Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biochemia urody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biochemia urody. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 lipca 2017

Biochemia Urody, tonik/esencja pielęgnacyjna dla cery naczynkowej i wrażliwej na bazie hydrolatu

Nie wiem, czy pamiętacie, ale bardzo polubilam się z łagodzącym tonikiem Pat & Rub w wersji przed rozwodem P&R i Naturativ. Kilka tygodni po wykończeniu tego łagodząco-nawilżającego cuda postanowiłam sprawdzić, czy zestaw dla cery naczynkowej i wrażliwej (8,80 zł) na bazie hydrolatu z róży damascena (16,90 zł)  z Biochemii Urody mógłby być godnym zamiennikiem. 

O właściwościach hydrolatu możecie szerzej poczytać tutaj. Moja naczynkowa cera bardzo go lubi.

Po zmieszaniu wszystkich składników zestawu dla cery naczynkowej i wrażliwej otrzymałam słomkowy płyn o ładnym, różanym zapachu. Przelewałam go sobie porcjami do butelki z atomizerem, bo wolę sobie spryskiwać twarz tonikiem niż wylewać go na wacik, gdzie jego część się siłą rzeczy zmarnuje. Butelka specyfiku wystarczyła mi na około 4,5 miesiąca stosowania dwa razy dziennie.


Tonik może nie okazał się w ogólnym rozrachunku lepszy od wspomnianego we wstępie produktu, ale to nie znaczy, że się z nim nie polubiłam. Bynajmniej. Uważam, że jest naprawdę świetny. Bardzo go doceniam za delikatne działanie nawilżające i zauważalne łagodzenie gry naczyń. O to mi chodziło. Działania antyoksydacyjnego i przeciwzmarszczkowego siłą rzeczy stwierdzić nie mogę, ale silnie w nie wierzę. 

Oczywiście kosmetyk mnie nie podrażniał, nie zapychał, ani nie szczypał w oczy. Wróżę nam wielkrotne spotkania w przyszłości, bo produkt w pełni spełnia moje oczekiwania.

piątek, 24 czerwca 2016

Biochemia Urody, olejek antycellulitowy

Od producenta:
Olejek anty-cellulitowy to olejowy ekstrakt z Morszczynu (algi), Bluszczu, Guarany, Rozmarynu i skórki Gorzkiej pomarańczy w bazie zimnotłoczonego oleju słonecznikowego. Działanie 5 aktywnych składników roślinnych obecnych w oleju polega na poprawieniu mikrocyrkulacji krwi w naczynkach, dzięki czemu olejek przyspiesza eliminację produktów przemiany materii oraz rozkład tłuszczów, poza tym olejek działa antyoksydacyjnie, przeciwzapalnie, drenująco, antyseptycznie, ujędrniająco oraz natłuszczająco i nawilżająco.

Składniki aktywne obecne w roślinnych ekstraktach to:
# kwasy tłuszczowe Omega-6 i Omega-9 (kwas linolowy i oleinowy), które nawilżają i poprawiają barierę lipidową naskórka,
# antyoksydanty (witamina E, kwas karnozowy i rozmarynowy, karotenoidy, kwasy fenolowe, w tym kwas kofeinowy i chlorogenowy, fukoksantyna, kwas alginowy), które działają odmładzająco i regenerująco,
# substancje ujędrniające i drenujące (olejki eteryczne, ksantyny, w tym kofeina, teofilina, teobromina, sole mineralne (potas, jod), flawonoidy (rutyna, hederyna, hesperydozyd oraz garbniki i saponiny), które uszczelniają naczynka i pobudzają lipolizę i mikrocyrkulację.

» Polecany jako kuracja antycellulitowo-ujędrniająca do ciała. Olejek posiada lekką formułę, szybko wchłaniającą się w skórę. (klik)


Ponieważ 9 miesięcy temu postanowiłam ruszyć w końcu (coraz większy) tyłek i zacząć ćwiczyć, musiałam zacząć się też wspomagać kosmetykami potencjalnie ujędrniającymi. Moje wysiłki nie przyniosły jeszcze wybitnych rezultatów, ale to już wina słabiuteńkiej silnej woli i licznych grzeszków żywieniowych. W tej kwestii posuwam się do przodu tempem raczkującym, ale zawsze. Póki co widać, że moja sylwetka "się rzeźbi", a jedynie największa zmora, czyli obrzydliwa oponka z naprawdę dużym wałkiem na brzuchu, nie chce coś się ruszyć. A ponieważ trochę zeszczuplałam na reszcie ciała a brzuch nadal wystaje, wiele osób zdaje się myśleć, że jestem w ciąży. Ach, gdyby to była prawda...

OK, bo odbiegam od tematu.  Olejek z BU dobrym zawodnikiem jest. Zamknięto go w plastikowej buteleczce ograniczającej dostęp światła. Dozownik to mała dziurka, przez którą trudno wylać za dużo kosmetyku, za co plus. 125 ml specyfiku, za które zapłaciłam 25,90 zł, wystarczyło mi na niecały miesiąc cowieczornego stosowania na uda, brzuch, pośladki i boczki.




Olejek ma zielonkawą barwę i pachnie gorzko, ziołowo. Zgodnie z zapewnieniami producenta jest względnie nietłusty i po krótkim masażu wchłania się w skórę niemal całkowicie. Nie wiem, czy produkt działa drenująco, antyoksydacyjnie, przeciwzapalnie i antyseptycznie, bo tego nie da się gołym okiem stwierdzić. Nie da się też dostrzec poprawy mikrocyrkulacji krwi ani eliminacji produktów przemiany materii. Mogę jednak powiedzieć, że olejek dobrze nawilża i zauważalnie ujędrnia skórę, a o to właśnie mi chodziło. Przy okazji zamówienia kiedyś-tam na pewno do niego wrócę.

czwartek, 8 sierpnia 2013

Biochemia Urody, peeling enzymatyczny EKO

Moje pierwsze zetknięcia z tym peelingiem były trochę rozczarowujące, bo przez kilka pierwszych użyć działanie było w moim odczuciu zbyt delikatne. Ale po kilku zastosowaniach coś się zmieniło i ostatecznie z produktem się polubiłam.

Peeling wystarczył mi na około 2 miesiące stosowania raz w tygodniu (w każdy weekend). Kosztuje 15,50 zł/41 g (klik).


Peeling ma postać białawego proszku. Pachnie dziwnie, trochę jak lekko skwaśniałe mleko. Aromat ten nie jest jednak zbyt intensywny. Na stronie sklepu widnieje informacja, że produkt przeszedł małą reformulację i teraz pachnie inaczej. Cóż, nie mogę się na ten temat wypowiedzieć, bo nowszej wersji jeszcze nie miałam.

Stosowanie jest banalnie proste: odmierzamy porcję peelingu, mieszamy z wodą mineralną i kładziemy na twarz na 5-10 minut, po czym zmywamy całość wodą. 


Opisując działanie produktu pozwolę sobie skomentować obietnice producenta.

» Peeling działa łagodnie, stężenie i aktywność enzymów zostały tak dobrane, by nie podrażniać nawet wrażliwej skóry, a jednocześnie zapewnić efektywne działanie peelingu.  - prawda. Mnie peeling absolutnie nie podrażniał, nie zaogniał pajączków,  nie wywoływał rumienia.

  » Wyczuwalnie wygładza i zmiękcza skórę już po pierwszym użyciu. - prawda. Po kilku użyciach zauważyłam, że skóra twarzy rzeczywiście była wygładzona i zmiękczona.

