Pokazywanie postów oznaczonych etykietą max factor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą max factor. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 grudnia 2019

Garść kolorówki z drogerii: Maybelline, Lash Sensational Luscious; Max Factor, Mastertouch All Day Concealer (Ivory 303); L'Oreal, True Match Concealer (Rose Beige); Max Factor, Creme Puff Blush (20 Lavish Mauve); Golden Rose, sheer shine lipstick (19); Maybelline, Superstay 14hr lipstick (Stay With Me Coral 430)

Mam na toaletce kilka kosmetyków drogeryjnych, które jeszcze nie zawitały na blogu, więc nadrabiam.


#1
Maybelline, Lash Sensational Luscious


Bardzo, bardzo lubię podstawową maskarę Lash Sensational. Niestety wersja Luscious się u mnie nie sprawdza. Szczoteczka jest stożkowata, silikonowa, nie sprawia żadnych trudności przy aplikacji kosmetyku. Tusz ma ładny, czarny kolor i dodaje rzęsom nieco objętości. Niestety maskara ta bardzo lubi się na mnie rozmazywać i osypywać, co ją w moich oczach skreśla. W 2020 roku na pewno muszę kupić nowy tusz (bądź dwa).



#2
Max Factor, Mastertouch All Day Concealer (Ivory 303)


Korektor pod oczy Max Factoria polubiłam od pierwszego użycia. Jest jasny, leciutki, daje średnie krycie, ładnie wyrównuje koloryt skóry pod oczami i odbija światło. Absolutnie nie wysusza mi skóry ani nie podkreśla moich pierwszych zmarszczek. Idealnie dogaduje się z lekkimi podkładami mineralnymi.



#3
L'Oreal, True Match Concealer (Rose Beige)


Korektor z serii True Match L'Oreala ma troszkę lepsze krycie niż kolega powyżej, ale jest też nieco suchszy. Po kilkunastu godzinach zaczyna troszkę podsuszać mi skórę, ale tuż po aplikacji wygląda i zachowuje się bardzo dobrze. Nie lubię tego opakowania - kosmetyk lubi wylewać się z różnych miejsc na pędzelku w niekontrolowanych ilościach.



#4 
Max Factor, Creme Puff Blush (20 Lavish Mauve)


Kiedy ja się nauczę, że odcienie kropka w kropkę przypominające mój rumień gubią się na mojej twarzy? Róż Max Factora uroczo się prezentuje (ten marmurek!), ma uroczy odcień, piękne, miękko matowe wykończenie i nie sprawia żadnych problemów podczas aplikacji, ale... na mnie Lavish Mauve akurat nie widać i nie wiadomo gdzie znika bez śladu w ciągu dnia. Ech.



 #5
Golden Rose, sheer shine lipstick (19)


OK, w Rossmannie czy Naturze Golden Rose nie znajdziemy, ale nie chciałam tworzyć osobnego wpisu dla tej pomadeczki. Lubię ją. Ma lekkie krycie, błyszczące wykończenie i nawilżającą formułę. Odcień 19 to uroczy różowawy koral. Trwałością nie powala, ale to idealne mazidełko na mrozy, bo zabezpieczy usta przed niską temperaturą, nawilży je i będzie pasowało do każdego makijażu.


#6
Maybelline, Superstay 14hr lipstick (Stay With Me Coral 430)


Czternastogodzinnej trwałości nie ma co od tej matowej szminki wymagać, ale już 5-6 godzin bez tłustego jedzenia daje radę. Stay With Me Coral to bardzo uroczy kolor; przyzwoita sztuka ot co.

piątek, 18 sierpnia 2017

Max Factor, max effect mini nail polish, 45 Fantasy Fire

Fantasy Fire przez długi czas był dla mnie nieuchwytny. Do czasu, kiedy Kasia wypatrzyła dwie ostatnie sztuki w szafie marki w gdyńskiej Hebe. Mimo że na brak lakierów narzekać nie mogę, musiałam się skusić.

