Pokazywanie postów oznaczonych etykietą essence. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą essence. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 maja 2017

Essence, make me brow, eyebrow gel mascara, 01 blondy brows

Ponieważ swoich brwi nie muszę specjalnie zagęszczać, lubię barwione maskary, które potrafią w dwie sekundy załatwić mi ich makijaż. Jako średnia, chłodna blondynka nie celuję w najciemniejsze kolory, dlatego stając przed szafą Essence na szybcika chwyciłam najjaśniejszą, zdaję się, wersje maskary make me brow. I jakkolwiek produktowi nie mam wiele do zarzucenia, to z kolorem niestety nienajlepiej trafiłam....


Pomińmy rzucającą się chamsko w oczy "inspirację" propozycją Benefitu (nie lubię takich praktyk).

Essence zakmnęło maskarę w małej tubce korespondującej z odcieniem produktu. Szczoteczka jest klasyczna, mała i precyzyjna; bardzo wygodna. W formule kosmetyku ujęto dodatkowe włoski, ale u siebie nie zauważyłam, żeby brwi były bardziej zagęszczone.

Po aplikacji tusz trzyma moje włoski na miejscu przez cały dzień i nie ulatnia się z nich do demakijażu. Pod tym względem nie mam zastrzeżeń.


Pomijając fakt, że kosmetyk mógłby być chłodniejszy, to w moim przypadku odcień 01 okazał się po prostu za jasny. Na powyższym zdjęciu brew z prawej jest "goła", a brew z lewej pociągnięta produktem Essence (który z jakiegoś niewiadomego mi powodu nie chciał osiąść się na samym początku brwi w dniu, w którym zrobiłam fotkę). Różnica jest niewielka. Owszem, maskara mi wystarcza przy delikatnym makijażu, ale jeśli mocniej podkreślam oko, muszę dodatkowo przyciemnić brwi czymś innym, a przez to nie oszczędzam już cennych sekund.

Nie jest to zły kosmetyk, ale na razie do zachwytów mi daleko. Muszę kiedyś tam (umówmy się, że  w mojej toaletce produktów do brwi nie brakuje) wypróbować ciemniejszy wariant, co pozwoli mi wyrobić sobie ostateczną opinię na temat tego produktu.

Aha, pojawiały się głosy, że odcień 01 potrafi na brwiach utlenić się do fioletu. U mnie nic takiego nie miało miejsca...

czwartek, 14 kwietnia 2016

Essence, eyebrow designer, 05 soft blonde

Makijaż brwi to u mnie pozycja obowiązkowa. Sięgam zarówno po cienie, maskary, jak i kredki do brwi. Mam to szczęście, że moje nie wymagają wypełnienia, a jedynie przyciemnienia, gdyż jestem blondynką o jasnej oprawie oczu.

Kredkę Essence dostałam od Kasi i z miejsca polubiłam się z tym produktem.


Produkt jest latwy w użyciu i do przyciemnienia brwi nadaje się świetnie. Ma jasny, jakby karmelowy kolor, który nie jest chłodny, ale do mojego typu urody dobrze pasuje. Ponieważ do kredki dodano wosk, zdecydowana większość pigmentu zostaje podczas aplikacji na włoskach, nie na skórze. Wosk sprawia też, że moje brwi nie wymagają dodatowego usztywnienia. Last but not least, kredka jest trwała i zostaje na swoim miejscu od aplikacji do demakijażu.

Minusów w tym konkretnym przypadku się nie dopatrzyłam.

poniedziałek, 8 lutego 2016

Essence, long lasting eye pencil, 02 hot chocolate

Ach to Essence. Niby twierdzę, że "wyrosłam" z tej marki, ale i tak od czasu do czasu coś mnie przyciągnie (np. świetne kredki do ust) lub do mnie trafi (np. bohateka dzisiejszej notki, którą dostałam od Hexxany) i okazuje się, że w sumie jakościowo jest nieźle.*

Kredka jest dobra. Nie bez wad, ale za te kilka złotych naprawdę nie ma co narzekać. Ale od początku.


