Koreańską maskarę marki Saemmul podesłała mi do wypróbowania Hexxana. Osobiście wcześniej o niej nie słyszałam, ale też nie interesuję się szczególnie azjatyckimi kosmetykami. Niemniej, do testów zabrałam się z ciekawością. Tusz okazał się przyzwoity.
Opakowanie jakie jest, każdy widzi. Czarno-białe, proste, estetyczne, z koreańskimi informacjami na tubce. Aplikator jest lekko zakrzywiony, jak to w przypadku podkręcających maskar bywa, o klasycznym włosiu. Do formuły tuszu nie mam zastrzeżeń: ani zbyt mokra, ani zbyt sucha - jest w sam raz. W połączeniu ze szczoteczką uzyskujemy efekt podkreślonych, nieposklejanych rzęs. Nie ma problemu z grudkami, osypywaniem i rozmazywaniem się. Jednocześnie maskara nie stawia oporu podczas demakijażu.
Muszę przyznać, że na żywo maskara lepiej wygląda na moich rzęsach niż na zdjęciach. Fakt, nie daje dramatycznego efektu, ale też nie ma tu takich obietnic. Co prawda, z tym podkręcaniem też nie ma szału... Ale ogólnie jest to naprawdę przyzwoity produkt. Zwłaszcza cenię go za fajną trwałość, bo naprawdę wiele tuszów lubi się niestety na mnie rozmazywać, a ten tego mi nie robi.
Na niedociągnięcia makijażowe nie zwracajcie proszę uwagi. Od listopada maluję się może ze dwa razy w tygodniu i to prawie w biegu, więc całkowicie wyszłam z wprawy. Ot, końcówka roku mocno daje mi w kość. Bywa.


