Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kremy cc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kremy cc. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 czerwca 2018

Olay, Regenerist, CC Complexion Corrector

Opisywany dziś kosmetyk - hybrydę kremu pielęgnacyjnego i podkładu - podesłała mi do przetestowania Hexxana. Jeśli o pielęgnację twarzy chodzi, mam chłodny stosunek do Olay, bo żaden z ich kosmetyków, które kiedyś testowałam, na dłuższą metę mnie nie zachwycił.

Niestety tak jest i tym razem.

Muszę przyznać, że pierwsze wizualne wrażenie produkt robi dobre. Ta spirala z kremu i podkładu wygląda ciekawie, a samo opakowanie z pompką i tłokiem jest pratyczne i funkcjonalne. Na rzucającym się w oczy kartoniku zawarto interesujące konsumenta informacje. 

Krem jest bezzapachowy.


Pierwsze schody zaczynają się już na poziomie odcienia. Niby ma być uniwersalny, a jednak dla mnie osobiście jest nieco za ciemny. Po aplikacji na twarz dzieje się rzecz dziwna - przy zerowym kryciu skóra jest jednak nieco ciemniejsza niż była i trzeba też smarować szyję, co by nic się nie odcinało. 

Niby kosmetyk szybko się wchłania i nie jest specjalnie tłusty, ale na mojej twarzy zostawia niepożądane u cer tłustych mokre wykończenie, a co za tym idzie, nawet po przypudrowaniu już po 2-3 godzinach bardzo się wyświecam. Wtedy też mazidło zaczyna sobie trochę wędrować i zbierać się w bruzdach, na przykład wokół nosa.

Jak dla mnie ochrona przeciwsłoneczna na poziomie SPF 15 do żadna ochrona, więc w tej kwestii bym temu produktowi absolutnie nie zaufała.

Działanie pielęgnacyjne? Wystarczy rzut okiem na typowo drogeryjny skład, żeby wiedzieć, że nic z tego nie będzie. Nawilżenie na poziomie przeciętnym. Obiecane wygładzenie to tymczasowy efekt silikonów. W działanie przeciwzmarszczkowe i prasujące zmarszczki już istniejące nie wierzę nawet przez sekundę. A obietnica redukcji przebarwień powoduje u mnie jedynie pusty śmiech. W formule próżno szukać stabilnej witaminy C, glukonoloktanu lub innych kwasów, czy też retinolu. Co takiego w nim ma owe przebarwienia redukować? Chyba placebo.

Podsumowując - nawilżacz przeciętny, ochrona przeciwsłoneczna prawie nieistniejąca, dodatek podkładu zupełnie bez sensu, bo krycia kosmetykowi nie daje a bladziochom jedynie przyciemni odcień skóry, co nie jest pożądanym efektem; słowem - jak coś jest do wszystkiego...

wtorek, 16 lutego 2016

Bourjois, 123 Perfect CC Cream 31 Ivory

Do zakupu kremu CC Bourjois przekonał mnie obejrzany na YouTube czyjś test na żywo. Trochę się bałam zaryzykować kolejne 11 funtów po porażce z podkładem 123 (klik), ale ostatecznie zażyczyłam go sobie w ramach prezentu urodzinowego. Okazuje się, że krem CC jest lepszy od koszmarnego podkładu, ale do ideału też mu daleko.


Producent zapakował kosmetyk w tubkę z wydłużonym dziubkiem. Nie jest to jakieś złe rozwiązanie, ale w sumie wolałabym opakowanie z pompką. Bardzo lejąca konsystencja mazidła na pewno dobrze współpracowałaby z takim aplikatorem. Z drugiej strony tubka jest mała i lekka, więc dobrze sprawdza się w podróży.