Opakowanie produktu to plastik w kolorze sztyftu. Odcień został nazwany hot chocolate, choć myślę, że skoro ma kolor gorzkiej czekolady, mógłby nazywać się dark chocolate. Whatevs. Wykończenie matowe. Sztyft jest wysuwany, więc nie trzeba niczego temperować. Co jest i zaletą (dla leniiuszków) i wadą, bo czubek pręciuteńko się zaokrąglą i bardzo trudno np. o precyzyjną jaskółkę.


Sztyft jest przyjemnie miękki, łatwo sunie po powiece, a pigmentacji kredki niczego nie mozna zarzucić. Nie mam też zastrzeżeń do trwałości - wygląda dobrze od nałożenia do demakijażu, na cieniach nie odbija mi się na poduszcze (posiadaczki opadających powiek wiedzą, o czym mówię), nie spływa na dolną powiekę i nie ma tendencji do rozmazywania się.

Pomijając brak prezycji to całkiem dobra kredka jest.


* Do niektórych ich kosmetyków już się nie przekonam: np. nie pasują mi ich cienie do powiek czy lakiery do paznokci (u mnie szybko odpryskują i  mam wrażenie, że wysuszają mi plytkę).

sobota, 19 września 2015

Essence lipliner: 07 Cute Pink, 12 Wish Me A Rose, 13 Transparent, 14 Femme Fatale, 15 Honey Berry

Jeszcze kilka lat temu często z zapałem buszowałam po szafach Essence i choć nadal cenię sobie garsteczkę ich kosmetyków, z marki wyrosłam. Przestała mi odpowiadać stylistyka opakowań, przestała kusić oferta, lakiery do paznokci masakrycznie wysuszają mi płytkę. Cóż, wyskoczyłam też z grupy targetowej, więc co się dziwić. Niemniej kiedy w blogosferze zrobił się szum wokół konturówek do ust, dałam się porwać ciekawości i przy okazji wizyty w Wilko zgarnęłam pięć sztuk po funta każda.

Podpisuję się pod zachwytami: ta linia to naprawdę perełki za grosze.


Zacznijmy od tego, że kolor całej kredki odpowiada kolorowi rysika. Szalenie wygodne rozwiązanie, jeśli posiada się kilka sztuk, gdyż od razu widać, po który odcień sięgamy. Konturówki są też zupełnie nieproblematyczne w obsłudze, bardzo łatwo się temperują.

Rysik jest cudnie miękki - na tyle żeby komfortowo rozkładać produkt wokół konturu ust czy podczas ich wypełniania - ale nie aż tak miękki, żeby się nieestetycznie rozciapywać. Spokojnie można nakładać kredki na całe usta, bo raz że mają cudne matowe wykończenie, a dwa nie wysuszają. Wręcz przeciwnie, noszą się naprawdę komfortowo.


Transparentna kredka jest genialna! Można ją sparować praktycznie z każdą pomadką. Rzeczywiście zapobiega rozlewaniu się innych produktów poza kontur ust.

Czy produkty mają słabsze strony? Owszem - po pierwsze nie zastygają na ustach, więc nieco brudzą kubki i sztućce. Po drugie oprócz 14 Femme Fatale mają raczej przeciętną trwałość, która w moim przypadku wynosi 3, maksymalnie 4 godziny bez tłustego lub mokrego jedzenia. Femme fatale jednego dnia przetrwała u mnie w dobrym stanie przez godzin 6, więc byłam pod wrażeniem. Po trzecie, wyraziste kolory mogą zjadać się od środka, pozostawiając wokół ust obwódkę. Po czwarte i ostatnie, jeden z kolorów - 12 Wish Me a Rose - ma nieco suchszy rysik od pozostałych i zbiera się u mnie w załamaniach na wargach oraz podkreśla skórki, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Wspomniane minusy nie są jednak aż tak istotne, aby miały stanowić o mojej sympatii do tych konturówek. Uważam, że są świetne - a już zwłaszcza za tę cenę.

