Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kredki do powiek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kredki do powiek. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 października 2016

W poszukiwaniu czarnej kredki idealnej: Maybelline master drama khol liner, Rimmel Scandaleyes Waterproof Kohl Kajal, Rimmel Soft Kohl Kajal Eye Liner Pencil & Lord & Berry

Kreski są obecne pewnie w jakiś 98% moich makijaży. Mam opadające powieki i za pomocą kresek optycznie je sobie podnoszę. Jednocześnie nie przepadam za żelowymi linerami ani za tymi w płynie (wymagają precyzji i cierpliwości, której mnie brakuje), a najchętniej do tej roli wybieram kredki lub po prostu cienie. 

Wiecie co odkryłam na przestrzeni lat? Że posiadaczkom opadających powiek trudno trafić na trwałe, nie odbijające ani nie rozmazujące się czarne kredki. Dziś opowiem Wam o swoich doświadczeniach z czterema przedstawicielkami tej grupy, które dostałam jeszcze w zeszłym roku od Hexxany. Od razu zdradzę, że nie ma w tym stadku ideału.


Wszystkie cztery linery należy temperować, żaden nie jest wykręcany. Temperowanie nie przysparza żadnych problemów.

Kredka Lord & Berry jest najczarniejsza z całej czwórki, ale master drama od Maybelline oraz Scandaleyes od Rimmela pod względem pigmentacji niewiele jej  ustępują. Trzy wymienione produkty mają miękki, sunący po skórze jak masełko grafit i na powiece dają efekt jakby użyło się eyelineru w żelu. Mają też wspólne wady: kserują się po kilku godzinach, potrafią rozmazać się w zewnętrznych kącikach oraz, czego szczególnie nienawidzę,  spływają z górnej powieki na dolną - zwłaszcza w wewnętrznym kąciku.

Soft kohl Rimmela jest dużo słabiej napigmentowany od pozostałej trójki i ma twardszy grafit, przez co nieco szarpie powieki podczas aplikacji. Podoba mi się natomiast efekt jaki daje - kreska wygląda delikatniej, jakby została roztarta. Jeśli chodzi o wady - robi mi to, co koledzy ze stadka.


Nie testowałam wodoodporności kredek, ale mogę powiedzieć, że nie stawiają mi oporu podczas demakijażu. Na linii wodnej żadnej nie nosiłam, bo u mnie czerń na linii wodnej nie wygląda dobrze - opadająca powieka zdaje się "cięższa".

Znacie te gagatki? Jak się u Was sprawdzają?

środa, 12 października 2016

Sephora, Jumbo liner 12 HR wear, 29 Purple glitter

Wielokrotnie pisałam na blogu, że kocham kredki do powiek Sephory z serii contour eye pencil 12hr wear i pokazywałam Wam posiadane przeze mnie sztuki, a teraz, dzięki Hexxanie, miałam okazję poznać i polubić liner w wersji jumbo. 


Asia podesłała mi piękny fiolet ze srebrnym brokatem. Nie zauważyłam, aby glitter robił sobie wędrówki po twarzy. Sama kredka jest przyjemnie miękka, świetnie napigmentowana, a po aplikacji przez przynajmniej 12 godzin siedzi na swoim miejscu bez blaknięcia, kserowania się, czy spływania w dół. Nie rozmazuje się.


Można ją używać w charakterze kolorowej bazy pod cień, ale ja najbardziej lubię sięgać po  nią w roli kreski, najlepiej w połączeniu z neutralnym okiem. Gra wtedy pierwsze skrzypce i jest jak stworzona do tej roli. Szczerze polecam.

piątek, 22 lipca 2016

Dwie kredki Gosh: Let's Twist Eye Liner (Green Gate) oraz Velvet Touch Eye Liner (011 Sky High)

Jak wynika z moich wcześniejszych kredkowych wpisów, Hexxana uraczyła mnie jakiś czas temu pęczkiem różnych i różnistych kredek do powiek. Znakomita ich większość okazała się bardzo dobra, ale oczywiście musiały znaleźć się jakieś czarne owieczki. Szkoda, że z Gosha, bo np. ich cień w kredce, forever eyeshadow metallic eye shadow stick w odcieniu 01 silver rose (klik), należy do ścisłego grona moich ulubieńców. Z kolei do cieni marki się nie przekonałam (klik). Ani do kredek, o czym poniżej. Obie mają lekko perłowe wykończenie, mimo iż pochodzą z różnych serii.


Zacznijmy od tej prawdziwej czarnej owcy, czyli kredki wykręcanej. Taka forma kredki ma swoje plusy (nie trzeba temperować) i minusy (brak precyzji, chyba że mamy ochotę poprawiać pędzelkiem). Problemy miałam z nią następujące:

* dość twardy sztyft, który zmuszał mnie do wywierania większego nacisku na powiekę, co nie było przyjemne, a do tego doprowadziło do ułamania się grafitu

* średnia pigmentacja, której nie da się za bardzo budować

* pigment  nie rozkłada się równomiernie, tworzą się grudki 

Kolor, jak widać, też "nie mój". Jedyne, co mam naprawdę dobrego o niej do powiedzenia, to że nie ma tendencji do rozmazywania i kserowania się czy spływania z powieki.


