Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różne. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 października 2017

TAG: jak to się zaczęło?

Agata, fantastyczna dziewczyna o niezwykle lekkim piórze i genialnym poczuciu humoru, wymyśliła niedawno bardzo ciekawego TAGa. Mam ogromną ochotę na niego odpowiedzieć, więc here goes :)


1. Kiedy rozpoczęłaś/rozpocząłeś swoją przygodę z blogowaniem?


Niemal siedem lat temu, w grudniu 2010 roku. Jak ten czas szybko leci!


2. Który blog z Twojej kategorii tematycznej odnalazłaś/-eś w sieci jako pierwszy?

Na 100% nie pamiętam, ale najprawdopodobniej był to blog 1001 Pasji autorstwa Asi. Na pewno najpierw odkryłam wizaż.pl, potem urodowy youtube (MizzVintage i Iwetto, uwielbiałam oba kanały), a dopiero potem blogi - wspomnianej Hexxany, a także już nieistniejące/nieaktualizowane Co sroce w oko wpadnie (autorka prowadzi teraz innego bloga) i Urban State of Mind.



3. Skąd pomysł, żeby zacząć tworzyć coś swojego?

Jeszcze w trakcie studiów, w 2007 roku, poznałam na wakacjach w UK swojego partnera, faceta z Karaibów. Po ukończeniu rzeczonych studiów w czerwcu 2010 roku, wyemigrowałam do UK, aby do niego dołączyć. Przez pierwsze 6 lat naszego związu, zanim urodziłam córę, na co dzień w domu panował angielski. Poza tym nie miałam z kim pogadać na tematy kosmetyczne, które mnie mocno interesowały. W tamtym czasie blog był najlepszym rozwiązaniem tych "problemów" - dawał mi codzienny kontakt  z rodzimym językiem i pozwolił nawiązać znajomości z osobami podzielającymi moje zainteresowania. Do dziś właśnie te aspekty są dla  mnie w blogowaniu najważniejsze. Te 7 lat temu blogowanie to było głównie zajęcie hobbistyczne. Teraz urosło do rangi zawodu; wiele osób na tym zarabia, tworzy profesjonalne urodowe magazyny online z pięknymi zdjęciami. Ja natomiast dalej piszę wyłącznie hobbistycznie, spisując swojego rodzaju kosmetyczny pamiętnik i wymieniając się doświadczeniami z koleżankami. Dlatego mój blog odstaje pod względem zdjęć (mają możliwie wiernie prezentować dany produkt, i tyle), layoutu, pozycjonowania i innych tego typu rzeczy. Te aspekty mnie nie interesują; interesuje mnie komunikacja z osobami o podobnych pasjach i wymiana doświadczeń.


4. A skąd taki temat?


Kolorówką i pielęgnacją zaczęłam interesować się późno, po dwudziestce. Ale jak już to zainteresowanie przyszło, to szczelnie oplotło swoimi mackami i póki co, 10 lat później, nadal nie puściło.


5. Jak Twoi bliscy zareagowali na wieść o tym, że „od teraz jestę blogerę”?

Rodzice uważają, że to fanaberia, a dla części znajomych to zajęcie trochę niepoważne, marnowanie czasu. Są jednak i osoby, które mi kibicują, zaglądają, czytają, czasem pytają o rekomendacje, co jest miłe... Bloga się nie wstydzę, ale też sama raczej nie poruszam tego tematu - trzeba się mnie o niego zapytać.
 

6. Pierwszy znajomy bloger poznany w realnym świecie to?


Były to Stri, Kasia, Bogusia, Basia i Justyna. Słomki nie liczę, bo znamy się od lat (od pierwszego roku studiów), jeszcze zanim którakolwiek z nas pomyślała o założeniu bloga urodowego.
 

7. Co na początku najgorzej Ci szło?

Yyy... zdjęcia? Nadal nie są moją mocną stroną i raczej nigdy nie będą. Powody już wyłuszczyłam.




8. Który z pierwszych tekstów był dla Ciebie ważny i dlaczego?

Chyba ten zupełnie pierwszy, bo w końcu w tamtym momencie odważyłam się ruszyć z blogiem. No i dotyczył jednej z najlepszych decyzji w moim życiu: laserowej korekty wzroku. Od siedmiu lat nie muszę nosić okularów (po niemal dwudziestu latach uwiązania do nich) i BARDZO mi z tym dobrze. Oby tak zostało jak najdłużej :)

Ktoś jeszcze chętny na opowiedzenie o swoich początkach? W imieniu Agaty i swoim serdecznie zapraszam. Chętnie poczytam!

sobota, 16 kwietnia 2016

Czy można prowadzić dobrego bloga bez facebooka, instagrama, snapchata i lustrzanki?

 Słowem wstępu

Ostatnio naczytałam się dyskusjo-generujących postów dotyczących różnych, nazwijmy to kontrowersyjnych, aspektów blogowania. Wiecie, notki na temat współprac (temat powraca jak bumerang) wszelakiego rodzaju, na temat sprzedajności blogerów, na temat tego, co w blogach i blogerach  fajne/niefajne, itp. Czytałam nie tylko same treści tych wpisów, ale też toczące się w komentarzach dyskusje. Mimo iż mam własne zdanie, lubię poznawać różne punkty widzenia. I czasem wtrącić swoje trzy grosze.