Przejdźmy do naustnej prezentacji posiadanych przeze mnie kolorów:


07 Cute Pink to mój faworyt. To bardzo twarzowy różany róż, przepiękny.



Z kolei jaśniutki róż 12 Wish Me A Rose jest najsłabszym ogniwem. Po pierwsze zbiera mi się w bruzdach na wargach, a po drugie - bardzo podkreśla jakiekolwiek przeuszenia na ustach. Jest też troszkę dla mnie za jasny.


15 Honey Berry fo fioletowy róż.
 



14 Femme Fatale to piękna, chłodna czerwień. Mój aparat jak zwyke miał z nią problem i zrobił mi nieistniejące w rzeczywistości prześwity na ustach. 

A tu zestawienie posiadanych przeze mnie odcieni:


Nie mam specjalnych zastrzeżeń. Zdecydowanie warto się tym kredkom przyjrzeć.

czwartek, 19 lutego 2015

Essence, colou&go, 195 you wow'd me again

Lakier to jeden z moich prezentów świątecznych.

Dostępność: Natura
Cena: 8,99 zł
Pojemność: 8 ml
Kolor: lakier mieni się od zieleni do fioletu
Wykończenie: duochromowe
Konsystencja: gęstawa
Pędzelek: szeroki, ścięty na półokrągło
Krycie: dwuwarstwowiec
Wysychanie: kilkanaście minut
Zmywanie: bezproblemowe
Trwałość: na moich miękkich paznokciach zaczął odpryskiwać po kilkunastu godzinach od aplikacji



Availability: Wilko
Price: Ł2.99
Volume: 8 ml
Colour: green and purple
Finish: duochrome
Consistency: thick
Brush: broad, flat
Coverage: a 2-coater
Drying time: about 15 minutes
Removing: no problems
Durability: not even a whole day

środa, 4 lutego 2015

Essence, galaxy flakes effect nail polish, 23 rock my world

Lakier był prezentem gwiazdkowym.
Dostępność: Drogeria Natura
Cena: chyba około 8-9 zł
Pojemność: 10 ml
Kolor: szara baza ze złotym brokatem i srebrno-niebieskimi flejkami
Wykończenie: brokatowo-flejkowe
Konsystencja: gęstawa
Pędzelek: szeroki
Krycie: do krycia na zdjęciach potrzebowałam trzech warstw (nie jest to jednak stuprocentowe krycie)
Wysychanie: nie testowałam, użyłam wysuszacza (Insta-Dri, Sally Hansen)
Zmywanie: problematyczne, chyba że użyje się metody foliowej
Trwałość: drugiego dnia poległ w starciu ze zmywaniu garów

Na wszystkich paznokciach wygląda topornie. Raczej do asystowania na jednym, dwóch pazurkach.



sobota, 24 stycznia 2015

Essence, colour & go, 176 headphones on!

Lakier to jeden z moich prezentów świątecznych.

Dostępność: Natura
Cena: 8,99 zł
Pojemność: 8 ml
Kolor: czarna baza ze srebrnym i niebieskim brokatem
Wykończenie: brokatowe
Konsystencja: gęsta
Pędzelek: szeroki, ścięty na półokrągło
Krycie: do satysfakcjonującego krycia potrzebowałam trzech warstw
Wysychanie: nie testowałam, użyłam wysuszacza (Insta-Dri, Sally Hansen)
Zmywanie: problemowe, jak to przy glitterach
Trwałość: 2 dni na moich miękkich paznokciach



Availability: Wilko
Price: Ł2.99
Volume: 8 ml
Colour: black base with silver and blue glitter
Finish: glitter
Consistency: thick
Brush: broad, flat
Coverage: a 3-coater
Drying time: not tested (I used Sally Hansen Insta-Dri top coat)
Removing: problematic, as with all glitters
Durability: 2 days

czwartek, 22 stycznia 2015

Jak spartaczyć błyszczyk?

Drogi producencie,

fanką błyszczyków od jakiegoś czasu nie jestem, ale oczywiście kilka sztuk mam. Większość sama do mnie przyszła, jak bohater dzisiejszego wpisu, niedostępny już (na szczęście) limitowany błyszczyk Essence 02 renesmee red.

