Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olejki do twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olejki do twarzy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 kwietnia 2018

Bielenda, Rose Care, Olejek różany do cery wrażliwej

Mam dobrą wiadomość dla tych z Was, którzy lubią olejki w pielęgnacji. Pewien ciekawy okaz jest dostępny od ręki w Rossmannie za 26,49 zł/15 ml, a do tego produkuje go znana polska marka - Bielenda. Oto on, olejek brzoskwiniowy różany.


Wiecie co? Jest dobrze. Począwszy od opakownia, a na składzie i właściwościach skończywszy. Wspomniane opakowanie jest cudownie kobiece i bardzo przyjemne dla oka. Sam olejek mieszka w szklanej buteleczce z pipetą. Produkt jest bezbarwny i ma delikatny, lekko kwaskowaty zapach.

Jak na olejek jego konsystencję można uznać za lekką. Tak, zostawia na skórze film, ale delikatny. Ładnie nawilża naskórek. Z powodzeniem stosowałam ten kosmetyk do nawilżania i natłuszczania skóry twarzy, szyi i dekoltu, skórek wokół paznokci, a także dodawałam do masek, i w każdej z wyznaczonych ról sprawdził się bardzo dobrze. 

Skład też ma całkiem do rzeczy:


Moim zdaniem zdecydowanie warto zwrócić na ten olejek uwagę. Nawet mimo tego, że z nazwy jest różany, co może być mylące, skoró różanego oleju nie jest w nim najwięcej. Najważniejsze, że robi, co ma robić i spełnia obietnice producenta.

Znacie?

środa, 28 września 2016

Evree, Magic Rose, upiększający krem do twarzy oraz upiększająca kuracja do twarzy i szyi (olejek)

Moją skórę opisać można następującymi przymiotnikami: trzydziestoletnia, tłusta, płytkounaczyniona z widocznymi teleangiektazjami i ogromną skłonnością do rumienia. Różany krem Evree skierowany jest do potrzeb właśnie takiej cery, a obiecuje nawilżanie, tonizowanie, wyrównywanie kolorytu skóry i hamowanie pierwszych oznak starzenia - czyli  wszystko, czego poszukuję w swojej pielęgnacji nocnej.


Szklany słoiczek o pojemności 50 ml (29,99 zł) wystarczył mi na około dwa miesiące cowieczornego stosowania. Wydaje mi się, że producent zdecydował się na takie a nie inne opakowanie ze względu na konsystencję kosmetyku - dość gęstego, białego masełka o delikatnym różanym zapachu. Mazidło aplikowało się bez żadnego problemu i szybko wchłaniało bez zostawiania tłustego filmu.


Nie ukrywam, że decyzję o zakupie kremu bardzo ułatwił mi skład produktu. Na moje laickie oko wygląda naprawdę nieźle. I, co najważniejsze, jak już pisałam Wam w ulubieńcach lata - to działa! Krem sprawdził się u mnie doskonale - rano budziłam się z ładnie nawilżoną i lekko napiętą skórą, a do tego krem fantastycznie pacyfikował rumień, dzięki czemu rankami koloryt skóry twarzy był naprawdę widocznie wyrównany. Moja cera zdaje się lubić różane kosmetyki (z kilkoma niechlubnymi wyjątkami, jak np. mgiełka z witaminą E z The Body Shop).



***
Żeby osiągnąć jeszcze lepsze rezultaty, producent zaleca łączenie kremu z olejkiem z tej samej serii. U mnie krem samodzielnie spisywał się tak dobrze, że nie musiałam tego robić. Jednak i tak znalazło się dla olejku miejsce w mojej pielęgnacji. Nie wiem, czy wiecie, ale ja kocham olejki, i obok propozycji Evree również nie przeszłam obojętnie. Za 30 ml magicznej mikstury zapłaciłam w Rossmannie 29,99 zł.


Produkt zamknięto w szklanej buteleczce z pipetą. Jest ładnie i higienicznie; wszystko działa bez zarzutu. Olejek ma słomkowy kolor i różany zapach. Nie jest bardzo tłusty, ale oczywiście zostawia błyszczący film na skórze. Z tego względu raczej nie stosowałabym go pod makijaż.


Jak stosowałam olejek? Otóż często zdarza mi się zmywać makijaż na kilka godzin przed wieczornym dogłębnym myciem twarzy i nakładaniem nocnej pielęgnacji, i coś na tę kilka godzin muszę na twarz nakładać, żeby nie odczuwać dyskomfortu. Tym czymś najczęściej są olejki. Olejek różany Evree natłuszcza i delikatnie nawilża naskórek, ale nie zauważyłam, aby jakoś szczególnie koił rumień. Krem robi to o wiele lepiej. W wyznaczonej mu przeze mnie roli - utrzymywaniu poczucia komfortu naskórka do czasu nałożenia nocnej pielęgnacji - olejek sprawdził się więcej niż dobrze, bo nie podrażnił ani nie zapchał. Genialnie zdał też egzamin na dekolcie. Jakiś czas temu dostałam w tym miejscu okropnego wysypu niedoskonałości (od zbyt bogatego olejku) i odkąd co wieczór myję dekolt mydłem z glinką, a potem smaruję olejkiem Evree, wszystko zaczęło wracać do normy - skóra jest nawilżona, a przy tym niedoskonałości zaczęły zaleczać się i znikać, a nowych nie ma. Super!

