Pokazywanie postów oznaczonych etykietą annabelle minerals. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą annabelle minerals. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 grudnia 2019

Annabelle Minerals, podkład matujący i kryjący

Jakieś trzy lata temu przez blogi przetoczyła się fala zachwytów odnośnie podkładów Annabelle Minerals. Opinie były tak dobre, że włączyło się we mnie natychmiastowe chciejstwo. Róże Annabelle nie do końca się u mnie sprawdziły, bo były na mnie bardzo nietrwałe (klik), ale podkłady to zupełnie inna historia i sama nie wiem, czemu dopiero teraz o nich wspominam. I mimo że kilku podkładom mineralnym poświęciłam trzy dni temu posta (klik), uznałam, że Annabellki zasługują na osobny wpis. Bo tak - SĄ ŚWIETNE.

Od producenta:
"Marka Annabelle Minerals zrodziła się z marzeń i chęci do czerpania z natury tego, co najlepsze. Naszą pasją jest wydobywanie piękna z otaczającej nas rzeczywistości, dlatego też misją Annabelle Minerals stało się dążenie do tego, by każda kobieta uwierzyła, że nosi w sobie piękno. Piękno, które jest odbiciem jej duszy. Ufamy, że ma ono wiele odcieni i jest w każdej z nas – niezależnie od naszego wieku, koloru skóry czy rozmiaru ubrań, który nosimy."(klik)

Do wyboru mamy trzy wykończenia - rozświetlające, matujące i kryjące - i mnogość tonów i odcieni. Każdy znajdzie coś dla siebie. Ja na przykład metodą prób doszłam do wniosku, że najbardziej pasuje mi żółta gama GOLDEN.


Testowałam wersje matującą i  kryjącą. Muszę powiedzieć, że obie bardzo mi odpowiadają. Podkład matujący trzyma na mojej tłustej cerze mat przez około 6 godzn, a potem w zasadzie muszę tylko bibułką poprawić czoło. Wersja kryjąca daje na twarzy piękne satynowe wykończenie, bluruje pory, ładnie kryje, a przy tym wygląda jak druga skóra. Strefę T muszę potraktować bibułką po około 5 godzinach. Po poprawkach oba podklady wyglądają genialnie do końca dnia; nie ciastkują się, nie zbierają w liniach na twarzy. Cud, miód i orzeszki. UWIELBIAM.

 Golden Fairest przypomina odcieniem kolor mojej szyi.

Przepraszam, że efekt po jest w delikatnym makijażu; zapomniałam się lol.


A tu jeszcze małe porównanie odcieni różnych marek:



Moim zdaniem Annabelle ma jedne z najlepszych i najtrwalszych podkładów mineralnych na rynku.

niedziela, 12 lipca 2015

Róże Annabelle Minerals (Romantic, Sunrise, Nude, Coral, Honey, Rose) - porównanie, słocze i pierwsze wrażenia.

Mam wrażenie, że minerały spod szyldu naszej rodzimej marki Annabelle (klik) rozpanoszyły się w blogosferze. I dobrze, czemu nie. Kiedy czytałam kolejne i kolejne pochlebne opinie, rosła we mnie chęć wypróbowania zwłaszcza podkładów. Nie o nich jednak będzie dziś mowa. Bowiem zamawiając interesujące mnie próbki, za niecałą dyszkę dorzuciłam do zakupów też wzornik odcieni róży. 

Wzornik wygląda tak, że dostajemy sampler każdego różu w woreczku strunowym. Zdawać by się mogło, że w środku nie ma dużo produktu, ale to złudzenie. Do jednorazowej aplikacji potrzebujemy naprawdę niewielkiej ilości proszku, a więc nawet taki sampler wystarczy na zaskakująco długi czas.

W ofercie marki Annabelle znajduje się sześć odcieni różów:


Muszę przyznać, że niektóre z nich są naprawdę niebanalne. Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Dodam też, iż w moim odczuciu ich cena (niecałe 40 zł) nie jest wygórowana, a wręcz konkurencyjna na rynku kosmetyków mineralnych.