» Działa powierzchniowo na zasadzie rozpuszczania martwych, zrogowaciałych komórek naskórka. Pomaga pozbyć się widocznych objawów łuszczenia się skóry. - połowiczna prawda. Peeling rozpuszcza martwy naskórek (co stwierdzam po tym, że skóra jest czystsza, rozświetlona), ale z większymi skórkami (chodzi mi o odstające skórki wokół wyprysków) niestety sobie nie radzi...

» Delikatnie oczyszcza skórę i poprawia jej koloryt. - prawda, widać to gołym okiem.

» Dzięki dodatkowi mączki ryżowej, wspomaga rozjaśnienie przebarwień. - nieprawda. U siebie tego niestety nie zaobserwowałam.

» Przygotowuje skórę do przyjęcia i lepszej absorbcji składników aktywnych obecnych, w aplikowanych w dalszej kolejności, produktach pielęgnacyjnych.  - prawda. Maseczki lepiej działają po zastosowaniu peelingu.

» Oprócz działania złuszczającego, enzymy - bromelaina i papaina posiadają również właściwości przyśpieszające gojenie i przeciwzapalne. - prawda. Peeling może nie sprawia, że wypryski znikają jak za dotknięciem magicznej różdżki, ale szybciej się goją.

  » Dzięki obecności mączki owsianej i mączki ryżowej peeling jednocześnie nawilża i łagodzi podrażnienia skóry.  - połowiczna prawda. Mojej skóry peeling nie nawilża, ale rzeczywiście delikatnie łagodzi podrażnienia.


» Peeling pełni jednocześnie funkcję maseczki o działaniu odżywczym, rozjaśniającym, łagodzącym i wygładzającym. - co prawda stosowałam go przed maseczkami, ale produkt rzeczywiście ma działanie rozjaśniające, łagodzące i delikatnie wygładzające.

Podsumowując, kiedy po kilku użyciach moja skóra zaczęła w końcu reagować na ten produkt, polubiłam się z nim. Działa jak dobry peeling enzymatyczny działać powinien, czyli delikatnie złuszcza martwy naskórek (choć niestety nie radzi sobie z większymi skórkami), przygotowuje skórę pod maseczki, a w bonusie wyrównuje jej koloryt, rozświetla, łagodzi nieco podrażnienia i przyspiesza gojenie wyprysków. Warto wypróbować, jeśli stosujecie i lubicie peelingi enzymatyczne :)

czwartek, 18 kwietnia 2013

Duet na wzmocnienie naczynek z Biochemii Urody

Cera naczynkowa zdecydowanie nie jest łatwa w pielęgnacji. Ja zorientowałam się, że takową posiadam, będąc jeszcze nastolatką (odziedziczyłam problem po tacie). Mam więc za sobą jakieś 10 lat obserwacji tego typu cery i doszłam jedynie do wniosku, który wyraziłam w pierwszym zdaniu tego posta. No bo wiecie, można mieć świadomość, co naczynkom szkodzi i zaognia problem (np. alkohol, ostre jedzenie, zmiany hormonalne, zmiany temperatury, sauna, leki, itp.), można starać się unikać pewnych tych czynników, ale jakkolwiek saunę można świadomie omijać, ograniczać alkohol itp. to jaki mam wpływ na hormony i pogodę? No właśnie... Pielęgnacja trochę pomaga, istnieją pewne substancje i wyciągi roślinne, które wyraźnie wzmacniają naczynka, ale i to nie daje gwarancji, że rumień i teleangiektazje ("pajączki") pozostaną pod kontrolą. Jednym słowem, walka z naczynkami to walka z wiatrakami. Można chuchać i dmuchać, starać się i zabiegać, ale znienawidzone pajączki prędzej i później i tak się pojawią. Nie wspominając o rumieniu, którego obecność to codzienność naczynkowców.

Nie mówię, że warto na wszystko machnąć ręką i dać spokój, o nie. Tym przydługim wstępem bardziej chcę zachęcić osoby o podobnym do mojego typu cery do zaakceptowania tego stanu rzeczy i nie wymagania od kosmetyków i zabiegów cudów. Cudów nie będzie. Zabiegi laserowe trzeba będzie powtarzać, nie jest to sprawa jednorazowa. Kosmetyków trzeba używać regularnie, dostosowując je do aktualnych potrzeb cery. Po prostu.

Moje naczynka mają się najgorzej zimą. Ostatnia przedłużająca się zima dała im się szczególnie we znaki. Zimno na zewnątrz i ogrzewanie wewnątrz są dla moich naczynek zabójczą kombinacją. Po laserowym zabiegu zamykania pajączków z listopada ubiegłego roku nie ma już śladu. Wszystko (albo prawie wszystko) wróciło, teleangiektazje znaczy się. Są widoczne zwłaszcza na skrzydełkach nosa. Cóż, mówi się trudno i żyje się dalej. W czasie ciąży i laktacji nie mogę powtórzyć zabiegu, więc po prostu pokrywam nos grubszą warstwą podkładu i tyle.

Z doświadczenia wiem, że mogło być znacznie gorzej. Bywały zimy, po których moja cera wyglądała dużo gorzej. Dlatego wierzę, że dwa kosmetyki, które opiszę po tym długaśnym wstępie, pomogły. A są to tonik - zestaw dla cery naczynkowej i wrażliwej (swój sporządziłam na bazie hydrolatu oczarowego) oraz serum pod oczy i na naczynka z Biochemii Urody:


Tonik ma zapach hydrolatu, na którego bazie powstał, więc w tym przypadku aromat jest ziołowy, przyjemny. Swój kolor zawdzięcza natomiast ekstraktowi z białych kwiatów i kompleksowi na naczynka. 

Swój tonik przelałam do butelki z atomizerem, bo tak mi się wygodniej go stosuje, a poza tym produkt jest wydajniejszy. Stosuję go od listopada każdego ranka i zużyłam dotąd tylko 1/3 200 ml opakowania.

Tonik ma łączyć cechy hydrolatu oczarowego (Hydrolat oczarowy, stosowany na skórę działa ściągająco, antybakteryjnie, łagodząco, promuje gojenie i regenerację podrażnionej skóry, odświeża, zmniejsza zaczerwienienie i drobne wybroczyny , wzmacnia i zwęża naczynka, reguluje pracę gruczołów łojowych, zmniejszając produkcję sebum, wspomaga walkę z wolnymi rodnikami i przedwczesnymi oznakami starzenia - źródło) z cechami ekstraktu z białych kwiatów, kompleksu na naczynka i ekstraktu z lukrecji, które działają łagodząco, gojąco, wzmacniają drobne naczynka krwionośne i redukują zaczerwienienie (źródło).


Serum pod oczy i na naczynka jest bardzo łatwe w przygotowaniu. Wystarczy po prostu zmieszać ze sobą zawartość 4 fiolek, ot cała filozofia.



Gotowy produkt ma rzadką, żelową konsystencję i brązowy kolor:


Szczerze mówiąc, nie przepadam za tym opakowaniem. Wolałabym buteleczkę z pipetką, byłoby wygodniej. Poza tym nie lubię nakładać tego serum na suchą skórę. Wolę aplikować go na twarz zwilżoną hydrolatem - używamy mniej produktu przy tego rodzaju aplikacji. Taki słoiczek wystarcza mi na dwa miesiące aplikacji codziennie rano.

W zeszłym roku miałam samo serum. W tym roku połączyłam je z tonikiem na naczynka i muszę przyznać, że tonik wspomaga działanie tego produktu. Jak zwykle nie można liczyć na spełnienie WSZYSTKICH obietnic producenta, ale nie jest źle. Odniosę się może do tych obietnic, będzie wygodniej (obietnice producenta pochodzą stąd):

 » Serum to kuracja wspomagająca walkę z cieniami i opuchnięciami okolic oczu, poprawiająca kondycję skóry wokół oczu oraz wzmacniająca naczynka całej twarzy. - muszę przyznać, że w moim przypadku serum rzeczywiście poprawia stan skóry pod oczami. Jest ona bardziej ujędrniona. Dodatkowo przez cały okres stosowania serum rejony te mi nie puchły, nawet jeśli się nie wyspałam.