Jak do mnie trafił? W czasie królowania w Polsce LE *the twighlight saga breaking dawn part 2* koleżanka go sobie kupiła. Spodobał jej się i pomyślała o mnie, zaciekłej testerce mazideł wszelakich, i kupiła i dla mnie jedną sztukę. A że darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, ładnie jej podziękowałam.

A teraz do sedna, jak, drogi producencie, spartaczyć błyszczyk? Otóż stwarzamy bazę w ładnym kolorze, na przykład nienachalnej malinowej czerwieni. Dorzucamy efekt tafli, tak bardzo lubiany przez wiele użytkowniczek błyszczyków. A na koniec sypiemy garść ogromnych brokatowych drobinek, które mienią się na "niecodzienne" kolory żółci, zieleni i czerwieni. Koniecznie muszą być szorstkie, co by przy pocieraniu ust użytkowniczka zrobiła sobie niechciany peeling. Obecność rzeczonych drobin usprawiedliwiamy "inspiracją" popularnym filmem dla młodzieży z Robem Pattisonem.


Żeby jednak ułatwić nienawidzącej marnotrawstwa użytkowniczce zużycie produktu (w domowych warunkach, bo do ludzi mało kto tak wyjdzie) dajemy produkt w małej (uff!) pojemności 4 ml i upewniamy się, że jest bardzo nietrwały. Konieczność reaplikacji co 45 minut? Po holograficznym brokacie w ładnej bazie wkrótce nie zostanie ślad...

piątek, 11 kwietnia 2014

O dwóch tanich szminkach rychło w czas :P

Tak długo zbierałam się do napisania kilku słów o dwóch tanich szminkach z mojej kolekcji, że... wycofano je ze sprzedaży. Oj, Kinga, Kinga, bez komentarza. Czemu zatem piszę w ogóle tę notkę? W sumie dla siebie. W przyszłości do niej wrócę i przypomnę sobie, czego kiedyś używałam ;)

kto wie, co to?


Bohaterkami posta są pomadki wyprodukowane przez dwie marki, które specjalizują się w sprzedaży kosmetyków dla młodzieży: Essence i Miss Sporty. Przyznam, że jak kiedyś bardzo je lubiłam (zwłaszcza Essence), tak teraz, jako kobieta zbliżająca się do trzydziestki, odchodzę w stronę "poważniejszych" firm. Przestała mi odpowiadać jakość kosmetyków dwóch wspomnianych marek, limitki już nie wywołują drżenia serca. Nie wiem kiedy to nastąpiło, ale już nie widzę w ich ofercie nic dla siebie... Ok, błyszczyki Essence nadal lubię.

Wróćmy jednak do szminek. Obie kosztowały poniżej 10 zł, więc bardzo mało.

Szminka Essence to sławna 52 in the nude. Kupiłam ją oczywiście po obejrzeniu mnóstwa słoczy w blogosferze. Kusiłyście aż skusiłyście. Nie znoszę opakowania tej pomadki, jest naprawdę wyjątkowo brzydkie. Dobrze, że Essence zdecydowało się dać swoim szminkom nowe, czarne ubranka.


In the nude to nudziak w kolorze capuccino. Pomadka jest pół transparentna, więc na moich różowych ustach widać jeszcze różowe podtony. Ma błyszczące wykończenie. Można budować krycie. Mazidło nie wysusza mi ust, a w zależności, ile warstw napakowałam, utrzymuje się na nich przez 2-3 godziny, o ile nic w tym czasie nie jem ani piję. Oczywiście zostawia ślady na szklankach i bardzo szybko się zjada w trakcie konsumpcji.



Pomadka Miss Sporty to odcień 034 Lovin' it. To bardzo chłodny róż ze sporą domieszką fioletu. Ten kolor świetnie optycznie wybiela zęby. Wykończenie mazidła podchodzi pod metaliczne. Z tego, co mi wiadomo, Miss Sporty również przeprowadziło lifting opakowań szminek. Teraz ubranka są czarne, a nie granatowe, a mojego odcienia już nie ma. Możliwe, że kolory też po drodze wymieniono...