Tylko spójrzcie, jak pięknie mieni się w buteleczce:


Jest to lakier typu topper. Jeśli nakładać go samodzielnie, do prawie pełnego krycia potrzeba 7-8 warstw (vide  mój mały palec). Bardzo przejrzysta baza ma podton ciepłego fioletu. Naważniejsze są tu drobinki dające multichromowy efekt (najładniej wyglądają przy dwóch warstwach - na zdjęciach) - ale tylko na ciemnych lakierach (czerń, granat, ciemny fiolet, ciemny brąz). Na jaśniejszych kolorach najbardziej wybijają się różowe drobinki:


Mały pędzelek jest precyzyjny; maluje się bez problemu. Pojemność buteleczki to 5 ml. Na lakier trzeba niestety mocno polować. Trwałość zależy od trwałości koloru bazowego. 


niedziela, 20 listopada 2016

Max Factor, Masterpiece Nude Palette, 03 Rose Nudes

Niedawno w drogeriach w UK pojawiły się trzy nudziakowe paletki marki Max Factor z serii Masterpiece Nude Palettes. Ja skusiłam się na wariant 03 Rose Nudes, który dziś tu zaprezentuję. Dwie pozostałe paletki to 01 Capuccino Nudes (klik) oraz 02 Golden Nudes (klik). Na pierwszy rzut oka widać inspirację kultowymi paletami Urban Decay, ale nie mamy tu do czynienia z identycznymi kolorystycznymi odpowiednikami.

Osobiście bardzo się cieszę, że skusiłam się na tę nowość. Jakość cieni moim zdaniem od UD nie odbiega, a sama paletka jest zdecydowanie poręczniejsza i travel-friendly. Poza tym cienie UD mam od około dwóch lat i widzę, jak brzydko w porównaniu z tańszymi markami się starzeją (twardnieją z wierzchu). Drogeryjna nowość gościła na moich powiekach przez niemal cały listopad.

Opakowanie paletki MF nie jest najwyższych lotów. Tani, pozłacany plastik jest, co tu dużo mówić, tandetny. Nie ma lusterka, bo wieczko jest przezroczyste. Dla mnie to nie wada - jeśli ktoś posiada więcej niż jeden wariant, od razu widzi, po którą wersję sięga. Dodano nam tu dwustronną, jak dla mnie bezużyteczną, pacynkę. Istnieją jednak osoby korzystające z takich aplikatorów. Poza tym może i marka poskąpiła na opakowaniu, ale jakość cieni moim zdaniem w pełni to rekompensuje.

Standardowa cena paletki to niecałe 15 funtów, ale co i rusz widzę ją w promocji, raz w Superdrug, a raz w Boots. Swoją wyhaczyłam za niecałe 10 funtów i były to dobrze wydane pieniądze.


Cienie są dobrze napigmentowane i na bazie trzymają się powieki bez większych zarzutów. Nie są suche ani kredowe, a podczas aplikacji osypują się tylko w niewielkim stopniu. Ładnie się ze sobą łączą; nie znikają podczas rozcierania.

Paleta jest tak skomponowana pod względem odcieni i ich wykończeń, że jest samowystarczalna; nie musimy sięgać po dodatkowe wsparcie. Można za jej pomocą stworzyć zarówno makijaż typu no makeup, makijaż na co dzień, jak i wieczorowe smokey.

Zbliżenie na kolory:

1: matowy, beżowy cień (świetny pod łuki brwiowe, do wewnętrznego kącika i do rozcierania)
2: cień w odcieniu białego złota z drobnym brokatem w perłowej bazie (czasem rozświetlam nim wewnętrzne kąciki, czasem nakładam na środek powieki nad źrenicą)
3: matowy cielak w odcieniu kawa z mlekiem ze sporą domieszką różu
4: jeden z moich ulubieńców: odcień rose gold z drobnym brokatem; cudownie wygląda na ruchomej powiece
5: średni matowy różowy brąz; u mnie najczęściej trafia w załamanie
6: kolejny ulubieniec; kolor gorzkiej czekolady; satynowa baza z małymi drobinkami; często stosuję go w zewnętrznym kąciku
7: stalowy brąz; perłowa baza z drobnym shimmerem (u mnie głównie trafia do zewnętrznego kącika)
8: ciemny brąz; matowa baza z drobinkami; najchętniej rysuję nim kreski, ale zdarza mi się nakładać go w zewnętrzny kącik


Chcecie zobaczyć cienie w akcji? Tradycyjnie, moje makijaże to nic specjalnego, ale obrazują, co laik bez specjalnych umiejętności potrafi z tej paletki wyciągnąć.

