Pokazywanie postów oznaczonych etykietą revlon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą revlon. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 grudnia 2019

Kilka słów o moich pomadkach w płynie: Revlon, Ultra HD Matte Lipcolor; Maybelline, Vivid Matte Liquid; Zoeva, Pure Velours Lips; Nip + Fab, Matte Liquid Lipstick

Kiedy spoglądam na swoją toaletkę, w oczy rzucają mi się tubki pomadek w płynie. Swojego czasu miałam na nie ogromną fazę, stąd ich nadwyżka (i konieczność przesiewu) w moim posiadaniu. Ale przynajmniej mogę coś o nich napisać.


#1
Revlon, Ultra HD Matte Lipcolor,  600 Devotion, 610 Addiction, 635 Love Amour


Na blogu recenzowałam już wiele różnych pomadek Revlon; lubię je. Dlatego z chęcią skusiłam się i na serię Ultra HD Matte Lipcolor. Mazidła mają ładne opakowania i bardzo wygodny aplikator w kształcie wiosełka. Umożliwia on precyzyjną aplikację. Pachną landrynkowo. Przez jakiś czas po nałożeniu na ustach mamy błysk, który z biegiem czasu znika, pozostawiając na wargach matowy stain. Produkt nie wysusza ust. Nie miałam okazji przetestować trwałości nudziakowego koloru, bo w trakcie wizyty rodziny pomadka wpadła w oko siostrzenicy mojego partnera i jej ją podarowałam. Pozostałe dwa kolory bez tłustego jedzenia wymagają poprwek po około 6 godzinach.

600 Devotion to twarzowy różowy nudziak.

610 Addiction to cudowna borówka.

 A 625 Love to oczywiście piękny koral.


#2 
Maybelline, Vivid Matte Liquid, 05 Nude Flash, 25 Orange Shot


Pomadki Vivid Matte Liquid mają wygodny w użyciu, lekko spłaszczony aplikator. Pachną słodko, trochę ciasteczkowo. Wbrew nazwie nie dają matowego wykończenia - wyglądają na ustach jak bardzo dobrze napigmentowane błyszczyki. Kolor jest wyrazisty i soczysty. Mazidła nie zastygają na ustach, są cały czas plastyczne, mocno się odbijają na kubkach, mogą się w chwili nieuwagi rozmazać czy odbić na zębach.


05 Nude Flash to różowy nudziak. Jego trwałości nie przetestowałam, gdyż go również oddałam bratanicy pana Simply.


Jak sama nazwa wskazuje, 25 Orange Shot to żywy, koralowy pomarańcz. Zażółca zęby. Jej trwałość to na mnie około 3 godziny, po tym czasie zostaje na ustach delikatny stain.


#3 
Zoeva, Pure Velours Lips, All Is Calm


Pomadka Zoevy wywołała we mnie mieszane uczucia. Dostałam ją od Hexxany. Doceniam wygodny w obsłudze, "wiosłowaty" aplikator. Doceniam świentą pigmentację, lekko musową konsystencję, ładne matowe wykończenie oraz brak wysuszania ust. Mój odcień All Is Calm to bardzo ładny odcień toffee. Ale tutaj przechodzimy do największej wady produktu: pomadka jest bardzo nietrwała. Znika po mniej więcej dwóch godzinach albo przy jakiejkolwiek formie konsumpcji. Szkoda.



#4
Nip + Fab, Matte Liquid Lipstick, 70 Red Velvet


Kolor tej pomadki jest niesamowity - ciemna, wampirza wiśnia. Ale wszystko inne... Niestety ta pomadka to bubel. Nakłada się nierówno, robią się plamy, prześwity. Ze względu na bardzo płynną konsystencję nie sposób ładnie obrysować sobie usta, gdyż kosmetyk się rozlewa. Kiedy zastygnie, a zastyga bardzo szybko, nie da się zrobić żadnych poprawek. Pomadka masakrycznie wysusza wargi i cały czas czuć ją na ustach jako ciężkawą, ściągającą naskórek, jakby gumowatą warstwę. Zjada się bardzo brzydko, nierówno, wykrusza w kącikach i na styku ust. Brrrr. Niestety nikomu tego nie polecę.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Revlon, Colorburst Balm Stain, 001 Honey, 040 Rendezvous, 025 Sweetheart

