Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odżywki do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odżywki do włosów. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 grudnia 2019

Co dba(ło) o moje wlosy w tym roku | Bionigree, Whamisa, Natura Siberica, Shea Moisture, Maui Moisture, Hask

Pielęgnacja włosów i skóry głowy nigdy mnie specjalnie nie interesowała. Raz, że nie potrafię wyczarować z moich kłaków żadnych super fryzur i przez 95% czasu noszę na głowie koczek bądź koński ogon; dwa - mam parszywie kapryśną skórę głowy, która reaguje uczuleniem/swędzeniem/łuską na większość kosmetyków, które próbuję testować. Wszystko to strasznie mnie zniechęca, więc w 2019 roku poza oczyszczaniem skalpu oraz myciem i odżywianiem/maseczkowaniem włosów nic więcej specjalnego dla nich nie robiłam. A poniżej znajdziecie kosmetyki, które mi towarzyszyły.


#1
Bionigree, serum oczyszczające do skóry głowy


Och, ile ja się zachwytów na jego temat naczytałam. Wielokrotnie też wspominałam Hexxanie, że mam na ten olejek chrapkę i ostatecznie dostałam go od niej w prezencie. Niestety u mnie nie zadziałał jak u reszty Internetów. Kosmetyk miał łagodzić podrażnienia skóry głowy i dzięki działaniu chłodzącemu robił to, ale tylko doraźnie. Miał usuwać nadmiar zrogowaciałego naskórka i rozpuszczać łój zalegający w mieszkach włosowych, na co szczerze mówiąc liczyłam najbardziej - marzenia ściętej głowy. Nie pomagał rozpuszczać łuski, która miała się całkiem dobrze; ba, nawet na dłuższą metę nie pomógł mi w zauważalny sposób zawalczyć z problemem. A muszę nadmienić, że staram się sięgać po delikatne szampony, nie suszę ani nie stylizuję włosów, nie używam żadnych środków stylizujących i naprawdę robię, co mogę, żeby nie podrażniać mojego kapryśnego skalpu. Pomoc by się przydała, ale Bionigree nie sprostało zadaniu.

Lubiłam ziołowo-mentolowy zapach tego produktu a pipeta była prosta w użyciu i dostaniu się do newralgicznych miejsc. Nie żeby ostatecznie miało to jakieś znaczenie. 


#2
Whamisa, organic seed shampoo oily scalp & shampoo for dry scalp


Spore odlewki dwóch szamponów Whamisy dostałam od niezastąpionej Hexxany. Szampon do przetłuszczającego się skalpu nie zdał u mnie egzaminu, gdyż mi owy skalp podrażniał. Jest to dobrze oczyszczający szampon, więc sięgałam po niego w celu dogłębniejszego umycia kłaków tak może ze 3-4 razy w miesiącu. Kosmetyk musi zawierać mentol, gdyż po umyciu czuć wyraźne chłodzenie, co mi osobiście bardzo się podobało. Z kolei szampon do suchej skóry głowy był odczuwalnie delikatniejszy i nie pogłębiał moich nieprzyjemnych problemów ze skórą głowy.


#3
Natura Siberica, szampon rokitnikowy intensywne nawilżanie do włosów normalnych i suchych


Ten słodko pachnący szampon o pomarańczowym kolorze teoretycznie mógł się u mnie nie sprawdzić, bo zawiera Kokamidopropyl Betainę, detergent, którego moja skóra głowy nienawidzi. Jednak składnik ten został złagodzony pantenolem i olejami, więc dałam kosmetykowi szansę. I jestem zadowolona - myje skórę głowy i włosy, nie obciąża kłaków i nie pogłębia moich skalpowych problemów. A że trudno u mnie o szampon, na który mój skalp nie ragowały histerią, bardzo się cieszę, że mam tę  dodatkową obok Alterry z alosesem i granatem opcję.


#4
Shea Moisture, raw shea & cupuacu frizz defensce conditioner


Kupiłam tę emolientową odżywkę ze względu na ciekawy skład. Była ona dosyć gęsta i miała spożywczo słodki zapach. Opakowanie z pompką działało do momentu, kiedy zużyłam około 2/3 produktu. Potem ten gęsty kosmetyk przestał współpracować z pompką i musiałam pracochłonnie wytrząchać go z butelki, co nie generowało zadowolenia. Działanie kosmetyku na włosy jednak nie budziło moich zastrzeżeń - odżywka sprawiała, że były nawilżone i dociążone (ale nie obciążone). Niestety z kosmetykiem nie dogadywała się skóra pleców, dla której był z kolei za bogaty i wysypywało mnie niemiłosiernie (myję włosy pod prysznicem i nienawidzę płukać ich z głową w dół...).


#5
Maui Moisture,  Bamboo Fibers Conditioner


Tę emolientową, pachnącą nieco trawiasto ale przyjemnie odżywkę mam w użyciu od około dwóch miesięcy, a kupiłam ją po wykończeniu Shea Moisture. Znowu skusił mnie skład, tym razem z aloesem na pierwszym miejscu. Poza tym moje kłaki zdają się przepadać za bambusem i olejem rycynowym. I to był strzał w dziesiątkę. Po każdym użyciu tego produktu moje włosy są nawilżone, lśniące, wygładzone i bardzo przyjemne, jedwabiste w dotyku.


#6
Hask, Keratin, Protein Smoothing Conditioner


Oczywiście nie samymi emolientami powinniśmy traktować włosy, dlatego na wannie stoi też ładnie, kosmetycznie pachnącą odżywka z proteinami. Jest wspaniała - włosy są po niej sypkie, lekkie, odbite od skalpu i pełne życia.


#7
Shea Moisture, Jamaican Black Castor Oil, Strengthen & Restore Treatment Masque


Nie zabrakło i maski. Jest to produkt gęsty, o czekoladopodobnym zapachu, nawilżający i dociążający włosy. Naprawdę przyzwoita maska (zawiera i emolienty, i proteiny), choć znowu nieco za bogata dla skóry moich pleców, ech. Nie wiem, jak wpływa na włosy zniszczone, bo moje takie nie są.


Co do oczyszczania skalpu, mieszam sobie zwykłe mechaniczne peelingi bądź glinki z szamponem raz na kilka myć, i póki co ten sposób się u mnie sprawdza lepiej niż serum  Bionigree czy tychologiczne serum Bandi, które też mnie w tej kwestii zawiodło.

sobota, 29 grudnia 2018

HIT: Green People, quinoa & artichoke conditioner

Bohaterką dzisiejszego posta jest chyba najlepsza odżywka do włosów, jaką kiedykolwiek stosowałam. Miałam okazję poznać ją dzięki Hexxanie, w ramach niezwykle trafionego prezentu.

Ponieważ kosmetyk ma dość lejącą konsystencję, zamknięcie go w tubie było moim zdaniem sporym błędem. Niejedonokrotnie zdarzyło mi się, że wylało mi się na dłoń dużo więcej produktu niż chciałam, przez co mam poczucie, że jego część zmarnowałam i jest mi ogromnie z tego powodu przykro. Butelczyna z pompką byłaby tu chyba najsensowniejszym rozwiązaniem. Ale opakowanie to jedyna wada odżywki Green People.


Mazidło przepięknie korzeniowo-cynamonowo pachnie i ma na moje oko bardzo ładny skład. Jednakowoż najważniejsze jest działanie, a to zasługuje na największe pochwały. Moje długie włosy po każdej sesji z odżywką były cudownie nawilżone, w dotyku przypominały jedwab, lśniły jak szalone i wyglądały jak pociągnięte prostownicą. Bajka, mówię Wam.

piątek, 28 września 2018

Sylveco, balsam myjący do włosów z betuliną oraz wygładzająca odżywka do włosów

Wspominałam już tu wielokrotnie, że od kilku lat mam ogromne problemy ze skalpem (swędzenie, tłusty łupież, czasem nawet łuska) i większość szamponów (i tych zwykłych, i naturalnych) tylko pogarsza sytuację. Metodą prób i błędów doszłam do tego, że moja skóra głowy nie lubi detergentu zwanego kokamidopropyl betainą (pochodne SLS-ów też są problematyczne, ale troszkę mniej mnie podrażniają), a składnik ten znajduje się w niemal każdym łatwo dostępnym szamponie. Szukam więc składów, w których detergenty są "uspokojone" olejkami i substancjami łagadzącymi, jak na przykład pantenolem. Dlatego właśnie zwróciłam uwagę na balsam myjący Sylveco.

Z góry przepraszam, że nie mam zdjęć opisywanych dziś produktów. Przysięgłabym, że zrobiłam im sesję, ale na komputerze ani aparacie zdjęć nie ma, więc chyba mi się ten photo shoot przyśnił. Jako że niedosypiam, to często śnię na jawie. A ponieważ kosemtyki już zużyłam, a opakowań się pozbyłam, pozostaje mi opcja kopiuj-wklej ze strony Sylveco. Bo powrotu i szansy na sesję w realu nie będzie.


