Pokazywanie postów oznaczonych etykietą the balm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą the balm. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 maja 2016

The Balm, Pretty Smart Lip Gloss infused with ginseng, Bam!

W zabiegane poranki, kiedy robimy makijaż w biegu, nie ma nic lepszego niż produkt do ust, który można szybko zaaplikować nawet bez asysty lusterka, i który pasuje do dosłownie każdego makijażu. Do tej kategorii należy błyszczyk The Balm, który dostałam w prezencie od Kasi :*


Jak na The Balm przystało, mamy tu kolorowe opakowanie, zabawną etykietę i fajną nazwę.

Producent zapakował błyszczyk w standardową tubkę z moim ulubionym rodzajem aplikatora - precyzyjnie ukształtowaną gąbeczką. Kosmetyk jest dobrze napigmentowany  i już jedna porcja pokrywa usta równym kolorem. Mazidło ma też nawilżające właściwości, więc nie odczuwam potrzeby nakładania go na pomadkę ochronną. Kolor w odcieniu Bam! jest niezwykle twarzowy i uniwersalny - taki brzoskwiniowy nudziak z kapką różu dający efekt 'my lips but better'. Niestety zapach błyszczyku nie jest jego mocną stroną - produkt intensywanie pachnie chemiczną landrynką. Nie zniechęca mnie to jednak do sięgania po ten kosmetyk.


Błyszczyk jest średnio lepki. Przy zamkniętych ustach na ich złączeniu robi się kreska, i to niezależnie od ilości zaaplikowanego kosmetyku. Ma też leciutką tendencję do zbierania się w bruzdach wargowych, ale widać to tylko w przybliżeniu, z normalnej konwersacyjnej odległości nie.

Jeśli o trwałość chodzi, to jest standardowa dla tej kategorii produktów - 2 do 2,5 godzin bez jedzenia i picia. 

Może nie jest to kosmetyk idealny, ale jego wady nie zniechęcają mnie do częstego sięgania po ten błyszczyk. Polubiliśmy się :)

piątek, 12 lutego 2016

The Balm, In theBalm of Your Hand, greatest hits vol. 1

Od kiedy zobaczyłam na którymś kanale YouTube paletę The Balm zawierającą największe hity marki w testerowych rozmiarach, siedziała mi z tyłu głowy, a ja staram się zdusić w sobie ochotę na zakup. Do dnia, kiedy mój najmłodszy brat spytał, co chciałabym znaleźć pod choinką.  Trafione prezenty są najlepsze ;)


Lubię the Balm. Pokochałam tę markę, kiedy dostałam w prezencie od Kasi piękną paletkę Balm Jovi (klik), która do tej pory pozostaje w gronie moich ulubieńców. Szminki the Balm co prawda nie należą do najlepszych jakościowo (np. ta o tu), ale marka ma za to dobre cienie oraz piękne róże, że nie wspomnę o kultowym bronzerze i rozświelaczu.

Skupmy się teraz na produktach pudrowych z pierwszego rzędu. Od dawna chciałam wypróbować róż Hot Mama oraz bronzer Bahama Mama i bardzo się cieszę, że teraz mam taką okazję bez konieczności kupowania  pełnowymiarowych opakowań. 

Ponieważ mam już miniaturę różu Frat Boy w paletce Balm Jovi, bardzo sie cieszę, że ten skądinąd piękny i uniwersalny matowy odcień się tu nie powtórzył. Dobre posunięcie the Balm! Róże w paletce In theBalm of Your Hand zdecydowanie różnią się kolorami, tonacją i wykończeniem. Hot Mama to piękny koral ze złotym shimmerem na modłę Orgasmu z Narsa. Instain Argyle to matowy chłodny róż (najbardziej uniwersalny z całej trójki), a Cabana Boy zdecydowanie wpada w jagodę o satynowym wykończeniu. Jest też w moim odczuciu najtrudniejszym odcieniem różu. Bałam się, że nie będzie do mnie pasować, ale jeśli nałożę go w niewielkiej ilości, nie wyglądam źle, o dziwo. Bahama Mama natomiast to dość ciemny bronzer w chłodnej tonacji i na początku trochę się go bałam, ale znowu - nałożony w niewielkiej ilości wygląda na mnie nieźle. Używam go do konturowania, bo do opalania jest dla mnie za chłodny i w ogóle nie przypomina naturalnego koloru mojej opalenizny.


