na naskórku, a kiedy pocieramy o siebie wargi mamy wrażenie, że jest na nich jakby kremowa pomadka mocno przypudrowana dla zniesienia lepkości. Mam nadzieję, że dobrze wytłumaczyłam, o jakie odczucie chodzi.


Numer 4 to ładna, chłodna czerwień. Producent obiecuje trwałość do 4 godzin; u mnie jest ona nawet większa - wyraźne ubytki w makijażu ust widzę po 5-6 godzinach z jedzeniem i piciem. Produkt, mimo iż zastygający, nie jest całkowicie transfer-proof; zostawia ślady na kubkach. Zjada się oczywiście od środka i nierównomiernie. Żeby poprawić makijaż, zdecydowanie wolę usunąć jego pozostałości i zaaplikować pomadkę od nowa.

Nie jest to zła pomadka. Ma brzydkie opakowanie, okropny zapach i wysuszające, jak większość tego typu produktów, właściwości, ale przy tym jest świetnie napigmentowana, ma ładny kolor i jest dość trwała, a aplikator, choć drapiący, jest precyzyjny. 

Moje stanowisko wobec firmy znacie, ale oczywiście nikomu nie zamierzam go narzucać. Produktu ani nie polecam, ani nie zniechęcam.

wtorek, 26 stycznia 2016

Wibo, Deluxe Brightener, ekskluzywny korektor rozświetlający

Korektor Wibo kupiłam w Rossmannie za 14,59 zł kierując się poleceniami i rekomendacjami przeczytanymi na Waszych blogach. Z opisów wydawał się tym, czego mi trzeba, czyli nieobciążającym, rozświetlającym kosmetykiem o dobrym kryciu. Okazał się na pewno być najlepszym korektorem, jaki w ostatnim czasie używałam (rok 2015 to były u mnie mniejsze i większe korektorowe rozczarowania), choć ma swoje wady.


Opakowanie ma formę pisaka z pokrętłem z jednej strony oraz pędzelkiem z drugiej. Nie jest to moje ulubione rozwiązanie, ale przyznam, że tu nie było większego problemu z dozowaniem produktu, nic mi się na przykład nie wylewało po bokach pędzelka. Kiedy kręcimy pokrętłem, tłok wypycha produkt na zewnąrz.

Zdaje się, że kosemtyk ten występuje w tylko jednym jasnym beżowym odcieniu. Mnie, bladolicej, pasuje idealnie, ale dla tych z Was, które mają ciemniejszą karnację, może być za jasny. Korektor ma przyjemnie lekką konsystencję, jednak po roztarciu wydaje się nieco pudrowy i trochę jakby "siedzi" na skórze. Aby się w nią ładnie wtopił, trzeba uważnie wklepać go gąbeczką bądź palcem. Uczulam na to, naprawdę trzeba z nim troszkę popracować, co można uznać za jego pierwszą wadę. Po porządnym wklepaniu i lekkim przypudrowaniu nie migruje w zmarszczki.

Drugą wadą jest ogromna niewydajność mazidła (pojemność 1,7 g). Gdybym nakładała go pod oczy i na twarz w ilościach promowanych przez wiele makijażowych guru, skończyłby mi się po jakiś dwóch tygodniach. Stosowany po pięć kropeczek pod każde oko wystarczył na około miesiąc codziennego stosowania.


Korektor kryje bardzo dobrze - ładnie przykrywa moją siną dolinę łez, a do tego genialnie rozświetla i odbija światło, optycznie wygładzając skórę pod oczami. Nie robi też przykrych niespodzianek typu podrażnianie oczu, wysuszanie skóry pod oczami czy warzenie się. Czy ma, jak obiecuje producent, działanie pielęgnacyjne, nawilżające i anti-age? Tego nie da się stwierdzić po wspólnym miesiącu. Na pewno nosi się komfortowo, a poza tym do pielęgnacji służą mi inne produkty i nie wymagam tego od korektora, choć działanie pielęgnacyjne kosmetyku kolorowego to zawsze pożądany bonus.

Mimo dwóch wymienionych tu wad bardzo ten korektor polubiłam i będąc w Polsce nie omieszkam zaopatrzyć się w kolejne opakowanie, mimo iż mam co testować. Jednak jakiś pewniak w kosmetyczce musi być, a na tym produkcie ani razu w tym krótkim czasie się nie zawiodłam.

czwartek, 29 października 2015

Wibo, eyebrow stylist, Brązowy żel stylizujący do brwi

Ponieważ nie mam, póki co, widocznych ubytków w brwiach, lubię je na szybko podkreślać barwionymi maskarami. Nie znam szybszego sposobu przyciemnienia i utrwalenia włosków. Tusze do brwi polubiłam dzięki Brow Drama od Maybelline (klik). Po wykończeniu wspomnianego produktu postanowiłam dać szansę polskiemu Wibo.