Ze strony producenta:

Hypoalergiczny, przeznaczony do pielęgnacji każdego rodzaju włosów, szczególnie słabych, zniszczonych, pozbawionych blasku, z tendencją do wypadania. Zawiera bardzo łagodne, ale jednocześnie skuteczne środki myjące, które nie podrażniają nawet najbardziej wrażliwej skóry głowy. Unikalne połączenie oleju jojoba i masła karite z naturalnymi składnikami nawilżającymi zapewnia włosom ochronę przed wysuszeniem i niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi. Przy regularnym stosowaniu normalizuje stan skóry głowy, a włosom nadaje miękkość, gładkość i lekkość bez efektu puszenia.

Produkt przebadany dermatologicznie. Hypoalergiczny. Posiada delikatny zapach olejku rozmarynowego. Pojemność: 300 ml.

INCI: Aqua, Coco-Glucoside, Decyl Glucoside, Mel Extract, Cocamidopropyl Betaine, Butyrospermum Parkii Butter, Panthenol, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Glyceryl Oletate, Lactic Acid, Betulin, Sodium Benzoate, Rosmarinus Officinalis Leaf Oil.


Czyż opis nie sugeruje, że to kosmetyk idealny dla mnie? Ale od początku. Balsam ma postać białej, dość rzadkiej emulsji i nie pieni się zbyt obficie, więc na każde mycie zużywałam większą ilość niż normalnie. Zamknięto go w brązowej, plastikowej butelce z wygdną klapką, ale kiedy butelka owa wyśliznęła mi się z mokrych dłoni i spadła z wysokości około 1,5 metra na podłogę, klapka odłamała się. Ups.

Rzeczywiście kosmetyk ten okazał się łagodny dla skóry głowy. Nie wywoływał luski ani swędzenia, ale nie znormalizował też jej stanu. Swoje podstawowe zadanie - mycie kłaków, spełniał dobrze, ALE nie nadawał moim włosom żadnej miękkości, gładkości, ani tym bardziej lekkości. Wręcz przeciwnie, już po kilkunastu godzinach pojawiał się oklap, a na drugi dzień włosy były już nieświeże (a myję je właśnie co dwa dni, bo mój skalp nie wytrzymuje większej częstotliwości). No i killer - TEN zapach. Powód, dla którego z trudem i w katuszach zużywałam swoją butelkę. Otóż szampon zajeżdża najtańszym cytrusowym płynem do mycia toalet z nutką uryny. Fuuuuuuuj.



No to  przejdźmy płynnie do wygładzającej odżywki. Oto, jak promuje ją producent:


Wygładzająca odżywka na bazie ekstraktu z łopianu przeznaczona jest do każdego rodzaju włosów. Zawiera składniki wzmacniające, nawilżające i odbudowujące, dzięki którym włosy nabierają blasku, ładnie się układają, są gładkie i elastyczne. Olej z pestek winogron, oliwa z oliwek i olej arganowy chronią przed wysuszeniem i uszkodzeniami. Dodatkowo cukier i panthenol (humektanty) zatrzymują wilgoć i pozwalają uzyskać odpowiednią objętość fryzury, bez obciążenia. Stosowanie odżywki po każdym myciu włosów zapewnia efekt idealnie miękkich, wygładzonych i pełnych blasku włosów.

Produkt przebadany dermatologicznie. Hypoalergiczny. Wygładzająca odżywka do włosów posiada delikatny zapach olejku sosnowego. Pojemność: 300 ml.

INCI: Aqua, Cetyl Alcohol, Sucrose, Vitis Vinifera Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Glycerin, Stearic Acid, Arctium Lappa Extract, Panthenol, Decyl Glucoside, Argania Spinosa Kernel Oil, Glyceryl Oleate, Lactic Acid, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Sodium Benzoate, Cocamidopropyl Betaine, Pinus Silvestris Oil.


W brązowej buteleczce z pompką mieszka bardzo rzadka emulsja o podobnym acz nieco delikatniejszym do powyżej opisanego szamponu zapachu smrodku. I jest to produkt, który na moich włosach nie robi kompletnie nic, jakbym nic na nie nie nakładała po myciu. Nie ma efektu "idealnie miękkich, wygładzonych i pelnych blasku włosów". Nic nie ma. Odżywka-widmo proszę państwa.

The end.

Polecicie jakiś delikatny dla skalpu szampon? Mnie doskonale służył mocznikowy szampon Isany, ale oczywiście go wycofali. Mogę jeszcze bez większych konsekwencji sięgać po szampon Alterry granat i aloes... i to by z pewniaków było na tyle. Trochę słabo :/

środa, 28 marca 2018

Elfa Pharm, O'Herbal, szampon i odżywka zwiększające objętość cienkich włosów z ekstraktem z arniki

Jeszcze na początku mojego blogowania mogłam się poszczycić dość grubymi i względnie gęstymi włosami oraz nieproblematyczną skórą głowy. Stosowałam podstawową pielęgnację, a oprócz kilku krótkich epizodów, nie męczyłam włosów farbami, stylizacją, lokówką/prostownicą czy suszarką. Nadal tego nie robię, ale na przestrzeni lat, mimo delikatnego traktowania, czupryna bardzo mi się zmieniła. Kłaki są wyraźnie cieńsze i rzadsze, szybko oklapują, dość intensywnie wypadają, a skóra głowy - tę to chyba niemal wszystko podrażnia... Włosy wyglądają co prawda zdrowo, ale nie mogę powiedzieć, że jestem w 100% zadowolona z ich ogólnej kondycji.

Wypatrzona w Rossmannie seria O'Herbal z arniką wydała mi się z opisu wręcz stworzona do moich "problemów". Za szampon należy zapłacić ok. 20 zł, za odżywkę - o 2 zł więcej. Mają pojemność 500 ml, są więc to ogromne opakowania. Osobiście myję kłaki co drugi dzień. Odżywka skończyła mi się po około 4 miesiącach regularnego stosowania dwa razy w tygodniu (bo raz w tygodniu zastępowałam ją maską), a szampon nadal mam i wystarczy mi na co najmniej kolejny miesiąc.


Jak widać, szampon mieszka w przezroczystej buteleczce z korkiem na zatrzask, a odżywka - w podobnej butelce z pompką. Pompka działa mniej więcej do momentu, kiedy w opakowaniu wciąż znajduje się 1/4 produktu. Tę resztę trzeba już niestety wytrząsać. Szata graficzna tej serii specjalnie mnie nie zachwyca, ale też nie jest to istotne.

Produkty mają delikatny, bliżej nieokreślony, ale raczej przyjemny zapach. 



Szampon ma postać bezbarwnego żelu, który świetnie się pieni. Producent chwali się brakiem SLS-ów i SLES-ów, ale to nic nie znaczy, bo jakby nie było to Sodium Myreth Sulfate również jest dość mocnym detergentem. A zaraz za nim mamy w składzie Kokamidopropylobetainę. Zdaniem wytwórcy kosmetyk jest łagodny. Zdaniem mojej skóry głowy - nie jest. Inaczej nie miałabym problemów ze swędzeniem i tłustym łupieżem; u mnie objawy te oznaczają, że szampon jest zbyt inwazyjny. Oczyszcza bardzo dobrze, fakt. W moim przypadku aż za bardzo... U mnie podrażniona skóra głowy to również zwiększona produkcja łoju i szybszy przyklap, więc obietnice zwiększonej objętości (poprzez, jak mniemam, uniesienie włosów u nasady) oczywiście nie zostały spełnione.

Możliwe, że kosemtyk sprawdziłby się u  mnie do głębokiego oczyszczania raz w tygodniu na zmianę z delikatniejszym szamponem. Muszę spróbować.

Swoją drogą zastanawiam się, czy może to ta nieszczęsna Kokamidopropylbetaina nie jest moim problemem. Zauważyłam, że wiele myjadeł z tym składnikiem nie dogaduje się z moją skórą głowy. 



Odżywka ma postać białej, średnio gęstej emulsji. Nie spływa z włosów i na moich średnioporowatych na długości kłakach sprawdzała się całkiem dobrze. Zazwyczaj nakładałam ją na ich długość (starałam się nie aplikować na skórę głowy) na czas prysznica, a więc na kilka minut. Po każdej takiej sesyjce włosy były nawilżone, niesplątane, gładkie i lśniące. Na zwiększoną objętość oczywiście nawet nie liczyłam. Oklapu u mnie raczej nie powodowała.

Rewolucji w mojej łazience duet ten nie wywołał, ale do odżywki może i byłabym skłonna kiedyś wrócić, choć ta wielka butla zajmuje sporo miejsca i denerwowała mnie konieczność wytrzepywania jej z opakowania, kiedy już pompka przestała współpracować. A może znajdę coś lepszego?

