wtorek, 16 lipca 2019

Norel Dr Wilsz, slimming, krem wyszczuplający z kompleksem antycellulite na kruche naczynka

Dlaczego sięgam po kosmetyki antycellulitowe/wyszczuplające/ujędrniające? NIE dlatego, że wierzę, iż mnie magicznie odchudzą i usuną cellulit. Oczekuję od nich ujędrnienia skóry - i tyle. Nie jestem naiwna i wiem, że bez zdrowego odżywiania i ćwiczeń nie schudnę od samego wcierania kosmetyków. O ile z regularnym ćwiczeniem 3-4 razy w tygodniu nie mam kłopotu, to jedzeniowe grzeszki są u mnie na porządku dziennym i wiem, że jeśli tego nie zmienię, nie zgubię cellu i nie schudnę.


Producent zapakował swoją lekką emulsję w kolorze złamanej bieli do biało-zielonej tubki.  Nie ma problemu z wydobyciem i dozowaniem kosmetyku, który ma przyjemny, delikatny, świeży zapach. Wchłania się względnie szybko.


Stosowałam krem raz dziennie, wieczorem, przez okres około dwóch miesięcy, z tego względu, iż z rana ogarniając siebie i córę przed szkołą nie mam czasu na jakiekolwiek nadprogramowe czynności, a nie będę sobie skracać i tak krótkiego już snu, żeby wysmarować się antycellulitowym serum, nawet jeśli takie są zalecenia producenta.
Nawet przy takim używaniu widziałam pożądane przeze mnie efekty:  skóra ud, pupy i brzucha była jędrna, elastyczna, ładnie nawilżona i ogromnie przyjemna w dotyku. Wplywu na naczynka nie zaobserwowałam (mam ich na nogach sporo); cellu nie ruszył się z miejsca, ale za to ponosi odpowiedzialność moje uzależnienie od energetyków. I tak - polecam.

niedziela, 14 lipca 2019

Orly, 40077 Lunar Eclipse

Lakier dostałam od Asi :*


Pojemność: 18 ml
Kolor: atramentowy niebieski
Wykończenie: glass-flecked (drobiny różowo-niebieskie)
Konsystencja: w sam raz
Pędzelek:klasyczny, wygodny
Krycie: dwuwarstwowiec
Wysychanie: nie testowałam, użyłam wysuszacza (Orly)
Zmywanie: bez problemów
Trwałość: na moich miękkich paznokciach zaczyna odpryskiwać drugiego dnia





This nail varnish was a gift from a friend.


Volume: 18 ml
Colour: ink blue
Finish: glass-flecked with blue and pink particles
Consistency: just right
Brush: classic, comfortable to work with
Opacity: a two-coater
Drying time: not tested (I used Orly quick dry top coat)
Removing: no problems
Durability: 2 days on my soft, weak nails

piątek, 12 lipca 2019

Zdobycze czerwca.

W tytule piszę o zdobyczach, a nie zakupach z czerwca, bo zakupów z mojej strony było tyle:


ALE. W czerwcu miałam urodziny i zostałam z tej okazji rozpieszczona. 

Oto, co podesłała mi moja kosmetyczna bliźniaczka Justyna:



A tym uraczyła mnie kochana Hexxana:



Będę o siebie dbać od głowy po stopy! Bardzo Wam dziękuję za te wszystkie cudeńka :*

Duszę mą też dokarmiono, mianowicie książkami z mojej wish-listy (nadal z ponad tysiącem pozycji, ha ha), a brat z bratową sprezentowali mi cudną torebkę-koszyk, idealną na lato do moich letnich sukienek (które kocham i mam ich sporo). Obłowiłam się w czerwcu ;)

wtorek, 9 lipca 2019

Podsumowanie zużyć czerwca.

Czerwiec to mój ulubiony miesiąc w roku, a śmignął mi tak szybko, że mimo iż mamy za sobą prawie 1/3 lipca, ja tego faktu niemal nie zauważyłam. Szkoda tylko, że w UK pogoda nas w czerwcu nie rozpieszczała jak Was...

A wracając do zużyć.