Według Wibo:

Tusz do stylizacji brwi
-wyeksponowany kolor oczu
-dopasowanie brwi do kształtu twarzy
-skorygowanie niedoskonałości poprzez optyczne zagęszczenie brwi


Pomocna przy codziennych zabiegach upiększających może okazać się nowość firmy Wibo - Eyebrow Stylist. Jest to brązowy tusz do stylizacji brwi, dzięki któremu w prosty i szybki sposób, będziemy mogli podkreślić brwi i nadać im idealny kształt. Zastosowanie kosmetyku pozwoli skorygować niedoskonałości brwi: optycznie je zagęści, doda koloru oraz zatuszuje nierówności. Dodatkową zaletą tuszu jest żelowa konsystencja, która pozwala na równomierną i dokładną aplikację kosmetyku. (klik)


Maskara do brwi Wibo jest kosmetykiem niesamowicie wydajnym. Używam tego samego ośmiomililitrowego opakowania niemal codziennie od ponad pół roku i dopiero teraz produkt zaczął mi się kończyć. A że kosztuje poniżej 10 zł, to same wiecie - opłaca się.

Muszę pochwalić ten tusz za chłodny kolor. Nie ma w nim żadnej rudości, co się chwali. Są natomiast jakieś dziwne drobinki, które widać na słoczu na skórze, ale na szczęście na brwiach już nie. Nie wiem, jaka ich rola, ale chyba wolałabym, żeby ich tu nie było.

Kolejną mocną stroną kosmetyku jest aplikator. Spiralka jest cienka i bardzo łatwa w obsłudze. Z łatwością podkreślimy nią same włoski bez brudzenia połowy twarzy. Dobrze też dystrybuuje maskarę (bez grudek, nierówności) i ładnie przeczesuje brwi. Po aplikacji mazidło pozostaje na swoim miejscu aż do demakijażu bez rozmazywania się, spływania, osypywania czy znikania bez śladu. Utrwala brwi przyzwoicie.


Jedyne zastrzeżenie, jakie mam wobec tego kosmetyku to fakt, że maskara jest jak dla mnie nieco zbyt dobrze napigmentowana i bardzo łatwo można nią brwi przyciemnić za bardzo i wyglądać nienaturalnie. Ogólnie i obiektywnie jednak stwierdzam, że produkt można śmiało zaklasyfikować do kategorii "tanie i dobre".

A jakie jest Wasze zdanie?

czwartek, 15 stycznia 2015

Wibo, Glamour Sand, 2

Wypatrzyłam ten lakier u Karoli i wiedziałam, że muszę go mieć. Jest przepiękny!

Dostępność: Rossmann
Cena: 7,99 zł
Pojemność: 8,5 ml
Kolor: fuksja ze srebrnymi, różowymi, fioletowymi i niebieskimi drobinkami
Wykończenie: piaskowe
Konsystencja: w sam raz
Pędzelek: klasyczny
Krycie: dwuwarstwowie
Wysychanie: bardzo szybkie, kilka minut
Zmywanie: bezproblemowe
Trwałość: trzeciego dnia miałam bardzo wytarte końcówki



czwartek, 20 listopada 2014

Wibo, 1 Coat Manicure, 14

Dostępność: Rossmann
Cena: 6-7 zł
Pojemność: 8,5 ml
Kolor: czerwień z brązowymi podtonami, dość oryginalny odcień
Wykończenie: kremowe
Konsystencja: w sam raz
Pędzelek: klasyczny
Krycie: wbrew nazwie, jest to dwuwarstwowiec - jedna warstwa nie zapewnia pełnego krycia
Wysychanie: nie testowałam, użyłam wysuszacza (Revlon)
Zmywanie: bezproblemowe
Trwałość: pomalowałam nim paznokcie dwa razy z rzędu na różnych bazach i za każdym razem niestety już drugiego dnia pojawiały się u mnie odpryski
Bardzo mi się ten kolor podoba i strasznie ubolewam, że mimo odtłuszczenia paznokci i zastosowania bazy i topu lakier nie chce trzymać się moich paznokci :(



poniedziałek, 10 listopada 2014

Wibo, Glamour Satin, 4

Dostępność: Rossmann
Cena: 6-7 zł
Pojemność: 8,5 ml
Kolor: ciemny, bakłażanowy fiolet mieniący się delikatnie na zieleń (duochrom)
Wykończenie: zmatowiony duochrom
Konsystencja: w sam raz
Pędzelek: klasyczny
Krycie: dwuwarstwowiec
Wysychanie: całość, czyli baza i dwie warstwy lakieru wyschły całkowicie po kilku minutach
Zmywanie: bezproblemowe
Trwałość: na moich paznokciach 3 dni