środa, 31 maja 2017

Elfa Pharm, Intensive Hair Therapy, szampon łopianowy przeciw wypadaniu włosów oraz odbudowujący balsam-maska łopianowa do włosów

Szampon i odżywkę do włosów z serii Intensive Hair Therapy kupiłam (w drogerii Natura) dlatego, że w zeszłym roku poznałam i bardzo polubiłam serum przeciw wypadaniu włosów z tej linii. Kosmetyk naprawdę zadziałał i ograniczył wypadanie szczeciny (klik). Z tego tytułu do opisywanych dziś produktów podeszłam z dużą dozą optymizmu i ogromną ciekawością. Co z tego wyszło?


Szampon i odżywka mają podobną szatę graficzną swoich ubranek, ale opakowania zupełnie inne: myjadło mieszka w przyciemnionej plastkowej butelce, a balsamo-maska - w białej tubce. Produkt myjący ma postać bezbarwnego żelu, a odbudowujący białej emulsji. Oba mają delikatny ziołowy zapach.


Już po dwóch - trzech użyciach szamponu wiedziałam, że przyjaźni z tego nie będzie. Nie dość, że kiepsko się pienił i musiałam go wciąż na skalp dokładać, to włosy traciły swoją świeżość już po dobie, a zazwyczaj myję je do drugi dzień. Co prawda produkt nie podrażnił mi nadmiernie skalpu, ale włosy były po jego użyciu oklapnięte i bez życia.


Nazwanie tej odżywki maską to jakiś ponury żart. Maski powinny mieć widoczne, intensywne działanie. A odżywka na moich kłakach nie robiła nic. Tak jakbym w ogóle niczego nie użyła.

W odróżnieniu od serum z tej linii, szampon i odżywka srodze mnie zawiodły. Sprawiały, że włosy szybko traciły świeżość, a nawet zaraz po umyciu i wyschnięciu były oklapnięte i bez życia. Nie zauważyłam też żadnego działania w kierunku hamowania wypadnia czy stymulowania wzrostu włosów. Właściwie w moim przypadku żadne obietnice producenta nie zostały spełnione.

Znacie może te produkty? Sprawdziły się u Was lepiej?

sobota, 25 lutego 2017

L'Biotica Biovax, szampon, odżywka, maska i olejek silikonowy z serii bambus & olejk awokado


Po bardzo owocnym spotkaniu z ekspresową odżywką do włosów z tej linii postanowiłam wypróbować całą serię. Co z tego wynikło? Czytajcie dalej :)

Ciekawostką jest fakt, że cała czwórka nie dzieli tego samego zapachu. Szampon i odżywką pachną świeżo, ogórkowo-arbuzowo, natomiast maska i jedwab do włosów idą w stronę łąki z kwiatami. Aromaty te są przyjemne i delikatne; nie kłócą się z perfumami i nie przyprawiają o ból głowy.


Szampon

Szampon ma postać białawej-zielonkawej emulsji, a jego konsystencję opisałabym jako bogatą. Nie pieni się zbyt obficie, dlatego używałam większą porcję niż normalnie. Myć włosy myje, oleje też domywa, ale dla moich niezniszczonych kłaków był troszkę za bogaty. Objawiało się to brakiem objętości i lekkości po wyschnięciu (nie używam suszarki) oraz tym, że włosy traciły świeżość po 1,5 dnia od mycia, a ponieważ myję je co drugi dzień, popołudniami drugiego dnia widziałam wyraźnie, że wołają o kąpiel. Nie wypowiem się, czy szampon wspomaga regenerację pasm, bo moje są w dobrym stanie. Skalpowi szampon nie zaszkodził, za co ogromny plus. Osobiście do niego nie wrócę, ale myślę, że osoby z suchymi włosami mogłyby być z niego naprawdę zadowolone.


Ekspresowa odżywka

To najmocniejsze ogniwo zestawu. Ma postać białej, kremowej emulsji, która nie spływa z włosów. Rzeczywiście działa już po krótkim czasie (choć trzymam ją na głowie przez kilka minut, nie te jedyne 60 sekund). Moje włosy są po niej nawilżone, gładkie, przyjemne w dotyku i lśniące.


Maska

Jest nieco gęstsza od odżywki i dołączono do niej czepek. Rzecz w tym, że czy nałożę ją na pół godziny pod rzeczony czepek, czy na kilka minut jako odżywkę, działa tak samo - czyli podobnie jak odżywka, ale troszkę słabiej. Trudno opisać te subtelne różnice, ale takie są moje subiektywne odczucia.


Jedwab do włosów

To taki typowy silikonowy olejek na końce, ale jest bardzo dobry w swojej kategorii. Przede wszystkim nie zawiera alkoholu, więc nie wysusza pasm. Poza tym nie zbija ich w strąki. Podczas aplikacji czuję, jak "otula" włosy sprawiając, że zdają się jeszcze gładsze, bardziej miękkie i jeszcze mocniej odbijają światło. Nie mam do niego zastrzeżeń.

Cieszę się ze spotkania z całą serią. Odżywki zużyłam już przynajmniej trzy opakowania i na pewno będę do niej wracać. Myślę, że jedwab też jeszcze u mnie zagości, bo w chłodne miesiące lubię w ten sposób zabezpieczać końcówki przed ocieraniem się o swetry i płaszcze, a dla mnie istotny jest brak alkoholu denaturowanego (jeden taki jedwab z tym składnikiem na dłuższą metę bardzo zmasakrował mi końce). Szampon okazał się zbyt bogaty dla mojego typu włosów, a maska działała podobnie, choć subtelnie gorzej od odżywki, więc nie mam parcia, by do nich wrócić. Mam jednak ochotę wypróbować inne linie Biovax, na przykład diamentową. Zobaczymy, co czas przyniesie...

sobota, 15 października 2016

L'Oreal Elvive, Extraordinary Oil, nourishing leave-in cream

Testując różne specyfiki do włosów przez trzy ostanie dekady doszłam do jednego, ważnego wniosku: moje proste, średnioporowate włosy w odcieniu słowiańskiego popielatego blondu nie lubią odżywek bez spłukiwania. Albo inaczej - odżywki te nie wykazują na nich takiej mocy odżywczo-pielęgnacyjnej jak dobrze dobrane odżywki do spłukiwania. Co za tym idzie po kilku(nastu) nieudanych próbach zaczęłam przechodzić koło tego typu kosmetyków obojętnie.

A potem nadszedł taki dzień, że odżywka bez spłukiwania L'Oreala nie sprawdziła się u Justyny i Justyna zapytała się mnie, czy nie chciałabym jej może przetestować. Razem z serum silikonowym, które na razie grzecznie czeka na swoją kolej w zapasach, bo mam kilka tego typu kosmetyków na stanie. Niepomna swoich niezbyt optymistycznych doświadczeń chętnie przystałam na propozycję. Oj Kinga, Kinga...

Oto bohater dzisiejszej notki: Niesamowity, Jedyny W Swoim Rodzaju, Jedwabisty A Przy Tym Lekki, Cudowny, Wzbogacony O Sześć Olejów Roślinnych Olejek W Kremie, Który Szybko Się Wchłania Intensywnie Odżywiając Włosy Bez Ich Obciążania Czy Przetłuszczania. 

Ach, jak to pięknie brzmi. Przynajmniej w teorii.


Niesamowity olejek w kremie ma bardzo rzadką konsystencję, która nie pasuje do opakowania. Gdyby L'Oreal podarował nam tu plastikową butelkę z pompką, wszystko byłoby w porządku. A z tą tubą z miękkiego plastiku jest taki problem, że przy każdorazowym otwarciu klapki ze środka wypływa dużo za dużo wodnistego, cudownego olejkowego kremu. Ostatecznie musiałam przechowywać tubkę dnem do góry, żeby nie marnować jakże cennej zawartości. 

Jedwabiste cudo ma apetyczny kolor kogla-mogla i zapewne zbyt luksusowy dla mojego nosa słodko-kwaśny zapach, który sprawiał, że przy aplikacji magicznej mikstury wstrzymywałam oddech w myśl zasady, że chcesz być piękna, to cierp.


Czy olfaktoryczne męczarnie przyniosły wymierne efekty w postaci odżywionych, zmiękczonych, gładkich włosów, lśniących niczym tafla lustra? Napięcie sięga zenitu; widownia nie może doczekać się odpowdziedzi, która brzmi.... Nie.  NIe. NIE!

Na moich włosach, na których jeszcze nie sprawdziła się żadna odżywka bez spłukiwania, niesamowity olejek w kremie od L'Oreal nie robi najmniejszego wrażenia. Nie odżywia, nie wygładza, nie dodaje blasku, nie chroni końców ze skłonnością do rozdwajania. Zachowuje się tak, jakbym na czuprynę nic nie nakładała, co nie jest dobre, bo jak nic po myciu na nią nie nałożę, kończę z napuszonym, sianopodobnym stogiem na głowie. Dałam kosmetykowi dwa tygodnie na wykazanie się, podcza których to dwóch tygodni stan włosów jakby się pogorszył.