Jak już wielokrotnie wspominałam na blogu, mam bardzo tłustą cerę, na której niewiele różów i bronzerów dobrze się trzyma. Niestety pod względem trwałości na moich policzkach również powyższe kosmetyki nie wybijają się ponad przeciętną. Na ugruntowanej podkładem i pudrem cerze widzę je na sobie średnio przez około 7 godzin; czasem krócej, czasem nieco dłużej. Hot Mama znika na mnie równomiernie; w pozostałych jakby robią się prześwity. Jestem jednak do takiego stanu rzeczy przyzwyczajona (bo naprawdę większość różów tak u mnie robi) i nanoszenie poprawek w ciągu dnia to dla mnie nic nowego. Z kolei w charakterze cieni do oczu na bazie wszystkie produkty ladnie się trzymają aż do demakijażu.



Przejdźmy do cieni i rozświetlacza. Są one dobrze napigmentowane, nie osypują się i ładnie przenoszą pędzelkiem na powiekę. W dotyku wydają się dość zbite. Insane jane to przepiękny chłodny odcień taupe o satynowym wykończeniu. Mischievius marissa to piękne perłowe miedzine złoto. Brązowawy burgund Sexy ma wykończenie matowe i z nim najtrudniej mi się pracuje, bo stawia opór podczas rozcierania. Może jednak to wina bazy pod cienie, którą obecnie stosuję (Urban Decay)? Oliwkową zieleń Lead Zeppelin znam już z paletki Balm Jovi, choć tam ma on zdecydownie więcej złotych drobinek niż tutaj. Skąd ta różnica? No i sławna Mary-Lou Manizer, czyli piękny złoty rozświetlacz. Ten produkt na twarzy akurat utrzymuje mi się świetnie, ale najbardziej lubię rozświetlać nim wewnętrzne kąciki oczu. Ślicznie tam wygląda.



Po cieniach zostały nam jeszcze do omówienia pomadki. Te, jak wspomniałam, moim zdaniem nie są mocną stroną marki. Jakkolwiek i brzoskwiniowo-nidziakowy Caramel, i czerwona Mia Moore to piękne odcienie o ładnym, matowym wykończeniu, nieco jednak wysuszają mi usta, a po około dwóch godzinach noszenia (bez jedzenia i picia) wymagają już poprawek. Zwłaszcza czerwień Mia Moore schodzi nierównomiernie.


Caramel ładnie wygląda też jako kremowy róż, ale i on nie ma spektakularnej trwałości na moich tłuszczących się policzkach.




Zrobiłam jeszcze małe zdjęciowe porównanie niektórych kosmetyków z opisywanej dziś paletki In the Balm of Your Hand (po prawej) i paletki Balm Jovi (po lewej). Jak już wspomniałam, oliwkowy cień Lead Zeppelin w paletce Balm Jovi ma jakby więcej złotych drobinek. Rozświetlacz Solid Gold z paletki Balm Jovi praktycznie niczym nie różni się od Mary-Lou Manizer. Jedynie pomadki rzeczywiście są inne. Caramel jest bardziej brzoskwioniowa od różowej Milly, a Mia Moore chłodniejsza, ciemniejsza  i bardziej nasycona niż Vanilly z paletki Balm Jovi.



Pozostaje mi jeszcze pokazać, jak wiele różnorodnych makijaży można stworzyć przy użyciu In theBalm of Your Hand. Wiem, że nie są one idealne, że sa  niedociągnięcia, ale chodzi o pokazanie możliwości kosmetyku, a nie skupianie się na moich nie do końca wykształconych umiejętnościach makijażowych. Nie każdy może być MUA, a z normalnej odległości niedociągnięcia nie rzucają się w oczy, no i mocno opadająca powieka wiele wybacza ;)

Aha, zdjęcia były robione w różne dni o mniej więcej takiej samej porze, ale niestety za każdym razem była inna pogoda i inne światło (a nawet czasem jego brak).


#1 nie tylko użyjmy trudnych dla naszego typu urody kolorów, ale też zapaćkajmy sobie powiekę tuszem, co zauważymy dopiero na zdjęciach - brrrawo!

Oko: insane jane, bahama mama, mary-lou manizer, lead zeppelin, hot mama
Twarz: hot mama, mary-lou
Usta:caramel




#2 zimno! zimno!

Oko: mary-lou, lead zeppelin, mischievious marissa, insane jane
Twarz: bahama mama, argyle, mary-lou
Usta: Mia Moore




#3 coś trochę innego, co nie do końca wyszło, ale skoro już zrobiłam zdjęcia...