Udawajcie, że nie widzicie moich zadziorów. Sam lakier wygląda ciekawie, nieprawdaż?



wtorek, 4 listopada 2014

Wibo, Trend Extreme Nails, 6

Dostępność: Rossmann
Cena: 5,99 zł
Pojemność: 8,5 ml
Kolor: połączenie granatu z zielenią, czyli teal; zawiera urocze, niebieskie iskierki, które widać na paznokciach w dziennym świetle
Wykończenie: krem z niebieskimi iskierkami
Konsystencja: w sam raz
Pędzelek: wąski, klasyczny
Krycie: klasyczny dwuwarstwowiec
Wysychanie: zaschnął na dobre po około pół godziny
Zmywanie: bezproblemowe
Trwałość na moich paznokciach: 3 dni


niedziela, 26 października 2014

Wibo, Chic Matte, 5

Dostępność: Rossmann
Cena: 6-7 zł
Pojemność: 8,5 ml
Kolor: ciepły, borówkowy fiolet
Wykończenie: matowe
Konsystencja: w sam raz
Pędzelek: klasyczny
Krycie: dwuwarstwowiec
Wysychanie: całość, czyli baza i dwie warstwy lakieru wyschły całkowicie po kilku minutach
Zmywanie: bezproblemowe
Trwałość: u mnie drugiego dnia po nałożeniu pojawiły się małe odpryski (bardzo widoczne przy tym kolorze)



piątek, 24 października 2014

Wibo, pomadki Eliksir (03, 05, 06, 07, 09)

Eliksiry od Wibo są obecnie w Cenie Na Do Widzenia, co oznacza, że znikają z Rossmannów. Nie wiem, czym jest to spowodowane. Chodzą słuchy, że marka planuje zmianę opakowania, ale nie mam pojęcia, czy to prawda. Byłoby super!

Niemniej na chwilę obecną szminki te można dorwać za 4,29 zł, a za taką cenę zdecydowanie warto się na nie skusić i przymknąć oko na ich szkaradne ubranka.


O ile się nie mylę, paleta kolorów obejmuje dziewięć odcieni. Ja mam pięć z nich.


Szminki są średnio napigmentowane. Bardzo mi się podoba fakt, że krycie można budować poprzez dokładanie warstw, w zależności jaki efekt chcemy uzyskać. Lubię tego typu pomadki. Mazidła mają trochę dziwny zapach, ale jest on delikatny i mi osobiście nie przeszkadza. Sztyfty są przyjemnie miękkie i gładko suną po ustach. Szminki dają dość mokre, niemal błyszczykowe wykończenie.


03 to przepiękna fuksja, trochę intensywniejsza niż na moich zdjęciach:



05 to typowy, brązowy nude:



06 to jasny, lekko przybrudzony róż:



07 to nieco intensywniejszy niż 06 róż:



09 to piękne bordo, idealne na jesień i zimę. Na żywo wygląda dużo lepiej niż na moich zdjęciach:



Jeśli chodzi o trwałość, u mnie to 2 godziny (2,5 w przypadku odcienia 03) bez jedzenia i picia. Jakakolwiek forma konsumpcji kończy się również zjedzeniem pomadki, przy czym znikają one dość równomiernie. Bardzo brudzą kubki...




Według producenta są to szminki nawilżające. Muszę przyznać, że nosi się je bardzo komfortowo - kiedy są na ustach, naskórek jest przyjemnie natłuszczony i miękki, uczucie to jednak znika wraz ze zniknięciem pomadki. Nie trzeba nakładać pod nie niczego ochronnego.

Kiedy oglądałam te szminki w sklepie, 05 wydała mi się bardzo podobna kolorem (bo oczywiście nie wykończeniem) do kultowej Airy Fairy Rimmela. Wrażenie było mylne, AF ma w sobie widocznie więcej różu:




Ok, dałam Wam znać o obecnie niskiej cenie tych szminek i pokazałam kilka odcieni. Jeśli coś Was zainteresowało, radzę się pospieszyć ;)

Są tu jakieś fanki Eliksirów?

sobota, 18 października 2014

Wibo, Granite Sand 1

Dostępność: Rossmann
Cena: 6-7 zł
Pojemność: 8,5 ml
Kolor: w bazie koloru gołębiej szarości znajdują się turkusowe i pomarańczowe drobiny
Wykończenie: piaskowe
Konsystencja: gęstawa
Pędzelek: mój jest szeroki i wielki, prawie jak miotła (trudno nad nim zapanować)
Krycie: dwuwarstwowiec
Wysychanie: zasycha na mur-beton po dosłownie kilku minutach
Zmywanie: bezproblemowe
Trwałość: 3 dni