Potem zaczęłam kombinować jak by tu produkt zużyć. Osobiście nie praktykuję popularnego sposobu denkowania włosowych bubli, bo golę nogi na żel pod prysznic, czym załatwiam mycie i golenie za jednym razem (oszczędność czasu przede wszystkim). Wykombinowałam nakładanie magicznej mikstury bez widocznych czarodziejskich mocy na kłaki na kilka godzin przed myciem. Oczywiście do olejowania to się nijak nie ma, ale może włosy coś tam z tego wyciągnęły. Nie wiem, trudno mi to stwierdzić.

Po raz kolejny pielęgnacja L'Oreala nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia. Praktycznie nic oprócz ich micela oraz różowego szamponu i odżywki (do spłukiwania) Elseve się u mnie nie sprawdziło. Cóż, bywa. 

Wiem, że niesamowity olejek w kremie ma wiele zwolenniczek, gdyż z lekkim niedowierzaniem przeczytałam sporo pozytywnych opinii na blogach. Cóż, wszystkim wszystko odpowiadać nie może...

wtorek, 29 marca 2016

Fitomed, rumianek i słonecznik, Odżywka ekstraziołowa do włosów koloryzowanych odcienie jasne

Z natury jestem średnią popielatą blondynką. We wrześniu zeszłego roku skusiłam się na rozjaśnienie końców, fundując sobie na głowie ombre, które już odrasta, a ja na razie nie planuję go odświeżać. 

Kupując odżywkę Fitomedu miałam nadzieję, że we włosach pojawią mi się złotawe refleksy, jakie zwykle widzę na swojej głowie po ekspozycji na słońce, a także oczywiście liczyłam na nawilżanie i dyscyplinowanie włosów oraz ułatwianie rozczesywania.

Jak lubię Fitomed, odżywka rumianek i słonecznik nie sprawdziła się u mnie.


Dość lejącą emulsję o słomkowym kolorze i ziołowo-rumiankowym zapachu producent zapakował w plastikową butelkę z klapką o charakterystycznej dla marki szacie graficznej.

Napisałam, że odżywka się u mnie nie sprawdziła, bo przy aplikacji włosy wchłaniały każdą jej ilość i miało się wrażenie, że nic się na kosmyki nie nakładało. A po spłukaniu żadne cuda się nie działy; było przeciętnie. W kwestii nadawania włosom poślizgu i ułatwiania rozczesywania odżywka nie zdała egzaminu; nie było po jej zastosowaniu takiego efektu. Owszem, włosy wyglądały zdrowo, ale nie narzekam na ich kondycję, więc żadne to spektakulatne osiągnięcie. Poza tym kosmetyk był wyjątkowo niewydajny (właśnie dlatego, że tak wsiąkał we włosy i czułam potrzebę użycia dużo większej niż zwykle ilości) - skończył mi się po miesiącu stosowania dwa razy w tygodniu, gdzie 200 mililitrowe odżywki zwykle starczają mi na trzy miesiące... No i wspomniane refkleksy pozostały w strefie planów.

Lubię Fitomed, ale tym razem jestem na nie.

piątek, 29 stycznia 2016

Petal Fresh, odmładzający szampon do włosów oraz nawilżająca odżywka

Jestem łasa na naturalną pielęgnację włosów. Służy im czasem odpoczynek od silikonów. Kiedy więc na blogach zrobiło się głośno o produktach marki Petal Fresh, postanowiłam kupić jakieś warianty na wypróbowanie. Podczas jednego z pobytów w Polsce nadarzyła się okazja, aby odwiedzić Hebe, co też uczyniłam. Akurat nie było w czym przebierać - tylko jeden rodzaj szamponu i dwa rodzaje odżywek (nawilżająca i odmladzająca), ale i tak się skusiłam.

Tak chwalicie tę markę. Czy i ja przyłączę się do wszechobecnych zachwytów? Niestety nie.


Zacznijmy od szamponu, bo to do niego mam najwięcej zastrzeżeń. Tak, ładnie pachnie i dobrze się pieni. Ma postać przezroczystej rozwodnionej galaretki, która nie sprawia żadnych problemów podczas spieniania i przenoszenia na głowę. Tak, myje i odświeża włosy. I tu by się skończyły pozytywy. Moja skóra głowy absolutnie się z tym szamponem nie polubiła. Podczas regularnego stosowania co drugi dzień zaczęło się od nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia, potem przyszedł suchy łupież, który następnie przeszedł w łupież tłusty, pojawiła się łuska, skalp swędział jak szalony i włosy dużo szybciej przetłuszczały się u nasady. Szybko zaczęłam robić sobie przerwy od tego produktu. Przy każdym powrocie jednak zaliczałam jakieś problemy ze skalpem. Tak więc temu panu już podziękujemy; jakąś 1/3 opakowania zużyłam do prania pędzli.


Odżywka, mająca postać bialej emulsji, okazała się w moim przypadku trochę lepsza od powyższego skalpowego podrażniacza. Co prawda potrafiła obciążyć włosy, więc nakładałam ją na mniej więcej połowę długości, ale stosowanie przynosiło widoczne rezultaty. Włosy po jej użyciu były lśniące i bardzo przyjemne w dotyku. Zabrakło jedynie wygładzenia. Jest jednak coś, co sprawiło, że do produktu nie wrócę. Otóż w opakowaniu pachnie on świeżo, cytrusowo. Na moich mokrych włosach jednak zaczyna jechać obornikiem, co mnie skutecznie zniechęciło. Zużyłam, bo nie jest to bubel, ale też rezulaty nie są aż tak oszałamiające, bym z przytkniętym nosem miała sięgać po kolejne butelki.

Na oklaski zasługują opakowania produktów Petal Fresh. Lekkie, przezroczyste, plastikowe butelki z dozownikiem typu press, bardzo wygodne w użyciu.

Pamiętajcie, że Wasze skalpy nie muszą reagować tak, jak mój! Nie chcę nikogo do marki zniechęcać; opisałam jedynie swoje doświadczenia - zwłaszcza, że na blogach czytałam tyle zachwytów, a moje odczucia zupełnie się z nimi nie pokrywają...

wtorek, 29 września 2015

Kallos, Vanilla, Shine Hair Mask for dry and dull hair

Po raczej pozytywnych doświaczeniach z maską Latte Kallosa zdecydowałam się na wersję waniliową licząc na ładny waniliowy zapach. No i się niestety przeliczyłam...


Producent zamknął maskę w zakręcanym słoiczku. Istnieje jeszcze dużo większza, litrowa wersja i cieszę się, że się na nią nie zdecywałam. Kosmetyk ma biały kolor i jest dość rzadki, ale nie spływa z włosów. Zapach jest bardzo rozczarowujący, by nie napisać: okropny. Jakieś mocno chemiczne kwiattki.

Działaniem maska też mnie nie powaliła. Lekko nabłyszcza włosy i trochę ułatwia rozczesywanie po umyciu. I to wszystko.

Znacie?

wtorek, 24 lutego 2015

Nivea, odżywka odbudowująca long repair z olejem babassu (jak się ma do wycofanej Isany z tym samym olejem)

Odżywka Long Repair marki Nivea była swojego czasu szeroko wychwalana w blogosferze. Zwłaszcza po wycofaniu ukochanej przez wiele Polek (w tym przeze mnie) odżywki z olejem babassu Isany. Produkt Nivei chwali się zawartością tego samego składnika. Działanie tych dwóch kosmetyków jednak nie jest takie samo.


Białą odżywkę o konsystencji balsamu i przyjemnym zapachu zapakowano w klasyczną, plastikową tubkę utrzymaną w kolorach charakterystycznych dla marki Nivea. Nie ma żadnych problemów z aplikacją (nie spływa z włosów) ani wypłukaniem mazidła.

Producent jest dość oszczędny w obietnicach, co mi się osobiście podoba, bo nie jestem fanką bajkopisarstwa uprawianego przez firmy kosmetyczne. A zatem produkt ma wzmacniać włosy już od nasady, odbudowywać strukturę włosa, ułatwiać rozczesywanie i chronić końcówki włosów. Więc tak: jak widać w składzie zamieszczonym poniżej kosmetyk zawiera m.in. silikony, hydrolizowaną keratynę, olej babassu i quaternium-18. Silikony i quaternium oblepiają włosy tworząc swoistą barierę ochronną przed mechanicznymi uszkodzeniami (spowodowanymi np. przez ocieranie się o swetry) i wygładzając je, co wiąże się z ułatwianiem rozczesywania i nabieraniem przez kosmyki blasku. Silikony też w pewnym stopniu chronią końcówki włosów przed rozdwajaniem się, ale już zniszczonych końców na pewno magicznie nie zregenerują. Z kolei olej babassu nawilża włosy, a keratyna wypełnia je i delikatnie pogrubia, co pewnie ma być obiecywaną odbudową struktury włosa. Moje kosmyki są w dobrej kondycji, więc nie jestem w stanie stwierdzić, czy odżywka poradziłaby sobie z pielęgnacją bardzo suchych, zniszczonych czupryn. Wzmacniania włosów od nasady nie było dane mi zaobserwować, ponieważ odżywka jest kosmetykiem bardzo treściwym i najzwyczajniej w świecie nie mogłam stosować jej blisko skaplu, gdyż fundowała mi pokazowy oklap i brak objętości. Natomiast nałożona od ucha w dół wygładzała i delikatnie rozprostowywała kosmyki, nadawała im połysk i sprawiała, że wyglądały ładnie i zdrowo. Byłam z niej zadowolona.