Proszki są dobrze napigmentowane, więc nie należy przesadzać z ilością, żeby nie zrobić sobie na polikach efektu matrioszki, choć moim zdaniem nie z każdym kolorem udałoby się ten efekt uzyskać. Mogę się jednak mylić. Może po prostu tylko na mojej twarzy niektórych odcieni nie widać, a u Was będzie inaczej.

Produkty na starcie zapuntkowały u mnie tym, że są dość kremowe, mają odpowiednią przyczepność do pędzla i skóry, nie osypują się i dają się bardzo ładnie rozetrzeć na policzkach nie tworząc plam ani prześwitów.

Do zdjęć nałożyłam większą ilość produktu niż zwykle, żeby lepiej uchwycić efekt aparatem. 


Róż Honey oczami producenta: Róż mineralny w ciepłym, ceglastym odcieniu. Idealny do stosowania jako bronzer. Mi osobiście ani trochę nie przypadł do gustu. Jak dla mnie ten kolor jest dziwny, zbyt ciepły na bronzer. Nie zgodzę się, że jest ceglasty. Ja tu cegły nie widzę, prędzej musztardę. Moim zdaniem nie imituje koloru opalenizny. Możliwe jednak, że po prostu tylko na mnie tak dziwacznie wygląda i nie pasuje do moich naczynek i ogólnego odcienia skóry.


Opis różu Sunrise, czyli Róż mineralny w odcieniu brzoskwiniowym, idealnie oddaje rzeczywistość. Bardzo ładna, klasyczna brzoskwinia dla miłośniczek ciepłych policzków. Nie do końca moje klimaty, bo wolę chłodniejsze odcienie, ale doceniam jego niewątpliwy urok.


Coral z kolei, czyli jak chce producent Róż mineralny w zdecydowanym, karmazynowym odcieniu, ma bardzo mylącą nazwę, bo koralu w nim nie ma. Każdy opisuje ten kolor inaczej; ja widzę tu brąz z domieszką czerwieni. Moim zdaniem to najbardziej oryginalny odcień w palecie. Zaskakuje mnie w nim to, że na słoczach na ręce wygląda na chłodny, a na mojej twarzy bardzo się ociepla.


Rose, czyli według producenta Róż mineralny w odcieniu lilaróż, to kolorystycznie mój ulubieniec. Ani ciepły, ani chłodny, bardzo ładnie ożywia twarz. Mam wrażenie, że ubrana w niego wyglądam młodo i świeżo. Zdjęcia chyba to potwierdzają?


Delikatnego, chłodnego różu Romantic, jak opisuje go producent, z kolei prawie na mnie nie widać. Ma niemal identyczny odcień, co towarzyszący mi na co dzień rumień, więc po prostu gubi się na mojej cerze. Uważam, że jest to dobry  kolor dla prawdziwych bladziochów.


Odcień Nude, przez producenta opisywany jako Róż mineralny w odcieniu przygaszonego, pudrowego różu, jest kolorem najbardziej uniwersalnym. Będzie dobrze wyglądać na większości karnacji i pasować niemal do każdego makijażu. Niestety i on gubi się gdzieś w moim rumieniu...

Róże Annabelle nosiłam na polikach non stop przez około miesiąc, a wciąż mam sporą ilość produktu w woreczkach. Odkryłam jedną, ale sporą w moich oczach wadę kosmetyku: na mojej tłustej cerze róże trzymają się niestety jedyne 4-5 godzin, po czym znikają bez śladu, niezależnie od tego, czy aplikowałam je na podkład mineralny, czy płynny. To dla mnie za krótko, bo nie mam w zwyczaju dokładać różu na policzki w ciągu dnia. Doceniam fakt, że kosmetyk ulatnia się równomiernie bez tworzenia plam i prześwitów, ale w najbliższej przyszłości nie planuję zakupu własnego słoiczka. Może kiedyś skuszę się na Rose. Może z czasem moja cera przestanie się aż tak przetłuszczać, co wpłynie na wzrost trwałości tych różów? Kto wie.

Zapomniałabym. Róże mają zdrowo matowe wykończenie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...