Kredka niebieska okazała się nieco lepsza od poprzedniczki. Można ją temperować, dzięki czemu grafit jest zaostrzony i daje nam precyzję podczas apikacji. Kredka jest też względnie miękka i bardzo dobrze napigmentowana. Niestety u mnie spływa z górnej powieki na skórę pod oczami, tworząc tam niebieską pandę. A tego w kredkach nienawidzę.

Znacie? Podzielacie moje zdanie?

sobota, 18 czerwca 2016

Classics, waterproof eyeliner, 205

Dystrybutorem kredek Classics jest szeroko znana i popularna w Polsce marka Golden Rose. Z tego, co widzę na ich stronie, za sztukę należy zapłacić zawrotną kwotę 4,90 zł, a wybierać możemy spośród 24 odcieni.

Nie wiem, czy jesteście tego samego zdania, ale jak dla mnie nie ma to jak perełki za grosze. Swoją perełkę dostałam od Magdaleny - Magdo, chwała Ci za to, bo pewnie sama bym kredki Classics nie kupiła, a tymczasem podarowałaś mi nie tylko dobry produkt, ale o naprawdę ciekawym, nietuzinkowym kolorze, po który ostatnio bardzo często sięgam.


Wspomniany kolor to 205 - brązowa śliwka albo śliwkowy brąz o satynowym wykończeniu. Świetny! Sama kredka jest dość miękka, dobrze napigmentowana, nie sprawia problemów podczas aplikacji, a na dobrej bazie trzyma się na miejscu przez kilkanaście godzin beż jakiejkolwiek formy transferu. Nałożona na gorszej jakości bazę (na taką ostatnio trafiłam) potrafi się po kilku godzinach rozmazać w zewnętrznym kąciku (wina opadającej powieki) oraz trochę skserować. Jak wspomniałam jednak, z dobrą bazą problemy te nie występują.

Jedyny minus, na który chcę zwrócić Waszą uwagę to fakt, że już po krótkim czasie opakowanie zaczyna wyglądać mało estetycznie, gdyż napisy szybko zaczynają się ścierać. Ale za niecałego piątaka produktowi o tak dobrej jakości zdecydowanie można to wybaczyć.

Macie kredki Classics? Podzielacie moją opinię, że można wrzucić je do kategorii "tanie a dobre"?

sobota, 2 kwietnia 2016

Avon, superSHOCK gel eyeliner pencil, blackberry & bronze, mega impact gel eyeliner pencil, cobalt

Jeśli chodzi o avonowe kredki, moje zetknięcie z czarnym supershockiem (klik) totalnie mnie do nich zniechęciło. Wspomniany eyeliner bardzo się na mnie kserował i, co gorsza, spływał z górnej powieki na dolną. Kiedy więc dostałam od Hexxany trzy kredki marki, w tym dwie z supershockowej serii, podchodziłam do nich jak pies do jeża. Jak się okazuje, niepotrzebnie.


Mamy tu dwie kredki supershock i jedną mega impact, ale właściwościami niewiele się różnią. Wszystkie łatwo się temperują i wszystkie mają masełkowato miękkie sztyfty, dzięki czemu kładą się na powiece równą warstwą bez żadnego zbędnego drapania. Są świetnie napigmentowane.

Oba supershocki tym razem ładnie zastygają na powiece, nie odbijają się ani nie rozmazują. Kredka mega impact niestety to inna historia. Ma tendencje do kserowania się na mojej "poduszce" (opadające powieki) i niestety zdarza się jej spływać z górnej powieki na linię wodną, a zawarty w niej brokat potrafi osypać się pod oczy... Zdarzyło jej się też rozmazać w wewnętrznym kąciku. No cóż, musiała trafić się czarna (kobaltowa?) owca; tak to bywa.

Bronze to cudowny odcień starego złota o metalicznym wykończeniu. Mój ulubieniec z tej trójki i bardzo go maltretuję. Absolutnie piękny <3


Blackberry też jest świetna. To taki śliwkowy brąz z drobinkami, które jednak się nie osypują. Ciekawy kolor o ładnym wykończeniu, chętnie po nią sięgam.


A tu nieszczęsny kobalt z granatowymi drobinkami. Cudny kolor (idealny na lato); szkoda, że jakość tak szwankuje...

Cóż, cieszę się, że dałam supershockom drugą szansę. Było warto.

piątek, 4 marca 2016

Zoeva, Graphic Eyes, Waterproof Eye Liner, Hypnotic & Nightwalker

Wiecie jaki jest fajny sposób urozmaicenia makijażu oka, jeśli unikamy kolorowych cieni? Kolorowe kreski! Potrafią dać naprawdę ciekawy, a przy tym nadal stonowany efekt. A jak kolorowe kreski, to warto przyjrzeć się kolorowym kredkom. Na przykład tym z Zoevy. Swoje dwie sztuki dostałam od Hexxany.

Od razu zaznaczę, że nie sprawdzałam ich wodoodporności. Nie stawiają natomiast oporu podczas demakijażu.


Długość kredek jest czarna, ale końcówka odpowiada kolorowi grafitu, więc jeśli np. postawimy je sobie w kubeczku dołem do góry, będziemy widzieć, po który odcień sięgamy.

Jakościowo kredki są bardzo dobre. Wprawdzie sztyft nie jest miękki jak masełko, ale twardy też nie. Kredki nie drapią powieki, ale też nie rozkładają pigmentu równomiernie za jednym posunięciem; gdzieniegdzie trzeba zrobić poprawki. Nie jest to jednak nic uciążliwego. Nie ma problemów z temperowaniem produktów, co robię po każdej aplikacji, bo lubię prezycję, jaką daje mi zaostrzony czubek grafitu.