Do kupienia na pewno w Rossmannie za 10,79 zł. Opakowanie o pojemności 200 ml wystarczyło mi na 2 miesiące stosowania co drugi dzień.


Odżywka Nivei tym różni się od nieodżałowanej odżywki Isany z olejem babassu, iż ma bogatszą i treściwszą formułę. Isana była dużo lżejsza i spokojnie  mogłam aplikować ją na skalp. Poza tym włosy po odżywce Isany były jakieś takie lżejsze, bardziej sypkie, przyjemniejsze w dotyku. Odżywka Nivei sprawdza się bardzo dobrze i mam do niej niewiele zastrzeżeń, ale nie okazała się lepsza od wycofanego kosmetyku Isany.

niedziela, 14 grudnia 2014

Argan Oil, conditioner

Odżywkę tę dorwałam w tzw. funciaku, czyli sklepie, gdzie każda rzecz z asortymentu kosztuje funta. Czasami można wyłapać prawdziwe perełki (i to nie tylko kosmetyczne, ale również środki czystości, książki, naczynia, itp.), jak właśnie ta odżywka. Bo za funta otrzymałam naprawdę przyzwoity produkt.

Zastrzegam jednak, że obecnie mam włosy w świetnej kondycji. Są zdrowe, gładkie (olejek Dabur Vatika kaktusowy obniżył ich porowatość) i błyszczące. Może odżywka się sprawdziła, bo wielkich wymagań wobec niej nie miałam?


Produkt zamknięto w brązowo-żółtej tubie z miękkiego plastiku. Odżywka jest perłowo biała i ma delikatny, słodkawy zapach, który mi się z niczym nie kojarzy. Nie jest ani gęsta, ani przelewająca się przez palce; nie spływa z włosów, ale łatwo się wypłukuje.

Za tę niską cenę nie spodziewałam się rewelacyjnego składu, ale okazał się on lepszy niż się spodziewałam - ta taniutka odżywka zawiera w sobie pięć olejów (rycynowy, arganowy, oliwę z oliwek, z awokado i kokosowy) oraz hydrolizowaną elastynę, i wcale nie jest napakowana silikonami. Ja w każdym razie widzę jeden i to na dalszym miejscu w składzie.


Moje włosy po myciu i odżywkowaniu tym produktem były sypkie, błyszczące i miłe w dotyku. Nie wiem tylko, na ile to zasługa kosmetyku, a na ile wynik zadowalającego wyglądu mojego owłosienia. Jeśli po szamponie włosy wydawały się tak czyste, że aż skrzypiące, odżywka nadawała im pożądaną miękkość. Czy produkt ułatwia rozczesywanie Wam nie powiem, bo zawsze wykonuję tę czynność po wyschnięciu czupryny, a wtedy nie miewam problemów z kołtunami. Nie zauważyłam, aby produkt obciążał mi włosy, ale na skalp go nie nakładałam. Wydajność też niezła - tuba wystarczyła mi na około trzy miesiące stosowania 2-3 razy w tygodniu.

Ja jestem bardzo zadowolona, ale nie oznacza to, że każdy będzie...

poniedziałek, 30 września 2013

Szampon i odżywka Garnier Ultra Doux z cytryną i białą glinką

Na duet skusiłam się po przeczytaniu kilku pozytywnych opinii na blogach. Zresztą, jak może wiecie, chętnie testuję produkty do włosów bez silikonów, bo mam wrażenie, że taka pielęgnacja służy moim kłakom - zwłaszcza  w cieplejsze miesiące, kiedy nie są narażone na ocieranie się o swetry.


 Butlę szamponu o pojemności 400 ml zużywam od ponad dwóch miesięcy. Odżywkę (200 ml) używam od tego samego czasu, raz w tygodniu zastępując ją maską. Włosy myję co drugi dzień. Wydajność duetu oceniam bardzo pozytywnie (nawet trochę zdążył mi się znudzić...).

Produkty zamknięto w seledynowych butelkach z klapką. Pod światło widać stopień ich zużycia. Odżywkę otwiera się bardzo łatwo, ale na szamponowej klapce można połamać sobie paznokcie - ostrzegam.


Szampon jest gęstawą emulsją o lekko zielonkawym zabarwieniu. Bardzo dobrze się pieni, więc niewielka ilość wystarcza na umycie czupryny. Odżywka jest gęstsza od szamponu. Nie spływa z włosów po aplikacji, ale jednocześnie łatwo się wypłukuje. Diet ma słodki, kwiatowy, dość intensywny zapach. Mnie nie męczy, ale też nie uznaję go za fantastyczny.


Podoba mi się fakt, że producent jest oszczędny w deklaracjach i nie obiecuje gruszek na wierzbie. Rzeczywiście włosy po szamponie są oczyszczone (ale nie skrzypiące), świeże i lekkie. Problemów ze skalpem nie odnotowałam. Dodam, że szampon doprał również mój pędzel do podkładu Hakuro, którego wcześniej nie mogłam niczym doczyścić. Po pierwszych kilku użyciach produktu mogłam sobie pozwolić nawet na rzadsze niż co dwa dni mycie włosów - były świeższe przez dłuższy czas - ale potem się do szamponu przyzwyczaiły, więc ostatecznie trzymałam się swojej zwyczajowej rutyny.

Nie wiem, czy odżywka ułatwia rozczesanie włosów, bo nie robię tego na mokro, a kiedy moje proste  kłaki wyschną, rozczesanie ich to zwykle pestka. Mogę za to stwierdzić, że po odżywce czupryna była lekka, sypka i błyszcząca.

Ogólnie jest to udany duet. Nie ma efektu wow, ale na włosach sprawuje się bardzo, bardzo przyzwoicie.


środa, 26 czerwca 2013

Schwarzkopf, Gliss Kur hair repair, szampon i odżywka ultimate volume

O duecie z serii ultimate volume przeczytałam po raz pierwszy u Gray. Jej recenzja na tyle mnie zainteresowała, że z ciekawości kupiłam szampon i odżywkę.

Ponieważ moje włosy są skłonne do obciążania, staram się unikać szamponów i odżywek z silikonami. Te bezsilikonowe służą moim kłakom dużo lepiej, i to jest fakt. Ten duet nie zawiera silikonów, natomiast wysoko w składzie znajdziemy kolagen i keratynę.

Ogólnie muszę przyznać, że z produktów jestem dość zadowolona i uważam, że są dobre, ale nie bez wad.

Szamponu o pojemności 400 ml używam od ponad dwóch miesięcy i jeszcze trochę mi go zostało (myje włosy co drugi dzień). Odżywkę o pojemności 200 ml wykończyłam w 1,5 miesiąca. Wydajność zatem moim zdaniem na plus.





Oba produkty zapakowano w plastikowe butelki. Butelka szamponu jest przezroczysta, więc widać stopień zużycia produktu. Poza tym dzięki płaskiemu korkowi można ją postawić do góry nogami, kiedy dobijamy do końca szamponu. Butelka odżywki niestety przezroczysta nie jest, więc produkt może nam się niepostrzeżenie skończyć. Zapach kosmetyków jest przyjemny, słodkawy, dość typowy dla drogeryjnych szamponów i odżywek.

Szampon ma postać przezroczystego żelu. Bardzo dobrze się pieni, więc nie trzeba go wiele, żeby umyć włosy. Odżywka jest biała i dość gęsta. Nie spływa z włosów po aplikacji.

Szampon dobrze myje. I włosy, i pędzle. Spokojnie domywa oleje. Co do odżywki, nie wiem, czy ułatwia rozczesywanie włosów, bo ja robię to na sucho, kiedy kłaki już wyschną. A moje proste włosy na sucho bardzo łatwo rozczesać.

Nie ulega wątpliwości, że po zastosowaniu duetu włosy miałam czyste i błyszczące. Ponieważ są w dobrym stanie, nie miałam jak sprawdzić, czy rzeczywiście duet mógłby coś zdziałać w kwestii regeneracji. Wiem natomiast, że produkty NIE nadawały moim włosom objętości kiedy były jeszcze długie. Po ostrym cięciu jest lepiej, włosy są odbite od nasady, ale przecież są po prostu dużo lżejsze i to pewnie jest przyczyna. Muszę jeszcze dodać, że co kilka myć musiałam zmieniać szampon i odżywkę, bo włosy stopniowo wyglądały na troszkę obciążone (za dużo keratyny?). Jedno zastosowanie innego szamponu i jakiejś maski rozwiązywało na kilka myć problem.