Mój blog, moje podwórko

Generalnie jestem zdania, że wolnoć Tomku w swoim domku. Jeśli dla kogoś ważnym aspektem są piękne zdjęcia i takie na blogu umieszcza w dużej ilości, super. Jeśli dla kogoś innego wspaniałej jakości zdjęcia są mniej ważne niż merytoryczny a do tego gramatycznie poprawny tekst, super. Jeśli czyimś priorytetem jest czytelny, czysty szablon, super. Wiele blogów skupia się na wszystkich tych aspektach, co jest świetne. Czyta się i ogląda je z przyjemnością. Są też blogi "słabsze" (w cudzysłowiu, bo nie mnie to oceniać) z minimum treści, ze zdjęciami, których nie pokazano by w żadnym magazynie. No i OK. One też znajdą czytelników. Albo sobie ich kupią, co też się zdarza.



Krótka rzecz o krytykowaniu

Wszyscy wiemy, że w każdej dużej (a blogosfera ogromna przecież jest) społeczności są jednostki zachowujące się społecznie akceptowalnie i te, których zachowanie jest mocno krytykowane. Osobiście często rażą mnie powody takiej krytyki. Jeśli krytyka jest konstruktywna i wypływa z chęci samego naświetlenia "problemu" i wspólnego poszukiwania rozwiązania, jestem za. Krytyka wypływająca z zazdrości/zawiści/poczucia niesprawiedliwości mnie mierzi. Chodzi mi o wytykanie, że dane osoby zgadzają się na współprace barterowe zamiast przedstawiać firmom cenniki, że krótko po założeniu bloga mają więcej obserwatorów niż blogi kilkuletnie, że liczby obserwatorów się nie zgadzają, że znajomości, że plecy, że na eventach pojawiają się wciąż te same twarze... Dlaczego? Po co? Tak, wiem, gro z nas wkłada w blogowanie wiele pasji, energii i wolnego czasu, ale też większość z nas zakładała blogi w ramach hobby. Tak, fajnie by było, żeby to hobby pozwoliło nam się utrzymać, ale czy to realistyczne? Wydaje mi się, że tylko dla niewielkiego procenta blogerskiej społeczności. Sama nie założyłam tego kąta w sieci z chęci zysku, ale po to, aby mieć z kim dzielić moją pasje, zawrzeć nowe, cenne znajomości, znaleźć ujście dla wygadania się na różne tematy i mieć stały kontakt z językiem polskim, który dzięki temu pielęgnuję (mieszkam w UK). Osobom, które chcą zarabiać na życie w oparciu o pasję dziedziną beauty raczej radziłabym zajęcie się wizażem/kosmetologią/kosmetyką lub prowadzeniem kanału na youtube. To są po prostu najzwyczajniej w świecie pewniejsze źródła zarobku niż blogowanie, przynajmniej na chwilę obecną. A co zrobić zamiast krytykować? Po prostu nie obserowować blogów, które nam w ten czy inny sposób nie odpowiadają. Ja na przykład nie obserwuję blogów, w których gramatyka i interpunkcja leżą i kwiczą (nie mówię o przypadkowych błędach popełnianych od czasu do czasu, a o tekstach, w których byk na byku leży i bykiem pogania), w których 95% treści to "recenzje" dóbr wszelakich otrzymanych do testów (od majonezu, po kosmetyki, do żelazek), w których zameszczane zdjęcia nie dają mi żadnego wyobrażenia o kosmetyku, w których z jakiegoś powodu razi mnie osoba autorki (a raczej ten procent jej osobowości, który pokazuje w sieci), lub które nie mają nieokreślonego "tego czegoś". Ale nie krytykuję wszem i wobec tych odrzuconych przeze mnie blogów i powodów ich odrzucenia. Bo to nie ma sensu.



Chyba puenta niniejszego wpisu

Wyżej przedstawiłam powody, dla których bloguję. Swój kąt w sieci założyłam 5 i pół roku temu i przez ten czas zdecydowałam się na dwie współprace barterowe, bo interesowały mnie zaproponowane mi produkty. Tak nawiasem dodam, że przeciwko współpracom różnego rodzaju nic nie mam. Po prostu nie czytuję blogerów, którzy w mojej ocenie ze współpracami przesadzają, a przez to nie wierzę w ich wiarygodność. Nie wrzucam natomiast wszystkich do jednego wora i nie uważam, że jeśli bloger za daną rzecz nie zapłacił (a być może wręcz mu/jej zapłacono za przedstawienie produktu i wyrażenie swojej opinii), to ta osoba mnie oszukuje. Bynajmniej. Fałsz da się szybko wyłapać, chyba że jesteśmy totalnie bezkrytyczni. Sama od długiego czasu (dobrze ponad dwa lata) żadnej już współpracy nie nawiązałam (a propozycje mniej lub bardziej poważne do mnie dochodziły), bo uznałam, że nie chcę. Daje mi to poczucie całkowitej wolności i swobody. Nie będę jednak nikomu mówić, co w tej kwestii robić - decyzja należy tylko i wyłącznie do Ciebie, a ja ją uszanuję.

Bloguję dla przyjemności. Zdjęcia robię aparatem-małpką, bo nie znam się na fotografii ( i szczerze mówiąc dziedzina ta zbytnio mnie nie interesuje), więc nie chcę inwestować w drogą lustrzankę, której możliwości i tak nie potrafiłabym wykorzystać. Nie oznacza to, że zdjęcia robię na odwal - robię je najlepiej jak potrafię, i mam nadzieję, że to osobom tu zaglądającym wystarcza. Z jakiegoś powodu lubię też kolaże. Dla mnie najistotniejsze jest przedstawienie tutaj jak najbardziej obiektywnej opinii na temat przedmiotu danego wpisu i zrobienie to poprawną polszczyzną. Oraz dyskutowanie potem z Wami w komentarzach. Tylko tyle i aż tyle. Pewnie, mój blog nie dorównuje tym idealnie zilustrowanym i merytorycznie prowadzonym miejscom w sieci, których tak teraz wiele, ale nieskromnie uważam, że jest dobry, rzetelny. Bez spiny, bez pogoni za obserwatorami, bez lustrzanki, bez facebooka, instagrama i snapczata. Tak, wiem że portale społecznościowe maja ogromną siłę i że stanowią dodatkową formę kontaktu z followersami, ale szczerze wyznam, że blogowanie (czyli pisanie własnego bloga i czytanie Waszych) zajmuje mi już dość czasu dziennie, żebym rozpatrywała dołożenie kolejnych czasopożeraczy. W realu też trzeba żyć, pracować, spędzać czas z rodziną i przyjaciółmi, obejrzeć film/serial, przeczytać książkę.