Ta szminka również nie wysusza ust. Mam wrażenie, że je wręcz pielęgnuje. Jeśli chodzi o trwałość, po około dwóch godzinach kolor nie jest już tak intensywny, jak tuż po aplikacji. Wygląda raczej jakbym wklepała w usta niewielką ilość pomadki palcem. Wcale nieźle, po prostu traci na intensywności. Po około trzech godzinach makijaż ust wymaga poprawki. Mazidło nie przetrwa jedzenia ani picia. Zostawia ślady na szklankach i zjada się od środka, pozostawiając na krawędzi ust obwódkę.


Lubię siebie w tym odcieniu...

Miałyście może do czynienia z pomadkami Miss Sporty w czarnych opakowaniach? Jak wypadają jakościowo?

niedziela, 9 marca 2014

Essence, nail art, peel off base coat - sposób na brokaty

O bazie peel off z Essence dowiedziałam się, jakżeby inaczej, z blogów. I bardzo się z tego cieszę! Lubię lakiery brokatowe, ale często z nich rezygnowałam, ponieważ wizja zmywania, nawet metodą foliową, bardzo mnie zniechęcała. Teraz brokaty już mi niestraszne :)


Tuż po aplikacji baza jest biała. Kładziemy ją dość grubą warstwą (nałożona zbyt cienko źle schodzi) i odczekujemy około 10 minut - aż zrobi się przezroczysta. Na to aplikujemy lakier, używamy dowolnego lakieru nawierzchniowego, jeśli mamy ochotę, i manikiur gotowy. Najlepiej nie myć dłoni świeżo po malowaniu. I tyle. Kiedy jesteśmy gotowe do zmiany lakieru, wystarczy nasz brokat odkleić wraz bazą z płytki paznokcia. Szybko i bezboleśnie, za co uwielbiam ten produkt. Nie zauważyłam negatywnego wpływu tego procederu na paznokcie.

Niestety baza Essence nie jest pozbawiona wad. Nie czepiam się długiego czasu schnięcia, bo wiedziałam, że te 10 minut trzeba odczekać. Pierwszą znaczącą wadą jest fakt, że baza nie sprawdza się przy lakierach, które dają gładkie wykończenie. Brokaty schodzą szybko i bez problemu, ale już pod lakiery kremowe nie ma co produktu stosować. Niestety nie powiem wam, jak sprawa ma się z piaskami, bo nie używałam pod nie tego produktu. Zmyć bazy zmywaczem się nie da, na paznokciach zostaje gumowa, klejąca się warstwa. Drugi problem to niestety (nie)trwałość lakieru bazowego. Nie lubi on częstego mycia dłoni i innych związanych z moczeniem rąk czynności. Zwykle po dwóch dniach manikiur nie prezentuje się już nienagannie - przynajmniej na moich miękkich pazurkach. Cóż, coś za coś...

sobota, 23 lutego 2013

Pozostałe lakiery Essence z mojej kolekcji

Mam w swoich zbiorach kilka lakierów Essence, które nie doczekały się tutaj swojej premiery. Pochodzą z dawno już nieaktualnych limitek oraz wycofanych serii. Raczej nie do zdobycia. Postanowiłam je pokazać ot tak, w celach archiwistycznych. :)


Essence, Cute as Hell, 04 date me!

Essence, show your feet, 11 catwalk pink

Essence, multi dimension, 66 most wanted (przepraszam za szramę na palcu wskazującym)

Essence, the twilight saga, eclipse, 01 undead?

Essence, the twilight saga, eclipse, 05 ready to be bitten

sobota, 2 lutego 2013

Essence, colour&go, 107 naughty and pink!