» Polepsza mikrocyrkulację w drobnych naczynkach krwionośnych, zmniejsza przepuszczalność i kruchość naczynek, działa obkurczająco, przeciwobrzękowo i przeciwzapalnie, łagodząc podrażnienia. - nie mam jak sprawdzić, czy serum zmniejsza przepuszczalność i kruchość naczynek. Obrzęków i stanów zapalnych nie doświadczyłam, więc na ten temat również nie mogę się wypowiedzieć.

»
Zmniejsza skłonności do zaczerwienienia, wywołane rozszerzaniem się reaktywnych naczynek.- rumień się pojawiał pod wpływem różnych czynników (to codzienność naczynkowców), ale pokazywał się później niż zwykle i szybciej schodził

» Serum wpływa na produkcję białek skóry - kolagenu i elastyny, dzięki temu poprawia strukturę i elastyczność skóry. - nie mam jeszcze problemów z elastycznością skóry, ale ponieważ bazą serum jest żel hialuronowy, bardzo możliwe, że serum ma takie działanie.

» Nawilża i delikatnie napina skórę, dając lekki efekt liftingujący. - zauważyłam lekkie napięcie skóry. Nawilżanie nie jest na tyle mocne, żeby można zrezygnować z kremu.

» Może wspomóc redukcję zmarszczek powierzchniowych wokół oczu. - u mnie nie. Skóra pod oczami jest jędrniejsza, ale mimiczne linie się nie spłyciły.


Podsumowując, serum i tonik wspomagają zimową pielęgnację moich naczynek. Widzę ich działanie zwłaszcza na rumień. Wierzę również, że spowalniają proces pokazywania się teleangiektazji i wzmacniają naczynka, chociaż cudów pod tym względem nie ma co oczekiwać. Ma na to wpływ zbyt wiele czynników, które są całkowicie poza naszą kontrolą. Trzeba to zaakceptować i iść do przodu ;)

środa, 3 kwietnia 2013

Biochemia Urody, serum-olejek regulujący LEMON

Niedawno zużyłam opakowanie tego serum. Miałam go w starszej wersji (kupionej we wrześniu zeszłego roku) - bez dodatku olejku z nasion pietruszki.

Od producenta:
Zestaw zawiera wszystko, co potrzebne do wykonania serum w postaci nawilżająco - natłuszczajacego olejku wspomagającego łagodne oczyszczenie skóry, regulację pracy gruczołów łojowych oraz redukcję wyprysków, zaskórników i blizn potrądzikowych, na bazie ziołowego oleju z kocanki i gojącego oleju tamanu EKO, z dodatkiem kwasu salicylowego (BHA - 2%), wybielającego oleju z nasion pietruszki oraz antyseptycznego olejku z cytrynowego drzewa herbacianego, o świeżym cytrynowo-ziołowym zapachu. Polecane jako serum na noc. (klik)

Brzmi jak idealny produkt do tłustej, zanieczyszczonej cery, prawda?

Niestety nie zrobiłam zdjęć zestawu do wykonania tego serum, za co przepraszam. Wykonanie zajmuje około 10 minut i nie jest skomplikowane. Po prostu trzeba trzymać się instrukcji umieszczonej na stronie sklepu. Gotowe serum przechowujemy w plastikowym słoiczku w lodówce, a podręczną porcję na kilka użyć w wygodnej buteleczce z pipetką. Serum wystarczyło mi na mniej więcej trzy miesiące codziennego stosowania - pipetka służyła mi przez cały ten czas wyśmienicie. Jedna porcja z pipetki wystarczała mi na aplikację na całą twarz.

Serum ma postać żółtego olejku. Pachnie dziwnie; jak połączenie oleju tamanu (który pachnie przyprawą Maggie) z cytryną. Tragedii nie ma, ale nie jest to zbyt przyjemny zapach. Z wchłanianiem było różnie. Po peelingu czy kiedy moja cera była bardziej sucha niż zazwyczaj serum wchłaniało się całkowicie. Zwykle jednak pozostawiało tłustawą warstwę na skórze twarzy (mam cerę tłustą). Stosowanie go na skórę zroszoną hydrolatem pomagało w redukowaniu tłustości. Niemniej w moim odczuciu serum nie nadaje się do stosowania na dzień, pod makijaż. Dlatego sięgałam po niego na noc. Po kilkunastu minutach od aplikacji serum sięgałam jeszcze dodatkowo po krem (w okresie jesienno-zimowym serum samodzielnie raczej nie poradziłoby sobie z zadowalającym nawilżeniem cery; latem prawdopodobnie można by z kremu zrezygnować).


Zapach zapachem, ale dla działania warto było poznać to serum. Może na mojej buzi nie spełniło wszystkich obietnic producenta, ale ogólnie byłam z produktu zadowolona. Na czas ciąży i laktacji muszę z niego zrezygnować (zawiera kwas), ale nie wykluczam powrotu do produktu w przyszłości.

Szczegółowe informacje na temat serum (skład, właściwości, działanie, przeznaczenie, itp.) znajdziecie tutaj.

Ok, przejdźmy do obietnic producenta i mojego komentarza:

» Uzupełnia niedobory nienasyconych kwasów tłuszczowych w skórze (kwasu linolowego i gamma-linolenowego), niezbędnych do utrzymania zdrowej i odpowiednio nawilżonej skóry. Ich niedobór powoduje osłabienie bariery ochronnej skóry, stany zapalne, zwiększoną skłonność do zaskórników i wyprysków, spowolniony proces gojenia, częste podrażnienie, łuszczenie i zaczerwienienie skóry.  - Uzupełnienia niedoborów nienasyconych kwasów tłuszczowych w skórze nie jestem w stanie sprawdzić. Ogólnie łącząc serum z kremem na noc nie miałam problemów z brakiem nawilżenia skóry. Suche skórki podczas stosowania serum tej zimy się nie pojawiły.

» Reguluje pracę gruczołów łojowych, sprzyja oczyszczaniu porów skóry, redukuje ilość zaskórników i wyprysków. - Tak, serum sprzyja oczyszczaniu się porów skóry. Na samym początku stosowania kosmetyku doczekałam się intensywnego wysypu niespodzianek. Przeczekałam ten okres, ponieważ podejrzewałam, że serum nie działało na mnie komedogennie, ale przyczyniło się do przyspieszenia oczyszczania skóry. Miałam rację. Po początkowym wysypie z niespodziankami borykałam się rzadziej - przed okresem, czy kiedy jakiś inny kosmetyk mnie zapchał. W tym punkcie przyznam jeszcze, że liczyłam, że serum znormalizuje pracę gruczołów łojowych i moja skóra będzie produkować mniej sebum, ale niestety nie zauważyłam żadnego działania w tym kierunku.

» Działa gojąco i przeciwzapalnie. Sprzyja gojeniu i redukcji zmian trądzikowych, także podskórnych, bolesnych wyprysków. - Tak, prawda. Serum przyspiesza gojenie się niespodzianek. Przyznaję się jednak, że podskórne gule dodatkowo traktowałam zawsze maścią cynkową, coby cały proces jeszcze przyspieszyć.

» Wspomaga redukcję blizn i przebarwień potrądzikowych. - Muszę przyznać, że robi to bardzo dobrze! Serum usuwało świeże blizny i przebarwienia potrądzikowe. Stare blizny natomiast zbladły, ale nie zniknęły.

» Zmniejsza zaczerwienienie i podrażnienie.- Tak, robi to.