PS. Popełniając niniejszą notkę absolutnie nie chciałam nikogo wskazać paluchem, urazić, oczernić itp. Chciałam po prostu wylać swoje myśli :)

niedziela, 27 marca 2016

No to Wesołych Świąt :)

Praca w branży usługowej skutkuje u mnie tym, że nie czuję atmosfery Świąt. W związku z tym nie mam weny do układania życzeń. Zresztą zawsze wszystkim Wam życzę jak najlepiej. A jeśli o życzenia wielkanocne chodzi, pozwólcie, że wspomogę się "gotowcem" niejako oddającym moje odczucia:


Z tą różnicą, że ja haruję teraz a we wtorek właśnie troszkę odpocznę :P

Wesołych Świąt kochani :*

środa, 4 czerwca 2014

Niespodzianka po blogersku.

Przyszła do mnie paczka. A raczej duża paka po brzegi wypełniona kosmetykami. Nie, nie nawiązałam żadnej współpracy... To Hexxana postanowiła sprawić mi niespodziankę. Bez powodu, bez okazji. Bezinteresownie... 





Asia pomyślała też o kąpielowej kaczuszce dla mojej córci :)

Dziękuję! Naprawdę nie wiem, czym sobie zasłużyłam na TAKIE rozpieszczanie. No brak mi słów, no.

:*

piątek, 4 kwietnia 2014

Pokazuję PUPĘ :D

Wspomniałam w poprzednim poście, że wygrałam w rozdaniu u Agaty paletkę marki PUPA. Dziś do mnie doszła i nie będzie przesadą jeśli napiszę, że prezentuje się bardzo zgrabnie ;) Aha, jeśli jakimś cudem nie znacie bloga Agaty, polecam zajrzeć. Agata to równa babka z wielkim darem do pisania i fantastycznym poczuciem humoru, a sam blog jest po prostu miły dla oka. Ja łykam każdy pojawiający się wpis. Ba, niecierpliwie ich wyczekuję!

No i PUPA:


Pierwsze macanko wypadło niezwykle pomyślnie. Cienie są cudne, a róż - róż to totalnie moja bajka! Boję się jedynie tego czerwonego błyszczyka. Nie mam nic przeciwko czerwieni na ustach, ale nie jestem pewna, czy ten rdzawy odcień będzie do mnie pasować. Pożyjemy, zobaczymy.

Paletka nie była sama. Patrzcie, co jeszcze znalazłam w kopercie:



Odlewki kosmetyków Pat&Rub, odsypka maski algowej Bielendy, cudnie pachnące mydełko, próbki... Czuję się rozpieszczona. Dziękuję :*

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Zużyte w listopadzie i kolejne prezenty z Polski. Ciekawa promocja w internetowym sklepie Flos-Lek.

Zacznę może od pytania: karmię piersią, dzięki czemu macica bardzo szybko mi się skurczyła. Na tyle szybko, że teraz mam na brzuchu flaka rozciągniętej skóry. Może znacie coś, czym mogłabym tego flaczka smarować, żeby skórę choć trochę ujędrnić? Bo raczej wątpię, że wróci do stanu sprzed ciąży, a z inwazyjnymi ćwiczeniami kazano mi się wstrzymać, ponieważ w ciąży rozeszły mi się mięśnie podbrzusza i mam zlecone przez fizjoterapeutę pewne ćwiczenia, które raczej na stan skóry nie wpłyną, ale mają pomóc mięśniom...

***

Od połowy listopada nie miałam za bardzo głowy do kosmetyków, ale coś tam w tym jesiennym miesiącu zużyłam.

Opakowania pełnowymiarowe (oprócz pudru, to była odsypka):


  • Alterra, mydło lawendowe. Tanie, ładnie pachnie, spełnia swoją rolę, nie przesusza skóry. Jednym słowem – lubię.
  • Antyperspirant Dove. Ładnie pachnie i chroni przez cały dzień przy umiarkowanej potliwości. Chętnie do niego wracam.
  • Alterra, maska do włosów z granatem. Stosuję ją jako odżywkę. Moje włosy ją lubią, są po niej sypkie, lekkie i błyszczące.
  • Oliwka Babydream. Kocham ten produkt – nawilża i uelastycznia skórę, a przy tym ładnie pachnie.
  • Alterra, szampon odbudowujący z makadamią i figą. Przyzwoity szampon. Myje włosy i ich nie obciąża. Nie mam zastrzeżeń i chętnie wracam.
  • Ziaja, ginekologiczny płyn do higieny intymnej dla kobiet w ciąży i po porodzie. Byłam z niego bardzo zadowolona. Był delikatny, ale skuteczny, a przy tym nie miał zbyt wodnistej konsystencji. W ciąży ze względu na zmianę pH pochwy łatwo o infekcje; w czasie stosowania tego produktu nic takiego mnie nie spotkało. Będę wracać, jeśli tylko znowu upoluję w polskim sklepie.
  • Avene, woda termalna. Kupiłam ją kiedyś na promocji w Superpharm. Delikatnie nawilża i odświeża skórę, ale mogę bez niej żyć, bo działa podobnie do hydrolatów :) Ogromny plus, że pomogła mi walczyć z podrażnieniem po spirulinie.
  • Mehron, sypki puder wykańczający. Pisałam o nim w poprzednim poście. Polubiłam się z tym produktem.
  • Dr Organic, pasta wybielająca. Będzie osobny post na jej temat :)