Ogólnie jestem na tak :) Znacie? Lubicie?

wtorek, 16 kwietnia 2013

Alverde, szampon i odżywka z aloesem i hibiskusem

Kiedy pojawiła się możliwość zrobienia niemieckich zakupów, wiedziałam, że chętnie wypróbuję jakiś szampon i odżywkę od Alverde. Kuszenie na blogach zrobiło swoje ;)

Trochę na chybił-trafił wybrałam wersję z aloesem i hibiskusem. I cóż, moim zdaniem produkty są poprawne, ale nie wyjątkowe ani niezastąpione. Trochę się wyleczyłam z alverdomanii...












 Szampon ma postać bezbarwnego, glutowatego żelu (glutek jest rzadszy niż szampony Alterry); odżywka - gęstego, białego kremu. Pachną delikatnie, słodko, przyjemnie.

Produkty nie są specjalnie wydajne. Myję włosy co drugi dzień. Szampon skończył się po niecałym miesiącu, podczas gdy odżywki została mi 1/5 opakowania.


 U góry skład szamponu, na dole - odżywki. Szampon pieni się dość słabo.













Szampon myje włosy. Radzi sobie też z olejami. Odżywka kondycjonuje kłaki, ale nie ułatwia rozczesywania. Po zastosowaniu duetu moje włosy były niezwykle jak na nie wygładzone. Efekt ten bardzo mi odpowiadał. Niestety duet nie przydawał im objętości. Wręcz przeciwnie, kłaki były dociążone. Zachowywały świeżość krócej niż zwykle. W zasadzie drugiego dnia odczuwałam dyskomfort. Niestety kilka razy po umyciu włosów pokazał się łupież. Zastanawiam się, czy to nie wina alkoholu wysoko w składzie.





Nie pokazywałam Wam jeszcze swoich włosów. Moje kłaki mają różną porowatość. Tak myślę. Odrosty określiłabym jako średnioporowate, a porowatość zwiększa się na długości. Rzadko uzyskuję bez prostownicy ładną gładkość, jak ze zdjęć poniżej (a prostownicę stosuję dwa, trzy razy w roku). Duet Alverde gładkość mi zapewniał, i to była jego największa zaleta. Niestety wad produktów było więcej niż plusów, więc raczej nie planuję powrotu. A wracając do włosów, są mniej więcej do połowy pleców. Od ponad dwóch lat ich nie farbuję. Jakieś 20 cm końcówek wciąż nosi ślady farbowania, ale reszta to mój naturalny kolor :) Nie jestem włosomaniaczką. Raz, dwa razy w tygodniu nakładam na nie olej; raz w tygodniu maseczkuję; zawsze stosuję po szamponie odżywkę; pozwalam włosom wyschnąć naturalnie; podcinam końcówki co 2-3 miesiące. Wszystko :)


piątek, 22 lutego 2013

Isana, odżywka intensywnie pielęgnująca

Odżywkę miałam okazję przetestować dzięki kochanej Ewelinie :*


Produkt zamknięto w butelce z dość twardego plastiku. Ponieważ odżywka sama w sobie jest dość gęsta, pod koniec miałam lekki problem z wydobyciem jej z opakowania. Producent poczęstował nas bardzo wygodnym rozwiązaniem w postaci korka z klapką. Sama butelka jest  na wpół transparentna, dzięki czemu możemy na bieżąco śledzić stopień zużycia kosmetyku.

Odżywka ma żółtawy kolor i pachnie kosmetycznym kwieciem. Wiecie, o co się rozchodzi, prawda? Produkt pachnie jak kwiaty, ale nie takie z łąki. Zapach jest dość intensywny, ale dla mojego nosa całkiem przyjemny.

Kosmetyk jest dość wydajny. 300 ml wystarczyło mi na sześć tygodni stosowania co drugi dzień. Moje włosy są dość długie - do połowy pleców.

Z działania odżywki byłam w miarę zadowolona. Stosowana po umyciu włosów szamponem dociążała kłaki (ale nie obciążała ich), nieco je wygładzała, sprawiała, że były przyjemne w dotyku i ładnie, zdrowo błyszczały. Ja rozczesuję włosy po ich wyschnięciu. Po użyciu odżywki i wyschnięciu kłaków nie miałam z tą czynnością większych problemów. Zmywałam również odżywką oleje, i także z tym zadaniem poradziła sobie wybornie.

Jedyne moje zastrzeżenia to skład. Owszem, niezmiernie cieszę się z braku najpopularniejszych silikonów, ale chętnie zobaczyłabym na liście kilka dodatkowych (poza pantenolem i witaminą B3) substancji, z których włosy mogłaby czerpać coś dobrego...

Ogólnie jest to przyzwoita tania odżywka, choć nieodżałowana babassu była o wiele lepsza w wygładzaniu moich włosów :)

piątek, 30 grudnia 2011

Joanna, z apteczki babuni, odżywka wzmacniająca

This product is available in Poland and therefore the review is only in Polish. However, should you have any questions, don't hesitate to drop me a line :)

**********************************************************

Będąc w Polsce potrzebowałam odżywki do włosów. Nie chciałam kupować nic drogiego, ale polowałam na coś bez silikonów. I wiecie co? Znalazłam :)
  • Dostępność: Rossmann, Natura.
  • Cena: ok. 5 zł
  • Pojemność: 200 ml.
  • Kolor: białawy.
  • Zapach: nie wiem, do czego go przyrównać, ale jest przyjemny.
  • Opakowanie: plastikowa, brązowa butelka; wygląda trochę "aptecznie" :).
  • Konsystencja: odżywka jest dość gęsta, dzięki czemu nie spływa z włosów po aplikacji.
  • Wydajność: standardowa; produktu nie ubywało mi ani wolniej, ani szybciej niż w przypadku innych odżywek.
  • Podrażnienia/alergie: u mnie nie wystąpiły.
  • Skład: może nie jest fantastyczny, ale nie ma w nim silikonów.
  • Działanie: odżywka nie obciąża włosów. Włosy są po niej rzeczywiście, jak obiecuje producent, puszyste i lśniące. Są też bardzo miłe w dotyku. Nie zauważyłam, aby odżywka zredukowała ich wypadanie. Uwaga, odżywka (jak wszystkie bezsilikonowe, z którymi miałam do tej pory do czynienia) nie ułatwia rozczesywania włosów, wręcz przeciwnie.
Odżywka nie spełnia wszystkich obietnic producenta, ale nie oznacza to, że jest to bubel. Bynajmniej. Produkt nie zawiera silikonów i nie obciąża włosów. Kłaczki są po niej puszyste, lśniące i miłe w dotyku. Czego chcieć więcej za te 5 zł?
Znacie? Lubicie?

piątek, 16 września 2011

Aussie, 3 minute miracle reconstructor, deep conditioner for damaged hair, with Safflower seed oil / odżywka do zniszczonych włosów z olejem z krokosza barwierskiego