Twarz

Gąbeczkami konjac zaraziła mnie Agata. Na zdjęciu widzicie wersję z różową glinką; gąbka była w porządku - miękka, przyjemna, skuteczna. Przez ostatnich kilka tygodni makijaż domywałam (po uprzednim rozpuszczeniu emulgujacym olejkiem) rumiankową esencją micelarną marki Polny Warkocz. Był to produkt delikatny, przyzwoity, ale gdybym miała tylko nim zmywać makijaż, nie byłby zbyt wydajny. Pomadkę peelingującą Sylveco uwielbiam. Już mi jej brakuje. Maska do twarzy Black Rose od Evree była OK, ale bez zachwytów. Coś tam oczyszczała, jak to glinki, ale jakiejś wielkiej rewolucji na mojej twarzy nie zdziałała. No i peeling Iwostin Estetic... Dwa lata temu testowałam inną jego wersję, Perfectin Re-Liftin (klik) i ta sprzed dwóch lat miała dużo mocniejsze i widoczniejsze działanie na mojej skórze. Wtedy odnotowałam długotrwałe obkurczenie porów, zwiększenie gęstości naskórka i zmianę faktury skóry. Przy wersji Estetic efekty nie były tak spektakularne. Mogłam rzadziej wykonywać peeling, gdyż produkt wspomagał proces oczyszczania i odnowy naskórka, ale niestety bez wpływu na wielkość porów oraz fakturę skóry twarzy. Z tego tytułu bardziej polecam Perfectin Re-Liftin, bo działa szybciej i lepiej niż wersja Estetic.


Ciało

Do fioletowego Lactacydu, antyperspirantów Rexony oraz mocznikowej Isany do rąk wracam, jak pewnie wiecie, nieustannie. Są to moje skutecznie działające pewniaki. Do zeszłego roku pewniakiem były też skarpetki złuszczające Exclusive Cosmetics, ale coś się zmieniło. Trzy ostatnie zabiegi nic nie zdziałały na moich stopach, dlatego cieszę się, że nie mam ich już w zapasie. Nie wiem, co się stało, że  z ogromnego ulubieńca skarpetki stały się jednym z największych rozczarowań tego roku. Może doszło do reformulacji? Jeśli tak - co za szkoda i strzał w stopę panie producencie! Żel pod prysznic Nivea był w porządku; robił robotę i miał dużą pojemność. Krem do rąk My Coconut Island pięknie pachniał kokosem, ale działaniem nie zachwycił w ogóle. Nie trafiłam jeszcze w UK na krem do rąk, który by się sprawdził na ekstremalnie suchej skórze. Bio olejek do biustu Orientany natomiast doskonale sprawdził się jako przyzwoity nawilżacz lekko uelastyczniający skórę biustu, a nie zapychający przy tym dekoltu (klik).


Zużycia i wyrzutki kolorówkowe 


Zużyłam wersję travel size Hooli Benefitu (zajęło mi to ponad półtora roku) (klik) oraz niezbyt dobrą, bo osypującą się maskarę Volume Reveal od Bourjois (klik). Kredki graphic eyes waterproof eye liner w niecodziennych odcieniach hypnotic i nightwalker Zoevy (klik) służyły mi dzielnie, ale w końcu wyschły i zrobiły się twarde i drapiące. Pomadka Barry M 518 Genie utleniająca się z zieleni na róż (klik) zmieniła zapach, więc  czas się rozstać. Był to ciekawy gadżet, ale poza tym - ot, zwykła pomadka.

Tyle zużyć na dzisiaj. W kolejnym poście pokażę Wam zakupy czerwca, bo po kilku miesiącach bez zakupów kosmetycznych w końcu pojawiło się u mnie trochę nowości :)

sobota, 29 czerwca 2019

Benefit, Hoola bronzer

Swoją sztukę kultowej Hooli z Benefitu kupiłam w rozmiarze travel size. Chciałam sprawdzić, o co tyle hałasu, ale bez inwestownia w aż 8 gramów. Ogólnie jestem team blush, przy ekspresowych makijażach nie zaprzątam sobie głowy bronzerami/konturem, ale kiedy robię pełny make up, sięgam, owszem. Tyle że bez szybszego bicia serca (i nie mówię tu o Hooli, ale o bronzerach ogólnie). 


Hoolę otrzymujemy w charakterystycznym dla marki Benefit kartoniku zamykanym na magnes. Kartonik wyposażony jest w lusterko i całkowicie niepraktyczny, drapiący pędzelek. Ja swój bronzer bardzo szybko zdepotowałam i włożyłam do płaskiej paletki magnetycznej (Inglot), bo w opcji travel size bardzo niewygodnie wkładało mi się do tego małego kartonika o wysokich brzegach większych rozmiarów pędzel do bronzera. Musiałam specjalnie celować i bardzo uważać na to, co robię, a ja nie lubię utrudniać sobie życia. A tak, po zdepotowaniu, zużyłam produkt do cna.