Próbki i miniatury (kupione głównie z myślą o szpitalu):


  • Żele Ziajki pochodzą z gazet o macierzyństwie i bobasach. Zużyłam je sama, nie testowałam ich na córeczce. Zachwytów brak. Skład taki sobie, wodnista konsystencja, bardzo słabe pienienie.
  • Aussie, szampon i odżywka miracle moist. Kupione raczej z braku wyboru, ale moje włosy się nie buntowały. Właściwie wyglądały po tym duecie bardzo ładnie, były sypkie i błyszczące.
  • Palmolive, żel pod prysznic. Żel jak żel. Spełniał swoją rolę.
***

W listopadzie dostałyśmy z Małą jeszcze jeden prezent z Polski:




Jestem zachwycona tymi ręcznikami papierowymi z Rossmanna. Są grube, chłonne, nie drą się, nie rozpadają, nie zmieniają zapachu po zamoczeniu – po prostu idealne do wycierania twarzy po umyciu. Naprawdę nie ma porównania ze zwykłymi ręcznikami papierowymi. Płyn micelarny z Biedronki chciałam przetestować od dawna. Na razie czeka na swoją kolej. Śliczne róże Bell również czekają, bo nie zdążyłam zrobić im zdjęć przed rozprawiczeniem. A tu teraz są jeszcze problemy ze światłem...

Octenisept bardzo się przydał do pielęgnacji pępuszka, zanim ten odpadł (dość szybko, bo po ośmiu dniach). No i czy muszę pisać, że szalenie ucieszyłyśmy się z wierszy Brzechwy? Mała lubi wsłuchiwać się w ich rytm, bo raczej jeszcze niewiele rozumie ;)


***

Dostałam informację o bardzo ciekawej promocji z sklepie internetowym Flos-Lek:


Nie miałam tego olejku, ale znajome atopiczki wypowiadały się o nim bardzo pozytywnie :)

środa, 27 listopada 2013

Trzeci trymestr ciąży i poród.

Ciążowych wynurzeń ciąg dalszy, czyli jak to wygląda w UK :)

W trzecim trymestrze ciąży widziałam się z położną więcej razy niż w pierwszym i drugim trymestrze łącznie. Wizyty wypadały średnio co dwa tygodnie. Podczas każdej wizyty badano mi mocz na obecność białka, ciśnienie, tętno dziecka, mierzono obwód brzucha; później położna odpowiadała na moje ewentualne pytania i udzielała różnych informacji (np. jak oddychać w czasie porodu, ponieważ ostatecznie nie wybrałam się do szkoły rodzenia). Na początku trzeciego trymestru zrobiono mi również badanie krwi, które wykazało u mnie anemię, co często się zdarza w ciąży, ponieważ w ciele kobiety krąży 40% więcej krwi.

Siódmy i ósmy miesiąc minęły mi spokojnie. Dzieciątko robiło się coraz silniejsze, więc i kopniaki i przeciąganie się czasem bywały bolesne, ale nie było to nic nieprzyjemnego. Nie mogłam za bardzo narzekać – nie miałam większych problemów z kręgosłupem czy z oddychaniem. Jedynie w nocy trudno było znaleźć wygodną pozycję do spania. No i oczywiście konieczność wizytowania toalety co godzinę bez względu na porę była dość męcząca. Dopiero na finiszu, czyli w 9. miesiącu zaczęłam odczuwać dyskomfort. Brzuch zrobił się ogromny i ciężki, czułam się zmęczona, miewałam bóle brzucha, przez bity miesiąc miałam spuchnięte stopy do tego stopnia, że znikły moje kostki i mieściłam się jedynie w dwóch parach butów; do tego trudno mi było chociażby się ubrać, a zawiązanie butów przekraczało moje możliwości...

Moja córeczka miała urodzić się 9 listopada, ale postanowiła nie spieszyć się na ten świat. Poznałyśmy się 5 dni później. Przyznam, że ten czas okropnie mi się dłużył.

Mój poród trwał nieco ponad 21 godzin licząc od pierwszych skurczów do samego rozwiązania. Po 6 godzinach od kiedy zaczęłam odczuwać pierwsze skurcze pojechałam do szpitala. Tam zostałam zbadana przez położną, która stwierdziła, że byłam wciąż na wczesnym etapie porodu i zostałam odesłana do domu. Kazano mi wrócić, kiedy skurcze będą pojawiać się z częstotliwością trzech na 10 minut. W domu spędziłam kolejne 6 godzin, ale później nie mogłam już poradzić sobie z bólem i znowu pojechałam do szpitala. Po ponownym badaniu okazało się, że rozwarcie było zaledwie trzy centymetrowe i już położna chciała odesłać mnie znowu do domu, kiedy odeszły mi wody płodowe. Zatrzymano mnie w szpitalu. Mogłam mieć przy sobie dwie osoby towarzyszące; była ze mną moja kochana przyjaciółka. Muszę przyznać, że byłam pod wrażeniem warunków. Rodziłam w osobnym pokoju, stale były przy mnie dwie położne i jedna studentka położnictwa. Kobiety te były bardzo profesjonalne, a do tego niezwykle miłe. Nikt nie dał mi odczuć, że nie byłam pierwszą i ostatnią kobietą, która musiała przeżyć ten ból. Z bólem niestety sobie nie poradziłam i poprosiłam o znieczulenie. Po omówieniu ze mną wszystkich dostępnych opcji (gaz rozweselający nie wchodził w rachubę, bo robiło mi się po nim niedobrze) pojawił się anestezjolog i po zrobieniu miejscowego znieczulenia zainstalował mi w kręgosłupie epidural. Miałam wrażenie, że znieczulenie nie zadziałało jak trzeba, ponieważ skurcze nadal były bardzo, bardzo, bardzo bolesne, ale z perspektywy czasu wiem, że jednak byłam w błędzie, bo np. nie odczuwałam już skurczów obręczowych. Na ponad dwie godziny przed narodzinami Małej do zespołu dołączyła również lekarka, ponieważ tętno mojej córeczki od czasu do czasu spadało. Ostatecznie lekarka musiała na samym końcu zrobił mi nacięcie i dopomóc kleszczami, ponieważ tętno dziecka zaczęło bardzo szybko spadać. Na szczęście urodziłam zdrową i śliczną dziewczynkę.