Jedną z moich słabostek jest częste zaglądanie na dział kosmetyczny w świątyni rozpusty znanej jako Tk Maxx. Ach ten dreszczyk emocji niczym z PRL-u: rzucili coś ciekawego? Szybko, szybko, zanim ktoś inny kupi i sprzątnie mi TAKĄ okazję sprzed nosa. Tak, dostaję w tym przybytku małpiego rozumu; zwłaszcza w kwestii lakierów do paznokci, ale, jak widać, nie tylko.

Zestaw balm stainów z Revlonu był w bardzo okazyjnej cenie, a ja bardzo chciałam przetestować tę linię. W normalnych warunkach stacjonarne na jedną sztukę przeznaczyć trzeba niemal osiem funciaków, a ja cały zestaw kupiłam za dychę. Opłacało się, prawda? Szkoda tylko, że nie wzięłam jednej rzeczy pod uwagę - że zestaw może być trochę leciwy. Powiedzmy sobie szczerze - żadna przedstawicielka tej trójki nie pachnie samą miętą (jak ichnie matowe pomadki w kredce), a ma w sobie jeszcze jakąś drażniącą nutę, prawdopodobnie wynikającą z niepierwszej świeżości. Ale mogę się mylić.


Forma kredki ułatwia aplikację. Same sztyfty nie są ani za twarde, ani za miękkie i gładko suną po ustach. Pigmentacja jest średnia, ale wynika to z faktu, że produkt marketowany jest  jako hybryda pomadki ochronnej i stainu. Działanie nawilżające rzeczywiście jest odczuwalne, jak również efekt mrowienia przez kilka minut po aplikacji. Opakowania mazideł są takie sobie; złote napisy po czasie zaczynają obłazić, na czym cierpi estetyka. No cóż.

Pomadki zostawiają ślady na szklankach oraz policzkach całowanych osób.


Honey to najbardziej kultowy, można by rzec, odcień z tej linii. Taki różowo-beżowy, niezobowiązujący dzienniak. Jako jedyny z całej trójki nie wżera się w naskórek, a jego trwałość na moich ustach wynosi średnio 3 godziny.


Sweetheart to nieco jagodowa fuksja. Odcień żywy i wyrazisty, a także najtrwalszy z całej trójki, bo mocno wżera się w usta. Nie muszę nanosić poprawek przez około 6 godzin po aplikacji, ale jak już zaczyna znikać, to oczywiście nierównomiernie. Trudno usunąć tę pomadkę podczas demakijażu; najlepiej sięgnąć po jakiś olejek.



Rendezvous to pomarańczka; kolor nie dla każdego. W kwestii trwałości jest pomiędzy Honey a Sweetheart; pigment trochę się wżera w usta, a poprawek dokonywać muszę po około 4 godzinach po aplikacji.


Jeśli mam być szczera, balm stainy specjalnie mnie nie uwiodły, choć nie potrafię wskazać konkretnego powodu dlaczego, bo znowuż tak wiele nie mam im do zarzucenia (estetyka opakowania, dziwny zapach). Zdecydowanie jednak wolę inne serie pomadek tej marki: masełka (klik), szminki ultra HD (klik) oraz hit - seria matte balm (klik). Kwestia preferencji po prostu.

zdjęcia robione w różne dni, toteż za każdym razem było inne światło

A Wy, znacie tę serię? Jakie są Wasze odczucia?

niedziela, 16 października 2016

Revlon, Ultra HD Lipstick, 830 Rose i 840 Poinsettia

Szminki Ultra HD pojawiły się w szafie Revlonu ponad rok temu. Skusiłam się na dwa z czternastu odcieni. Za 3 g produktu należy zapłacić 7,99 funtów lub ponad 40 zł, ale warto oczywiście polować na promocje. Szminki testuję od dobrych kilku miesięcy, a zdjęcia zrobiłam jeszcze za czasów sombre, którego dawno już na głowie nie mam.