Lakier dostałam od koleżanki, Natalii, która pojechała na kilka dni do Polski odwiedzić bliskich. Dzięki :* To moje pierwsze zetknięcie z nową wersją lakierów c&g Essence :)
  • Dostępność: Natura
  • Cena: ok. 7 zł
  • Pojemność: 8 ml
  • Kolor: niby z nazwy to róż, ale dla mnie jest to różowawy koral
  • Konsystencja: w sam raz
  • Pędzelek: gruby i ścięty na półokrągło - idealny do szerokich (jak moje) paznokci
  • Krycie: dwuwarstwowiec
  • Wysychanie: w normie
  • Zmywanie: bez problemów
  • Trwałość: niestety Essence wraz ze zmianą opakowania i pędzelka nie poprawiło trwałości lakierów, a szkoda... Ten pan na drugi cień starł się na końcówkach, a trzeciego dnia zaczął odpryskiwać.
Mimo ładnych kolorów, chyba długo nie skuszę się na kolejny lakier od Essence. Ich nietrwałość jest co najmniej denerwująca ;)



poniedziałek, 28 stycznia 2013

Essence, the twilight saga breaking dawn part 2, 02 Alice had a vision - again + Golden Rose, Jolly Jewels 103

Dzisiejszy post sponsorują Diggerowa i Słomka :)

Jakiś czas temu na półkach w Naturze i Hebe królowała essencowa limitka twilight breaking dawn. Byłam nawet w czasie tego królowania w Polsce i miałam już lakier o numerku 02 w koszyczku, ale w ostatniej chwili postanowiłam poćwiczyć swoją silną wolę i go nie kupiłam... Niedługo potem przyszedł do mnie w paczce od Amandy. Jak dobrze! Jest to jeden z najładniejszych fioletów w mojej kolekcji :)
  • Dostępność: zdaje się, że LE już nie jest dostępna, chyba że gdzieś pałętają się jeszcze niedobitki
  • Cena: ok. 7 zł
  • Pojemność: 10 ml
  • Kolor: przepiękny śliwkowy fiolet z różowymi, zielonymi i srebrnymi drobinkami
  • Konsystencja: w sam raz
  • Pędzelek: szeroki i płaski, dość sztywny - w moim odczuciu wygodny, ale potrafi ściągać lakier, jeśli przejedziemy nim w tym samym miejscu
  • Krycie: do pełnego krycia bez prześwitów potrzebowałam 3 warstw
  • Wysychanie: w normie
  • Zmywanie: o dziwo (drobinki) bez problemów
  • Trwałość: trzy dni




Ten cudny fiolet sparowałam z równie cudnym glitterkiem z nowej serii wypuszczonej przez Golden Rose. Lakier podarowała mi Słomcia :*
  • Dostępność: sklepy Golden Rose, sklep online
  • Cena: w sklepie online lakiery kosztują 12,90 zł
  • Pojemność: 10,8 ml
  • Kolor: baza składa się z drobnego, złotego brokatu, w którym zatopiono większe różowe kawałki folii
  • Konsystencja: w sam raz
  • Pędzelek: klasyczny, dość cienki
  • Krycie: trzywarstwowiec
  • Wysychanie: w normie
  • Zmywanie: nałożyłam go na bazę peel-off z Essence i zdjęłam w jednym kawałku ;)
  • Trwałość: trzy dni

Dzięki Dziewczyny!

sobota, 19 stycznia 2013

Moje róże Essence.

Jeszcze dwa lata temu róż mógł dla mnie nie istnieć. Kurczowo trzymałam się pudrów brązujących wmawiając sobie, że cerom naczynkowym róż nie jest do niczego potrzebny. Ale potem zaczęłam wprowadzać zmiany w pielęgnacji, naczynka się trochę wyciszyły, a ja za sprawą blogowych koleżanek zainteresowałam się tym kosmetykiem. Na dzień dzisiejszy prędzej zrezygnuję z brązera niż różu. Róż potrafi tak pięknie ożywić twarz... No i domyślacie się chyba co stało się po latach odmawiania sobie tego kosmetyku? Tak, tak, kolekcja w dość niekontrolowany (ekhm) sposób się rozrosła.

Dziś pokażę Wam trzy róże marki, do której mam raczej chłodny stosunek - Essence. Wszystkie pochodzą z ich serii limitowanych. I muszę im oddać, że to przyzwoite kosmetyki. Łatwo się aplikują, a po aplikacji, o ile trzymam przez cały dzień ręce z dala od twarzy, siedzą na miejscu do demakijażu. Nie zauważyłam, żeby wchodziły w pory, znikały w ciągu dnia, czy schodziły plamami.