Po około dwóch godzinach przeniesiono mnie i córeczkę na oddział. Zanim to nastąpiło każda z położnych mi pogratulowała i się ze mną pożegnała. Również anestezjolog dwa razy przyszedł sprawdzić, jak się czuję i pogratulować mi córeczki.

W szpitalu zatrzymano nas na około 12 godzin. Przez cały ten czas byłyśmy pod opieką położnych, pielęgniarek i lekarzy. Kiedy było jasne, że ani mnie, ani małej nic nie dolega, wypuszczono nas do domu.

Tak, oto cała relacja. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Relacja również powinna wyjaśnić, czemu mnie przez tyle czasu nie było. Ok, nie miałam Internetu, ale nie jest to główny powód. Po prostu opieka nad noworodkiem bardzo pochłania czas. W sumie nawet nie wiem, kiedy on tak szybko płynie...

środa, 16 października 2013

Co nowego?

Dzieje się, dzieje. Dzieją się rzeczy małe i duże. Z rzeczy małych byłam w poniedziałek w banku i szybko, przy okazji, zahaczyłam o drogerię Superdrug. Tak strasznie kusiłyście nowymi paletami Barry M, że musiałam obejrzeć je na żywo. Paleta Natural Glow mnie nie przyciągnęła, gdyż cienie wydały mi się bardzo podobne do cieni z palety Oh So Special Sleeka, ale skusiłam się na inny wariant:



Potem przyszła paczka od Hexxany :* Dziękuję! Miałam dostać pędzelek Hakuro H15, ale Asia dodała mu liczne towarzystwo:




A wczoraj.... a wczoraj przyleciała do mnie Przyjaciółka, w blogosferze znana jako Słomka. Słomkini zgodziła się zastąpić mnie do końca sezonu w pracy, za co jestem ogromnie wdzięczna :*

Przyjaciółka przywiozła mi wiele smakołyków z Polski, od siebie i od Kataliny :* Tylko spójrzcie, co Kasia przysłała dla malutkiej:


Czyż ten sweterek nie jest cudowny? Mnie Kasia również uraczyła dobrociami:



Marmurki Lemax ogromnie mi się spodobały na blogach i Kasia je dla mnie zdobyła. Dziękuję :*

A od Słomki dostalam:


Wszystkie te rzeczy były na mojej wish-liście :)


Dzisiaj rano wyciągnęłyśmy kosmetyczki i zaczęłyśmy się malować...



Słomka zmalowała ślicznego dzienniaka z użyciem paletki Sleek Vintage Romance:



Serdecznie Was pozdrawiamy!


piątek, 30 sierpnia 2013

Dzień Blogera i promocja Flos-Lek

Jeśli lubicie kosmetyki Flos-Lek lub macie ochotę któreś przetestować, teraz jest okazja, aby nabyć je taniej :)

BLOGUJ Z FLOSLEKIEM
Z okazji Dnia Blogera 31.08.2013
Wyjątkowa promocja
30% off na wszystkie produkty
na hasło w zamówieniu BLOGER

Termin obowiązywania promocji 31.08-02.09
Promocja dostępna po rejestracji i zalogowaniu się na stronie www.sklep.floslek.pl
Każdy zarejestrowany i zalogowany użytkownik może dokonać tylko jednego zakupu w promocji na hasło: BLOGER




Klikając na baner przeniesiecie się na stronę sklepu :)

środa, 28 sierpnia 2013

Mała, różowa operacja, czyli kreatywne prasowanie pokruszonych kosmetyków prasowanych

W mojej kosmetyczce rezydowały dwa różowe kosmetyki, po które nie sięgałam. A nie korzystałam z nich, gdyż były pokruszone. Cień Paese Światło Toskanii przywędrował do mnie już w takim stanie. A że mam podobne odcienie w łatwiejszej do użycia formie sprasowanej, cień leżał niekochany. Z kolei róż MIYO w bardzo twarzowym odcieniu Sorbet, który dostałam od Diggerowej, pokruszył się sam z siebie. Nie upadł mi, nie był narażony na wstrząsy. Ot, pewnego dnia otworzyłam kuferek i odkryłam, że sobie wziął i popękał. Zła byłam bardzo, bo kolorek fajny, ale z takiego pokruszonego różu korzysta się trudno, bo na pędzel nabierają się dziwne ilości i łatwo o efekt matrioszki. Poza tym pyłek wymykał się z opakowania i brudził mi wszystko na różowo. 



Ostatecznie stwierdziłam, że będę prasować. Postanowiłam tez od razu połączyć cień z różem, bo wiedziałam, że inaczej z cienia nie będę korzystać. A z "nowego" różu i owszem :)


Całą operację przeprowadziłam na ręczniku papierowym, gdyż robi się przy tym trochę bałaganu. Co zrobiłam?