#1 dymek

#2 delikatny dzienniak

#3 rozświetlający dzienniak




Dwie pozostałe paletki też wyglądają ładnie, ale ja mam jakąś słabość do różowych nudziaków, stąd mój wybór. Swoją paletkę mogę tylko polecić, o ile lubicie cienie z drobinkami (które stanowią tu większość; tylko trzy cienie są matowe) o takiej brązowo-różowej kolorystyce.


Na początku wpisu wspominałam, że paletka wyraźnie inspirowana jest Naked 3 od Urban Decay.


Oczywiście opakowanie jest zupełnie inne, więc nie ma chamskiego kopiowania w stylu Wibo. Poza tym w propozycji Max Factora mamy mniej odcieni (8, a nie 12). Same kolory wypadają również wyraźnie chłodniej niż w inspiracji; w praktyce nie ma ani jednego dupe'a. Tylko spójrzcie (podkręciłam kontrasty w Picassie, żeby lepiej  było widać różnicę):



Śledztwo zakończone :)

piątek, 25 września 2015

Trzy cienie w kredce: Rimmel Scandaleyes Eye Shadow Stick 002 Bulletproof Beige, Max Factor Wild Shadow Pencil 05, Gosh Forever Eye Shadow metallic eye shadow stick 01 Silver Rose

Uwielbiam malować oczy i chętnie eksperymentuję z różną formą cieni. Cienie w kremie i kredce bardzo cenię za to, że można za ich pomocą ładnie podbić kolor cieni pudrowych. Niestety wiele z nich wykazuje dużą tendencję do zbierania się w załamaniu. 

Jeśli chodzi o opisywane dziś cienie w kredce, dwa z nich kupiłam sama (Rimmel - 4,49 funtów, Gosh - 5,99 funtów), a jeden - Max Factor, 5,99 funtów - dostałam kawał czasu temu od Asi, która prowadziła bardzo fajnego bloga Kosmetyczny-Przekładaniec. Szkoda, że zrezygnowała z blogowania...


Na starcie kredki Max Factora i Rimmela dostają ode mnie minusa za to, że trzeba je temperować. Kredka Gosh jest wykręcana i takie rozwiązanie odpowiada mi najbardziej. Tym bardziej, że obudowy kredek Max Factor i Rimmel są jakby plastikowe, a nie drewniane, i ciężko, nierówno się temperują, stawiają opór.

Jeśli chodzi o pigmentację, nie ma powodów do narzekań w żadnym przypadku. Wszystkie trzy kredki są przyzwoicie napigmentowane. Różni je natomiast poziom miękkości ryska. Rysik kredki Max Factora jest jakby żelowy i najtwardszy z całej trójki, choć produkt nakłada się dobrze, nie ma dyskomfortu podczas aplikacji. Trudniej jednak rozetrzeć cień na powiece. Według producenta produkt ten nadaje się do użytku przez 6 miesięcy od otwarcia. Mam go znacznie dłużej i zauważyłam, że z biegiem czasu sztyf zaczął robić się coraz twardszy. Obecnie kosmetyku już nie użuwam, bo bardzo stwardniał. Sztyft Rimmela ma optymalną miękkość - sunie po powiece jak masełko pozostawiając na niej równą warstwę koloru. Sztyft cienia Gosha jest nieco zbyt miękki i nawet przy ostrożnej aplikacji ułamał mi się, przez co straciłam sporo produktu.

Cienie Gosha i Max Factora mogę nosić na powice solo (oczywiście na bazie). Nic się z nimi nie dzieje przez cały dzień; ładnie siedzą na swoim miejscu. Cień Rimmela trzeba utrwalić cieniem pudrowym, inaczej po 5-6 godzinach zaczyna zbierać się w załamaniu.


Bulletproof Beige Rimmea wbrew nazwie nie jest beżowy. To takie ciepłe złoto o perłowym wykoczeniu. 05 Max Factora to przepiękny brąz  mający satynowe wykończenie. W sztucznym świetle wychodzą z niego oliwkowe tony. Silver Rose to mocno metaliczny, różowawy taupe. Genialny! Uwiebiam ten odcień i w ogóle ten produkt. Chętnie przyjrzę się innym kolorom.