Kreski nie mają tendecji to spływania na dolną powiekę, kserowania się czy rozmazywania. Ładnie siedzą na swoim miejscu od aplikacji do demakijażu, co osobiście bardzo sobie w kredkach cenię. Są dobrze napigmentowane.

Nightwalker:


Nightwalker to szmaragd z subtelnym shimmerem. Na powiece wygląda metalicznie. Nie zauważyłam, aby shimmer migrował.


Hypnotic:


Hypnotic to wyrazisty fiołkowy fiolet o matowym wykończeniu.


Moimi ulubionymi kredkami są te z Sephory. W porównaniu z niemiecką marką mają nieco bardziej miękkie sztyfty i równie świetną trwałość. Zoeva nie jest jednak daleko za nimi. Produkt zdecydowanie godny polecenia.

poniedziałek, 8 lutego 2016

Essence, long lasting eye pencil, 02 hot chocolate

Ach to Essence. Niby twierdzę, że "wyrosłam" z tej marki, ale i tak od czasu do czasu coś mnie przyciągnie (np. świetne kredki do ust) lub do mnie trafi (np. bohateka dzisiejszej notki, którą dostałam od Hexxany) i okazuje się, że w sumie jakościowo jest nieźle.*

Kredka jest dobra. Nie bez wad, ale za te kilka złotych naprawdę nie ma co narzekać. Ale od początku.


Opakowanie produktu to plastik w kolorze sztyftu. Odcień został nazwany hot chocolate, choć myślę, że skoro ma kolor gorzkiej czekolady, mógłby nazywać się dark chocolate. Whatevs. Wykończenie matowe. Sztyft jest wysuwany, więc nie trzeba niczego temperować. Co jest i zaletą (dla leniiuszków) i wadą, bo czubek pręciuteńko się zaokrąglą i bardzo trudno np. o precyzyjną jaskółkę.


Sztyft jest przyjemnie miękki, łatwo sunie po powiece, a pigmentacji kredki niczego nie mozna zarzucić. Nie mam też zastrzeżeń do trwałości - wygląda dobrze od nałożenia do demakijażu, na cieniach nie odbija mi się na poduszcze (posiadaczki opadających powiek wiedzą, o czym mówię), nie spływa na dolną powiekę i nie ma tendencji do rozmazywania się.

Pomijając brak prezycji to całkiem dobra kredka jest.


* Do niektórych ich kosmetyków już się nie przekonam: np. nie pasują mi ich cienie do powiek czy lakiery do paznokci (u mnie szybko odpryskują i  mam wrażenie, że wysuszają mi plytkę).

wtorek, 11 sierpnia 2015

Sephora, Contour Eye Pencil 12 hr Wear, 32 Tango night

W zeszłe wakacje pokazywałam Wam dwie świetne sephorowe kredki - 23 Summer Cruise oraz 33 Love affair (klik). Chwaliłam je za piękne kolory, miękkość (brak szarpania powieki), dobrą pigmentację, równomierne nakładanie i trwałość do demakijażu bez rozmazywania czy kserowania się. Uwielbiam je. 


Dzięki Słomce mam możliwość zapoznania się z innym wykończeniem, gdyż kredka 32 Tango night to glitter. W bakłażanowej bazie znajduje się mnóstwo fioletowych drobinek. Kredka jest zachwycająca! Jakością niczym nie odbiega od pozostałych dwóch. Nie musicie obawiać się Wielkiej Wędrówki Drobinek Po Twarzy, niczego takiego nie zaobserwowałam.


Czyż nie wygląda pięknie? UWIELBIAM. Sephorowe kredki całkowicie mnie kupiły.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rimmel, Scandaleyes Waterproof Kohl Kajal, 004 Taupe

Kreska towarzyszy mi niemal w każdym makijażu; bez niej czuję się dziwnie. Do make-upu dziennego chętnie sięgam po kreseczki w odcieniach brązu. Jednym z produktów, który miał mi to zapewniać, jest kredka Rimmela z serii Scandaleyes. Kupiłam ją w drogerii Superdrug za około 5 funtów, bo słocz na ręce miał śliczny kolor.


Kredka jest miękka i nie szarpie powieki podczas aplikacji. Nie kseruje się też jakoś nadmiernie i jest w miarę trwała - u mnie potrafi przetrwać cały dzień.

Nie jestem jednak z niej zadowolona. Nie wiem, jak to się dzieje, ale o ile słocz na ręku jest świetny, intensywny, na oko kolor się nie przenosi. Zrezygnowałam ze stosowania kredki na górną powiekę, bo podczas aplikacji magicznie znika jej pigmentacja i intensywność, a tak delikatny efekt mnie nie satysfakcjonuje:


Znalazłam dla kredki inne zastosowanie - używam jej na dolną linię wodną przy makijażu typu smokey eye. Jak się okazuje, wbrew obietnicom producenta nie jest jednak wodoodporna, gdyż znika stamtąd po jakiś 5-6 godzinach.