Oto bohaterowie dzisiejszego posta:



Jak widać, zdecydowanie różnią się kolorami. Można sobie spokojnie dobrać odcień pasujący do nastroju, makijażu, outfitu, pogody i pory roku :]


Róż Breaking Dawn podarowała mi Diggerowa. Przyznam, że kiedy go zobaczyłam, byłam przerażona kolorem. Jestem średnią blondynką o chłodnym typie urody. Ta czerwień pasowała mi raczej do ciepłych brunetek oraz do urody typu Królewna Śnieżka. Ale spróbowałam i przepadłam. Nałożony oszczędnie róż wygląda na mnie zaskakująco dobrze. Podzielacie moje zdanie? Anyways, jak mawia moja dobra koleżanka (:*), róż zostaje ze mną, bo fajnie komponuje się z ciemniejszym makijażem ust :] Matowe wykończenie też mnie kupiło.



Róż Miami Roller Girl ogromnie podobał mi się na zdjęciach promocyjnych, ale jakoś nie zrobiłam wiele, żeby go zdobyć. To znaczy, nie poprosiłam nikogo o upolowanie go dla mnie. Jednakowoż kochana Stri-linga pamiętała o mnie robiąc zakupy, i tak trafił w moje ręce. Róż jest prawdziwą ozdobą kosmetyczki. To cieniowanie jest boskie. Poza tym daje nam trzy podstawowe kolory, które można sobie dowolnie mieszać, uzyskując multum kombinacji kolorystycznych. Podoba mi się też satynowe wykończenie produktu. Jedyne co mam temu różowi do zarzucenia to fakt, że jest obłędnie napigmentowany i pylisty, przez co bardzo łatwo z nim przesadzić. Na poniższych zdjęciach też nałożyłam go za ciężką ręką. I źle dobrałam kolor błyszczyka. Taaaa... Stare babsko, 26 lat, a wciąż robię podstawowe błędy w makijażu :/ 

Lubię sięgać po ten róż jesienią. Idealnie pasuje do kolorowych liści. No i podbija kolor mojej tęczówki.



Co do różu Marble Mania, ani mi się nie śniło na niego polować. Ale podczas listopadowego pobytu w Polsce przeszłam się po Naturze i wypatrzyłam go w koszyczku wyprzedażowym. No i już wszyscy wiedzą, jak to się skończyło ;) Ten róż jest najsłabiej napigmentowany z całej trójki, ale uważam, że to zaleta. Ciężko zrobić sobie nim krzywdę, a nasycenie można stopniować. Kolor uważam za twarzowy, ale wykończenie nie do końca mnie przekonało (róż jest rozświetlający, zawiera w sobie malutkie drobinki). Wiece, cera tłusta itepe...


Macie któryś z nich? Jesteście zadowolone?

niedziela, 19 sierpnia 2012

Essence, SOS nail care balm



Wersja dla niecierpliwych: ten produkt to BUBEL.

Wersja dla cierpliwszych: jak pewnie wiecie mam bardzo problematyczne skórki (i paznokcie...) i chwytam się różnych mazideł (maść z witaminą A, witaminy A+E, olej rycynowy, itp), żeby je jakoś doprowadzić do porządku. Dlatego w zeszłym roku kupiłam essencowe mazidło. Nie wiem, czy balsam jest jeszcze dostępny, ale jeśli go wycofano, to nic straconego, naprawdę. Kosmetyk męczyłam przez rok, używając go przez jakiś czas i odrzucając w kąt. Produkt zamknięty jest w plastikowym słoiczku. Ma postać gęstej i tępej pasty o różowym kolorze i różanym zapachu, który czuć tylko po przytknięciu nosa do pojemniczka. Po aplikacji na skórkach zostaje pastelowo różowa warstwa, która a) nie wchłania się (stosowałam na noc, rano otoczka wyglądała tak, jak tuż po aplikacji), b) wygląda bardzo nieestetycznie, c) nie chce dać się zmyć za pomocą wody i mydła - żeby to to usunąć należy sięgnąć po chusteczkę i zebrać produkt z każdego paznokcia po kolei. Poza tym "balsam" nie działa. Nie robi nic. Nie nawilża, nie regeneruje, nie zapobiega zadziorom, nie pielęgnuje skórek. Nada. NIE POLECAM.