Cienie Rimmela i Gosha są według zapewnień producentów wodoodporne, ale nie miałam okazji tego sprawdzić. Wiem, że nie stawiają oporu podczas demakijażu micelem.

czwartek, 23 lipca 2015

Max Factor, Masterpiece Max high volume & definition mascara

Tusz, który dziś opisuję, to swojego rodzaju powrót do przeszłości. Uwielbiałam go na początku studiów i zapisał się w mojej pamięci jako prawdziwy pogrubiający cudotwórca. Jednak po zużyciu dwóch czy trzech tubek z niego zrezygnowałam, gdyż niestety nie jest to produkt długowieczny (i wtedy, i teraz był zdatny do użytku przez około 2,5 miesiąca, potem wysycha), a jako studentkę nie było mnie za bardzo stać na wydawanie prawie 60 zł na jedno mazidło co 2-3 miesiące. Czy miłe wspomnienia przekuły się na rzeczywistość te kilka lat później? I tak, i nie.


Czarno-złote opakowanie maskary wygląda schludnie i elegancko. Right up my alley. Dalej, mamy tu silikonową, średniej wielkości szczoteczkę, która ładnie rozczesuje rzęsy, ale radzę za wszelką cenę unikać dziabnięcia się w oko. Mi się zdarzyło i naprawdę nie było to przyjemne.

Jeśli chodzi o kolor, wybrałam wersję Black Brown i rzeczywistość odpowiada nazwie. To taka brązowa czerń właśnie, świetny odcień do neutralnego makijażu oka. Dużą zaletą tuszu jest fakt, że nie ma tendencji do osypywania czy rozmazywania się, ale za to dość trudno się go zmywa. Ja sięgam po prostu po olejek zamiast męczyć się z micelami. Dobre dwufazy też powinny się sprawdzić.


Efekty? Bardzo dobre, ale nie fantastyczne. Jest rozdzielenie i wydłużenie; jest delikatne pogrubienie. Efektu sztucznych rzęs na takich rzęsach, jak moje nie da się uzyskać.

Moim zdaniem Masterpiece Max to bardzo dobry, trwały tusz dający przyzwoity efekt, jednak ze względu na szybkie wysychanie uważam, iż nie jest warty prawie 60 zł. Za to kupiony na promocji - jak najbardziej. Zapewne jeszcze się spotkamy.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Artdeco Wonder Lash Intense Mascara, Max Factor 2000 Calorie Waterproof Volume & Excess Volume extreme impact mascara, oraz Gosh Mascara Allongeant & Boombastic XXL Volume Mascara - efekty na rzęsach

Pozostaniemy jeszcze w temacie tuszów do rzęs :)

Niedawno Hexxana przysłała mi 5 maskar, ot żebym je sobie wypróbowała. Byłam z tego faktu niezmiernie zadowolona, ponieważ z żadnym z tych tuszów nie miałam do tej pory do czynienia. Pełnych recenzji tych produktów jednak napisać nie mogę, bo przyszły do mnie jakiś czas po otwarciu i nie mogę się wypowiedzieć, czy (i jak) zmieniła się ich konsystencja i jaka dokładnie jest ich żywotność. Niemniej mogę pokazać Wam, jak sprawują się na moich rzęsach.

#1 
Artdeco Wonder Lash Intense Mascara - nr 14, fioletowa

Ma całkiem wygodną, silikonową szczoteczkę.



Nie stosuję kolorowych maskar na górne rzęsy, więc nałożyłam ją tylko na dolne. Ładny ma odcień:



#2 Max Factor 2000 Calorie Waterproof Volume


Ma wygodną, klasyczną spiralkę. Tusz jest niesamowicie trwały - mam problemy ze zmyciem go z rzęs nawet przy pomocy olejków...


Podoba mi się efekt, jaki nim uzyskuję; rzęsy są dłuższe i podkręcone. Nie ma zabójczej objętości, ale rzęsy są naprawdę ładnie podkreślone.


#3 Max Factor Excess Volume Extreme Impact Mascara


Szczoteczka mająca nadać rzęsom objętości jest silikonowa, a ta nadająca głębi koloru - klasyczna. Obie nieproblematyczne.


Sierota, robiąc zdjęcia nie zauważyłam, że ubrudziłam się tuszem... Wybaczcie. Maskara wydłuża, podkręca i nadaje objętości. Podoba mi się :)


#4 Gosh Growth Mascara


Ma przyjemną, silikonową szczoteczkę.