Odżywka prawie na wykończeniu, więc już co nieco mogę o niej napisać :) Wiem, że kilka osób czekało na recenzję, ale potrzebowałam aż dobrych kilku tygodni, żeby moja opinia o tym produkcie się wyklarowała. Na początku nie byłam z odżywki zadowolona, potem nie wiedziałam, co o niej myśleć, aż w końcu przekonała mnie do siebie.  Takie niezdecydowanie nie jest dla mnie typowe, ale naprawdę jeszcze dwa tygodnie temu nie wiedziałabym, co napisać :)
  • Dostępność: Boots, Superdrug, online
  • Cena: 4,59 funtów
  • Pojemność: 250 ml
  • Kolor: żółtawy
  • Zapach: słodki, kwiatowo-miodowy; ja za nim nie szaleję, ale może być; nie czuję go długo na włosach.
  • Opakowanie: plastikowy stożek; nie widać zużycia produktu; beznadziejne rozwiązanie, jeśli chodzi o wydobycie produktu: mamy dwie opcje - albo odklejamy naklejkę na spodzie, odsłaniając przy tym całkowicie otwór (przez co nie można już odżywki przewozić/przechowywać w kosmetyczce, bo część produktu może po prostu wyciec; poza tym produkt w ogóle nie jest chroniony przed powietrzem, kurzem, bakteriami, itp.), albo bawimy się w odkręcanie wielkiej nakrętki (trudne do zrobienia mokrymi rękami; poza tym otwór jest ogromny i wylewa się w niego więcej odżywki, niż bym sobie życzyła).
  • Konsystencja: odżywka jest dość gęsta, dzięki czemu nie spływa z włosów po aplikacji.
  • Wydajność: jest OK, choć przez zbyt duży otwór wylewa mi się za dużo kosmetyku, więc przy innym opakowaniu mogłoby być jeszcze lepiej.
  • Podrażnienia/alergie: u mnie nie wystąpiły.
  • Skład: w składzie znajdziemy wiele substancji nawilżających i pielęgnacyjnych, w tym cenione w pielęgnacji włosów wyciągi roślinne, ale odżywka jest również niestety napakowana mnóstwem konserwantów.
  • Obietnice producenta (moje wolne tłumaczenie): "Wyjątkowa formuła z olejem z krokosza barwierskiego pomaga zregenerować rozdwojone i szorstkie łuski. Odżywka w 3 minuty zmienia suche, zniszczone włosy w łatwe do ułożenia, błyszczące loki."
  • Działanie: odżywka znacznie ułatwia rozczesywanie włosów. Na początku nie zauważyłam działania wygładzającego, ale z czasem  (po około miesiącu) włosy rzeczywiście zrobiły się gładsze, choć oczywiście nie jest to efekt jak po prostownicy. Czy odżywka rzeczywiście odbudowuje zniszczone włosy? Na to pytanie nie umiem odpowiedzieć, ponieważ moje włosy specjalnie zniszczone nie były. Nie farbowałam ich od około 8 miesięcy, suszarki i prostownicy używam od wielkiego dzwonu, od produktów do stylizacji, zazwyczaj napakowanych silikonami, trzymam się z daleka. Fakt faktem jest, że od kiedy zaczęłam używać odżywki Aussie, moje włosy zrobiły gładsze (a silikony w odżywce znajdują się na samym końcu składu, czyli jest ich mało) i zyskały zdrowy połysk. Niestety nie zauważyłam ochrony końcówek - regularnie je podcinam, a i tak zaczynają się rozdwajać w takim samym tempie, co zazwyczaj. Odżywka nie obciąża mi włosów, pod warunkiem że nie nakładam jej na skórę głowy.
Odżywki nie nazwałabym cudotwórcą, ale moim zdaniem jednak wyróżnia się na tle innych drogeryjnych odżywek. Na początku efektów zupełnie nie widziałam (przyszły z czasem), więc o produkcie Aussie myśłałam: "e tam, kolejna zwykła odżywka". Po tych kilku tygodniach widzę jednak, że moje włosy są w bardzo dobrej kondycji, i myślę, że odżywka ma w tym duży udział. Końcem końców - serdecznie polecam :) Trzeba tylko dać jej czas, na pewno nie zauważycie żadnych efektów po pierwszym użyciu.


I'm almost done with my bottle of this conditioner so it's high time for a review :) I know that some of you have been waiting for my thoughts on this product but I really needed a few weeks to finally make up my mind about it. At first I felt disappointed with the conditioner, a feeling which then turned into confusion and uncertainty. And, surprisingly enough, I started to like this product in the end. Such swaying is not typical of me but, finally, I have an opinion on Aussie 3 minute miracle reconstructor and I'm going to share it with you :)
  • Availability: Boots, Superdrug, online
  • Price: £4.59
  • Volume: 250 ml
  • Hue: yellowish
  • Fragrance: sweet, for me the conditioner smells of flowers and honey; I can't say I love the scent but it doesn't bother me either.
  • Packaging: plastic bottle; you cannot see how much product is left in the bottle. Moreover, I don't like the way we are supposed to extract the product. Essentially, we have two choices: we can either remove the sticker, exposing the hole (by no means travel-friendly; additionally, I feel like this is an invitation for air, dust, bacteria, etc.) or we can unscrew the tap any time we want to use the conditioner, which is not all that easy when your hands are wet.
  • Consistency: thick.
  • How long before you're done with the bottle: a few weeks (I wash my hair every second day), although with different packaging (= different method of extraction) the bottle could last even longer.
  • Irritations/allergies: none.
  • Ingredients: the product contains a lot of moisturising and nourishing ingredients; however, there are also a lot of preservatives in the formula.
  • Manufacturer's promises: check out the pictures.
  • Effects: the conditioner de-tangles your hair. Does the conditioner repair damaged hair? Unfortunately, I can't answer this question as my hair is not damaged. I haven't dyed it for 8 months, I stay away from the dryers and straighteners, and I don't use any styling products as they're usually packed with silicones. However, it is a fact that since I started using this Aussie conditioner my hair is smoother and has healthy shine. Unfortunately, the conditioner doesn't seem to protect the ends - they split at their usual pace. My hair doesn't get greasy after using the product unless I apply it to the scalp.
To sum up, I wouldn't call this conditioner "a miracle reconstructor". There are no miracles here. However, I do think that the product is good. In the beginning I didn't see any effects on my hair but I persevered and, eventually, the effects came - my hair looks healthy and glossy, and I think that it is this conditioner that helped. All in all, I think it's worth trying. Just give it some time :) 
Skład:

Skala: zielony – substancje nieszkodliwe lub o pozytywnym działaniu; pomarańczowy – substancje wzbudzające pewne zastrzeżenia; czerwony – substancje szkodliwe; czarny - nie znalazłam takiej informacji
Aqua (Woda): środek rozpuszczający.
Cetyl Alcohol (Alkohol cetylowy): emulgator, wosk, emolient, regulator lepkości.
Glyceryl Stearate (Stearynian glicerolu): Emolient tzw. tłusty. Jeśli jest stosowany na skórę w stanie czystym, może być komedogenny. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną (film), która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni (jest to pośrednie działanie nawilżające), przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza skórę i włosy. Emulgator W/O. Substancja konsystencjotwórcza, wpływa na lepkość gotowego produktu i poprawia właściwości użytkowe.
PEG-12 Distearate: emulgator, kontroler lepkości.
Cetrimonium Chloride: konserwant, substancja antymikrobowa, substancja antystatyczna. Pochodzenia różnego. Jako środek konserwujący niedozwolony (choć posiada takie działanie), używany najczęściej jako zmiękczacz lub środek utrzymujący wilgotność. Jest substancją uniemożliwiającą oddziaływanie mikroorganizmów na skórze (środek antymikrobowy), antystatyczną (dlatego używana najczęściej w produktach do pielegnacji włosów), wygładzającą, polepsza rozczesywanie włosów, pozostawiającą na skórze przyjemne, gładkie uczucie, o działaniu lekko emulgującym. Środek drażniący.
Glycol Stearate: Emolient tzw. tłusty. Jeśli jest stosowany na skórę w stanie czystym, może być komedogenny. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną (film), która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni (jest to pośrednie działanie nawilżające), przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza skórę i włosy. Substancja stosowana jako renatłuszczająca w preparatach myjących. Emulgator W/O, składnik umożliwiający powstanie emulsji. Substancja pianotwórcza, stabilizująca i poprawiająca jakość piany w mieszaninie z anionowymi substancjami powierzchniowo czynnymi. Pełni rolę modyfikatora reologii (czyli poprawia konsystencję) w preparatach myjących, zawierających anionowe substancje powierzchniowo czynne lub elektrolity (np. chlorek sodu), dzięki tworzeniu tzw. mieszanych miceli. Substancja zmętniająca - nadaje perłowy kolor kosmetykom.
Stearyl Alcohol (Alkohol stearylowy): emolient, stabilizator, regulator lepkości, środek zmętniający. Pochodzenia różnego. Alkohol tłuszczowy, który w naturze występuje w związanej formie w olejach, tłuszczach i woskach. Jest substancją natłuszczającą, nawilżającą, wygładzającą, zapewniającą ochronę przed wysuszeniem, sprawia, że skóra jest miękka, elastyczna i gładka.
Stearalkonium Chloride: Substancja antystatyczna - zapobiega elektryzowaniu się włosów. Ma duże powinowactwo do powierzchni włosów - ma działanie kondycjonujące. Substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni kosmetyk przed wtórnym zakażeniem mikroorganizmami, które możemy wprowadzić przy codziennym użytkowaniu produktu (np.nabierając krem palcem). Składnik dozwolony do stosowania w kosmetykach w ograniczonym stężeniu.
Phenoxyethanol (Fenoksyetanol): pochodzenia chemicznego. Ciecz o mocno kwiatowym zapachu, lekko rozpuszczalna w wodzie, dodawana do kosmetyków jako środek konserwujący. Najczęściej używana jako substancja rozpuszczająca dla innych konserwantów (parabeny) lub wspomagająca ich działanie (methyldibromo glutaronitrile). Maksymalne dopuszczalne stężenie to 1%. Działa w środowisku kwaśnym (pH).
Dicetyldimonium Chloride: substancja antystatyczna, emulgator.
Tetrasodium EDTA: składnik chelatujący, zmniejsza reaktywność jonów metali, które mogą znajdować się w produkcie.
Parfum: składnik zapachowy.
Isopropylparaben: konserwant. Pochodzenia chemicznego. Środek konserwujący mający za zadanie chronić przed zepsuciem przez mikroorganizmy i utrzymać jakościowo dany produkt w jak najlepszym stanie.
Propylene Glycol (Glikol propylenowy): Hydrofilowa substancja nawilżająca skórę. Ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka, dzięki czemu pełni rolę promotora przenikania - ułatwia w ten sposób transport innych substancji w głąb skóry. Humektant. Wspomaga działanie konserwujące poprzez obniżenie aktywności wody, która jest doskonałą pożywką dla drobnoustrojów. Glikol propylenowy jest bezpieczny do stosowania nawet w stężeniu 50% w gotowym preparacie. Może powodować podrażnienia, jeżeli nakładany jest na skórę chorobowo zmienioną.
Butylparaben, Isobutylparaben: konserwanty; mogą wywoływać alergie.
Cetrimonium Bromide: Wykazuje silne działanie bakteriostatyczne. Kondycjonuje włosy: poprawia rozczesywalność, zapobiega splątywaniu, nadaje połysk i wygładza włosy, wykazuje działanie antystatyczne (zapobiega elektryzowaniu się włosów). Emulgator, składnik umożliwiający powstanie emulsji. Substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed nadkażeniem bakteryjnym, które możemy wprowadzić przy codziennym użytkowaniu produktu. Składnik dozwolony do stosowania w kosmetykach w ograniczonym stężeniu. Jego dopuszczalne maksymalne stężenie w gotowym produkcie wynosi 0,1% (jeżeli składnik pełni rolę substancji konserwującej).
Phosphoric Acid: substancja zapachowa, przywraca odpowiednie pH.
Alcohol Denat (Alkohol denaturowany): środek rozpuszczający. Pochodzenia różnego. Alkohol denaturowany jest cieczą o charakterystycznym zapachu. Miesza się z wodą w dowolnych stosunkach. Jest bardzo dobrym środkiem rozpuszczający dla licznych substancji. Skoncentrowany alkohol denat jest trujący. Często stosowany w kosmetykach zamiast czystego alkoholu (etanolu), aby uczynić je nie do spożycia. Składnik o działaniu tonizującym, oczyszczającym, odtłuszczającym, odświeżającym.
Acetamide MEA: Nawilża włosy i skórę, dzięki czemu kondycjonuje (poprawia m.in. elastyczność i gładkość). Substancja stosowana również jako substancja antystatyczna. Humektant.Substancja stabilizująca i poprawiająca jakość piany w mieszaninie z anionowymi substancjami powierzchniowo czynnymi. Pełni rolę modyfikatora reologii (czyli poprawia konsystencję) w preparatach myjących, zawierających anionowe substancje powierzchniowo czynne, dzięki tworzeniu tzw. mieszanych miceli. Także pełni rolę hydrotropu, czyli substancji, która zwiększa klarowność preparatu kosmetycznego.
Glycerin (Gliceryna): humektant, środek rozpuszczający, środek skażający. Pochodzenia różnego. Używana w kosmetyce głównie jako środek utrzymujący wilgoć. Jest substancją wchodzącą w skład naturalnego czynnika nawilżającego, sprawia, że skóra jest miękka, elastyczna i gładka. W wysokich stężeniach działa antyseptycznie, może jednak przy takiej ilości podrażniać błony śluzowe. Gliceryna jest mocno higroskopijna, w preparatach do pielęgnacji skóry (w zależności od stężenia) może mieć również niekorzystne działanie. Przy niedostatecznej wilgotności powietrza szybko pozbywa/odciąga wodę ze skóry co doprowadza często do wysuszenia naskórka.
Sodium Lauriminodipropionate: substancja antystatyczna; kondycjonuje włosy; substancja oczyszczająca; substancja pianotwórcza.
Sorbitol: substancja hydrofilowa, nawilżająca. Wiąże wodę na powierzchni naskórka, dzięki czemu odpowiednio nawilża. Zmiękcza i wygładza skórę i włosy. Sorbitol posiada słodki smak, dlatego stosowany jest w produktach do higieny jamy ustnej w celu polepszenia smaku. Humektant. Wpływa na właściwości aplikacyjne kosmetyku - zwiększa kleistość preparatów. Ponadto pełni rolę rozpuszczalnika dla innych substancji hydrofilowych zawartych w kosmetyku.
Hydroxylated Lecithin: emulgator; kondycjonuje skórę i włosy.
Carthamus Tinctorius Oil: olej z krokosza barwierskiego. Zawiera kwas linolenowy (78%), kwas oleinowego (10-14%), kwas palmitynowy (6%), kwas stearynowy (2-3%), 0,5% kwas linolenowy (0,5%), kwasu arachinowy (0,5%), bogaty w witaminy E i A. Oczyszczony olej nie drażni skóry, działa jako protektor przed promieniowaniem UV, zawiera antyoksydanty. Zalecany dla skór mieszanych i tłustych ze skłonnością do trądziku i przy skórze skłonnej do stanów zapalnych. (http://www.kosmetyka.eu/olej-z-krokosza-barwierskiego.html)
Helianthus Annuus Seed Oil: olej z pestek słonecznika. Kosmetyczne zastosowanie oleju z nasion słonecznika obejmuje przede wszystkim odbudowę ochronnej warstwy lipidowej skóry, jej regenerację, wygładzenie  i uelastycznienie. Działa również przeciwzapalnie i normalizująco. (http://www.kobieta.info.pl/zioolecznictwo/833-sonecznik-zwyczajny)
Simmondsia Chinensis Seed Oil: wyciąg z nasion jojoby. Intensywnie nawilża, pielęgnuje skórę i włosy (http://lilinatura.pl/shop/skladniki%20m-z.html); reguluje lepkość produktu.
Aloe Barbadensis Leaf Juice: Wśród szerokiego wachlarza działań aloesu podkreślić trzeba działanie: żółciopędne, przeczyszczające, stymulujące, tonizujące, wzmacniające, regulujące, regenerujące, przeciwzapalne, bakteriobójcze, grzybobójcze, przeciwrobacze, przeciwbólowe, immunostymulujące, biostymulujące, antyrakowe, hamujące krwawienia, łagodzące, uspokajające, gojące rany. (http://www.kostkowski.eu/publikacje/98-aloes.html)
Simethicone: gasi pianę.
Alcohol Denat (Alkohol denaturowany): środek rozpuszczający. Pochodzenia różnego. Alkohol denaturowany jest cieczą o charakterystycznym zapachu. Miesza się z wodą w dowolnych stosunkach. Jest bardzo dobrym środkiem rozpuszczający dla licznych substancji. Skoncentrowany alkohol denat jest trujący. Często stosowany w kosmetykach zamiast czystego alkoholu (etanolu), aby uczynić je nie do spożycia. Składnik o działaniu tonizującym, oczyszczającym, odtłuszczającym, odświeżającym.
Avena Sativa (Oat) Kernel Flour: mąka owsiana. Materiał ścierny; kontroler lepkości.
CI 15985: barwnik.
Humulus Lupulus Cone Extract: wyciąg z chmielu. Ogranicza wypadanie włosów i przyspiesza ich porost. Sprawia, że włosy stają się zdrowe i lśniące. (http://www.subrina.si/pl/Przeciw_wypadaniu_wosw/)
Foeniculum Vulgate Seed Extract: ekstrakt z kopru włoskiego. Zawiera prowitaminę A, witaminę C, sole mineralne, olejek eteryczny. Likwiduje rumień spowodowany UV. Blokuje utlenianie lipidów naskórka, jest świetnym „pożeraczem” nadtlenków. Rozdrobnione owoce kopru włoskiego są przydatne do maseczek oczyszczających dla cery tłustej, także do kompresów i parówek oczyszczających, nawet do przemywania oczu jako środek przeciwzapalny. Jest składnikiem płynów do kąpieli i szamponów przeznaczonych do przetłuszczających się włosów (nadaje im połysk). (http://www.pollenaewa.com.pl/pl/index/html/id:940)
Cyclopentasiloxane: polimer siloksanowy. Emolient. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na ich powierzchni warstwę okluzyjną (film), która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody (jest to pośrednie działanie nawilżające), przez co kondycjonuje skórę i włosy, czyli zmiękcza i wygładza. Zapewnia łatwiejszą aplikację i rozprowadzanie preparatu na skórze.
Cyclohexasiloxane: emolient, środek rozpuszczający.
Cyclotetrasiloxane: silikon. Emolient suchy. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną (film), która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni (jest to pośrednie działanie nawilżające), przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza skórę i włosy. Nadaje połysk. Wykazuje działanie regenerujące. Modyfikator reologii - wpływa na konsystencję, powoduje spadek lepkości kosmetyku, a także zmniejsza lepienie. Ponadto poprawia właściwości aplikacyjne - ułatwia rozprowadzanie kosmetyków na skórze i włosach.
Methylparaben, Propylparaben, Ethylparaben: konserwanty; mogą wywoływać alergie.
Diazolidinyl Urea: konserwant. Może wydzielić formaldehyd w produkcie lub na skórze.

Źródła: wizaz.pl, kosmopedia.org, cosmeticsdatabase.com

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...