» Działa antybakteryjnie, przeciwbrzybiczo i antyseptycznie.- Skoro radzi sobie z przyspieszeniem gojenia się niespodzianek i usuwaniem świeżych blizn, działa antybakteryjnie i antyseptycznie ;)

» Regeneruje i nawilża skórę zniszczoną złuszczającymi kuracjami przeciwtrądzikowymi. - regeneruje skórę, ale bardziej natłuszcza niż nawilża. Sądzę, że aby zwiększyć poziom nawilżenia warto mieszać serum z
żelem hialuronowym, ale sama tego nie robiłam, gdyż, jak wspominałam, serum łączyłam dodatkowo z kremem na noc.

» Wykazuje również właściwości przeciwrodnikowe. - Cóż, tego nie wiem.


Myślę, że osoby z tłustą cerą skłonną do wyprysków mogą pokusić się o wypróbowanie tego produktu. Działa! Choć oczywiście trzeba mu dać czas, żeby zauważyć efekty :]

Zestaw do wykonania serum obecnie kosztuje 23,50 zł/30 ml.

środa, 23 stycznia 2013

Biochemia Urody, maseczka morska z perłami

Maseczkę kupiłam na stronie Biochemii za 12,80 zł/50 ml (klik). Ilość ta wystarczyła mi na około 10 zastosowań.

Jak widać, maseczka ma postać zielonego proszku. Składa się ze spiruliny, masy perłowej i mleka w proszku, więc, jak to spirulina, pachnie (śmierdzi!) rybami. Jak stosować? Odmierzałam na oko proszek na jeden zabieg, mieszałam z hydrolatem, kilkoma kroplami żelu hialuronowego, oleju z kocanki, oleju arganowego i oleju lnianego, i nakładam papkę na twarz na około 15 minut. Dzięki olejkom zielona mieszanka nie wysychała na twarzy. Zmywanie jest dość kłopotliwe, bo czy używamy celulozowej gąbeczki, czy dłoni, wszystko naokoło jest zapaprane na zielono, dlatego najlepiej robić to po prostu pod prysznicem.

Opisując działanie odniosę się do obietnic producenta:

 Maseczka działa:
»
nawilżająco i odżywczo, - skóra jest po zabiegu odżywiona, ale nie nawilżona. Może skóra nie jest po zmyciu maseczki ściągnięta, ale osobiście odczuwałam potrzebę nałożenia kremu.

» wygładzająco, lekko peelingująco,- skóra rzeczywiście była leciutko wygładzona, zwłaszcza na czole (ale maski algowe typu peel-off, np. z Organique, działają u mnie o niebo lepiej w tym aspekcie). Nie odczułam działania peelingującego.

» gojąco i łagodząco,- rzeczywiście rumień i ewentualne ranki po wypryskach były złagodzone. Nie powiedziałabym jednak, że maska przyspiesza ich gojenie.

» mineralizująco,- tego nie jestem w stanie sprawdzić.

» regenerująco i ujędrniająco, - jak napisałam wyżej, skóra była delikatnie wygładzona, ale ujędrniona? Nie wiem...

» lekko napinająco,- jak wyżej. Zresztą dla mnie w tym kontekście "napinanie" i "ujędrnianie" to synonimy.

» regulująco i antyseptycznie w przypadku cery tłustej,- niestety maseczka nie wpłynęła na uregulowanie wydzielania sebum. Mam bardzo tłustą cerę. Tempo jej przetłuszczania nie uległo zmianie.

» poprawia i ożywia koloryt skóry. - moja skóra po zastosowaniu maseczki miała bardziej ujednolicony koloryt i taki zdrowy glow.

Maseczka jest OK. Nie jest zła, ale rewelacyjna też nie jest. Mnie jej rybi smrodek nie odrzucał. Szczerze przyznam, że naczytawszy się cudów o spirulinie, oczekiwałam dużo więcej. Jednak na mojej skórze spirulina nie robi takiego wrażenia jak glinki czy maseczki algowe typu peel-off. Nie wykluczam powrotu do tego naturalnego kosmetyku, ale raczej nie w najbliższej przyszłości. Zresztą mam jeszcze pełne opakowanie spiruliny z ZSK. Efekty maseczki (pamiętajcie, że mieszałam ją z hydrolatem i olejami) są zauważalne, ale nie z gatunku takich, co urywają tyłek ;)

poniedziałek, 26 listopada 2012

Biochemia Urody, olejek myjący - drzewko herbaciane

W lipcu pisałam Wam o pomarańczowym bracie dzisiejszego olejku (KLIK), który wciąż uwielbiam :) Wersję z olejkiem z drzewa herbacianego kupiłam (11,80 zł/120 ml) w celu przyrównania do wersji pomarańczowej i przekonania się, czy będzie równie dobra. Cóż, jest :D

Wszystko, co ma na temat produktu do powiedzenia producent, znajdziecie TUTAJ.


Olejek jest bezbarwny, trochę mętny. Ma bardzo intensywny zapach olejku eterycznego z drzewa herbacianego. Przyznaję, że na początku musiałam się przyzwyczaić do tego aromatu. Teraz już mnie nie rusza :] Jako olejek hydrofilny produkt w kontakcie z wodą zamienia się w kremową emulsję. Nie pieni się.

Osobiście olejku używam do demakijażu (a nie do mycia twarzy). Zwilżam lekko twarz, po czym wilgotnymi dłońmi rozprowadzam olejek na buzi. Minutkę spędzam również na demakijażu oczu. Olejek szybko i bezproblemowo rozpuszcza cały makijaż twarzy i prawie cały makijaż oczu. Zwykle zostają mi na powiekach i rzęsach jakieś pozostałości tuszu i eyelinera, które szybciutko usuwam micelem. Potem normalnie myję buzię mydłem Aleppo. Zastrzegam, że niestety nie wiem, jak olejek radzi sobie z kosmetykami wodoodpornymi, bo takowych nie używam.

Moim zdaniem demakijaż za pomocą olejku zabiera o wiele mniej czasu niż mizianie się płatkami nasączonymi micelem/mleczkiem. Dodatkowym atutem jest fakt, że produkt ten jest naturalny, delikatny dla skóry (nie podrażnia, nie zapycha, NIE WYSUSZA) oraz oczu (nie podrażnia, nie szczypie; uwaga: należy go dobrze spłukać wodą - jeśli tego nie zrobimy, produkt może zostawić po sobie mgłę). Co więcej, mam wrażenie, że od kiedy używam tych olejków do demakijażu, wzmocniły mi się rzęsy.

Swoją funkcję (demakijaż) olejek spełnia bez zarzutu. Jeśli jednak liczycie na antyseptyczne, antybakteryjne, łagodzące i przeciwzapalne działanie eterycznego olejku z drzewka herbacianego, tutaj jest ono naprawdę znikome. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że produkt ma jedynie chwilowy kontakt ze skórą. Logiczne ;) Tak więc nie zauważyłam, żeby olejek koił mi rumień, czy pomagał wypryskom się zasuszyć. Ale nie taka jego rola.

Tym razem butelczynę wykończyłam w 2,5 miesiąca, czyli wydajność w dalszym ciągu zadowalająca.

Oba olejki - i pomarańczowy, i drzewko herbaciane - sprawują się jednakowo dobrze. Właściwie różnią się tylko zapachem. Oba polecam :)

piątek, 26 października 2012

Biochemia Urody, serum AZELO-oliwkowe

Jak część z Was wie, mam 26 lat. Jestem posiadaczką cery naczynkowej, bardzo tłustej (bardzo skłonnej do zapychania), muszę już działać przeciwzmarszczkowo. To tak, żeby nakreślić potrzeby mojej skóry :) 

Serum AZELO-oliwkowe bardzo mnie zainteresowało swoimi właściwościami. Dokładne informacje na ten temat znajdziecie na stronie producenta (KLIK).