Ten tusz przyszedł do mnie nieco podeschnięty, więc już trochę skleja. Nie wiem, czy robił tak od początku... Poza tym troszkę się osypuje pod koniec dnia. No cóż, niedługo wyzionie ducha ;)


#5 Gosh Boombastic XXL Volume Mascara


I kolejna silikonowa szczoteczka. Do niej też nie mam zastrzeżeń.


Tusz ładnie wydłuża i podkręca rzęsy, nadaje im też nieco objętości.


Właściwie cała piątka mi się spodobała. Nie mogę narzekać na niekontrolowane sklejanie czy grudki; tusze nie rozmazują się i wszystkie mają wygodne w użyciu spiralki. Dzięki Asi wiem, do czego mogę w przyszłości wracać wiedząc, że będę zadowolona :)

Znacie któreś z tych pozycji? Jak wrażenia?

wtorek, 26 lutego 2013

Max Factor, Xperience, Weightless Foundation Light Ivory 40

Podkład miałam okazję poznać dzięki Smokyeveningeyes, która jakiś czas temu poczęstowała mnie końcówką swojego opakowania. Dziękuję :* Końcówka owa wystarczyła mi na ponad miesiąc testów...

Niestety okazuje się, że jest to kolejny podkład Max Factor, z którym się nie polubiłam. W czasach cery mieszanej lubiłam Smooth Effect Foundation (napisałam wtedy jego pozytywną recenzję) tej marki, ale kiedy po rzuceniu tabsów anty cera zrobiła mi się tłusta, Smooth Effect zaczął się na mnie okropnie utleniać :( Xperience co prawda tego nie robi, ale ma inne wady, które sprawiły, że powrotu nie będzie...

Smoky podesłała mi najjaśniejszy odcień Light Ivory 40, który wyraźnie wpada w różowawe tony. Nałożony na skórę jednak się w nią wtapia. Smoky pisała, że na niej podkład utleniał się na różowo. U mnie na szczęście tego nie było. A więc jak widać, każda skóra inaczej reaguje...


Zacznę od plusów tego produktu. Podkład ma przyjemną, lekką konsystencję, ładnie stapia się z cerą, nie daje efektu maski, ma średnie krycie (w stronę dobrego) oraz cudne, matowe wykończenie (nie jest to płaski mat, raczej taki satynowy). Nie zapchał mnie.

Minusy? W moim przypadku podkład nieładnie zbiera się w porach podczas aplikacji i podkreśla wszelkie suche miejsca na twarzy (np. na skrzydełkach nosa). Co więcej, na mojej tłustej skórze mat utrzymuje się maksymalnie 3 godziny. Potem zaczynam się świecić, jakbym wysmarowała się smalcem.

Wiadomo, co skóra, to opinia. Przedstawiłam Wam jedynie swoje doświadczenia. Wasze mogą być diametralnie inne. Dajcie znać, czy zetknęłyście się z tym produktem i jak Wam służył. Ja po spotkaniu pierwszego stopnia z Xperience Weightless Foundation i Smooth Effect Foundation nie mam już za bardzo ochoty testować innych podkładów Max Factora...

przed / po

wtorek, 25 września 2012

Max Factor, max effect mini nail polish, 05 Sunny Pink


  • Dostępność: Polska - Rossmann, Superpharm; UK - Boots, Superdrug
  • Cena: ok. 20 zł / 3,99 funtów; ja swoje 3 sztuki dorwałam w promocji 3 for 2
  • Pojemność: 5 ml
  • Kolor: duochrom - przechodzi z różu w złoto
  • Konsystencja: w sam raz
  • Pędzelek: klasyczny; mały, ale wygodny
  • Krycie: na paznokciach mam 3 warstwy; jak widać jest to raczej lakier do layeringu
  • Wysychanie: w normie
  • Zmywanie: bez najmniejszych problemów
  • Trwałość: zaczął odpryskiwać trzeciego dnia
Mini lakiery Max Factora różnią się między sobą poziomem krycia. Niektóre, jak pokazane tu wcześniej Cloudy Blue i Dazzling Blue, mogą być noszone samodzielnie; inne, jak Sunny Pink czy kultowy Fantasy Fire, nadają się raczej do layeringu...