Czym wyróżniają się te szminki? Producent twierdzi:
Kolor w Ultra Nasyceniu ! Pomadka, którą pokochasz od pierwszego użycia!
Dzięki rewolucyjnej, żelowej technologii bez zawartości wosków zapewnia wysokie nasycenie koloru i lekką, komfortową konsystencję o cudownym zapachu. Odkryj wysoką jakość ultra nasyconego koloru! Wystarczy tylko jedna warstwa, by nadać ustom intensywny odcień.
(klik)


Na pierwszy rzut oka opakowanie wygląda ładnie - jest srebrne z przezroczystą skuwką. Naklejka na spodzie koresponduje z odcieniem szminki. Niestety całe dobre wrażenie psuje fakt, że "od nowości" zanim nie zużyjemy części sztyftu, nie chowa się on cały, przez co przy zakładaniu skuwki łatwo można zahaczyć o produkt i rozmazać go sobie po bokach opakowania. Jest to naprawdę denerwujące i nie rozumiem tego rozwiązania. Przecież skuwka jest przezroczysta, więc sztyft nie musi być w części wysunięty. Nie odpowiada mi również do końca fakt, że sztyft jest tak płasko ścięty; trudno tu o precyzyjną aplikację, co ma duże znaczenie przy intensywnych odcieniach.

Pomadki, jak wskazuje producent, mają zapach wanilii i mango. Jest on dobrze wyczuwalny i wiele osób na niego narzeka, ale mnie osobiście nie przeszkadza. Moim zdaniem nowe matowe pomadki w płynie tej marki pachną bardziej intensywnie i dla mojego nosa są nieprzyjemne w odbiorze.


Podoba mi się zabieg producenta z nadaniem poszczególnym kolorom nazw związanych z nazwami kwiatów. Rose, czyli róża, to piękny, codzienny beżowo-różowy nudziak. Mam dwie sztuki; jedną kupiłam sama, a drugą przekazała mi Justyna. Jej nie odpowiadał zapach pomadki (klik do recenzji Justyny), a ja chętnie po to mazidło sięgam. 

Pomadki są bardzo dobrze napigmentowane i już jedno przejechanie po ustach daje pełne krycie. Mają bardzo ładne satynowe wykończenie.



Poinsettia, czyli gwiazda betlejemska, to dość ciemna, chłodna czerwień, bardzo elegancka. 

Żelowa formuła jest przyjemna i komfortowa w noszeniu. Mazidło gładko sunie po wargach i zupełnie nie wysusza naskórka.


U mnie trwałość różni się w zależności od koloru. Różę mam na ustach do trzech godzin bez jedzenia i znika równomiernie. Gwiazda betlejemska jest trwalsza - przez pięć godzin bez jedzenia nie muszę nanosić poprawek. Po tym czasie pojawiają się prześwity, ale to normalne, że takie kolory zjadają się nierównomiernie i od środka, zostawiając wokół ust obwódkę. Wystarczy dołożyć koloru - nie trzeba uprzednio zmywać resztek pomadki.

Nie zauważyłam u siebie tendencji produktów do wylewania się poza kontur ust, zbierania się w bruzdach wargowych czy odbijania na zębach.

Ja jestem ze swoich dwóch (a raczej trzech) sztuk zadowolona i nie wykluczam dokupienia kiedyś tam jeszcze jakiś kolorów. Choć nie wiem, czy to się kiedykolwiek zdarzy, bo wiecznie kuszą mnie nowości i pomadki, których jeszcze nie miałam okazji testować ;)

środa, 27 stycznia 2016

O dwóch mniej lub bardziej udanych eksperymentach, czyli próba nadania kosmetykom drugiego życia.