1. Pokruszyłam do końca cień.

2. Pokruszyłam róż. Uwaga, staramy się kruszyć kosmetyki jak najdokładniej, żeby nie było grudek. Zdjęcie numer dwa zrobiłam w trakcie kruszenia, to jeszcze nie był efekt końcowy.

3. Połączyłam i dobrze wymieszałam cień z różem.



4. Przełożyłam mieszankę do opakowania od różu i zalałam spirytusem kosmetycznym. Wódka też się nada. Wymieszałam.



5. Zaczęłam odciskać alkohol w płatki bawełniane. Zużyłam kilka płatków i pobrudziłam sobie paluchy na różowo, ale po kilku myciach rąk zeszło :]



6. Wyczyściłam opakowanie różu na brzegach i w zawiasach i odstawiłam otwarty kosmetyk na kilkanaście godzin, żeby resztki alkoholu odparowały.


7. Teraz podziwiamy efekty naszej pracy :)

Kosmetyk wygląda co prawda na "po przejściach", ale dużo łatwiej się z niego korzysta niż kiedy był w formie sproszkowanej... No i kolorek jest bardzo ładny ;)

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Prezentowo :)

Wtajemniczeni wiedzą, że dziś zrobiłam się o rok starsza. Skończyłam 27 lat. Jak ten czas szybko leci!

Anyways. skorzystała na tym fakcie moja kosmetyczka, szafa, skarbonka i biblioteczka :)

Dzień zaczął się od upominku od mojego J.:



Rodzice, współpracownik i szef uszczęśliwili mnie zastrzykiem finansowym, więc wybrałam się na małe zakupy. Nie wariowałam, 90% tych pieniędzy wylądowało w banku, bo szykują się duże wydatki ;) Niemniej skusiłam się na nową torebkę w H&M, bo moja dotychczasowa (mam tendencję do noszenia jednej torebki aż do dobicia) prosiła się o wymianę...



Po powrocie czekała na mnie ogromna paka od Hexxany i Stri-lingi. Zawartość zwaliła mnie z nóg...




Dostałam również kilka prezentów w czasie ostatniego pobytu w Polsce. Od Słomkowstwa uniwersalny kosmetyk w postaci oleju arganowego prosto z Maroka, a od Przyjaciółek fantastyczne, nieziemsko wygodne ciążowe legginsy i wspomnianą książkę "Pierwszy rok życia dziecka".

Bardzo, bardzo, bardzo dziękuję. Wszystkie prezenty są niesamowicie trafione i sprawiły, że nie opuszcza mnie dobry nastrój :)

piątek, 25 stycznia 2013

Info dla dziewczyn z UK odnośnie brytyjskiej poczty

Dziewczyny, byłam dziś na poczcie wysłać paczkę i okazało się, że od 14 grudnia zeszłego roku Royal Mail wprowadziła listę substancji niebezpiecznych, których nie można wysyłać w paczkach/przesyłkach listowych. Na liście znajdują się lakiery do paznokci :(((( Nie mogę już wysyłać lakierów do Polski... Ech, szczerze mówiąc jest to dla mnie dziwne i niezrozumiałe, ale co zrobić :((((

Może nie wszystkie dziewczyny z UK wiedzą, stąd ta notka.

EDIT: niestety nie dopytałam się, czy to samo dotyczy się przesyłek krajowych. Bo ta lista była odnośnie przesyłek międzypaństwowych.

EDIT #2: Jajego83 podesłała mi linka do listy zabronionych produktów:


Restricted Goods – Consumers

The table below covers all our UK mail services including First Class, Second Class and Special Delivery®.
International customers should note that other postal administrations may have different restrictions. We cannot accept responsibility for loss or damage to items if the articles inside are restricted in the country you’re posting them to. If you need to know more go to our A-Z guide of country specific information. For more information, download our guide to international prohibitions and restrictions leaflet for consumers.
Restricted item*
Detailed information
Aerosols
Inhalers with a volume of 50ml or less are allowed.
Alcoholic beverages and liquids
Including beer, lager, wine and champagne, with an alcohol content no greater than 24% ABV.
Wrap in polythene and seal with tape. Surround with absorbent material such as newspaper and sufficient cushioning material to protect each item from breakage. Volume should not exceed 1 litre per item. Mark as ‘FRAGILE’ when sending glass bottles. The sender’s name and return address must be clearly visible on the outer packaging.
Any alcoholic beverage with alcohol content greater than 24% ABV is prohibited. Please see www.royalmail.com/prohibitedgoods.
Balloons
Balloons filled with non-flammable gases are permitted but these must be clearly marked on the outer packaging with the words ’BALLOONS FILLED WITH NON-FLAMMABLE GAS’.
Batteries - new alkaline, nickel metal hydride (NiMH) or nickel cadmium (NiCd)
Including household AA and AAA batteries. Must be new and sent unopened in their original retail packaging. Surround with cushioning material e.g. bubble wrap. The sender’s name and return address must be clearly visible on the outer packaging.
Biological Substances (Category B)
Human or animal material including, but not limited to, excreta, secreta, blood and its components, tissue and tissue fluids. These items may be carried within the UK provided the following conditions are met.
May only be sent by, or at the specific request of, a qualified medical practitioner, registered dental practitioner, veterinary surgeon, registered nurse or a recognised laboratory or institution. The total sample volume/mass in any parcel must not exceed 50ml/50g. All biological substances must be posted in packaging that complies with Packaging Instruction 650, such as our Safebox product. The sender’s name and return address must be clearly visible on the outer packaging.
Christmas crackers
Crackers can only be sent in their complete made-up form and in their original retail packaging.
Counterfeit currency and stamps
Restricted to copies of old denominations or pre decimalisation postage stamps which are now obsolete and worthless except for collectable value and cannot be passed as tender.
Any false instrument or copy of a false instrument (within the meaning of section 5 of the Forgery and Counterfeiting Act 1981) is prohibited. Please see www.royalmail.com/prohibitedgoods
Electronic items sent with new alkaline, nickel metal hydride (NiMH) or nickel
cadmium (NiCd) batteries
Must be new and sent unopened in their original retail packaging. Surround with sufficient cushioning material to protect each item from damage. Wrap each item, including plugs, individually. Place item in a rigid container and cushion to avoid movement. Any equipment sent with batteries or cells must be secured against movement within the outer packaging and must be packed to prevent accidental activation. The sender’s name and return address must be clearly visible on the outer packaging.
Guns for sporting use
Guns intended for sporting purposes - including Section 1 and Section 2 firearms, low-powered air guns and their component parts - may be sent in compliance with UK law and subject to domestic controls on the possession of firearms.
Use 1st Class as the minimum service. The sender’s name and address must be clearly visible on the outer packaging.
Lighters
New and unused empty lighters may be sent unopened in their original retail packaging.
Lighters and refills containing flammable liquid or gas (including used butane and petrol cigar and cigarette lighters) are prohibited. Please see www.royalmail.com /prohibitedgoods
Living creatures, insects and invertebrates
Including bees, caterpillars, cockroaches, crickets, destroyers of noxious pests, earthworms, fish fry and eggs, leeches and other parasites, lugworms, maggots, mealworms, pupae and chrysalides, rag worms, silkworms, spiders and stick insects.
Must be boxed and packaged to protect the creatures, our staff and our customers from harm. Use 1st Class as the minimum service. Items must be clearly marked ‘URGENT – LIVING CREATURES - HANDLE WITH CARE’. The sender’s name and address must be clearly visible on the outer packaging.
Live animals and reptiles are prohibited, as are any creatures or insects classified as dangerous within the Dangerous Wild Animals Act
1976 (including certain venomous spiders). Please see www.royalmail.com/prohibitedgoods
Magnetised materials
Should be wrapped in soft packaging at least 2cm thick around each item. The sender’s name and address must be clearly visible on the outer packaging.
Magnetised material with a magnetic field strength of 0.159A/m or more at a distance of 2.1m from the outside of the package are prohibited, Please see www.royalmail.com/prohibitedgoods
Perishable items
Including flowers, fresh fruit, vegetables and frozen or chilled foodstuffs.
Should be able to withstand a journey of up to 48 hours. Use 1st Class as the minimum service. Must be suitably sealed to prevent leakage or tainting of other items such as in sealed vacuum packs. Must be packed in a strong corrugated board box or purpose designed polystyrene pack. The sender’s name and return address must be clearly visible on the outer packaging.
Prescription medicines and drugs sent for scientific purposes
May only be sent by, or at the specific request of, a qualified medical practitioner, registered dental practitioner, veterinary surgeon, registered nurse or a recognised laboratory or institution.
Medicines classified as non-flammable or non-toxic must be securely closed and placed in a leak-proof container such as a sealed polythene bag (for liquids) or a siftproof container (for solids). Must be tightly packed in strong outer packaging and must be secured or cushioned to prevent any damage. The sender’s name and return address must be clearly visible on the outer packaging.
Medicines classified as flammable, toxic or flammable and toxic are prohibited. Please see www.royalmail.com/prohibitedgoods
Sharp objects
Sharp objects like knives, kitchen utensils and gardening tools may only be posted if they are packaged appropriately so that they are no risk to employees, other postal items or recipients.
Vaccines
May only be sent by, or at the specific request of, a qualified medical practitioner, registered dental practitioner, veterinary surgeon, registered nurse or a recognised laboratory or institution.
The vaccines must be securely closed and placed in a leak-proof liner such as a sealed polythene bag (for liquids) or a sift-proof container (for solids). Must be tightly packed in strong outer packaging and must be secured or cushioned to prevent any damage. The sender’s name and return address must be clearly visible on the outer packaging.
Water-based paints, wood varnishes and enamels
Water-based paints, wood varnishes and enamels with a volume less than 150ml, must be sent in sealed tins or bottles, placed in polythene and sealed again. The items must be surrounded with sufficient absorbent material to soak up any leakage and must be packed in strong fibreboard or polystyrene.

*We reserve the right to refuse any other item banned by law or that in our opinion may be harmful or dangerous to our customers or employees. If you send dangerous goods and do not comply with the applicable terms and conditions and legal requirements then we may deal with the goods as we see fit including destroying or disposing of the relevant goods.

Więcej TUTAJ.

sobota, 29 grudnia 2012

Prezenty świąteczne vol. 2

Cześć Dziewczyny. Nadaję już z UK. Pobyt w Polsce minął jakby to był jeden dzień...

Kilka dni temu pokazywałam tu przemiłe paczuszki, które dostałam od kilku blogowych koleżanek :* Dziś reszta. Muszę przyznać, że w tym roku Mikołaj niesamowicie się spisał. Wszystko, ale to wszystko niezwykle mi się podoba i w sumie wciąż jestem w szoku i nie wierzę, że dostałam tyle skarbów.

