Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stainy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stainy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 lipca 2016

Maybelline Color Elixir Lip Lacquer, 120 Fuchsia Flourish oraz 400 Alluring Coral

Zdaje się, że błyszczyki, które dziś Wam opiszę, nie są dostępne w Polsce stacjonarnie. W Anglii pojawiły się dobrze ponad rok temu i wtedy też kupiłam w jakiejś promocji dwie sztuki (normalnie kosztują 6,99 funtów/5 ml). Wiele z Was jednak podróżuje i ma okazję trafić na te kosmetyki za granicą, postanowiłam więc coś o nich naskrobać. Zresztą od roku nosiłam się z tym zamiarem - czasem z niewiadomych przyczyn potrafię odkładać napisanie notki na wieczne nigdy, ech.

Spośród jedenastu dostępnych w UK kolorów wybrałam dwa intensywne, rzucające się w oczy odcienie. Jeśli chodzi o kolory delikatniejsze, bardziej dzienne, wpisy o takich znajdziecie na przykład u Iwetto (klik - 705 Blush Essence), Sroki (klik - 705 Blush Essence, 105 Petal Plush, 725 Caramel Infused) i Justyny (klik - 010 Celestial Coral).

A wracając do mojej toaletki, zagościły w niej te dwa oto gagatki:


Producent opisuje ten produkt jako hybrydę pomadki, błyszczyku i balsamu nawilżającego. I coś w tym jest. Moje sztuki dają na ustach naprawdę intensywny kolor, ładną taflę i rzeczywiście wykazują nawilżające właściwości, dzięki czemu noszą się bardzo komfortowo. Niestety nie do końca odpowiada mi zapach tego kosmetyku; jest dziwny, chemicznie słodki.


Bardzo polubiłam się z aplikatorem - karbowana gąbeczka w kształcie łezki umożliwia precyzyjną aplikację mazidła już za jednym wynurzeniem z tubki. Ta ostatnia swoją drogą ma bardzo ciekawy design: jest prostokątna z ładną, błyszczącą nakrętką, a sam blyszczyk znajduje się w plastikowej wstawce w kształcie sztyftu pomadki. Ta wstawka zdaje się być plastikowa, odpowiada danemu odcieniowi błyszczyka i jest nieprzezroczysta, przez co niestety nie widać stopnia zużycia kosmetyku ani jego wykończenia (niektóre odcienie zawierają drobinki).


120 Fuchsia Flourish:

Czyli intensywna fuksja. 


400 Alluring Coral:

A to intensywny koral. Niestety ten konkretny odcień wykazuje dużą tendencję do zbierania się w bruzdach wargowych. Fuksja robi to w stopniu minimalnym a ten tu gagatek - no same zobaczcie...

Błyszczyki są dość lepkie, ale nie w nieprzyjemny sposób. Są też bardzo trwałe, nawet mimo jedzenia i picia - błyszcząca warstwa zostaje ze mną przez około 2,5-3 godziny, a po jej zniknięciu na ustach nadal mam intensywny stain. Co ciekawe, naskórek warg nadal jest nawilżony. Stain wygląda dobrze przez kolejne 2-3 godziny, po czym zaczyna nierównomiernie zanikać (co nie jest niczym zaskakującym przy tak intensywnych barwach) i warto zrobić poprawki. Wystarczy po prostu zaaplikować kolejną warstwę kosmetyku, bez zmywania poprzedniej. Zaznaczam jednak, że nie wiem, czy delikatne, dzienne odcienie są tak samo trwałe; nie wiem też, czy zbierają się w bruzdach wargowych jak mój nieszczęsny koral.

Podobam się sobie w obu odcieniach i odpowiada mi to, jak komfortowo się te produkty noszą. Szkoda, że koral zbiera się w bruzdach wargowych, przez co noszę do tylko "po domu"...

poniedziałek, 8 września 2014

L'Oreal, Rouge Shine Caresse, 102 Romy

Produkt ten dostałam od Asi (Kosmetyczny Przekładaniec). Dziękuję, bo sama pewnie bym się nie skusiła w najbliższej przyszłości, a tymczasem to naprawdę fajny kosmetyk jest!


Opakowanie mazidła przyciąga uwagę. Na pierwszy rzut oka jest złote i eleganckie. Niestety czar troszeczkę pryska, kiedy poodbijają się na nim ślady paluchów, czego praktycznie nie da się uniknąć... No ale to szczegół. Ważne natomiast, że nakrętka zakręca się na klik. Poza tym gąbkowy aplikator w kształcie łezki jest bardzo wygodny i komfortowy w użytkowaniu.

Kosmetyk ma wiśniowy zapach. Mi się podoba, ale wiem, że są dziewczyny, które nie lubią tego typu atrakcji.


Produkt ma bardzo ciekawe właściwości. Podczas aplikacji czuć, jakby na usta nakładało się wodę. Po chwili kosmetyk lekko wsiąka w wargi i zastyga. Zachowuje się jak połączenie stainu z błyszczykiem. Pierwsza warstwa w przypadku odcienia 102 daje bardzo delikatny kolor. Ja lubię go troszkę zbudować i zwykle aplikuję dwie warstwy (na zdjęciach), co daje satysfakcjonujący mnie efekt. Mazidło jest nieco lepkie, dzięki czemu dość trwałe, ale naprawdę nie ma tragedii. Wręcz przeciwnie, nosi się komfortowo.

Jak wiadomo, trwałość kosmetyków naustnych to sprawa mocno indywidualna. U mnie w przypadku 102 Romy, o ile nie jem nic tłustego ani bardzo mokrego, błysk utrzymuje się przez około trzy godziny. Potem na ustach widzę sam pigment, który wygląda dobrze przez kolejną godzinę. Po tym czasie zaczyna się ścierać (raczej równomiernie) i potrzebne są poprawki. W starciu z porządnym obiadem produkt polega. Zostawia też ślady na kubkach.

Mazidło nie wysusza moich ust.


102 Romy to ciepły róż. Bardzo ładny, bardzo twarzowy, dobry na co dzień. 6 ml tego produktu kosztuje ok. 45 zł. Myślę, że jeśli w przyszłości uda mi się nieco uszczuplić szminkowe i błyszczykowe zapasy, zagoszczą u mnie inne odcienie. Fajnie było poznać :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...