A więc tak. Do dziś miałam w toaletce trzy paletki Sleeka: ukochaną Garden of Eden (moja ulubiona paletka tej marki ever), namiętnie maltretowaną Respect (do tej pory nigdy nie zdenkowałam tylu cieni w jednej paletce, jak w tej) oraz piękną, ale rzadko przeze mnie używaną Vintage Romance. Dlaczego rzadko? Bo cienie idealnie pasujące do mojej urody są w niej pomieszane z cieniami, które dają na mnie efekt ofiary pobicia, i te drugie cienie nieco mnie odstraszały. Postanowiłam, że skoro zużyłam połowę cieni z paletki Respect i nie używam połowy cieni z paletki Vintage Romance, połączę paletki ze sobą, a niepasujące do mnie kolorystycznie cienie powędrują do kosza. Tym samym zrobiłam też troszkę miejsca na toaletce.

Jeśli o paletkę Respect chodzi, zużyłam cienie New Jack Pink, O'Jays, Cameo Cream, Otis Red, Aretha Orange oraz Count Base Beige, a suchą i trudną we współpracy czerń Roberta Black wyrzuciłam. Przy przenoszeniu cieni z paletki Vintage Romance, niechcący uszkodziłam fiolety, a dwa cienie, na których mi najbardziej zależało, czyli miedziany brąz i usytuowaną pod nim czerń z brokatem, doszczętnie się pokruszyły. W sposób nie do odratowania, bo proszek rozsypał się po stole. Szkoda, ale może tak miało być, bo ilościowo zostało mi akurat tyle cieni, że zapełniłam na powrót pustawą paletkę Respect, którą roboczo nazwałam paletą RR (od Respect Romance, ssssmart).

Wizualizując, z tego:


i z tego:


powstało to:


Może nie jest to ogromnej urody paletka (moje nieudolne depotwanie do tego doprowadziło), ale teraz wiem, że nadal będę ją mocno maltretować :)


Poza tym postanowiłam spróbować poeksperymentować z dwoma pomadkami. Jedna, Maybelline Color Whisper  430 Coral Ambition, miała odcień, w którym wyglądałam nad wyraz niekorzystnie. W drugiej, Revlon Super Lustrous Amethyst Shell, nie podobało mi się perłowe wykończenie. Szminki przetopiłam i zmieszałam razem. Rezultat pozytywnie mnie zaskoczył.

Z tego:



i z tego:


powstało to:


Ten eksperyment jak najbardziej uznaję za udany.

Ot, moje próby nadania drugiego życia niektórym kosmetykom. Bardzo często też mieszam ze sobą różne lakiery, jak już znudzi mi się kolor bądź wykończenie. Polecam takie zabawy; czasem efekty są naprawdę zaskakujące!

wtorek, 24 listopada 2015

Revlon, Colorburst Lip Butter, 010 Raspberry Pie, 045 Cotton Candy, 080 Strawberry Shortcake

Kocham matowe pomadki, ale większość z nich ma to do siebie, że prędzej czy później przeusza usta. Zwłaszcza, kiedy robi się chłodniej. Czasem mam też po prostu ochotę na odskocznię od mocno napigmentowanych matów. Sięgam wtedy po nawilżające i odżywcze szminki, dające mi przy tym lekki kolor, jak na przykład masełka Revlonu. 

Za 2,55 gramów tego kolorowego szczęścia trzeba zapłacić w regularnej cenie 7,99 funtów lub 35 zł. Warto polować jednak na promocje, bo wtedy niewydajność tych masełek boli troszkę mniej.


Produkty maja naprawdę ładne ubranka i nie wstyd wyciągnąć je z torebki. Sztyfty są przyjemnie mięciutkie (potrafią się nieco babrać i topić pod wpływem wyższej temperatury) i bezproblemowo suną po ustach. Szminki pachną słodko, trochę ciasteczkowo, ale zapach jest delikatny. Posiadam trzy odcienie; jeden z nich, 010 Raspberry Pie, daje dość wyraziste krycie; dwa pozostałe są raczej półprzezroczyste i spokojnie można nakładać je bez pomocy lusterka.


Wszystkie trzy posiadane przeze mnie sztuki dają mokre, błyszczykowe wykończenie. Zapewne dzięki temu, że zawierają srebrne mikrodorbinki, których na ustach na szczęście nie widać ani nie czuć.