piątek, 10 sierpnia 2012

Essence, colour&go, 91 glamorous life & 86 a lovely secret

91 podobał mi się od dawna a 86 przyciągnął mnie różowymi iskierkami w butelce. No i kupiłam, bo przecież lakiery te niedługo znikną, zastąpione nowymi odcieniami w nowych (większych) butelkach :)
  • Dostępność: drogerie Natura - jeszcze
  • Cena: 5,49 zł - jeszcze
  • Pojemność: 5 ml
  • Kolor: 91 to malinowa czerwień z różowo-złotymi glassfleckowymi drobinkami; 86 to przybrudzona lawenda z różowymi iskierkami, trochę przypomina mi jakiś lakier MIYO
  • Konsystencja: 91 w sam raz; 86 jest gęstawy i kładzie się na paznokciu grubą warstwą
  • Pędzelek: klasyczny, wygodny
  • Krycie: oba lakiery to dwuwarstwowce
  • Wysychanie: dość długie
  • Zmywanie: bez problemów
  • Trwałość: oba zaczęły odpryskiwać drugiego dnia
Lakiery Essence do tej pory lubiłam za świetny wybór kolorów i niską pojemność. Zdaję sobie jednak sprawę, że są to produkty dla osób, które często malują paznokcie. Ja maluję paznokcie około 3 razy w tygodniu, ale mimo to ostatnio jakość Essenciaków zaczęła mnie denerwować. Jeśli po zmianie image'u jakość się nie zmieni, nie będę już tych lakierów kupować, chyba że naprawdę jakiś odcień będzie unikalny.






piątek, 8 czerwca 2012

Essence, stay with me, longlasting lipgloss

I bought these Essence lipglosses in Poland. Therefore, I wrote a review only in Polish. However, if you have any questions or would like me to translate this review for you, drop me a line. I will be delighted to help :)
***


Na chwilę obecną w mojej kosmetyczce zadomowiły się trzy błyszczyki z essencowej serii stay with me. Cenię je za ładny efekt tafli na ustach i brak drobinek, choć wiem, że wprowadzone niedawno odcienie już te drobinki mają. Błyszczyki są dość dobrze napigmentowane. Nie robią brzydkich niespodzianek w stylu zbierania się w bruzdach na wargach czy rozlewania się poza ich kontur. Seria ma charakterystyczny gąbkowy aplikator w kształcie klepsydry - mnie on nie przeszkadza, ale wiem, że sporo osób go nie lubi. Błyszczyki kosztują, o ile dobrze pamiętam, 8,99 zł / 4 ml.


Posiadam następujące sztuki:

02 my favourite milkshake:


  • łososiowy róż
  • trwałość: 3 godziny bez jedzenia i picia
  • gęsty i lepki
  • schodzi równomiernie
  • nie wysusza ust

05 i like cotton candy:

  • fuksja
  • trwałość: 3 - 3,5 godziny bez jedzenia i picia
  • zostawia ślady na kubkach/szklankach
  • gęsty i lepki
  • znika równomiernie tracąc intensywność koloru
  • nie zostawia pigmentu na ustach
  • nie wysusza ust


06 berry me!

  • bordo
  • trwałość: 2,5 – 3 godziny bez jedzenia i picia, potem zostaje na ustach pigment, ale nie ma już tafli - zachowuje się trochę jak lip teint
  • zostawia ślady na kubkach/szklankach
  • nieco mniej napigmentowany niż dwa powyższe błyszczyki, choć kolor jest wciąż wyraźny
  • wysusza usta - kiedy zniknie tafla czuć delikatne ściągnięcie naskórka ust
  • nie jest gęsty ani lepki
     
     
    Znacie te błyszczyki? Lubicie?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...