Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marion. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 czerwca 2013

Marion SPA, maseczka z zieloną glinką oczyszczająco-odżywcza

Maseczka trafiła do mnie kilka miesięcy temu od JuicyBeige. Dziękuję :* Muszę przyznać, że maski Marion bardzo dobrze służą mojej cerze i maseczka z zieloną glinką nie jest wyjątkiem....


Produkt ma kremową, dość rzadką konsystencje, ale nie spływa z palców ani twarzy podczas aplikacji. Mazidło jest koloru ciemnozielonego (dużo ciemniejszego niż sugeruje to zdjęcie na saszetce) i pachnie rybio, nieprzyjemnie, podobnie do spiruliny, choć nie widzę żadnych alg w składzie. Zawartość saszetki wystarcza na jedną aplikację na twarz. Warto odnotować, że w formule maseczki znalazły się dwa rodzaje glinki. Miałam ją na twarzy podczas wieczornego prysznica, maska nie zaschła.

Produkt mnie nie podrażnił, choć przez minutę od aplikacji odczuwałam leciutkie pieczenie.

Z osiągniętych rezultatów byłam bardzo zadowolona. Po zmyciu maseczki twarz była wyraźnie oczyszczona, rozświetlona i miła w dotyku; odnotowałam też ściągnięcie porów. Maseczka ukoiła też rumień, który zawsze gości na moich policzkach po całym dniu. Naprawdę dobry kosmetyk, kiedy nie mamy czasu/ochoty samodzielnie ukręcić maseczki glinkowej. Szczerze polecam.



środa, 17 października 2012

Marion SPA, Nawilżająco-odżywcza maska na twarz

przepraszam, że skład jest częściowo zakryty ceną, nie udało mi się skubanej odkleić :(


Dziś słówko o ostatniej maseczce Marion SPA, którą udało mi się kupić w małej osiedlowej drogerii w Gdańsku. Saszetka, zawierająca nasączony płat materiału jednorazowego użytku, kosztowała 4,20 zł.

Materiał jest przycięty w strategicznych miejscach i łatwo dopasowuje się do twarzy. Płachta jest porządnie nasączona, więc przykleja się do skóry i nie przemieszcza się. Lubię maseczki w tej formie, ponieważ są wygodne i szybkie w użyciu. Podobnie jak w przypadku masek matującej i głęboko oczyszczającej, zapach jest nieprzyjemny - smrodek chemicznych kwiatków.

Pozostaje pytanie: czy maseczka działa według obietnic producenta? Powiem tak: coś tam działa, ale fajerwerków nie ma. Po ściągnięciu płachty moja skóra twarzy była wyraźnie wygładzona i napięta, a pory - o dziwo - ściągnięte. Piszę o dziwo, ponieważ do tej pory spotkałam się z tym zjawiskiem raczej w przypadku maseczek oczyszczających. Dogłębnego nawilżenia nie odnotowałam. Skóra bardzo chętnie wypiła krem. Ba! Czułam potrzebę jego nałożenia.

Maseczka mnie nie podrażniła ani nie uczuliła.

Czy polecam? Decyzja należy do Ciebie. U mnie zachwytów nie było :]

***

Późno, ale się przyłączam do akcji maseczkowej wymyślonej przez Malinę :)

 

piątek, 12 października 2012

Marion SPA, biała glinka odżywcza

na zdjęciu kolor glinki jest przekłamany, w rzeczywistości naprawdę jest biała

To było moje pierwsze spotkanie z czystą białą glinką. Żałuję jedynie, że na opakowaniu nie doszukałam się informacji na temat miejsca jej pochodzenia... Saszetkę produktu o wadze 8 g kupiłam za 2,60 zł. Zawartość to 100% biała glinka bez żadnych ulepszaczy. Producent zaleca zużycie całej saszetki na jeden zabieg, ale ja bez problemu podzieliłam sobie zawartość na trzy maseczkowe sesje. Glinkę mieszałam z hydrolatem z kwiatu pomarańczy z BU i za każdym razem wzbogacałam ją o kwas hialuronowy i wybrany olej (kapsułki anti-age z Rival de Loop, olej z kocanki, kapsułki anti-age z Alverde). Maseczkę zmywało się z twarzy całkiem łatwo.