Zanim wykończyłam wszystkie inne podkłady Bourjois ze zdjęcia, zrobiłam porównanie kolorów najjaśniejszych odcieni. I, jak widać, każdy jest inny. Nawet podkład z tej samej serii różni się kolorem od kremu CC, który, jakkolwiek nadal ładnie żółty, ma w sobie delikatną domieszkę różowych tonów. Dziwna polityka, nie uważacie? Za każdym razem decydując się na inny podkład marki trzeba na nowo testować kolor zamiast brać w ciemno.

przed / na tle toaletki / po


Krem CC ma średnie krycie. Świetnie wyrównuje koloryt cery, ładnie się w nią wtapiając i nie tworząc maski. Na szczęście, w przeciwieństwie do podkładu, nie oksyduje na mojej skórze. Na większe niedoskonałości potrzebny będzie nam kamuflaż. Po nałożeniu produktu (ja preferuję palce) uzyskujemy przyjemnie, naturalnie świetliste wykończenie, które na mojej skórze po przypudrowaniu utrzymuje się przez około 3-4 godzin na bazie z kremu nawilżającego lub 5-6 godzin na bazie z kremu matującego. Potem muszę sięgać po bibułki matujące. Poza tym podkład ma tendencję do ścierania się (na przykład zostawia ślady na telefonie), a ponieważ nie zastyga, kiedy już zaczyna mieszać się z sebum potrafi migrować, na czym cierpi reszta makijażu twarz i robi się bałagan.

Nie jest to idealny produkt dla cery tłustej. Podejrzewam, że cery normalne, suche i dojrzałe będą z niego bardziej zadowolone.

czwartek, 17 grudnia 2015

Kolastyna, CC Krem Colour Corrector SPF 20 (light)

Mam cerę płytkounaczynioną. Słońce jest jednym z czynników, które wywołują u mnie rumień, zawsze więc staram się aplikować na dzień krem z filtrem - latem o faktorze SPF 50, a w chłodniejsze miesiące niższym. Po głowie chodził mi jednak pomysł znalezienia nawilżającego, kryjącego kremu z niższą ochroną przeciwsłoneczną, po który mogłabym sięgać w pochmurne dni czy też kiedy siedzę po prostu w domu. Kosmetyk miał mi zastąpić krem na dzień, filtr i podkład. I znalazłam potencjalnego kandydata polskiej produkcji na półce w Rossmannie.


Za 40 ml tego produktu zapłaciłam około 13 zł. Nie widzę go jednak w ofercie internetowej drogerii na R. Czyżby go wycofano? Jeśli tak, to moim zdaniem dobrze się stało.

Zacznę może od dobrych stron kosmetyku: rzeczywiście nawilża skórę. Jego słodki, kosmetyczny zapach jest wyczuwalny podczas aplikacji, ale nie jest  nieprzyjemny. Krem nie daje maski na twarzy, nie warzy się i nie zbiera w porach ani liniach mimicznych. Nie wiem natomiast, jak tam z ochroną przed słońcem, bo noszę go "po domu".


A teraz lista moich zastrzeżeń. Po pierwsze, mimo iż wybrałam najjaśniejszą wersję, krem jasny nie jest. Dla bladziochów więc się nie nadaje. Ja sięgając po ten kosmetyk muszę przyciemnić sobie szyję bronzerem, żeby wyrównać różnicę. Poza tym mam wrażenie, że produkt jeszcze dodatkowo oksyduje na skórze po jakimś czasie od aplikacji. Po drugie, zgodnie z obietnicami producenta kosmetyk roświetla skórę. Ma bardzo mokre, błyszczące wykończenie, którego nie da się zmatowić pudrem. Możecie więc sobie wyobrazić, że jako posiadaczka cery tłustej brzydko się błyszczę już po godzinie-dwóch od nałożenia. Po trzecie, obiecywany optymalny efekt kryjący to jakaś kpina. Produkt ma bardzo lekkie krycie i nie jest w stanie zakamuflować najmniejszych nawet niedoskonałości, więc bez wsparcia korektora nie ma co po niego sięgać. Nie wyrównuje też kolorytu skóry, nie gasi rumienia. Po czwarte w końcu, jest nietrwały i łatwo się ściera. Brudny telefon czy kołnierzyk to przy tym mazidle standard.


Jasnym cerom tłustym zdecydowanie odradzam. Innym polecam rozpatrzeć wszystkie za i przeciw. Z mojej strony powrotu na pewno nie będzie, zawiodłam się.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...