Od Rodziców:



+ piżamka :)

Od Brata i Bratowej:


Od drugiego Brata i Jego Dziewczyny (zainspirowali się wish-listą, którą wkleiłam tu na początku grudnia):


Od mojej Przyjaciółki Słomki:


Od Johnny'ego, mojego szefa, i jego narzeczonej Natalii (prezent wprawił mnie w prawdziwe osłupienie, nie spodziewałam się tak kosztownego upominku!!!!):


A zakończę paletką cieni i eyelinerem, które dostałam w spadku po Przyjaciółce, bo nie pasowały jej kolory:


Tak, Mikołajowi muszę jakąś dobrą whiskey postawić ;)

niedziela, 23 grudnia 2012

Prezenty (przed)świąteczne vol. 1

Nie było jeszcze Gwiazdki, u mnie w domu nawet choinki jeszcze nie ma, a mimo to zostałam już obsypana prezentami. Dziewczyny, jesteście niesamowite i bardzo, bardzo Wam dziękuję :*

Paczuszka od BeautyWizaz, która wysłała mi jedną paczkę do UK, ale paczka ta zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Ewelina, choć nie musiała, wysłała mi następną...


W paczce znalazłam cudny lakier 366 (pamiętacie, jak wspominałam, że marzy mi się ta kolekcja?), śliczny cień AMC 154 i pustą paletkę na 10 cieni.


Od Hexxany:


Dostałam tu próbki kremów do cery naczynkowej i dużo odlewek, zwłaszcza różnorakich mazideł do rąk. No i Asia również sprawiła mi coś z wish-listy - pędzel do różu Hakuro H24 *_*


Od Diggerowej


Wysłałam Amandzie perfumy, które mnie strasznie męczyły i kilka drobiazgów. W zamian Digg dokarmiła mój różo-, lakiero- i maseczkoholizm. Usta też zostały dopieszczone :)


Od Słomki:


Moja pierwsza tarta YC! Zapach sparkling angel, jest cudna :) Ponieważ nigdy wcześniej nie miałam tart, nie posiadałam kominka. Napomknęłam o tym fakcie najmłodszemu bratu, a On, kochany, mi taki kominek sprawił.


Od Przyjaciółki:


Słodycze i wymarzony top coat :)

***

Korzystając z okazji życzę Wam radosnych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia, spędzonych wesoło w gronie najbliższych :*

niedziela, 2 grudnia 2012

Kilka luźnych przemyśleń sprowokowanych przez... Nicki Minaj

Gdyby tak zapytać 100 napotkanych kobiet: "Czym dla Ciebie jest makijaż?", uzyskałybyśmy 100 różnych odpowiedzi. Każda z nas ma własne przemyślenia na ten temat. I dobrze.

Czym dla mnie jest makijaż? Po pierwsze, pretekstem do wygospodarowania pół godzinki tylko dla siebie. Moje otoczenie wie, że lubię sobie w spokoju pociapać po twarzy i nikt nie ma z tym problemu. Dzieciaczków jeszcze nie mam ;) Po drugie, przyjemnością. Lubię otworzyć sobie na chybił-trafił jakąś paletkę, pokombinować z doborem kolorów, pomachać trochę pędzlami. Oczywiście są dni, kiedy nie wychodzi, ale dziś rozmawiamy ogólnie. Po trzecie, makijaż pomaga mi wyeksponować moje atuty; sprawia, że czuję się atrakcyjniej. Mam naczynka, różowe policzki, zwykle na twarzy gości kilka wyprysków, jak to przy cerze tłustej... Podkład pomaga wyrównać koloryt cery, korektor ukrywa nieproszonych gości, a ja od razu czuję się pewniej. Mam też opadającą powiekę i odpowiednie cieniowanie plus kreska sprawiają, że nie wyglądam, jakbym była cały czas smutna. No, same rozumiecie, o co chodzi. Po czwarte, czasem makijaż bywa zabawą. Osobiście nie mam akurat szczególnych zdolności manualnych, ale uwielbiam oglądać makijaże artystyczne i sesyjne, podziwiając kunszt ich autorek/autorów (oczywiście jeśli zdjęcia nie są wyfotoszopowane do granic możliwości). Sama czasem po prostu bawię się kolorami - to genialnie poprawia humor.

Czemu zebrało mi się na takie przemyślenia? Otóż zwykle robię sobie makijaż z Vivą dającą mi podkład muzyczny. No i wiadomo, że kątem oka czasem zerknę na jakiś teledysk. I tak, ja wiem, że popkultura rządzi się własnymi prawami, że artyści często i gęsto chcą szokować strojem, makijażem, zachowaniem, że to zamierzone itp. Tak, wiem. Z drugiej strony tak sobie myślę o rzeszy fanów danego celebryty i o ślepym podążaniu jego tropem, kopiowaniu stylu, itd. No i kurczę, co jak co, ale osobiście nie chciałabym, żeby co druga dziewczyna napotkana na ulicy w ten sposób oszpecała się makijażem (stop-klatki z youtube):





Kilogram tapety, dorodna pomarańczka na twarzy, grrruba warstwa różowego mazidła na ustach, jarmarczna niebieskość na powiekach... Nic, tylko dodać białe kozaczki. Tak, wiem, że istnieje grupa kobiet od dawna prezentujących sobą ten look, ale nie jest to bardzo powszechne zjawisko. Ja myślę teraz jednak o tych młodszych dziewczynach (a fanek w tej grupie wiekowej Nicki ma przecież sporo), które dopiero wkraczają w świat makijażu i nie zdają sobie sprawy, jak bardzo makijażem można się oszpecić...

Nie jestem fanką looku typu najpopularniejsze-błędy-w-makijażu-na-twojej-twarzy-yay! - stąd ten post. Wyrażam głośno swoją opinię ;)
Czy Nicki dobrze robi promując tego typu look? Jetem ciekawa Waszego zdania na ten temat :)

Czym dla Ciebie jest makijaż?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...