Lakier rzeczywiście wygląda na paznokciach jak granit. Do tego bardzo szybko schnie. Podoba mi się, ale jedna rzecz bardzo mi w nim przeszkadza - jest szorstki i nieprzyjemny w dotyku.



czwartek, 9 października 2014

Wibo, Leather Nail Polish, 3

Wibo szaleje z nowościami, a ja nie mogłam przejść obok nich obojętnie... Jednym z nowych wykończeń jest to imitujące efekt skóry. Mnie się podoba :)

Dostępność: Rossmann
Cena: 6-7 zł
Pojemność: 8,5 ml
Kolor: bordo
Wykończenie: matowe z ciekawą fakturą (powierzchnia paznokcia nie jest gładka, ale też paznokcie nie haczą o ubrania)
Konsystencja: w sam raz
Pędzelek: wąski, klasyczny
Krycie: na upartego można poprzestać na jednej warstwie, ale druga pogłębia kolor
Wysychanie: całość, czyli baza i dwie warstwy lakieru wyschły całkowicie po około 15 minutach
Zmywanie: bezproblemowe
Trwałość: bardzo dobra - czwartego dnia pojawiły się starte końcówki



Jak Wam się podoba?

wtorek, 22 lipca 2014

Wibo, Summer Extreme Nails, 2

Lakier z odświeżonej serii Wibo Extreme Nails kupiłam z ciekawości - do wypróbowania. Cieszę się, że poprzestałam na jednej sztuce, bo nie odpowiada mi długoschnącą formuła lakieru. Nie polubiłam się też z pędzelkiem. 

Dostępność: Rossmann
Cena: 5,99 zł
Pojemność: 8,5 ml
Kolor: brzoskwinia z brzoskwiniowym shimmerem, którego raczej nie widać na paznokciach
Wykończenie: w butelce shimmer, na paznokciach - krem
Konsystencja: ciągnącą się
Pędzelek: wąski; niewygodnie mi się z nim pracuje
Krycie: dwie warstwy dają krycie na poziomie około 95%
Wysychanie: nie testowałam, użyłam wysuszacza (Revlon); jednak nawet z wysuszaczem lakier pozostawał plastyczny przez jakąś godzinę
Zmywanie: bezproblemowe
Trwałość: 2-3 dni


sobota, 1 marca 2014

Wibo, Extreme Nails, 54, 74, 78

Zacznę od tego, że kilka(naście?) dni temu liczba obserwatorów bloga bardzo ładnie się zaokrągliła... Wszystkim czytelnikom bardzo dziękuję za to, że jesteście. Czuję się ogromnie wyróżniona :)

***
Do tej pory bardzo lubiłam lakiery Wibo. Nie miałam jednak do czynienia z wszystkimi seriami; swoją sympatię opierałam na kilku buteleczkach z serii Express Growth. Absolutnie nie mogę narzekać na ich jakość. Niestety seria Extreme Nails podkopała trochę tę sympatię...

Opowiem Wam pokrótce o trzech lakierach z serii Extreme Nails. Nie wiem jednak, czy przedstawione kolory są jeszcze dostępne w sprzedaży, gdyż kupiłam je w 2012 roku, a Wibo prowadzi rotację odcieni.

Kupiłam je w Rossmannie za około 5 zł za sztukę. Buteleczki mają pojemność 8 ml. Pędzelek w tej serii jest dość szeroki i bardzo giętki. Nie nazwałabym go prostym w obsłudze, a do tego wszystkie trzy pędzelki zostały nierówno przycięte. Cóż, miałam dużego pecha.

Żaden z lakierów nie zafarbował mi płytki. Zmywało się je łatwo.


54 to niebieski z mnóstwem srebrnych drobinek, które dają efekt folii na paznokciach. Do pełnego krycia potrzebowałam dwóch grubszych warstw. Niestety lakier schnął całe wieki, mimo iż użyłam wysuszacza.



74 to mój ulubieniec z tej trójki. Wprawdzie ma bardzo rzadką konsystencję i słabe krycie (wymaga trzech warstw), a do tego baaardzo długo schnie, ale kolor jest cudny. W bazie o odcieniu gorzkiej czekolady zatopiono bordowe drobinki. Lakier na paznokciach wygląda rewelacyjnie!



78 jest zdecydowanie najsłabszym zawodnikiem. To leśna zieleń z zielonym shimmerem. Lakier jest bardzo rzadki, do pełnego krycia wymaga czterech (!) warstw i praktycznie nie schnie.... Ech :/



Jakie są Wasze doświadczenia z tą serią? Czy wszystkie te lakiery wymagają przynajmniej trzech warstw i schną bardzo długo?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...