Jak sprawić ogromną radość blogerce uzależnionej od kolorowych (zwłaszcza matowych) pomadek? Podarować jej pomadkę, na którą sama by się długo nie skusiła. Co jakiś czas temu uczyniła Hexxana. Dziękuję :*
Pozwólcie, że przytoczę Wam obietnice producenta:
A creamy-matte, full-coverage lip colour delivers intense moisture with
bold, long-lasting colour and stays in place for up to 6 hours of
continuous wear. The texture is weightless on lips and delivers superb
comfort. Its colour-rich formula will not bleed or transfer.
(klik)
W UK mamy do wyboru 15 odcieni w cenie około 16 funtów/3 ml.
Wydawać by się mogło, że 3 ml produktu to mało, ale nie w tym przypadku. Pomadka jest tak obłędnie napigmentowana, że potrzeba jej niewiele na dokładne pokrycie ust. Wręcz warto unikać nadmiaru, bo ten potrafi odbić się na zębach. Mały gąbeczkowy aplikator pozwala na dużą precyzję - można pokusić się o pominięcie konturówki. Tym bardziej, że chwilę po aplikacji mazidło zastyga i nie ma żadnego ryzyka rozmazywania się poza kontur ust. Uwaga - zanim pomadka zastygnie naprawdę warto przyłożyć się do równomiernej aplikacji. Jeśli zostaną nam jakieś smugi czy prześwity, po zastygnięciu pomadki nie da się tego "naprostować".
Produkt ma przyjemnie kremową konsystencję i bardzo ładny, ciasteczkowy zapach. Nie czuć go na ustach, chyba że je o siebie potrzemy - w tym przypadku da się wyczuć pewną lepkość (ale bez możliwości przesunięcia czy rozmazania kosmetyku). I jakkolwiek nie ma co liczyć na "intensywne nawilżenie", to przyznać muszę, że mazidło ust nie wysusza (nie stosuję pod nie pomadki ochronnej), a to rzadkość wśród pomadek o tym wykończeniu.
Asia podarowała mi odcień Carina. To ciepły, pomarańczowy koral. Ładnie ożywia twarz i wydobywa niebieskość moich tęczówek, ale może nie być ideałem, jeśli macie żółtawe zęby.
Jak już wspominałam, chwilę po aplikacji pomadka zastyga na usatch niemal na mur-beton. Nie ma jednak właściwości stainu i nie wżera się w naskórek. U mnie jej trwałość jest zgodna z obietnicami producenta i wynosi około 6 godzin z piciem i jedzeniem lekkich, nietłustych i nie zawierających kwasów owocowych posiłków (które, jak wiadomo, rozpuszczają pomadkę).
Największym minusem kosmetyku jest sposób, w jaki zjada się z moich ust po tych sześciu godzinach:
Kosmetyk ściera się/wykrusza jakby ktoś przejechał po ustach gumką do kredek/ołówków. Nie wyobrażam sobie tutaj poprawek poprzez dołożenie kolejnej warstwy; wolę wszystko zmyć i zaaplikować produkt ponownie.
Przez pierwsze godziny po aplikacji nie ma transferu, np. na kubki, ale kiedy pomadka zacznie się ścierać, przestaje być transfer-proof i zostawia ślady, jeśli czegoś się dotkniemy.
Podsumowując, niezby atrakcyjny sposób zjadania się (po aż sześciu godzinach noszenia!) stanowi w moich oczach jedyną poważną wadę tego produktu. Poza tym jest to naprawdę solidna pomadka o świetnej pigmentacji, ożywiającym twarz kolorze, przyjemnym zapachu i wygodnym aplikatorze. Odpowiada mi fakt, że zastyga na ustach bez wżerania się w naskórek, dzięki czemu w razie potrzeby/ochoty mogę ją łatwo usunąć. Uczulam jednak, że trzeba z nią szybko pracować, bo po zastygnięciu nie ma już szans na poprawienie błędów.
Bardzo się cieszę, że miałam okazję ją poznać.
PS. Asia opisała u siebie inny odcień tej pomadki - Patina (klik). Oceniła ją surowiej niż ja swoją sztukę, ale niewykluczone, że po prostu Patina jest bardziej wymagającym odcieniem niż Carina. A może któraś z Was ma jakieś doświadczenia z tymi pomadkami?
Bardzo się cieszę, że miałam okazję ją poznać.
PS. Asia opisała u siebie inny odcień tej pomadki - Patina (klik). Oceniła ją surowiej niż ja swoją sztukę, ale niewykluczone, że po prostu Patina jest bardziej wymagającym odcieniem niż Carina. A może któraś z Was ma jakieś doświadczenia z tymi pomadkami?