Nie jestem z tego produktu zadowolona i tego konkretnego koloru nie polecam.

czwartek, 14 maja 2015

Bourjois, Effect Smoky Pencil, 72 Dark purple

Kupując tę kredkę (za 5,49 funtów, dodam) miałam określone oczekiwania. Chciałam czegoś fioletowego, trwałego i przyjemnego w użyciu (czytaj miękki, łatwy do roztarcia sztyft). W tym przypadku niestety się zawiodłam. Buszując w sieci widziałam, że produkt zbiera bardzo pozytywne opinie, ale u mnie nie sprawdza się na tyle, że dwa lata leżakował jedynie sporadycznie używany w kubeczku z eyelinerami, a teraz trafi do kosza. Od samego momentu kupna był kiepski - no chyba że nabyłam już otwarty egzemplarz. Zmacana kredka raczej nie była, nie nosiła takich śladów.


Ja nie widzę w tej kredce żadnych zalet. O ile słoczując ją na ręce da się wyciągnąć z niej pigment, to na oku sztuka ta jest niemożliwa, gdyż sztyft jest koszmarnie twardy i niemiłosiernie drapie skórę. Ostrzenie czy podgrzewanie go w dłoniach niczego nie zmieniało.

Kredka jest dwustronna - z jednej strony mamy wspomniany twardy rysik, z drugiej - drapiący pędzelek do roztarcia kreski. Szkoda tylko, że ona nie chce dać się ładnie rozetrzeć. Miejscami zostaje nieruszona, a miejscami ściera się całkowicie i tworzą się brzydkie prześwity.

Gwoździem do trumny produktu jest jego nietrwałość. Kredka po krótkim czasie zaczyna się niemiłosiernie kserować, blednąć, miejscami zanikać.

dosłownie ślad koloru, pfff


Lubię Bourjois, ale ta kredka to niewypał. No chyba że leżakowała przez kilka lat w drogerii, zanim ją kupiłam. Znacie? Podzielacie moje zdanie?

sobota, 7 lutego 2015

Zawód: Avon, supershock gel eyeliner (black)

O kredkach Avon supershock słyszałam i czytałam wypowiedzi w samych superlatywach. Dlatego kiedy dodano ją jako bonus do brytyjskiego magazynu, z wielką ochotą porwałam piśmidło z półki. I co? I pstro.


Fakt, kredka jest obłędnie napigmentowana, smoliście czarna i rzeczywiście na powiece wygląda jak żelowy eyeliner. Nie miałam też żadnych problemów z jej zatemperowaniem. Na tym jednak w moim odczuciu jej zalety się kończą.

Kredka niby miała chwilę po aplikacji zastygać i być nie do ruszenia. Czemu zatem kseruje mi się na powiece i, co gorsza, spływa na dolną linię wodną? Doprowadza mnie to do szału! Poza tym nie da się jej ładnie rozetrzeć - efekt jest wysoce niezadowalający. Albo ja nie umiem. No i wreszcie - mimo iż lubię miękkie kredki, ta jest troszkę zbyt miękka i trudno mi kontrolować grubość kreski.

Czy wszystkie supershocki są takie? Bo jeśli tak, będę trzymać się z daleka...

piątek, 8 sierpnia 2014

Sephora, Contour eye pencil 12hr wear, 23 Summer cruise & 33 Love affair

Moja przyjaciółka, znana w blogosferze jako Słomka, lubi kredki do powiek i eyelinery. Ma ich mały zbiorek; niejedną markę przetestowała. Do jej ulubionych kredek należą te z logiem Sephora. Właśnie dzięki Słomce i dzięki moim przyjaciółkom z czasów liceum miałam okazję przekonać się, że ja te uczucia podzielam :)

Przedstawiam dwie wodoodporne kredki  z serii contour eye pencil 12hr wear: niebieską 23 summer cruise (prezent urodzinowy od przyjaciółek) oraz brązowo-fioletową 33 love affair (prezent od Słomki).


Z czystym sumieniem mogę napisać, że na chwilę obecną te dwie panienki są najlepszymi kredkami, jakie mieszkają w mojej kosmetyczce. Naprawdę niewiele można im zarzucić. Są mięciutkie, nie szarpią powieki, nakładają się równomiernie (bez prześwitów czy grudek), nie kserują się, nie rozmazują się i można je łatwo zmyć olejkiem do demakijażu.

Jedynym naciąganym minusem może być fakt, że ze względu na ich przyjemną miękkość trzeba je temperować po każdym użyciu, co wiążę się ze spadkiem wydajności. Coś za coś - ja nie znoszę drapania po powiekach twardymi rysikami....


Odcień 23 często towarzyszy mi tego lata. Wygląda ładnie zarówno na górnej (tu robi za cały makijaż), jak i dolnej powiece. Nakładam kredkę również na linię wodną i rzeczywiście utrzymuje się tam około 12 godzin bez spływania i rozmazywania. Jestem pod wrażeniem.


Uwielbiam niejednoznaczność koloru kredki 33. Na skórze wygląda bardziej czekoladowo, na powiece wychodzi z niej fiolet. Kocham takie kameleony! Tej kredki na linii wodnej nie testowałam. Zazwyczaj stosuję ją na górnej powiece - świetnie dopełnia zarówno kolorowe jak i stonowane makijaże.