UWAGA, ZUŻYŁAM JEDNO OPAKOWANIE SERUM. WYSTARCZYŁO MI NA 2 MIESIĄCE STOSOWANIA RAZ DZIENNIE. PONIEWAŻ PRODUCENT ZALECA STOSOWANIE PRODUKTU PRZEZ CO NAJMNIEJ TRZY MIESIĄCE, ŻEBY UZYSKAĆ POŻĄDANE REZULTATY, MOJA RECENZJA JEST RACZEJ OPISEM PIERWSZYCH WRAŻEŃ. 
Zdecydowałam się poświęcić produktowi posta, bo być może któraś z Was rozpatruje zakup.


Serum musimy ukręcić sobie sami, ale nie jest to ani trudne, ani czasochłonne. Zmieszany produkt przechowujemy w lodówce, a porcję na kilka dni odlewamy do ciemnej butelki z pipetką. Pipetka nabiera odpowiednią ilość serum na jedną aplikację; działa bez zarzutu.

Serum ma postać i konsystencję mleka. Jest bardzo rzadkie. Pachnie dziwnie, ale nie odrzucająco. Wchłania się dość wolno, umożliwiając nam zrobienie sobie krótkiego masażu twarzy podczas aplikacji. Ponieważ zostawia na skórze lepkawą warstwę, stosowałam je na noc. 

Serum ma działanie nawilżające, ale na noc nawilżenie mi nie wystarczało, więc kilkanaście minut po nałożeniu produktu aplikowałam krem na noc. Nic się nie rolowało, kosmetyki współpracowały ze sobą.

Serum mnie nie podrażniło.

Jeśli chodzi o działanie, odniosę się do obietnic producenta.
  • "Serum normalizuje pracę gruczołów łojowych i zmniejsza przetłuszczanie się skóry tłustej." - przez prawie dwa miesiące niczego takiego nie zauważyłam. Dopiero pod sam koniec opakowania zorientowałam się, że moja buzia zaczyna świecić się później, niż zwykle. Pewnie przy dłuższej kuracji efekt byłby lepszy.
  • "Działa antybakteryjnie i antyseptycznie, wspomaga gojenie drobnych uszkodzeń skóry i wyprysków trądzikowych." - niestety pryszcze i zaskórniki jak się pojawiały, tak się pojawiają, i to w dużych ilościach. Jednakowoż serum rzeczywiście nieco przyspiesza ich gojenie, ale nie aż tak, jak np. maść cynkowa.
  • "Sprzyja oczyszczeniu i zwężeniu porów skóry." - mniejsze pory rzeczywiście są domknięte, skóra na policzkach jest gładsza.
  • "Wykazuje silne działanie gojące i przeciwzapalne, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia, wzmacnia cerę naczynkową." - stosuję serum na noc; jeżeli wieczorem po całym dniu wystąpił rumień (a często mi się to zdarza), rano nie ma po nim śladu. Mam nadzieję, że serum rzeczywiście wzmacnia naczynka, ale nie wiem, jak to sprawdzić. Wiem, że serum pod oczy i na naczynka z BU działało pod tym kątem trochę lepiej, tzn. dużo wolniej się po nim czerwieniłam niż zwykle.
  • "Wspomaga redukcję przebarwień zarówno pozapalnych powstałych po zmianach trądzikowych lub po mechanicznych uszkodzeniach skóry, jak również przebarwień pigmentacyjnych posłonecznych i związanych ze zmianami hormonalnymi (ostuda-melazma pojawiająca się w okresie ciąży, podczas terapii lekami hormonalnymi, menopauzy, w zaburzeniach endokrynologicznych)." - niestety w tym przypadku efektu wow nie było. Owszem, blizny potrądzikowe są nieco bledsze, ale wciąż są dość widoczne. Znowu - serum stosowałam za krótko, żeby mogło na tym polu rewelacyjnie zadziałać.
  • "Dodatkowo serum nawilża, poprawia barierę lipidową skóry oraz chroni przed wolnymi rodnikami, może być stosowane zamiast kremów, jako lekki nawilżacz dla cery tłustej i trądzikowej." - serum rzeczywiście nawilża skórę, ale na noc nawilżało troszkę za mało, więc łączyłam je z kremem.
  • "Serum nie powoduje łuszczenia skóry, ani nadwrażliwości na słońce, w związku z tym nie wymaga rygorystycznej ochrony przeciwsłonecznej i może być stosowane również w okresie lata, bez żadnych skutków ubocznych." - łuszczenia skóry rzeczywiście nie ma, tak samo, jak nadwrażliwości na słońce


Jest to dobry produkt, ale potrzebuje czasu, żeby zadziałać. Skusiłam się tylko  na jedno opakowanie, żeby sprawdzić, czy serum będzie w ogóle pasowało mojej skórze. W przyszłości najprawdopodobniej do niego wrócę, ale kupię więcej niż jedno opakowanie i będę stosować razem z tonikiem z kwasem PHA 6%. Nie wiem jeszcze, kiedy to nastąpi, bo w kolejce do wypróbowania czeka serum lemon, za które zabiorę się po powrocie z Polski. Tak, za kilka dni zawitam na chwilę w kraju :D


Jeśli któraś z Was rozpatruje kurację tym serum, radzę zaopatrzyć się od razu w dwa opakowania, bo kosmetyk potrzebuje czasu, żeby zadziałać :)

wtorek, 16 października 2012

Biochemia Urody, hydrolat z kwiatu pomarańczy (neroli)

Odkąd zamieniłam drogeryjne toniki na hydrolaty, moja skóra ma się o wiele lepiej. Uwielbiam wody kwiatowe i myślę, że będzie to romans na całe życie :)

Dziś słówko o hydrolacie z kwiatu pomarańczy z Biochemii Urody. Kosmetyk kosztuje 15,90 zł/200 ml. Przychodzi do nas w takiej butelce:


Osobiście przelewam hydrolaty do butelki z atomizerem, co pozwala mi je jeszcze bardziej oszczędzać :)

Hydrolat ma postać wody oczywiście. Pachnie cudnie, kwiatowo (jest z kwiatu, nie owocu pomarańczy).

Szczegółowe informacje na temat produktu znajdziecie TUTAJ. Pozwolę sobie przytoczyć działanie hydrolatu:
- Działa antybakteryjnie i lekko ściągająco.
- Reguluje pracę gruczołów łojowych i wydzielanie sebum.
- Zmniejsza zaczerwienienie, wybroczyny, uszczelnia naczynka, reguluje krążenie, dlatego polecany jest także do cery naczynkowej.
- Działa łagodząco, antyzapalnie, promuje gojenie, polecany dla cery delikatnej, podrażnionej i wrażliwej.
- Dzięki obecności bioflawonoidów działa antyoksydacyjnie oraz korzystnie na cerę naczynkową.
- Regeneruje, wspomaga walkę z przedwczesnymi zmarszczkami, chroniąc przed rozkładem kolagenu, polecany jest dla cery dojrzałej
.


Używam hydrolatu na różne sposoby. Przede wszystkim spryskuję nim twarz rano i wieczorem w zastępstwie toniku, a na mokrą jeszcze twarz aplikuję serum lub krem. Czasem spryskuję nim twarz w ciągu dnia w celu odświeżenia skóry. Poza tym używam go do rozdrabniania glinek.