  • Availability: Boots, Superdrug
  • Price: £3.99
  • Volume: 5 ml
  • Colour: pink and gold duochrome
  • Consistency: just right
  • Brush: classic; small but comfortable
  • Coverage: in the pictures you can see 3 coats - the varnish is still not opaque so it will probably be good for layering
  • Drying time: standard
  • Removing: no problems
  • Durability: it started chipping on the 3rd day
Max Factor mini nail varnishes differ in opacity. Some of them, for example Cloudy Blue and Dazzling Blue, can be worn on their own. Other, for instance Sunny Pink or Fantasy Fire, need a colour base...


Nałożyłam Sunny Pink na dwa lakiery: Essence c&g 36 enchanted fairy oraz Eveline 421.Efekt mi się podoba, zwłaszcza na lakierze Eveline :)


In the picture above you can see Sunny Pink layered on Essence c& g 36 enchanted fairy and Eveline 421. Looks good, doesn't it?

wtorek, 18 września 2012

Max Factor, max effect mini nail polish, 14 Dazzling Blue

  •  Dostępność: Polska - Rossmann; UK - Superdrug, Boots
  • Cena: 3,99 funtów / ok. 20 zł; ja kupiłam trzy sztuki w promocji 3 for 2
  • Pojemność: 5 ml
  • Kolor: niebieska baza z mnóstwem zielonych drobinek, które pod niektórym kątem mienią się na różowo; wykończenie frost
  • Konsystencja: w sam raz
  • Pędzelek: malutki, ale łatwo się nim manewruje
  • Krycie: satysfakcjonujące krycie uzyskałam po 3 warstwach
  • Wysychanie: w normie
  • Zmywanie: bez problemów
  • Trwałość: zaczął odpryskiwać trzeciego dnia
Lubimy się :)



  • Availability: Boots, Superdrug
  • Price: £3.99; I got 3 varnishes on 3 for 2 promotion
  • Volume: 5 ml
  • Colour: blue base with green and pink shimmer; frost finish
  • Consistency: just right
  • Brush: small but comfortable
  • Coverage: in the pictures you can see 3 coats
  • Drying time: standard
  • Removing: no problems
  • Durability: it started chipping on the third day
I like this shade :)


***
Co jeszcze? Od kilku tygodni jestem zafascynowana cudownym głosem Danny'ego O'Donoghue, wokalisty grupy The Script.

Tylko posłuchajcie:




Kocham ten głos <3

niedziela, 9 września 2012

Max Factor, max effect mini nail polish, 18 Cloudy Blue


  • Dostępność: w UK drogerie Superdrug i Boots; w Polsce Rossmann
  • Cena: ok. 20 zł; 3,99 funtów (ja kupiłam 3 sztuki w promocji 3 for 2)
  • Pojemność: 5 ml
  • Kolor: Cloudy Blue to granat z niebieskim shimmerem
  • Konsystencja: w sam raz
  • Pędzelek: malutki, ale wygodny
  • Krycie: czytałam, że lakiery MF nie mają najlepszego krycia, ale przy tym konkretnym egzemplarzu w zupełności wystarczyły mi 2 warstwy
  • Wysychanie: w normie
  • Zmywanie: bez problemów
  • Trwałość: trzeciego dnia miałam wyraźnie starte końcówki, pojawiły się też mikroodpryski
Jak dla mnie fajny maluszek, ale cena w Polsce przesadzona...



  • Availability: Superdrug, Boots
  • Price: £3.99 (I bought three MF varnishes on 3 for 2 offer)
  • Volume: 5 ml
  • Colour: navy blue with blue shimmer
  • Consistency: just right
  • Brush: small but comfortable
  • Coverage: I have read that MF varnishes require a lot of coats but this one is a classic two-coater
  • Drying time: standard
  • Removing: no problems
  • Durability: it wore off on the tips and started chipping on the third day

środa, 25 lipca 2012

Max Factor, False Lash Effect; MAC, Zoom Lash; Hean, Boom Lashes; Maybelline, One by One Volum' Express Satin Black - subiektywny przegląd

Dziś będzie o moich subiektywnych odczuciach względem czterech maskar z różnych półek cenowych, które przysłała mi jakiś czas temu Hexxana - właśnie po to, żebym mogła sobie przetestować szczoteczki i formuły tych kosmetyków :) Od razu zastrzegam, że ja mistrzem malowania dolnych rzęs nie jestem (a właściwie sztuka ta w ogóle mało kiedy mi wychodzi), co na zdjęciach bardzo dobrze widać. Srogich anonimowych krytyków proszę o wybaczenie :P

Żadna z maskar nie zafundowała mi atrakcji typu osypywanie się, rozmazywanie, efekt pandy, itp. a nosiłam je po kilkanaście godzin dziennie.

