Z mojego kosmetycznego doświadczenia wynika, że bazy pod cienie mogą mieć różne konsystencje - niektóre są wyraźnie silikonowe (np. baza Lumene, baza Essence I love..., baza Inglot), inne - lepkie (np. Artdeco, Rival de Loop young), jeszcze inne - płynne (np. duraline Inglota). Osobiście najbardziej lubię drugi wspomniany typ, gdyż takie primery zdają się najlepiej współpracować z moimi tłustymi i do tego opadającymi powiekami.
Baza Lumene jest silikonowa. Nie jest zła, ale...
Produkt zamknięto w odkręcanej tubce. Na pewno jest to higieniczniejsze rozwiązanie niż słoiczek. Baza nie jest ani gęsta, ani rzadka i ma cielisty kolor. Delikatnie wyrównuje koloryt powieki, ale żyłek nie przykrywa. Rozprowadza się bardzo łatwo, bez naciągania delikatnej skóry tych okolic. Bazę trzeba, zgodnie z zaleceniem producenta, zagruntować pudrem lub cielistym cieniem, inaczej prawie od razu zaczyna zbierać się w liniach na powiece.
Jeśli chodzi o działanie, w moim przypadku makijaż oka na tej bazie wygląda dobrze przez 7-8godzin. Po tym czasie cienie zaczynają się u mnie rolować. Nie jest to zły wynik, ale znam lepsze bazy (Hean stay on, Rival de Loop), dlatego po zużyciu do tej propozycji raczej nie wrócę. Produkt wyraźnie podbija kolory cieni, co zawsze jest plusem.
Dodam, że baza jest diabelnie wydajna, gdyż na jedno oko wystarczy ilość główki od szpilki.
Czytałam wiele zachwytów na temat kosmetyku. U mnie zachwytów nie ma. Jest umiarkowane zadowolenie. Spróbowałam i wiem :)
Czytałam wiele zachwytów na temat kosmetyku. U mnie zachwytów nie ma. Jest umiarkowane zadowolenie. Spróbowałam i wiem :)