Oko: cabana boy, isnane jane, mischievious marissa, sexy
Twarz: bahama mama, cabana boy, mary-lou
Usta: caramel




#4 jednak mogłam dodać kreskę, może by nie było widać, że znowu upaćkałam sobie powiekę tuszem...

Oko:hot mama, bahama mama, mischievious marissa, mary-lou
Twarz: bahama mama, hot mama mary-lou
Usta: Mia Moore




#5 jakiś dziwny kształt wyszedł niechcący

Oko: insane jane, mischievious marissa, sexy, mary-lou
Twarz: bahama mama, instain, mary-lou
Usta: Rimmel 180 Vintage pink




#6 rozcieranie leży i kwiczy (to chyba wina bazy pod cienie, za grubo nałożyłam), ale za to fioletowa kredka fajnie wybija się na tych kolorach

Oko: hot mama, bahama mama, cabana boy, sexy, mary-lou, kredka Zoeva
Twarz: bahama mama, cabana boy, mary-lou
Usta: by Terry liquid velvet lipstick 5 baba boom



Jeśli miałabym powiedzieć, którą z posiadanych przeze mnie paletek The Balm wolę, postawiłabym na Balm Jovi, bo lepiej mi się pracuje z tamtymi cieniami, gdyż są bardziej miękkie (choć się osypują) i mają świetne dla niebieskich tęczówek kolory, a zawarty w niej róż Frat Boy pasuje do dosłownie każdego makijażu (choć też schodzi z moich policzków z prześwitami). Niemniej z paletką In theBalm of Your Hand nie mam najmniejszej ochoty się rozstawać. Cieszę się, że ją mam. Mogę poobcować z bestsellerami marki, nacieszyć się wyborem różów, zdecydować, czy kupię pełnowymiarowy bronzer, pobawić się fajnymi cieniami. Poza tym paletka jest uniwersalniejsza niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Cóż z tego, że są pewnie niedociągnięcia? Patrząc całościowo jestem z niej zadowolona.

czwartek, 6 listopada 2014

The Balm, Balm Jovi Rockstar Palette + Balm Jovi make-up #1 | Poprawinowy

Paletę Balm Jovi dostałam w niespodziewanym i bardzo udanym prezencie od Kataliny. Dziękuję, dziękuję, dziękuję :* 


Jak to ujęła Kasia - jedna paleta, wiele zabawek. A te zabawki to dokładnie dwanaście cieni do powiek, pudrowy róż, rozświetlacz oraz dwa pomadko-róże w kremie.

Opakowanie jest kolorowe, tekturowe ale mocne, z dwiema klapkami zamykającymi się na magnes. Bardzo podoba mi się fakt, że klapki oddzielają konsystencje kremowe od pudrowych, gdyż nic mi się nie osypuje do pomadek. Proste, a skuteczne. Dodatkowo całość jest leciutka i kompaktowa - idealna do zabierania w podróż.

Przyjrzyjmy się bliżej odcieniom poszczególnych kosmetyków.


Metal-ica: perłowe srebro

Adagio: kremowy mat

Blink 1982: różowawy brąz z drobnym srebrnym brokatem



Iron Maid-in: chłodne perłowe złoto

Allegro: bardzo ciepły brąz, mat

The Stroke: granat z drobnym lazurowym brokatem



Lead Zeppelin: zieleń khaki z drobnym złotym brokatem

Moderato: bakłażan, mat

rem: lilak, mat



Alice Copper: burgund, satyna

Presto: czekoladowy brąz, mat

Third Eye Blonded: bardzo jasny róż, perła


Cienie mają dość kruchą konsystencję. Należy naprawdę delikatnie przykładać do nich pędzelek, inaczej kruszą się. Jest to jednak ich jedyna wada. Poza tym są obłędnie napigmentowane, dobrze się aplikują i rozcierają. O ile nakładamy je w małych ilościach i stopniowo budujemy krycie, praca z nimi to sama przyjemność. Na bazie trwają na oku w niezmienionym stanie do demakijażu.

Muszę przyznać, że nie miałam w życiu tak świetnych jakościowo cieni. Przebiły wszystko, co mam w kosmetyczce, włącznie z cieniami Urban Decay. Kocham je szaleńczo i gdybym musiała oddać wszystkie swoje cienie i mogła zatrzymać tylko jedną paletkę, wybór byłby bardzo, bardzo, bardzo prosty.