Jak u mnie działa? Po pierwsze, nie wysusza skóry, ale delikatnie ściąga pory. Po drugie, hydrolat rewelacyjnie koi rumień i uspokaja skórę, a więc pomaga w pielęgnacji cery naczynkowej. Na temat ochrony przeciwstarzeniowej się nie wypowiem, ale mam nadzieję, że woda działa i w tym kierunku ;) Niestety na swojej skórze nie zauważam całego spektrum działania tej wody kwiatowej z listy powyżej. Na przykład, nie zauważyłam u siebie regulacji pracy gruczołów łojowych, a myślę, że po 2 miesiącach regularnego stosowania produktu można by podobne działanie zaobserwować, jeśli miałoby nastąpić. Moja skóra jak się przetłuszczała, tak się przetłuszcza. Wypryski też wesoło sobie wyskakują, kiedy mają na to ochotę, chociaż goją się nieco szybciej, to fakt. Jednak wybaczam, bo dbanie o naczynka (a konkretniej o to, żeby nie pękały) zdecydowanie stoi u mnie na pierwszym miejscu.

Uwielbiam hydrolat z neroli i, wraz z hydrolatem oczarowym, gorąco polecam :)

niedziela, 26 sierpnia 2012

Mariza, matujący puder ryżowy versus Biochemia Urody, puder bambusowy + puder perłowy oraz puder bambusowy z jedwabiem

Od jakiegoś czasu testuję ryżowy puder Marizy oraz dwa różne pudry z BU. Umożliwiły mi to spore odsypki - Marizę dostałam od KoraLik, która niestety zniknęła z blogosfery, a BU od kochanej Basi :*



Nie zauważyłam, żeby pudry z BU jakoś drastycznie różniły się między sobą właściwościami, więc będę pisać o nich zbiorczo :)

Zacznijmy od kwestii cenowych. Puder Marizy kosztuje ok. 18 zł/5 gram. Koszt czystego pudru bambusowego z Biochemii Urody to 14,80 zł/10 g, czystego pudru perłowego (Basia zmieszała z sobą puder bambusowy i perłowy) - 12,80 zł/5 g, a zestawu z pudrem bambusowym i jedwabiem - 16,80 zł/11,5 g. Jak widać BU wypada korzystniej cenowo.

Wszystkie trzy pudry mają postać białego proszku. Nakładane w normalnych ilościach nie bielą skóry; są transparentne. Wszystkie trzy są bardzo drobno zmielone, choć puder Marizy jest nieco drobniej zmielony od pudrów BU. Wszystkie trzy pudry mają tendencję do zbijania się w grudki w opakowaniu, ale nie przeszkadza to w aplikacji.

Na poniższym zdjęciu pudry BU znajdują się w górnym rzędzie, na dole Mariza:



Jeśli chodzi o wykończenie, wszystkie trzy pudry sprawiają, że twarz jest zmatowiona, ale zdrowo rozświetlona. Nie dają płaskiego matu. Pudry z BU są nieco bardziej matujące (za co u mnie plus). Żaden z pudrów nie zostawia widocznej pudrowej warstwy na twarzy - wszystkie bardzo ładnie stapiają się z cerą maskując przy tym pory. 

Co do działania, na mojej bardzo tłustej cerze puder Marizy trzyma mat przez około 3 godziny, a pudry z BU - przez przynajmniej 4. Po tym czasie muszę sięgać po bibułki. Tu znowu wygrywa BU.

Żaden z pudrów mnie nie zapchał ani nie podrażnił. Żaden nie ma też tendencji do ciemnienia na twarzy.

Wszystkie trzy pudry są bardzo wydajne. Do jednorazowego użycia wystarcza naprawdę niewiele proszku.

Pozostaje mi jeszcze napisać słówko na temat składu.

Skład INCI ryżowego pudru Marizy (na podstawie zdjęcia produktu znalezionego w czeluściach Internetu): Talc, Dimethylmidazolidinone, Rice Starch, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben, Propylparaben.

Skład INCI pudru bambusowego: Bambusa Arundinacea Stem Extract (100%)

Skład INCI pudru perłowego: Pearl Powder (100%)

Skład INCI pudru bambusowego z jedwabiem: Bambusa Arundinacea Stem Extract, Silk Powder (13%)

Czy coś jeszcze trzeba dodawać? Ogromy plus dla pudrów BU za stuprocentową naturalność.


Chyba znacie już werdykt? W moim zestawieniu zdecydowanie wygrywają pudry BU. To na pewno nie było moje ostatnie z nimi zetknięcie. Po skończeniu wszystkich zapasów, które, jak widać na drugim zdjęciu, są spore, skuszę się na pełnowymiarowy puder z BU. Mam na oku puder anty-UV...

niedziela, 12 sierpnia 2012

Biochemia Urody, Tonik z kwasem PHA 6%

Mam cerę tłustą, skłonną do wyprysków. Wypryski pozostawiły po sobie nieapetyczne blizny potrądzikowe. Chcąc temu zaradzić zaczęłam szukać informacji o kuracjach kwasowych. Z drugiej strony kwasów się boję ze względu na swoje naczynka. Przeczytawszy co nieco o kwasach i ich rodzajach zdecydowałam się na łagodny tonik kwasem PHA 6% z BU. Buteleczkę kupiłam za 18,50 zł (dodatkowo dokupiłam konserwant za 7,90 zł); wystarczyła mi na 3 miesiące stosowania 2-3 razy w tygodniu.



Szczegółowe informacje na temat produktu znajdziecie U PRODUCENTA. W skrócie:
  • tonik posiada pH = 3.8 - 4.0
  • nie zawiera alkoholu
  • zastosowany kwas to glukonolakton o niskim działaniu drażniącym, właściwościach nawilżających, przeciwzmarszczkowych i antyoksydacyjnych
  • polecany dla cer wrażliwych, naczynkowych
  • nie zwiększa wrażliwości skóry na promieniowanie UV, więc może być stosowany nawet latem
  • zwiększa penetrację nałożonych w dalszej kolejności produktów
  • nie powoduje łuszczenia skóry
  • nie ma pieczenia po aplikacji
  • tonik ma według producenta wygładzać skórę, poprawiać jej koloryt i strukturę, intensywnie nawilżać, spłycać drobne zmarszczki, poprawiać elastyczność i jędrność skóry, działać przeciwzapalnie, zmniejszać zaczerwienienie, stymulować regenerację skóry, pomagać na przebarwienia i niewielkie blizny potrądzikowe
Udokumentowałam dla Was stan mojej skóry przed i po kuracji:




Uwaga, tonik łączyłam z kompleksową pielęgnacją: stosowałam serum na naczynka, hydrolaty (oczar i kwiat pomarańczy), różnorakie maseczki, tonik organiczny, olejek myjący do demakijażu, mydło Aleppo do mycia twarzy, filtry przeciwsłoneczne. Efekty moim zdaniem są znakomite - widać dużą poprawę stanu skóry. Przede wszystkim skóra jest dużo mniej zaróżowiona, ma ujednolicony koloryt, blizny potrądzikowe są bledsze. Jestem bardzo, bardzo, bardzo zadowolona :)

Mój tonik jest na bazie hydrolatu różanego (taki dostałam zestaw), więc pachnie jak kwiat róży. Zapach nie jest intensywny. Produkt ani razu nie spowodował u mnie pieczenia. Skóra się po nim nie łuszczyła. Bywały okresy, kiedy przez dłuższy czas nie stosowałam żadnego peelingu, a mimo to martwy naskórek nie nawarstwił się a cera nie zszarzała. Tonik rzeczywiście ładnie nawilża, a maseczki działają po nim skuteczniej. Nie wiem, czy produkt spłyca zmarszczki oraz ujędrnia skórę - jeszcze nie mam takich problemów.

Świetny, świetny produkt. Co prawda zrobię sobie teraz od niego przerwę, ale mam zamiar jeszcze do niego wrócić i może połączyć z jakimś wybielającym serum? Mam apetyt na totalne pozbawienie się blizn i, jeśli to możliwe, ograniczenie rumienia do minimum...