Tak wyglądają ich szczoteczki:




1. Max Factor, False Lash Effect Mascara, wersja wodoodporna

Maskara efekt sztucznych rzęs.

Mam ją w kolorze brązowym. Tusz ma silikonową, dość dużą szczoteczkę, którą całkiem wygodnie się operuje. Poza szczoteczką ja nie zauważam innych plusów. Owszem, maskara jest wodoodporna. Na tyle, że jej zmycie to prawdziwa katorga. Nie chce poddać się dwufazówkom (awokado Bielenda), micelom (Bioderma, Bourjois), olejku BU trzeba użyć dwukrotnie, żeby to to ruszyć. Mnie problematyczny demakijaż strasznie męczy, a już w ogóle kiedy rzęsy wypadają w czasie całego procederu. A efekt? Śmiech na sali! Czy tak wyglądają sztuczne rzęsy?


Jak dla mnie jest słabiutko. Żeby nie było, miałam już kiedyś FLE w wersji czarnej niewodoodpornej, i sprawował się identycznie, czyli dawał mało spektakularny efekt. Tusz nie dla mnie.

Z tego, co wiem, kosztuje około 60 zł/13,1 ml.
***


2. MAC, Zoom Lash.

Pogrubiający i wydłużający tusz do rzęs, który daje efekt panoramicznych rzęs. Długo utrzymuje się na rzęsach.

Mam go w kolorze czarnym. Tutaj szczoteczka jest klasyczna, dość wąska, nie sprawia trudności w aplikacji. 

Tusz mnie nie zachwycił. Tylko tyle udało mi się z niego wykrzesać:


Czyli uzyskałam przyciemnienie rzęs. Nie ma pogrubienia, nie ma wydłużenia. Nie jest nawet specjalnie ładnie. Tusz-legenda, ale mojego portfela nie odciąży w przyszłości ;)

Wizaż podaje, że tusz kosztuje 55 zł/8 g. Hm, zawsze wydawało mi się, że więcej...

***

3. Hean, Boom Lashes mascara.

Hipnotyzujące spojrzenie i maxi rozmiar. Tusz ekstremalnie pogrubia i zwiększa objętość rzęs. Innowacyjna formuła zapewnia efekt pogrubienia już po pierwszej aplikacji. Wyjątkowa szczoteczka spektakularnie unosi rzęsy. Naturalne woski: Beery wax, Candellila i Carnauba kondycjonują rzęsy.

Czy to nie śmieszne, że najtańsza maskara w tym zestawieniu (około 11 zł/10 ml) najbardziej przypadła mi do gustu? Fakt, że trzeba nauczyć się obsługi tej grubej szczoty (metoda na zygzak bardzo skleja rzęsy), ale kiedy się to uda, efekt jest całkiem fajny:


Jest i pogrubienie, i wydłużenie - lubię to! Na zdjęciach widać co prawda grudki, ale to dlatego, że tusz już podsycha... Brawo dla Hean za tak fajny tusz!

***

4. Maybelline, One by One Volum' Express Satin Black.

Lubię tusze Maybelline i z tym również się zaprzyjaźniłam. Silikonowa, dość duża szczoteczka jest całkiem wygodna w obsłudze, a tusz na moich biednych rzęsach sprawuje się tak:


Czyli nie aż tak fajnie jak Hean, ale nie jest źle :) Delikatne pogrubienie i wydłużenie nastąpiło :)

Maskara kosztuje około 28 zł/9,6 ml.

***

A wniosek z tego posta taki, że dolna półka oferuje całkiem fajne perełki ;)

Hexx, dziękuję, że dałaś mi możliwość poznania trzech nowych maskar, wśród których znalazłam dwóch nowych przyjaciół :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...