Olejek jest baaardzo wydajny. Używam go prawie codziennie od przynajmniej 4 miesięcy. Wystarczy kilka kropel na daną część ciała.


Jeśli poszukujecie drogeryjnej, przystępnej cenowo pielęgnacji o niezgorszych składach, na pewno warto się przyjrzeć Evree. Ja jestem ze swoich dotychczasowych doświadczeń z marką zadowolona. I wiele z Was również - czytałam mnóstwo pozytywnych postów :)

wtorek, 12 kwietnia 2016

Decleor, Aromessence Ylang Ylang purifying serum oraz Aroma Night Ylang Ylang purifying night balm

Gdyby nie Hexxana, marka Decleor to byłyby w dalszym ciągu nieodkryte przeze mnie rejony. A tak po wstępnym przeglądzie niektórych ich kosmetyków (klik) przyszła pora na kolejną porcję dobroci. Dzięki hojności Asi mogłam przetestować serum i balsam do twarzy na noc z serii Ylang Ylang, której głównym zadaniem jest zbalansowanie cery tłustej i mieszanej oraz redukcja produkcji sebum.


Oba kosmetyki zawierają olejki eteryczne z ylang ylang, szałwii, rozmarynu, cytryny i lawendy, i dokładnie tymi nutami pachną. Jeśli lubicie ziołowe aromaty, zapach na pewno przypadnie Wam do gustu, bo moim zdaniem jest niebanalnie piekny.

Oba produkty znajdują się w dość ciężkich opakowaniach z matowgo szkła. Opakowania zostały dostosowane do konsytencji produktów: olejek mieszka w buteleczce z pompką, a zbity balsam nocny - w słoiczku. Szronione szkło wygląda pięknie i luksusowo, ale jest zupełnie niepraktyczne w podróży, a i w domu niezdary mojego pokroju muszą uważać, żeby kosmetyków nie upuścić.

Olejek jest względnie nietłusty i nie zostawia mocno tłustego filmu na skórze, ale i tak pod makijaż bym go nie nakładała. Ze względu własnie na tę lekkość polubiłam się z serum bardziej niż z balsamem, który ma postać zbitego masła, ale pod wpływem ciepła skóry zmienia się w bardzo tłusty olejek, który na długo osiada świecącą się warstwą na skórze (nie wchłania się nawet pod wpływem krótkiego masażu), a włosy i poduszka nieprzyjemnie kleją się do twarzy.

Jeśli o działanie chodzi, moja cera dzięki tym mazidłom przetrwała końcówkę zimy w bardzo dobrym stanie - była nawilżona, ukojona, pozbawiona suchych skórek, po prostu ładnie wypielęgnowana. Czy kosmetyki reguluję produkcję sebum? Ciężko mi powiedzieć, o tej porze roku tłuszczę się dużo mniej niż kiedy temperatura dobija tych 19-20 stopni... Poza tym nie wyobrażam sobie stosowania balsamu latem. Zimą tak, ale latem nie potrzebuję aż takiego natłuszczenia.

Serum ylang ylang było drugim po irysie olejkiem Decleor, jaki miałam przyjemność poznać. Kocham olejki i te były naprawdę godne uwagi - pięknie pachniały i widocznie pielęgnowały cerę. Mam apetyt na więcej :)

środa, 23 grudnia 2015

Bielenda, argan face oil + sebu control complex

Do zakupu uszlachetnionego olejku arganowego naszej rodzimej marki zachęcił mnie skład - ładna mieszanka naturalnych olejków. Intuicja mnie nie zwiodła, kosmetyk okazał się bardzo dobry. 

Kosmetyk kosztuje ok. 25 zł/15 ml i według producenta powinien zostać zużyty w 3 miesiące. Ledwo zmieściłam się w tym terminie stosując 4-5 kropli na jedną aplikację. Gdybym stosowala go mniej, a można, bo 4-5 kropli olejku to całkiem sporo, nie zużyłabym go w tak krótkim czasie.

Produkt zamknięto w szklanej buteleczce z pipetką. Pipetka działa bez zarzutu, a sama buteleczka spadła mi na kafelki dwa razy i jakimś cudem się nie zbiła. Wow.

Mieszanka ma żółtą barwę i ładny, słodki zapach. Na wchłonięcie potrzebuje całkiem sporo czasu, dlatego zwykle mieszałam olejek z żelem hialuronowym i wtedy wszystko wchłaniało się szybciej. Mamy tu umiarkowany stopień tłustości; są olejki lżejsze, są i cięższe.


Kosmetyk stosowałam po demakijażu, jeśli do wieczornego mycia twarzy było jeszcze trochę czasu. Zapobiegał wysuszaniu się skóry, ładnie ją natłuszczał i nawilżał, i w ogóle wszystko było cacy. Nie wiem, jak ustosunkować się do obietnic dotyczących wydzielania się sebum, ale w okresie, kiedy stosowałam olejek skórę miałam w dobrym stanie - nawilżoną, gładką. Byłam zadowolona z całoksztaltu pielęgnacji, której olejek był znaczącą częścią.

Go Bielenda, go!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...