Stosowałyście jakieś kuracje kwasowe przy cerze naczynkowej?

poniedziałek, 23 lipca 2012

Biochemia Urody, pomarańczowy olejek myjący


Uwaga, będą peany, ponieważ jestem bezwarunkowo zakochana w tym olejku :] Kupiłam go za 11,80 zł/120 ml. I to 120 ml wystarczyło mi na trzy miesiące stosowania raz dziennie!

Szczegółowe informacje na temat produktu znajdziecie u producenta, nie będę więc ich kopiować. Zainteresowanych odsyłam tam.

Olejek ma pomarańczowawy kolor (z czasem trochę ciemnieje), jest nieco mętny. Dodatek emulgatora sprawia, że pod wpływem wody zamienia się w dość rzadkie mleczko. Produkt przepięknie pachnie dojrzałymi owocami pomarańczy - uwielbiam!

Olejku można stosować na kilka różnych sposobów - wszystko zależy od naszych preferencji. Ja na przykład używam go typowo do wstępnego demakijażu; Hexxana z kolei wypracowała sobie własny system. Polecam Wam bardzo ciekawy post Jej autorstwa na ten temat :)

U mnie wygląda to tak: demakijaż zaczynam od tego olejku właśnie. Produkt niesamowicie przyspiesza cały proces. Producent zaleca, aby stosować olejek na suchą twarz, ale u mnie zdecydowanie lepiej działa, jeśli twarz zmoczę. A więc opłukuję buzię wodą, nalewam troszkę olejku na wgłębienie dłoni, rozprowadzam w zwilżonych dłoniach i myję twarz wraz z oczami. Produkt generalnie bez problemu radzi sobie z makijażem twarzy i z delikatnym makijażem oczu. Jeśli chodzi o oczy, czasem zmywa wszystko do czysta, czasem nie radzi sobie do końca z eyelinerem czy tuszem. Po myciu wszystko dobrze spłukuję dużą ilością ciepłej wody. Nie żałuję jej zwłaszcza na okolice oczu, ponieważ jeśli nie spłuczemy olejku dobrze, pojawia się chwilowe uczucie zamglenia oczu. Przy dokładnym spłukaniu mgły nie ma. Potem, dla pewności, przecieram twarz i oczy jednym płatkiem nasączonym płynem micelarnym i demakijaż mam z głowy. Olejek usuwa około 98% makijażu, przetarcie twarzy micelem (zwykle na płatku naprawdę niewiele zostaje) daje nam pewność, że mamy czystą buzię. Genialna oszczędność czasu i... płatków oraz micela :]

Próbowałam również innego sposobu: nasączyłam wacik olejkiem, żeby zmyć makijaż oczu. Ten sposób się u mnie nie sprawdził: sam olejek, bez wody, działa dużo wolniej, trzeba więcej go użyć i do tego zostawia niefajną mgłę na oczach. Tego sposobu nie polecam.

Produkt jest bardzo wydajny (jak już wspominałam, buteleczka wystarcza na około 3 miesiące), nie podrażnia skóry, nie wysusza jej i nie jest komedogenny. Szybko i skutecznie rozpuszcza tłuszcz (sebum) i wszelkie zanieczyszczenia (w tym makijaż) z naszej buzi. 

Mnie olejek oczarował i na pewno będę do niego wracać!


niedziela, 22 kwietnia 2012

Biochemia Urody, olej kokosowy EKO

I purchased this pure coconut oil in Poland, therefore I wrote a review only in Polish. However, if you have any questions or would like me to translate the text for you, drop me a line. I will be delighted to help.
***

Olej kokosowy kupiłam z myślą o włosach. Wybrałam nierafinowany olej z BU (przy okazji większych zakupów), ponieważ sklep sprzedaje go w 50 ml słoiczkach  (za 10,50 zł) - idealna objętość, żeby wypróbować produkt i zapoznać się z jego właściwościami. 

W temperaturze poniżej 25°C olej ma konsystencję stałą, powyżej 25°C - płynną. Łatwo go rozgrzać w dłoniach. Ponieważ jest to olej nierafinowany, ma przepiękny kokosowy zapach; często otwierałam słoiczek tylko po to, żeby go powąchać... Olej jest bardzo wydajny.

Nie będę tu kopiować szerokiego wachlarza zastosowań oleju, zainteresowanych zapraszam TUTAJ. Napiszę tylko, że olej kokosowy to produkt wszechstronny.

Jak już wspominałam, kupiłam olej z myślą o włosach i tutaj niestety samodzielnie się nie sprawdzał. Oleje nakładam zawsze przynajmniej na 3 godziny, po czym myję włosy. Olej koksowy nic z moimi włosami nie robił - nie były one tak odbite od sków głowy, jak po oleju oliwkowym, ani wygładzone i lśniące, jak po oliwce Hipp, ani cudownie wygładzone, sypkie i lśniące na kilometr, jak po oleju arganowym. Co więcej, olej wzmógł wypadanie włosów. Próbowałam nakładać go także na same końcówki bez spłukiwania, ale też nie zaobserwowałam żadnego działania pielęgnacyjnego. Raz zrobiłam sobie z niego okład na skórki i paznokcie, ale po jednej takiej sesji znaczącej różnicy w ich stanie nie było. Znalazłam jednak dla produktu idealne zastosowanie - zużyłam go jako nawilżacz do ciała i tu byłam bardzo zadowolona - olej, jak wspominałam, cudownie pachnie, a użyty w rozsądnych ilościach dość szybko się wchłania ładnie nawilżając skórę.

Do oleju kokosowego jeszcze wrócę, choć niekoniecznie będzie to ten z BU. Będę nim wzbogacać inne oleje oraz smarowidła do ciała, świetnie sprawdza się w takiej roli :)

A jakie są Wasze doświadczenia z olejem kokosowym? Lubicie, wolicie inne oleje?


środa, 22 lutego 2012

Walka z naczynkami z Biochemią Urody

Uwaga, lojalnie ostrzegam, że post jest bardzo długi!

Jeśli poczytujecie mnie regularnie, wiecie, że mam niestety cerę naczynkową. Odziedziczyłam ją po tacie, więc u mnie to sprawa genetyczna. Moje naczynka pękają pod wpływem ekstremalnych temperatur, więc lato i zima to dla nich najgorszy okres. Muszę wystrzegać się solarium, sauny, mrozu, ekspozycji na słońce, zmian temperatur, itd (jak widać, niektóre czynniki są totalnie poza moją kontrolą). Powinnam również unikać ostrego jedzenia i alkoholu, ale tu nie jestem restrykcyjna. Uwielbiam ostre dania (właściwie chili i pieprz cayenne prawie zawsze idą w ruch, kiedy gotuję) i lubię wypić sobie lampkę różowego wina kilka razy w tygodniu. Niestety ciepło, zimno, ostre jedzenie, alkohol, intensywny wysiłek umysłowy, wysiłek fizyczny i nie wiem, co jeszcze, wywołują u mnie długotrwały rumieniec... Kilka tygodni temu postanowiłam z tym zawalczyć. Na pomoc miały przyjść mi kosmetyki z BU. I powiem Wam, że jestem zachwycona efektami. W poście opiszę swoją codzienną pielęgnacyjną rutynę ostatnich kilku tygodni. Używając kosmetyków kompleksowo niestety nie jestem w stanie stwierdzić, który z nich jakie ma działanie, choć podejrzewam, że to serum pod oczy i na naczynka odwaliło duży kawał roboty.

Tyle wstępu, przejdźmy do konkretów :) Rano, po umyciu twarzy mydłem Aleppo (o którym innym razem), przecieram twarz hydrolatem oczarowym. 