Kredki kosztują w Sephorze 29,90 zł i w moim odczuciu są warte każdej złotówki. W promocjach można dorwać je taniej. Szczerze polecam. Sama mam w planach rozbudować swój zbiorek, gdyż interesuje mnie kilka innych kolorów i wykończeń :)

Buziaki!


czwartek, 27 lutego 2014

Nabytki lutego :)

Zużyć miesiąca jeszcze nie obfotografowałam, więc pokażę Wam, co kosmetycznego dostałam i kupiłam w lutym. Tadam:


Peeling enzymatyczny Lirene i cudowną kredkę Sephory w odcieniu 33 Love affair dostałam od Słomki :*** Paletkę Sleeka i kredkę Rimmela w odcieniu 004 Taupe sprezentowałam sobie sama.

Kredek użyłam póki co raz. Obie są mięciutkie, a dzięki temu bardzo przyjemne w użyciu.

góra - Sephora; dół - Rimmel

Nad kupnem sleekowej paletki Garden of Eden zastanawiałam się dość długi czas. Brązy i kolory taupe w niej zawarte niesamowicie mnie przyciągały, ale te zielenie... I jeszcze tak dużo ich. Nie czuję się dobrze w zielonym kolorze, ale w takich brązach już tak. I pewnie bym dalej się z myślami  biła, gdybym w Superdrugu nie wpadła na szafę z kilkoma sztukami GoE, które do mnie zamachały rączką. A że to limitka... same wiecie ;)



Paletkę na razie tylko słoczowałam. Zawiera siedem cieni o wykończeniu perłowym, trzy maty oraz dwa matowe cienie z brokatem. Ostatnia wspomniana dwójka ma gorszą pigmentację niż pozostałe cienie.

Czyż ten górny rząd nie jest przepiękny?

piątek, 11 października 2013

O dwóch kredkach-zwyklaczkach: Eyeko skinny eyeliner oraz konturówka Paese

Dziś opowiem Wam o tych dwóch koleżankach:


Kredkę Eyeko dostałam od Hexxany :* Nie znam jej ceny ani pochodzenia. Kredkę Paese mam z zeszłorocznego PaeseBoxa (w cenie 29 zł Paese przysyłało 6 losowych kosmetyków kolorowych o łącznej wartości ponad 60 zł).

Jak widzicie już w tytule, kredki te nie rozkochały mnie w sobie, ale też nie uważam, aby były totalnie złe...

Zacznę może od ich największych atutów, czyli odcieni (właściwie ze względu na kolory z tymi produktami się nie rozstałam). Niestety nie wiem, jaką nazwę/numerek ma kredka Eyeko, ponieważ nie ma na niej żadnego oznaczenia. Kolor mojego egzemplarza jest bardzo ciekawy i dość oryginalny - szarość podszyta zielenią. Podoba mi się w zestawieniu z moją tęczówką. Z kolei konturówka nr 6 od Paese to chłodny fiolet z nienachalnymi srebrnymi drobinkami. Całkiem przyjemna alternatywa do czerni...

Eyeko:

A teraz dowiecie się, czemu uznałam kredki za "zwyklaczki".

Zacznijmy od konsystencji. Kredka Eyeko nie jest ani twarda, ani miękka. Nie sunie zupełnie gładziutko po powiece, ale nie mogę uznać, że aplikacja jest problematyczna. Niestety nie da się za bardzo tej kredki rozetrzeć; od razu się ściera, znika. Z kolei rysik kredki Paese to już twardziel. Jego twardość nie uniemożliwia aplikacji na powiekę, ale ponieważ nie możemy produktu zbyt mocno docisnąć do skóry, kreska traci na pigmentacji. Dodatkowo jej również nie da się za bardzo rozetrzeć. Dobrze chociaż, że obie kredki dają się bez problemu zatemperować.


Paese:

Trwałość produktów nie powala. Przy mojej opadającej powiece aplikowanie ich na gołą powiekę zupełnie mija się z celem, gdyż już po kilku minutach zaczynają się mocno kserować. Nałożone na cienie wyglądają dobrze przez kilka (około 5) godzin, po czym również zaczynają się delikatnie kserować. Na dolnej powiece trzymają się za to bez problemu - o ile przyklepie się je dodatkowo cieniami. Na linii wodnej kredek nie stosowałam.

Na temat wydajności się nie wypowiem, bo po kredki nie sięgam z jakąś niesamowitą regularnością. Goszczą na moich powiekach, kiedy mam ochotę na takie kolory lub kiedy ich odcienie pasują do reszty makijażu.

Jak widać, kredkom daleko do ideału. Kolory jednak mają naprawdę świetne (dobrze komponujące się z moją tęczówką), więc nadal zamierzam z nich korzystać :)

czwartek, 12 września 2013

Rimmel, Scandal Eyes Kohl Kajal, 005 nude

Nudziakowa kredka Rimmela mieszka w mojej kosmetyczce od dobrych kilku miesięcy. Na chwilę obecną uważam ją za najlepszy produkt na linię wodną, jaki do tej pory stosowałam (przed nią miałam białe kredki produkcji Inglota i Sephory, które się do propozycji Rimmela nawet nie umywały).


Naprawdę nie mogę złego słowa o tej kredce powiedzieć. Pięknie otwiera i odświeża oko, a przy tym nie rzuca się w oczy jak biel. Utrzymuje się na linii wodnej przez około 7-8 godzin bez spływania i rozmazywania. Nie podrażnia. Grafit kredki jest mięciutki i dobrze napigmentowany - wystarczy jedno pociągnięcie po linii wodnej, aby uzyskać zadowalający efekt. Produkt jest dzięki temu bardzo wydajny. Łatwo się temperuje. Cena też nie jest wygórowana - za kosmetyk zapłaciłam ok. 5 funtów chyba.

