Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dermacol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dermacol. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 lipca 2011

Dermacol, mousse blusher

Róż mogę testować dzięki Smieti, która odstąpiła mi szczodrą próbkę - dziękuję :) Świetną, dogłębną recenzję Smieti znajdziecie TUTAJ. Pomyślałam, że również podzielę się wrażeniami, a co :)
  • cena: nie znam, u Smieti wyczytałam, że to około 28 zł, ale podejrzewam, że cena nie jest stała - zależy od sprzedawcy
  • dostępność: stacjonarnie nigdzie produktów tej marki nie widziałam, ale wiem, że można je kupić przez Internet
  • pojemność: ja posiadam próbkę, pełnowymiarowy produkt ma pojemność 28 g
  • kolor: 2 to dość ciepły róż ze złotą poświatą - śliczny! Złote drobinki nie dają tandetnego efektu. Przeciwnie - pięknie rozświetlają. Do tego kolor ten pasuje do mnie - naczynkowca - idealnie, bo nie uwydatnia naczynek ani się z nimi nie gryzie. Jestem nim zauroczona.
  • konsystencja: musu. W dotyku produkt jest bardzo silikonowy, co nie do końca mi odpowiada - po prostu nie przepadam za wyraźnie silikonowymi konsystencjami (np. bardzo nie lubię silikonowych baz, choć stosuję od czasu do czasu). W każdym bądź razie róż dobrze się nakłada (oczywiście palcami) i rozciera - nie robią się żadne prześwity ani smugi. Nałożony w odpowiedniej ilości daje śliczny, świeży i naturalnie wyglądający rumieniec.
  • trwałość: nakładam go na gołą skórę (jeśli używam podkładu mineralnego) lub na podkład płynny, a następnie utrwalam pudrem. Rumieniec widzę przez cały dzień, ale w pewnym momencie znika. Nie udało mi się uchwycić kiedy. W każdym bądź razie przy demakijażu (przy moim trybie życia makijaż noszę zazwyczaj kilkanaście godzin dziennie) już go nie ma, ale znika równomiernie, nie pozostają żadne smugi czy placki koloru.
  • zapach: róż jest bezzapachowy
  • opakowanie: pełnowymiarowa wersja zamknięta jest w szklanym słoiczku
  • podrażnienia/alergie: nic takiego mnie ze strony tego produktu nie spotkało; silikony nie spowodowały wysypu pryszczy, ale mi niespodzianki na policzkach wyskakują niezwykle rzadko; Smieti pisała, że róż wchodzi jej w pory, ja u siebie nic takiego nie zaobserwowałam (a przytykałam nos do lusterka, żeby to zweryfikować)
Podsumowując: jest to naprawdę fajny produkt. Róż ma śliczny kolor, ładnie ożywia twarz, jest łatwy w obsłudze, dość trwały, daje naturalny efekt, nie zapycha. Z przyjemnością zużyję swoją próbkę, mimo nielubianej przeze mnie mocno silikonowej formuły. Nie mam dla Was niestety zdjęcia z efektem na twarzy, bo mój aparat nie widzi różu nałożonego na policzki w normalnej ilości, a nie chciałam robić sobie efektu "ruskiej lalki"...



I got a generous sample of this blusher from Smieti (thank you!) who actually wrote a very good review of this product HERE. I decided to write one myself - and why not? :)
  • price: I don't know the exact price; Smieti wrote that it's around PLN 28 but I think that the price will depend on the seller
  • availability: to be honest, I didn't see these products anywhere but I know that they can be purchased online
  • volume: what I have is a sample; the full-size jar contains 28 g of the product
  • shade: shade No. 2 is a warm pink with fine gold shimmer - really pretty! The shimmer is not kitsch. On the contrary - it makes your face look radiant. What is more, this is a perfect shade for people who, like me, have spider veins and pink cheeks - it doesn't highlight them. I really like this shade.
  • consistency: of a mousse. The blusher seems to contain a lot of silicones, which I don't like (eg. I don't like silicone-based primers although I use them from time to time). Anyway, the application is fairly easy (I apply the blusher with my fingers) - the product doesn't smudge. It lets you achieve a beautiful, fresh, and natural-looking blush.
  • lasting power: I apply the blusher either to my bare skin (when I use a mineral foundation) or after applying a liquid foundation. Then I apply some powder. I can see the blush for the whole day but at some point it just vanishes. I don't know when exactly. Anyway, usually when I remove my make-up (which I normally wear for at least 12 hours), the blusher is already gone without a trace.
  • scent: no scent
  • packaging: glass jar
  • irritations/allergies: I didn't experience any; also, the silicones didn't cause any breakout but I hardly get pimples on my cheeks; Smieti wrote that the blusher tends to accentuate her pores - not in my case (and I verified it by studying my face closely in the mirror)
To sum up, Dermacol offers us a really good product. The blusher has a pretty shade, makes your face look radiant, is easy to apply, has decent staying power, lets you achieve natural look, and doesn't cause any breakout. I will use my sample with pleasure, despite the silicone-based formula. Unfortunately, I don't have any pictures with the blusher on my face because my camera didn't "see" it.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...