Pomadki nosi się niezwykle komfortowo. Rzeczywiście nawilżają usta i sprawiają, że są miękkie i odżywione.


Z lekką, nawilżającą formułą idzie jednak w parze nietrwałość. Pomadki znikają z moich ust po około 2 godzinach bez jedzenia i picia. Wszelka forma konsumpcji sprawia, że zjadają się szybciej. Przy częstej reaplikacji bardzo szybko widać zużycie produktu. Myślę, że przy częstym codziennym stosowaniu spokojnie można taki sztyft zdenkować w niecaly miesiąc.


010 Raspberry Pie to, jak sugeruje nazwa, spokojna malinowa czerwień. 045 Cotton Candy i 080 Strawberry Shortcake to spokojne różowe nudziaki, różniące się jedynie temperaturą koloru. Patrząc na całą linię zdaje się, że żywsze i ciemniejsze kolory są lepiej napigmentowane od "spokojnych" propozycji.


Osobiście jestem ze swoich trzech masełek zadowolona, ale uważam, że są trochę za drogie jak za tę pojemność.

wtorek, 21 lipca 2015

Revlon, Super Lustrous Lipstick, 424 Amethyst Shell (pearl)

Linia pomadek Super Lustrous Revlonu jest ponoć na rynku od siedmiu dekad i liczy 82 kolory w czterech wykończeniach (kremowym, matowym, perłowym i błyszczącym). Można zatem powiedzieć, iż jest to kosmetyk kultowy. A ja czasem jestem łasa na testowanie kultowych produktów. Tutaj niestety robiłam zakupy w pośpiechu, nie zmacałam testera i nie zauważyłam, że chwytam za pomadkę o perłowym wykończeniu. Falstart! Będę musiała kiedyś kupić (7,99 funtów) inną szminkę z tej linii, bo nie cierpię na sobie tego akurat wykończenia...


Złoto-czarne opakowanie jest eleganckie i bardzo cieszy oko. Pomadka jest bezzapachowa. Sztyft nie jest ani twardy, ani miękki. Pigmentację można określić jako dobrą, a intensywność koloru budujemy przez dokładanie warstw. Trwałość na ustach w moim przypadku wynosi bez jedzenia i picia około 3 godziny.

424 Amethyst Shell to cukierkowy róż. Bardzo ładny. I tylko to perłowe wykończenie jest dla mnie nie do przeskoczenia, ale tu mogę winić wyłącznie siebie i swoją nieuwagę podczas zakupów. 


Jeśli, jak ja, nie lubicie perłowych pomadek, zalecam podczas zakupów szminek z tej linii bardzo uważnie przyjrzeć się małej nalepce na spodzie pomadki, gdzie producent małym druczkiem określa wykończenie. Sama mam nauczkę na przyszłość...

wtorek, 27 stycznia 2015

Revlon, ColorStay 16 Hour Eye Shadow, 530 Seductive

Paletkę kupiłam jakieś półtora roku temu za 7,99 funtów. Wyznaczyłam sobie w owym czasie misję znalezienia jakiś ładnych fioletów. I te fiolety są dość ładne, owszem, ale sama paletka nie przyspiesza bicia mojego kosmetycznego serca i nie sięgam po nią z dużą częstotliwością. Poza tym mnie jednak lepiej w cieplejszych fioletach.


Cienie zapakowano w plastikową kasetkę z przezroczystym wieczkiem. Lusterka nie ma, jest za to bezużyteczna pacynka. W zestawieniu 530 znajdziemy perłowo-shimmerowy rozbielony cień lila, perłowy cień lila i dwa jagodowe maty - jaśniejszy i ciemniejszy. Wszystkie odcienie utrzymane są w dość chłodnej tonacji. Moim zdaniem najciemniejszy cień powinien być jeszcze ciemniejszy, żeby lepiej definiować zewnętrzny kącik. Najchętniej zastąpiłabym też  najjaśniejszy cień cielistym matem do rozcierania i pod łuk brwiowy. Pigmentacja jest średnia, ale można ją delikatnie budować. Najlepiej jednak cienie się prezentują na kolorowej bazie (fioletowej kredce lub cieniu w kremie). Na bazie makijaż nimi wykonany utrzymuje się na miejscu przez cały dzień. Cienie trochę zanikają podczas blendowania.