Kosmetyk nie jest ani za suchy, ani za kremowy. Bardzo dobrze nanosi się na pędzel i z niego na skórę. Aplikuje się równomiernie i jest trwały - na moich tłustych policzkach widzę go od rana do wieczora. Nie wyciera się i nie znika, nie zostawia brzydkich plam. Ma ładne, satynowo-matowe wykończenie.


Kolor produktu jest ciepły, herbatnikowy, ale nie pomarańczowy. Raczej do ocieplania sobie twarzy, a nie konturowania.

Nie mam większych zastrzeżeń do Hooli. Sięgałam po ten bronzer bez oporów, choć kolorystycznie Laguna z Narsa (klik) bardziej mi podeszła. Mam jeszcze w toaletce dwa inne bronzery, więc na przyszłe lata jestem ustawiona ;)

czwartek, 27 czerwca 2019

Orientana, bio olejek do biustu 16 roślin ajurwedy

Dla tych, co nie pamiętają, moim absolutnym hitem do pielęgnacji piersi jest ten olejek z Mazideł. Niestety nie zawsze jest on dostępny, ale znalazłam godnego zastępcę, bio olejek do biustu z Orientany.


Jest on co prawda dużo jaśniejszy w kolorze oraz sporo lżejszy w konsystencji od mojego wspomnianego ulubieńca, ale za to nie tylko w stopniu zadowalającym nawilża, natłuszcza i uelastycznia skórę biustu, ale też pięknie pielęgnuje skórę dekoltu. Moja jest niezmiernie podatna na zapychanie i wiele kosmetyków powoduje w tym rejonie powstanie pola minowego pryszczowego. Nic takiego nie miało miejsca podczas stosowania olejku Orientany. Skóra na moim dekolcie wyglądała wręcz podejrzanie ładnie i gładko.


Skład kosmetyku wygląda bardzo ładnie - jest to głównie mieszanka różnych ogólnie chwalonych olejów. Można się nieco czepiać zapachu - tu dominuje olej jojoba, a on nie pachnie przyjemnie, ale dla mnie liczy się głównie działanie produktu, a tu nie miałam większych zastrzeżeń. Żałuję, że olejek mi się skończył po dwumiesięcznej, cowieczornej przygodzie.

Aha, opakowanie jest plastkowe, więc nie zachodzi niebezpieczeństwo zrobienia sobie krzywdy w razie upuszczenia, a pompka działa sprawnie. Pod sam koniec można olejek bez problemu po prostu wylać na dłoń, co by go zużyć do ostatniej kropli.

Fajny, godny wypróbowania kosmetyk do biustu. Znacie?

niedziela, 23 czerwca 2019

Bourjois, Volume Reveal Mascara, radiant black

Oj, nie mam szczęścia do maskar Bourjois. Miałam wersję Volume Glamour Max Holidays (klik), która się na mnie masakrycznie osypywała i robiła koncertową pandę, miałam też wersję Volume Glamour Ultra Care (klik), która z kolei dawała na moich rzęsach mierny efekt. Niestety, skądinąd bardzo chwalona, maskara Volume Reveal nie przełamała złej passy. Dlaczego?


Oczywiście zaraz odpowiem na postawione pytanie, ale najpierw omówmy parametry techniczne. Jak widać, Bourjois postawiło na nietypowe opakowanie w kształcie, wielościanu, którego nazwy nie potrafię się doszukać. Dwie ściany opakowania są trójkątne, a trzy prostokątne. Jak się coś takiego nazywa? Klin? Na jednej z prostokątnych ścian mamy nazwę produktu, a na innej lusterko (mnie by było trudno się przy nim umalować, ale awaryjnie jest) i nazwę marki. Szczoteczka też jest designerska - mamy tu dwanaście rzędów silikonowych wypustek ułożonych we wzór krótsze-dłuższe, naprzemiennie. Czy to coś daje? Trudno powiedzieć, bo u siebie dużej objętości na rzęsach nie potrafię za pomocą tego produktu uzyskać, choć biednie też nie jest. Rzęsy są przyciemnione, uwidocznione, ale bez efektu objętościowych firanek. Podkręcania czy wydłużania też nie ma. Ogólny efekt jest w porządku, i tyle.


ALE. No właśnie - ta maskara może się na mnie tragicznie nie osypuje jak Volume Glamour Max Holidays, ale ma tendencję do rozmazywania się pod okiem po kilku godzinach. A nie mam aż tak długich rzęs, żeby się obijały o dolne powieki, a do tego przecież rejony podoczne zawsze przypudrowuję, więc teoretycznie takie rzeczy nie powinny mieć miejsca, a mają - już po jakiś 5-6 godzinach od nałożenia. Chyba już sobie daruję na przyszłość tusze Bourjois :/
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...