Solid Gold to piękny złoty rozświetlacz. Jest bardzo trwały, tworzy na skórze cudną taflę. Róż Don't You Want Me? to odpowiednik Frat Boya marki. Piękny, niezwykle twarzowy odcień, znakomita trwałość (od nałożenia do demakijażu) oraz matowe wykończenie to przepis na róż idealny. Ma jednak tę samą konsystencję co cienie, więc kruszy się pod większym naciskiem pędzelka. Ze względu na świetną pigmentację trzeba aplikować go lekką ręką.

Milly i Vanilly rzeczywiście spisują się i w roli różu (utrzymując się do demakijażu) i pomadek (tu na moich ustach ich trwałość wynosi około 3 godziny). Ogromnie podoba mi się ich matowe wykończenie. Nałożone na pomadkę ochronną nie wysuszają moich ust. Milly to łososiowy róż a Vanilly - czerwień.



Best palette this century? Tak, zdecydowanie! Dzięki tej palecie jeszcze bardziej chcę Balm Voyage oraz Meet Matt(e) Nude, a na wish-listę wskoczyły również Nude'Tude oraz Balmsai :)


Przygotowałam dla Was siedem makijaży przy użyciu mojej ulubienicy. Dziś pokażę pierwszy z nich - miałam go na sobie na poprawinach wesela kuzyna. Z góry bardzo przepraszam za jakość zdjęć - ja nie umiem fotografować dobrze makijażu (a w opcję wchodzi tylko fota "z rąsi", co stanowi spore utrudnienie), a mój aparat dodatkowo bardzo zjada kolory i na zdjęciach makijaż nie jest nawet w połowie tak intensywny, jak na żywo (chociaż podkręciłam kontrasty w Picassie). Tyczy się to całej siódemki malunków, a wiedzcie, że starałam się jak mogłam :(

 



piątek, 11 lipca 2014

The Balm, Read My Lips lipstick, scoop

Działo się to za czasów, kiedy jeszcze w Polsce istniały i miały się dobrze sklepy sieci Marionnaud. Przyleciałam do kraju i spotkałam się ze Słomką :* Namówiłam ją na wyprawę do wspomnianego przybytku, bo chciałam zobaczyć na żywo i pomacać legendarne kosmetyki The Balm. Niestety nie miałam wtedy zbyt wielu monet na koncie, więc nie mogłam sobie pozwolić na zachwalany rozświetlacz, prawie wszystkie róże (są cudowne!) oraz kilka paletek do cieni, a zwłaszcza Nude'tude i Meet Matt(e). Za to wypatrzyłam przecenione pomadki marki i kupiłam na pocieszenie sztukę o nazwie scoop.

 I już wiem, czemu akurat o pomadkach The Balm głośno nie jest...


Jak widać, po przecenie za standardową pojemność (4 g) zapłaciłam 31,50 zł. Ponieważ to The Balm, opakowanie pomadki jest tekturowe, ale mocne. Do tego zamyka się na klik, czyli jest odporne na samoistne otwieranie się na dnie torebki. Seria nazywa się Read My Lips, więc opakowanie pokryto gazetowym wzorkiem. Słowem - całokształt przemyślany i cieszący oko.

Pomadka ma odcień koralowego różu, który jest bardzo twarzowy i doskonale pasuje na dzień. Kryje delikatnie, ale można krycie budować. Produkt ma niezbyt intensywny, ale dziwny zapach - coś jakby wanilia podbita miętą. Do tego przez kilka minut po nałożeniu wyraźnie chłodzi usta. Szminka nie ma działania wysuszającego, ale nawilżania nie ma co po niej oczekiwać. Podkreśli też suche skórki.


Oprócz dziwnego zapachu nie polubiłam też formuły tej pomadki - szminka jest lepkawa i cały czas czuć ją na ustach. Z drugiej strony przynajmniej wiem, kiedy powinnam ponowić aplikację ;) Trwałość bez jedzenia i picia to dwie godziny w porywach do trzech. Konsumpcji produkt oczywiście nie przetrwa, no i mocno brudzi kubki... Na szczęście schodzi raczej równomiernie.

Może to nie bubel, ale nie czuję się zachęcona do kupienia innych pomadek The Balm. Bez scoop też mogłabym spokojnie żyć, choć, uwaga, w mojej przepastnej kolekcji nie posiadam kolorystycznego odpowiednika tej sztuki.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...