Ot, zwykłe cienie. Nie są ani złe, ani dobre; nie polecam, nie odradzam.


Cienie w akcji:


wtorek, 28 października 2014

Revlon, Quick Dry Top Coat

Bohatera dzisiejszej notki używam od około pół roku. Maluję paznokcie średnio 3 razy w tygodniu, więc wydajność tego lakieru nawierzchniowego uważam za bardzo satysfakcjonującą (ma niestandardową pojemność 14,7 ml). Kolejnym ogromnym plusem jest fakt, że emalia nie glucieje i nie zaczyna się ciągnąć, kiedy robi się jej w butelce mało.


Buteleczka z matowego szkła wygląda bardzo sympatycznie, ale kiedy się lakier kończy, ciężko wydobywać produkt ze względu na jej kształt trapezu. Pędzelek jest dość wąski, raczej wygodny w stosowaniu. Lakier ma dość płynną konsystencję i daje ładne, błyszczące wykończenie.

Co do działania wysuszającego manicure, posłużę się metaforą. Top coaty przyspieszające wysychanie Essie Good To Go i Poshe są niczym atleci biegnący na sto metrów. Top Revlona natomiast staje w szranki w biegu na metrów trzysta. Chcę przez to powiedzieć, że produkt dobrze działa, ale wolniej niż wspomniani koledzy. Za to nic a nic nie obkurcza kolorowych lakierów.

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Revlon, Colorburst Matte Balm, 205 Elusive & 210 Unapologetic

Jakiś czas temu Revlon wypuścił dwie nowe linie pomadek w kredce: matową Colorburst Matte Balm oraz błyszczącą (z drobinkami) Lacquer Balm. Przeoczyłam jakoś tę nowość, ale kiedy Słomka podczas swojej wizyty zwróciła moją uwagę na matowe pomadki, wiedziałam, że MUSZĘ wypróbować. Dobrze zrobiłam!

Do wyboru mamy dziesięć matowych odcieni  (klik). Ja skusiłam się na 205 Elusive i 210 Unapologetic. Podoba mi się jeszcze winna czerwień Standout, ale to raczej kolor na jesień. Za sztukę zapłaciłam 7,99 funtów w Bootsie.


Anyways, szminki mają super wygodną formę kredki. Oczywiście są wykręcane. Pachną delikatnie miętowo i przez chwilę po aplikacji troszkę chłodzą usta. Są świetnie napigmentowane - już jedno pociągnięcie po ustach daje pełnię koloru. I nie polecam nakładać zbyt dużo produktu - nadmiar potrafi zebrać się w załamaniach na wargach. Pomadki nie migrują poza ich kontur ani nie zbierają się na zębach.

Nie aplikowałam szminek na gołe usta. Pod matowe pomadki obowiązkowo stosuję pomadkę ochronną, bo boję się działania wysuszającego matowych mazideł. Te dwie pomadki nosi mi się w takim wydaniu niezmiernie komfortowo. Nie odczuwam żadnego ściągnięcia ani suchości warg (a tak się dzieje np. przy matowej pomadce w kremie z Manhattanu). Jeśli chodzi o samo wykończenie, nie jest to mat mat. Raczej satyna. Mi się podoba!

Oczywiście nie polecam nakładania produktów na suche, spierzchnięte wargi- chyba wiecie, co się stanie?


205 Elusive:


Elusive to przybrudzony róż z brzoskwiniowym podbiciem. Idealny do dziennych makijaży. Świetnie się w nim czuję! Picie jest tej pomadce niestraszne, nie brudzi też szklanek/kubków. Polega w starciu z jedzeniem. Bez jedzenia jej trwałość na moich ustach wynosi około 5 godzin. Znika równomiernie. Szczerze ją uwielbiam.