Efekt na oku zobaczycie chociażby w tym makijażu :)

Naprawdę się ta kredka Rimmelowi udała. Ja ją uwielbiam i sięgam po nią dosłownie codziennie.

piątek, 15 marca 2013

Maybelline, khol express, waterproof eyeliner, glam black

Kredkę tę posiadam od ponad roku. Wydaje mi się, ale nie jestem pewna, że khol exress zmieniło swoją nazwę na master smoky. Któraś z Was może wie, czy nie jestem w błędzie?


Kilka postów temu pisałam o swojej kredkowej miłości od Maybelline (klik). Dziś będzie o kredkowym zwyklaku tej marki.

Zacznijmy od pozytywów. Grafit kredki jest przyjemnie miękki, a kreskę łatwo się rozciera. Produkt łatwo zatemperować.

Neutrale: kredka jest czarna, ale nie aż tak czarna, jak Smoky Black z serii master smoky.

No i przechodzimy do sedna. Czemu uważam kredkę za zwyklaka? Ponieważ jej jakość nie powala na łopatki. Nie mogę nosić wykonanej produktem kreski na gołej powiece, ponieważ po kilku godzinach pojawia się efekt ksera. Nie mogę nosić jej na linii wodnej, ponieważ pomimo obietnic producenta, że jest wodoodporna, wodoodporna wcale  nie jest i z linii wodnej bardzo szybko znika. Kiedy robię kreskę na cieniach (górna powieka), kreska blednie w ciągu dnia, a po jakiś siedmiu, ośmiu godzinach gdzieniegdzie pojawiają się prześwity. Właściwie kredka sprawdza się dobrze tylko, kiedy podkreślam nią linię górnych rzęs. Wtedy mogę liczyć, że makijaż będzie dobrze wyglądać aż do demakijażu.


Kosztowała mnie 5 albo 6 funtów. Okazała się niewarta tej ceny.

piątek, 8 marca 2013

Maybelline, master smoky shadow-pencil, Smoky Violet, Smoky Chocolate & Smoky Black

Kredki-grubaski od Maybelline wypatrzyłam u Hexxany. Hexx bardzo mnie nimi zainteresowała. Brakowało mi w kosmetyczce miękkich, łatwych do roztarcia kredek, więc pod koniec stycznia kupiłam czarną i fioletową, a po pierwszych testach poleciałam jeszcze po brązową. Zapłaciłam 5,99 funtów za sztukę.



Jak widać, kredki są dwustronne. Z jednej strony mamy grafit, z drugiej - gąbeczkę do rozcierania. Na trzonku kredki widnieją natomiast informacje dotyczące sposobu obsługi produktu, jego wagi, ważności, itp. Trzonek jest tego samego koloru, co grafit kredki, co bardzo ułatwia identyfikację interesującego nas odcienia. Kredki bez problemu dają się zatemperować.



Do rozcierania kredek właściwie używam tylko załączonych gąbeczek, bo sprawują się w tym celu bez zarzutu. Ani razu nie czułam potrzeby, aby sięgnąć po pędzelek (uważam, że to niesamowicie wygodne).



 Grafit kredek jest przyjemnie miękki, więc nie ma obawy, że wydłubiemy sobie oko. Kredki są przy tym świetnie napigmentowane. Kreski są z gatunku niezastygających i można je dowolnie rozcierać - od lekkiego rozblendowania (mój ulubiony efekt) po mgiełkę - choć w tym ostatnim przypadku mogą powstać prześwity i gdzieniegdzie trzeba będzie produktu dołożyć. 

Kredki nakładałam i na dolną, i na górną powiekę. Na dolnej powiece fiolet i brąz spisywały się bez zarzutu; czerń ma tendencję do lekkiego rozmazywania się po kilku godzinach. Kredki nie nadają się na linię wodną - nie są wodoodporne i nie zostają długo w tym miejscu. Jeśli chodzi o górną powiekę, najlepiej stosować kredki na cienie lub cieniami je utrwalić. Kiedy zastosowałam je na powiekę ugruntowaną wyłącznie bazą pod cienie, po około 2 godzinach pojawił się efekt ksera (normalka przy opadającej powiece). Natomiast z cieniami kredki dogadują się wyśmienicie - nic się nie kseruje, nie rozmazuje, nie spływa... Kreski zostają na swoim miejscu aż do demakijażu (oczywiście jeśli nie łzawimy czy płaczemy - jak wspominałam, nie są wodoodporne).

Jako kolorowej bazy pod cienie kredek nie używałam, więc nie wiem, jak sprawdziłyby się w tej roli...



Smoky Violet to odcień chłodnego fioletu. Jest to ładny kolor, ale nie będzie wszystkim pasować. Na niektórych typach urody oraz na dziewczynach z wyraźnymi cieniami pod oczami może dać efekt siniaka...



Smoky Chocolate to przepiękny chłodny brąz, idealny do delikatniejszych dziennych makijaży. Hexx, w tym miejscu chcę Cię przeprosić, bo zdaje się, że powiedziałam Ci, że to ciepły odcień. Nie, jest chłodny i jest piękny. Przepraszam za zamieszanie :*



No a Smoky Black to niesamowicie smolista czerń. Na zdjęciach poniżej nałożona w małych ilościach i dość mocno roztarta - stąd nie jest aż tak smolista. Na linii wodnej jest inna kredka.