 Hydrolat ma kolor i konsystencję wody oraz ziołowy zapach. Według BU produkt:
  • wykazuje właściwości antyoksydacyjne i przeciwzapalne
  • działa ściągająco, antybakteryjnie i łagodząco
  • promuje gojenie i regenerację podrażnionej skóry
  • odświeża
  • zmniejsza zaczerwienienie, wzmacnia i zwęża naczynka
  • reguluje pracę gruczołów łojowych, zmniejsza produkcję sebum
  • wspomaga walkę z wolnymi rodnikami i przedwczesnymi oznakami starzenia
  • może być stosowany jako tonik; płyn łagodzący przed i po depilacji; do rozdrabniania peelingów i maseczek w proszku; do stosowania kilkakrotnie w ciągu dnia jako gojący i łagodzący okład w przypadku lekkiego oparzenia lub skaleczenia skóry, podrażnienia posłonecznego, ukąszenia owadów, obtarcia i uszkodzenia skóry; jako płyn łagodzący i ściągający stosowany w postaci kompresu na opuchnięte okolice oczu; do rozcieńczania szamponów do włosów, aby złagodzić ich działanie i odżywić skórę głowy; jako tonik do skóry głowy, pomocny przy łupieżu i podrażnionej skórze głowy; odrobinę hydrolatu można dodać do kremu to twarzy tuż przed nałożeniem, w przypadku tłustej skóry zmniejsza to możliwość "zatykania" porów, w przypadku gęstych maści i kremów daje lepszy poślizg przy nakładaniu, a jednocześnie dodaje walorów pielęgnacyjnych (KLIK)

Następnie stosowałam serum na okolice oczu i  naczynka (które wczoraj niestety mi się skończyło).


Serum pachnie ziołowo, ma brązowy kolor i dziwną, półżelową konsystencję. Serum łatwo się rozprowadza. Mimo że zawiera żel hialuronowy, ja czuję potrzebę nałożenia po nim kremu. Według BU produkt:
  • wspomaga walkę z cieniami i opuchnięciami okolic oczu oraz poprawia kondycję skóry wokół oczu
  • wzmacnia naczynka na całej twarzy
  • daje poczucie odświeżenia (znacznie więcej informacji TUTAJ)

Po serum przychodzi pora na krem do twarzy na dzień (ostatnio krem do cery wrażliwej Olay) i krem pod oczy, dodatkowo policzki i nos smaruję próbką kremu Antyrogeous z Avene. Potem zwykle robię makijaż.


Wieczorem zmywam makijaż micelem, myję buzię mydłem Aleppo, po czym przecieram twarz hydrolatem z kwiatu kocanki.


Hydrolat ma kolor i konsystencję wody, ale śmierdzi niemiłosiernie; moim zdaniem zajeżdża moczem. Zapach jest ohydny i z tego względu nie kupię hydrolatu ponownie. Po przetarciu twarzy skóra zaczyna mnie lekko piec i robi się czerwona, ale po jakimś czasie dochodzi do siebie. Według BU produkt:
  • posiada korzystny wpływ na naczynka
  • działa obkurczająco oraz zmniejsza opuchnięcia
  • sprzyja szybkiemu zanikowi siniaków, obtłuczeń i zaczerwienień skóry; przyspiesza wchłanianie i niwelowanie wybroczyn oraz krwiaków
  • w  przypadku drobnych zranień, hamuje krwawienie i uśmierza ból
  • wykazuje intensywne działanie przeciwzapalne i łagodzące
  • sprzyja gojeniu i zabliźnianiu ran pourazowych, minimalizuje tworzenie blizn, sprzyja również redukcji już istniejących blizn, rozstępów i śladów potrądzikowych
  • stymuluje odbudowę naskórka i tworzenie nowych, zdrowych komórek skóry, jest polecany w sytuacjach wymagających regeneracji skóry, np. po zabiegach złuszczających
  • wykazuje własności antyoksydacyjne, zwalcza wolne rodniki
  • działa antybakteryjnie, antyseptycznie, przeciwgrzybiczo i przeciwwirusowo
  • redukuje zapalenia i stany alergiczne skóry (więcej TUTAJ)
Po przetarciu twarzy tym hydrolatem aplikuję na nos i policzki olej z kocanki, o podobnym (choć nieco łagodniejszym), nieprzyjemnym zapachu.
 
 Według BU produkt:
  • wykazuje działanie gojące, antybakteryjne
  • wzmacnia barierę lipidową skóry, poprawia stopień nawilżenia
  • niweluje stany zapalne i normalizuje metabolizm skóry 
  • w przypadku cery tłustej powoduje regulację pracy gruczołów łojowych, odblokowuje pory, redukuje zaskórniki
  • posiada korzystny wpływ na naczynka, działa obkurczająco oraz zmniejsza opuchnięcia
  • sprzyja szybkiemu zanikowi siniaków, obtłuczeń i zaczerwienień skóry; przyspiesza wchłanianie i niwelowanie wybroczyn oraz krwiaków
  • w  przypadku drobnych zranień, hamuje krwawienie i uśmierza ból
  • wykazuje intensywne działanie przeciwzapalne i łagodzące
  • sprzyja gojeniu i zabliźnianiu ran pourazowych, minimalizuje tworzenie blizn, sprzyja również redukcji już istniejących blizn, rozstępów i śladów potrądzikowych
  •  wykazuje własności antyoksydacyjne, zwalcza wolne rodniki
  • działa antybakteryjnie, antyseptycznie, przeciwgrzybiczo i przeciwwirusowo
  • redukuje zapalenia i stany alergiczne skóry
  • nawilża, natłuszcza, wygładza skórę (KLIK)
Po oleju używam jeszcze kremu pod oczy i kremu na noc.

Stosowanie przez kilka ostatnich tygodni czterech opisanych wyżej produktów przyniosło wymierne efekty. Po pierwsze i najważniejsze, moje policzki już nie są tak różowe jak przedtem, więc nastąpiło wyrównanie kolorytu skóry - jestem tym zachwycona! Po drugie, mój rumieniec nie pojawia się od razu, kiedy złamię "zasady"; proces jego wykwitania (rumieniec i tak się w końcu pojawia) przebiega wolniej. Po trzecie, od miesiąca nie zdarzyło mi się mieć obrzęków pod oczami, nawet kiedy się nie wyspałam (cieni pod oczami nie mam, nie wiem więc, czy serum by na nie zadziałało). Po czwarte, skóra pod oczami i na całej twarzy jest wyraźnie jędrniejsza. Po piąte, mam wrażenie, że pryszcze i małe ranki szybciej się goją. Moje naczynka nie są aż tak aktywne, chociaż oczywiście te istniejące nie zniknęły (tu pomogą tylko bardziej inwazyjne zabiegi, np. laser, elektrokoagulacja).

Oczywiście, jak to zwykle bywa, produkty nie spełniły WSZYSTKICH obietnic (czego nie mam im za złe, bo osiągnęłam efekty, na których mi najbardziej zależało). Na przykład zmarszczki pod oczami nadal mam (choć SĄ nieco wygładzone), nie nastąpiło ściągnięcie porów, pryszcze jak wyskakiwały, tak wyskakują, produkcja sebum w żaden sposób się nie uregulowała, nie nastąpiła również najmniejsza nawet redukcja blizn potrądzikowych. Dodatkowo nie wszystkie właściwości produktów dane było mi zweryfikować (np. nie miałam problemu z łuszczącą się skórą).

Przygodę z BU na pewno będę kontynuować. Moja skóra jest dzięki tym kosmetykom w lepszej kondycji niż kiedykolwiek. Serdecznie polecam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...