210 Unapologetic:


Unapologetic to bardzo wyrazisty koral zmierzający w stronę czerwieni. Bardzo zwraca uwagę. Tutaj trzeba jednak kontrolować stan makijażu ust. Ta pomadka brudzi kubki, ale nie znika przy piciu. Jedzenia nie przetrwa. Bez jedzenia wygląda dobrze przez około 4 godziny. Niestety znika nierównomiernie. Cóż, spodziewam się tego przy takich kolorach i co jakiś czas zerkam w lusterko.

Żadna z pomadek nie wżera się w usta; nie są to stainy.

Moim zdaniem szminkom nie brakuje wiele do ideału. Bardzo je lubię.

Tutaj jeszcze porównanie z soft mat lipcream 56k z Manhattanu (Elusive i 56k mają zbliżone odcienie; oczywiście mazidło Manhattan pierwsze z lewej):


poniedziałek, 23 września 2013

Kolorowe zakupy, czyli przyszła mama się rozpieszcza :)

Od kilku tygodni topię niemałe kwoty w wyprawce dla Maleństwa. Z niebelkowych rzeczy mam już prawie wszystko, czego nam trzeba: ubranka, kocyki, owijaczki, ręczniki, kosmetyki i akcesoria do higieny maluszka, leki, pieluszki... Lista jest długa ;) No ale przyszła mama przecież też ma czasem ochotę sprawić sobie coś nowego, ot na poprawę humoru. Napiwki, bezcelowe spacery po drogeriach, gorszy nastrój i promocja w Bootsie (buy one, get one half price) sprawiły, że trochę sobie pofolgowałam. A co tam, należy mi się za dźwiganie brzuszka ;)

Żadnej z tych rzeczy oprócz korektora pod oczy nie potrzebowałam, ale niektóre od dawna wisiały na mojej wish-liście. Nadarzyła się okazja kupić je taniej, więc same rozumiecie ;)

Do kosmetyczki trafiły:



Zdjęcia promocyjne tej sleekowej paletki w ogóle mnie nie ruszały, ale kiedy zobaczyłam słocze w sieci, przepadłam. Zamówiłam Vintage Romance online, żeby mieć pewność, że paletka mnie nie ominie, gdyż wzbudza ona naprawdę duże zainteresowanie. Wcale się nie dziwię - kolory i wykończenia są cudne.




Te dwie paletki Rimmela skusiły mnie idealnymi na jesień zestawami kolorystycznymi. Pigmentacja jednak nie powala, zapewne będę musiała sięgać po jakąś kolorową bazę. Zobaczymy.



Tutaj też przyciągnęły mnie kolory. Ciekawe, czy takie fiolety będą do mnie pasować, czy też skończę z efektem podbitego oka...

Na Permament Taupe miałam ochotę odkąd kusiła nim Słomka :*



Kilka produktów do ust, które również wisiały na wish-liście:


niedziela, 19 maja 2013

Revlon, nail enamel, 044 Blue Lagoon

  • Dostępność: ja swój egzemplarz kupiłam jakieś 1,5 roku temu w drogerii Superdrug
  • Cena: zapłaciłam 6,49 funtów; ceny tych lakierów w Polsce nie znam
  • Pojemność: 14,7 ml
  • Kolor: pastelowy błękit z srebrnymi drobinkami, których na paznokciach raczej nie widać
  • Konsystencja: rzadkawa
  • Pędzelek: długi i wąski, bardzo giętki
  • Krycie: do pełnego krycia potrzebowałam 2 grubszych warstw; pierwsza warstwa niesamowicie smuży, druga wszystko wyrównuje
  • Wysychanie: nie testowałam
  • Zmywanie: łatwe
  • Trwałość: znakomita - pierwsze odpryski pojawiły się piątego dnia
Kolor bardzo przyjemny, ale czułam się z nim dziwnie. Nie do końca zgrywa się z moją karnacją...



  • Availability: I bought mine in Superdrug 1,5 years ago
  • Price: Ł6.49
  • Volume: 14.7 ml
  • Colour: pale blue with silver shimmer which is not very visible on the nails
  • Consistency: thinnish
  • Brush: long and narrow
  • Coverage: two-coater
  • Drying time: not tested
  • Removing: no problems
  • Durability: 5 days
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...