Muszę przyznać, że uwielbiam te kredki. Są idealne do szybkiego makijażu, a ich jakość i trwałość są bardzo, bardzo zadowalające. Nie jest mi zawsze po drodze z marką Maybelline (nie znoszę ich cieni do powiek ani prasowanych różów; mam też dość kiepską zieloną kredkę), ale kredki master smoky bardzo im się udały. Jestem na tak i gorąco polecam. Widziałam w ofercie jeszcze piękny grafit (zresztą znajdziecie go u Hexx) i chciałam nabyć, ale ostatecznie się powstrzymałam, bo mam już jedną szarą kredkę ;)

piątek, 25 stycznia 2013

Buble: The Body Shop, eye definer & MUA, Matte Foundation

Dziś będzie o bublach. Brace Yourselves. Chcę Was przestrzec przed wydaniem cennej mamony na kiepskie kosmetyki...

Zacznijmy od kredek marki The Body Shop - Eye Definer. Miałam wątpliwą przyjemność zapoznania się z nimi dzięki temu, że były dodatkami do jakiegoś brytyjskiego magazynu. Produkt nietani (Ł8) a bardzo, bardzo, bardzo kiepski...

Czy kredki są trwałe? Nie wiem. Czy się rozmazują, kserują, znikają w ciągu dnia? Nie wiem. Dlaczego nie wiem? Bo rysik tych kredek jest tak niemiłosiernie twardy, że prędzej da się tym produktem wydłubać sobie oko niż zrobić kreskę. I nie zależy to od koloru, bo i ta mizerna, blada czerń, i granat mają identyczne właściwości. Nawet do zrobienia słoczy musiałam tak kredki docisnąć do dłoni, że przez jakiś czas bolała mnie kość... A na brytyjskiej stronie TBS kredki oznaczone są jako best seller. Jakiś ponury żart...



To teraz przejdźmy do kolejnego bubelka, jakim jest taniutki (Ł2/30 ml) podkład brytyjskiej marki MUA, który jako ciekawostkę podesłała mi Hexxana :*


Porównałam posiadany odcień (shade 1) z podkładami Bourjois HM Serum (odcień 51), Avon Extra Lasting (odcień Shell) i Max Factor Smooth Effect (odcień Natural 50). Jedną z nielicznych zalet podkładu MUA jest ładny, jasny odcień wpadający w żółć. Produkt nie ma różowych podtonów. Do tego zapewnia średnie krycie. Dalej jest już tylko gorzej...

Po pierwsze i najważniejsze, skład podkładu jest tragiczny. Na samym początku mamy kilka bardzo komedogennych substancji. Po dwóch próbach na szczęście mnie nie wysypało, ale podświadomie cały czas się tego bałam. Poza tym może i jestem laikiem w kontekście składów, ale nie chcę wcierać w twarz oleju mineralnego, wazeliny, czy DMDM Hydantoiny. 

Podkład ma postać prawie-musu. Typowym musem nie jest, ale płynnym też nie można go nazwać. Ze względu na te wszystkie tłuste substancje z początku składu produkt w dotyku jest nieprzyjemnie tłusty (nakładałam go palcami). Dość dobrze stapia się z cerą, nie robi odcinającej się od skóry maski, ale po nałożeniu czuć na twarzy tłustą, ciężką warstewkę, pod którą skóra zaczyna się dusić. Początkowe satynowe wykończenie szybko (po ok. 1,5 godzinie) i pomimo przypudrowania przechodzi w obleśny, tłusty błysk. Tak jakbyśmy wysmarowały twarz masłem. Czego można się zresztą spodziewać. Zerknijcie na krótkie obietnice producenta - żadna z nich nie ma pokrycia w rzeczywistości. Żadna. Bajkopisarz poleciał w kulki...

Nikomu nie polecam tego produktu. Nawet cerom suchym zimą. Za dużo chemii w dużym natężeniu niewspartej żadnymi, dobrymi dla skóry substancjami.

czwartek, 25 października 2012

Inika, Mineral Eye Liner (05 graphite) & Certified Organic Eye Liner (06 Coco)

Dziś o dwóch kredkach marki Inika. Grafitową kupiłam w zeszłym roku z jakimś brytyjskim "Marie Claire" czy innym "Glamour", a brązową podesłała mi Hexxana :* Z tego, co wiem, Hexx otrzymała kredkę w Glossy Boxie.

I have two Inika pencil eyeliners. One of them was enclosed either to  Marie Claire or Glamour last year. I got the other one from a friend.



Inika oferuje naturalne produkty do makijażu. W ich mazidłach nie znajdziemy ponoć składników petrochemicznych, substancji pochodzenia zwierzęcego, talku, sztucznych barwników, aromatów i konserwantów, EDTA, siarczanów, PEGów, chemicznych filtrów przeciwsłonecznych, parabenów, itp. Każdy z produktów posiada nie mniej niż 95% składników pochodzenia organicznego. Opakowania nadają się do recyklingu i mogą być używane przez wegan. Oczywiście kolorówka nie jest testowana na zwierzętach.

Brzmi całkiem sympatycznie, prawda? Szkoda, że cenowo kosmetyki te wypadają mniej sympatycznie. Kredki na przykład kosztują 13,50 funtów. A od razu Wam powiem, że jakkolwiek kredki są całkiem przyjemne, moim zdaniem nie są warte tej ceny...


