Nie mam zbyt dużego doświadczenia z barwionymi maskarami do brwi, choć taki sposób ich podkreślania bardzo mi odpowiada. Znam "maczugę" Brow Drama Sculpting Brow Mascara z Maybelline (dostępny w chłodnych odcieniach, ale ma dość niewygodną szczoteczkę), zawodnika z Wibo Eyebrow Stylist (odcień ok, ale nieidealny, długi aplikator, zawiera w sobie niepotrzebne drobinki) oraz koleżkę z L'Oreal Brow Artist Plumper (za ciepłe odcienie, ale aplikator może być). Wszystkie te maskary Gimme Brow Benefitu biję na głowę i zostawia daleko w tyle. A dowiedziałam się o tym dzięki kochanej Agacie, która sprezentowała mi to cudo.
Ogromną zaletą produktu jest duży wybór odcieni w różnej tonacji (cieplejsze, chłodniejsze) - jest ich aż osiem i niemal każdy będzie w stanie dobrać coś dla siebie. Agata wybrała dla mnie 2 Light; jasny, chłodny kolor, idealny do moich myszkowatych włosów i typowo słowiańskiej urody.
Drugą ogromną zaletą kosmetyku jest aplikator w postaci małej, łatwej w obsłudze spiralki.
Za trzecią zaletę uznaję obecność "kłaczków", które rzeczywiście lekko zagęszczają rzęsy, ale przy tym nie rzucają się w oczy, nie wędrują po twarzy i wyglądają naturalnie. Pigmentacja tuszu jest idealnie wyważona i dzięki temu otrzymujemy nienachalny, naturalny efekt, a wszystko to przy minimum wysiłku.
Nie mam też asbolutnie żadnych zastrzeżeń do trwałości makijażu wykonanego Gimme Brow. Wszystko trzyma się na miejscu do demakijażu.
Brawo Benefit za stworzenie tak świetnie przemyślanego kosmetyku. Serdecznie Gimme Brow Wam polecam, choć podejrzewam, że wiele z Was zna i lubi to mazidło. Mam rację?









