Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dr lewins. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dr lewins. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 lutego 2018

Dr Lewin's, Line Smoothing Complex, triple action day defence

Dziś biorę na tapetę kosmetyk, który dostałam w prezencie od Hexxany. I choć towarzyszył mi każdego ranka przez ponad dwa miesiące, do ostatniego pompnięcia nie mogłam się zdecydować, czy to jest serum do twarzy, czy może baza pod makijaż. Naprawdę nie wiem, a na etykiecie producent też go nie zaszufladkował.

I masz babo placek.

Przyznać trzeba, że mazidło wygląda kosmicznie:


Ta plastikowa tubka ze złotymi elementami daje wrażenie luksusu. A pompka z tłokiem działa bez zarzutu do samego końca i pozwala wycisnąć kosmetyk do ostatnej porcji. Co do konsystencji, wizualnie to robi ona wspomniane kosmiczne wrażenie. Otóż w bezbarwnym żelu wiszą sobie trzykolorowe kapsułki. Wyciskamy to-to na dłoń (za każdym razem porcja wygląda nieco inaczej; zależy co wyleci), a podczas aplikacji wspomniane kapsułki szybciutko łączą się w jedno ze skórą i natychmiastowo wchłaniają. Tu pojawia się jednak pierwszy zgrzyt - zapach. Mazidło mocno zajeżdża wódką, a producent próbował zakamuflować ten aromat kwieciem, co daje mieszankę wybuchową. I raczej nieprzyjemną.


Po bardzo szybkim wchłonięciu produktu nie widać na skórze większej różnicy niż przed aplikacją. Mazidło na pewno nie nawilża, więc trzeba na nie (lub pod nie), dołożyć jeszcze jakiś krem. No, może cera robi się nieco gładsza w dotyku, przez co makijaż lepiej wygląda, ale nie jest to specjalnie oczywiste. Na dłuższą metę również nie zaobserwowałam wpływu tego produktu na moją skórę. Widoczne linie mam na swoim trzydziestojednoletnim jeszcze pyszczku na razie jedynie pod okiem (a producent nie zaleca suto skropionego alkoholem kosmetyku zbliżać do oczu) i na czole. Na czole nic się nie zmieniło; linie jakie były, takie są. Producent ględzi na kartoniku, że jego wyrób może stanowić alternatywę dla bolesnych zastrzyków (domyślam się, że chodzi o wypełniacze lub botoks), ale nie w moim przypadku. Dodam, że te linie na moim czole nie są dla mnie na razie żadną tragedią i uważam, że są za płytkie, by myśleć o medycynie estetycznej. Nasuwa się zatem pytanie: jeśli produkt nie poradził sobie z relatywnie mało problematyczną sytuacją, jak zadziała na bardziej dojrzałej cerze?

Producent chwali się również ochroną antyoksydacyjną. Owszem, w składzie (długim i korzystającym z nowoczesnych rozwiązań) znajdują się substancje o takim działaniu. Ale w warunkach domowych żadną miarą zmierzyć się tego nie da, więc pozostaje mi mieć jedynie nadzieję, że trochę wolnych rodników kosmetyk ten na mojej skórze zlikwidował.


Widzicie teraz, dlaczego nie potrafię zdecydować, z jakim wogóle typem kosmetyku miałam do czynienia przez ponad dwa miesiące? Znacie tę markę? Jakieś doświadczenia z nią? Czy też zdarzyło Wam się spotkać z produktem, którego przeznaczenie było dla Was zagadką?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...