About Inika:
 
It is our mission to produce divine natural cosmetics that people fall in love with.
INIKA has been awarded one of the highest safety ratings in the world by the EWG (Environmental Working Group) and is committed to maintaining our Certified Organic, Halal, Cruelty Free and Vegan status.
We guarantee our products are ‘Free’ of the following ingredients:
  • No petrochemicals and other synthetic substances
  • Non-organic products of animal origins
  • No talc
  • No fragrances and other colour components of non-organic or synthetic origin
  • Anti-microbial agents not produced from organic sources
  • No chelating agents based on EDTA and its salt
  • No fatty chain source material of petrochemical origin
  • No sulphonation, ethoxylation or propoxylation
  • No alkyl sulphates (eg sodium lauryl sulphate, sodium coco sulphate, ammonium lauryl sulphate)
  • No alkyl ether sulphates (eg sodium laureth sulphate, ammonium laureth sulphate)
  • No polyethylene glycol (PEGS)
  • No polysorbates (eg polysorbate 20)
  • No ethanolamides (eg cocamide DEA, cocamide MEA)
  • No chemically synthesized sunscreens
  • No potentially harmful preservatives such as parabens, sodium benzoate & parfum
We ensure that all of the cosmetics and personal care products made by our company will meet the standards and deadlines set by the European Union Directive 76/768/EEC to be free of chemicals that are known or strongly suspected of causing cancer, mutation or birth defects. (SOURCE)

Sounds interesting, doesn't it? Unfortunately, the Inika products are a little dear. For example, the pencil eyeliners cost £13.50. In my opinion, while these products are not bad, they are not worth this much money either.


Z niewiadomych mi przyczyn kredka grafitowa nazywana jest na kartoniku mineralną, a brązowa - organiczną. Tymczasem na samych kredkach widnieje informacja, że są one certyfikowane i organiczne. Mniejsza o to.

Kredki dostajemy w kartonikach. I ja się nie buntuję przeciwko temu rozwiązaniu, gdyż na owych kartonikach znajdziemy wiele interesujących nas informacji, takich jak skład, waga produktu (1,2 g), okres zdatności do użycia (36 miesięcy), itp. Na samej kredce informacji tych nie dałoby się przekazać ze względu na ograniczoną powierzchnię ;)

Kredka grafitowa ma przykrywkę z temperówką, zaś brązowa - zwykłą. Nie wiem, od czego to zależy. Na stronie internetowej marki widnieje informacja, że wszystkim kredkom towarzyszy temperówka. 

Grafit w obu kredkach jest mięciutki jak masełko, dzięki czemu aplikacja jest bardzo przyjemna, ale spada wydajność produktu. W sumie muszę temperować kredki po każdym użyciu. Z czynnością tą nie ma żadnych problemów; grafit się nie łamie. Pigmentację produkty mają świetną.

Kredka grafitowa ma metaliczne wykończenie, brązowa - matowe.


The eyeliners come in paper boxes. Personally, I'm not against this policy as the boxes provide us with much-needed information, including the list of ingredients, weight of the product, how long can it be used for, and such.

My graphite eyeliner comes with a sharpener. The brown one has a "standard" lid. Why - I have no idea. I think that if you're going to buy the product online, you can count on getting the sharpener as well. 

The eyeliners are as soft as butter so they glide on. Shame though that they have to be sharpened after every single use...

Pigmentation is excellent. No complaints there. The graphite eyeliner has metallic finish, whereas the brown one is on the matte side.





Co z jakością? Jest dobrze, ale nie wyśmienicie. Pamiętajcie, że oceniam kredki z perspektywy opadających, tłustych powiek. Na takich powiekach, jak moje, nakładanie kredek solo na samą bazę zupełnie nie ma sensu. Zaczynają się kserować praktycznie od razu po aplikacji; po około trzech godzinach widać wyraźne prześwity, po kolejnych trzech po kreskach zostaje smętne wspomnienie. Przy stosowaniu na cienie jest zupełnie inaczej; kreski trzymają się bez zmian praktycznie do demakijażu. Zwykle zresztą delikatnie je rozcieram i żadnego kserowania nie ma. Na dolnej powiece solo nie sprawują się za dobrze (mogą spływać), ale utrwalone cieniem trzymają się długie godziny bez większych zmian. Na linię wodną nie nakładałam, bo nie widziałam w tym sensu. Kredki mnie nie podrażniły.

Quality-wise the products are decent but not excellent. There are some issues. Remember though that I have hooded eyes and oily eyelids. Turns out it doesn't make much sense to apply the eyeliners to bare eyelids as they tend to disappear rather quickly and not in a very elegant way. When applied on top of the eyeshadows though they stay put for long hours. If you want to apply the eyeliners to the lower lid, make sure to set them with some eyeshadow or else your make-up won't be long-lasting.

The eyeliners didn't irritate my eyes.


Z kredką grafitową się zaprzyjaźniłam. Ładnie współgra z moją tęczówką i chętnie po nią sięgam w codziennym makijażu:

I like the graphite eyeliner. It goes with my eyes:



Z kolei brązowa kredka jest dla mnie za ciepła. Nie czuję się w niej i nie wyglądam dobrze...

Unfortunately, the brown one is too warm for me. I don't look/feel good in this shade...


Warto było wypróbować, ale czy kupiłabym w regularnej cenie? Nie wiem...

The product was definitely worth trying but would I buy it for over 13 quid? I don't know...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...