Słowem kluczowym do opisania działania tej białej glinki jest "delikatność". Biała glinka od Marion delikatnie oczyszcza skórę twarzy, delikatnie ją wygładza i delikatnie ściąga pory. Skóra po każdym zabiegu była ładnie rozświetlona i uspokojona. Byłam z glinki zadowolona, choć jako posiadaczka cery bardzo tłustej chyba wolę "inwazyjniesze" glinki, jak np. marokańską od Synesis. W każdym bądź razie jestem święcie przekonana, że cery wrażliwe, suche i dojrzałe będą białą glinką zachwycone :)

Oczywiście zachęcam do wzbogacania glinek półproduktami dostosowanymi do naszych potrzeb. Skóra czerpie z tego same korzyści :)

czwartek, 4 października 2012

Marion Spa, głęboko oczyszczająca maska na twarz


Kolejna maska Marion Spa znaleziona przez przypadek w małej osiedlowej drogerii w Gdańsku. Kosztowała 4,20 zł. Tak jak poprzedniczka, jest to wygodna w użyciu maska w płachcie. Materiał jest bardzo dobrze nasączony i raczej niepodatny na rozdarcia. Nie wklejam słit foci, na której byłoby widać, jak pięknie w maseczce wyglądam, bo zrobiłam to przy okazji recenzji maski matującej. Wyglądają tak samo ;)

Przejdźmy do działania - REWELACJA. Maska bardzo, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Wyobraźcie sobie, że nałożyłam płachtę na twarz, wzięłam prysznic, wysmarowałam się balsamem, po czym zdjęłam materiał i... ledwo się poznałam w lustrze. No, ile masek tak działa? Moja skóra była czyściuteńka, pięknie rozświetlona, niesamowicie wygładzona - całkowicie zniknęły bruzdy mimiczne na czole! - a pory były ślicznie pozamykane. Normalnie wyglądałam jak wyfotoszopowana. Rewelacja <3 Teraz tylko się martwię, że nie będę miała gdzie zdobyć tej małej cudotwórczyni, bo do tamtej małej drogerii mi wybitnie nie po drodze...

Za fenomenalne działanie wybaczam masce brzydki zapaszek chemicznych kwiatków.

niedziela, 23 września 2012

Marion SPA, matująca maska na twarz

Maseczkę kupiłam w małej osiedlowej drogerii w Gdańsku za 4,20 zł. Ponieważ jest to maska w płachcie, jest oczywiście jednorazowego użytku.

Nie ukrywam, że do zakupu skusiły mnie obietnice producenta:


Płachta jest przycięta w strategicznych miejscach w taki sposób, że mniej więcej da się ją dopasować do kształtu twarzy. Jest porządnie nasączona, raczej niepodatna na rozerwanie i nie zsuwa się z buzi. Płyn ma okropny, intensywny zapach chemicznych kwiatków, który sprawił, że 10 minut z tą maską wcale nie były przyjemnością. Poza tym mając to cudo na twarzy odczuwałam niepokojące pieczenie, choć na szczęście nie przełożyło się ono na podrażnienie naczynek i widoczne zaróżowienie skóry (na bieżąco kontrolowałam sytuację). Niemniej przez to pieczenie nie odważyłam się przedłużyć czasu trzymania płachty na twarzy, a trzeba Wam wiedzieć, że po przepisowych 10 minutach materiał wciąż jeszcze był dość mokry. Cóż, wyrzuciłam, bo nie chciałam przez przypadek zrobić sobie krzywdy.

Jeśli chodzi o działanie, czyli najistotniejszą kwestię, tu jest dobrze. Po zdjęciu płachty moja buzia była rzeczywiście bardzo matowa, i mimo że nałożyłam krem na noc (skóra po maseczce nie była wystarczająco nawilżona), rano obudziłam się z nadal z matową twarzą. Poza tym maseczka rzeczywiście ładnie ściągnęła pory i delikatnie je oczyściła.

Aha, nie polecam stosowania maski przy ludziach. Chyba nie chcecie, żeby ktoś Was zobaczył w takim stanie:

buahahahaha, -100 do atrakcyjności ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...