Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kredki do ust. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kredki do ust. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Soap & Glory, Sexy Mother Pucker Gloss Crayon, Fuchsia-Ristic

Muszę się do czegoś przyznać. Kiedy po raz pierwszy wyjęłam opisywaną dziś kredkę z przesyłki od Hexxany (:*), przeraziłam się na widok jej intensywnie oranżowego sztyftu. Jak się chwilę później okazało - niepotrzebnie, gdyż kosmetyk ten to hybryda lekko kryjącej błyszczykowej pomadki z nawilżającym balsamem do ust. Szybko bardzo, bardzo, bardzo się polubiliśmy.


Czarne opakowanie z elementami w odcieniu pastelowego koralu jest miłe dla oka. Poza tym sztyft się wykręca, więc nie musimy się martwić o żadne ostrzynki - no chyba, że chcemy aby pomadka cały czas miała ostry czubek, bo ten naprawdę szybko znika, o czym za chwilę.

Kosmetyk ma apetyczny, waniliowy zapach i bardzo przyjemną, miękką konsystencję. Sunie po ustach jak masełko zostawiając na nich ślad koloru (można śmiało aplikować bez lusterka) i uczucie rzeczywistego nawilżenia. Z powodzeniem może zastąpić nawilżające pomadki ochronne. Oczywiście po nawilżającej hybrydzie kosmetyku kolorowego i pielęgnacyjnego nie ma co spodziewać się szalonej trwałości (u mnie około 2 godziny bez jedzenia i picia), a przy częstych re-aplikacjach bardzo szybko widać ubytek, ale ten typ pomadek tak po prostu ma. Mazidło Soap & Glory ma tak miękką konsystencję, że w ciepłe dni sztyft potrafi się ciapać, rozpuszczać. 


Odcień Fuchcia-Ristic z fuksją nie ma nic wspólnego. Tak naprawdę to przepiękna brzoskwinka, która jest niezobowiązująca i pasuje dosłownie do wszystkiego.

Naprawdę bardzo się z tym mazidełkiem polubiłam. Ma piękny kolor i przyjemny zapach; jak wspomniałam wyżej - do wszystkiego pasuje, a poza tym wykazuje właściwości nawilżające i pielęgnacyjne. Niestety nie widzę kredki na stronie Bootsa. Znając tę markę strzelam, że produkt kosztuje/kosztował między 8 a 10 funtów i mam gorącą nadzieję, że wciąż jest dostępny w sprzedaży.

poniedziałek, 7 marca 2016

Golden Rose, Matte Lipstick Crayon, 04 & 11

Lubię Golden Rose. Mają rewelacyjne matowe szminki - mowa o świetnej serii velvet matt lipstick. Pokazywałam Wam kilka z nich w poście sprzed półtora roku (klik) i nadal jest on jednym z najpopularniejszych wpisów na moim blogu. Wnioskuję z tego, że, jak ja, też lubicie te pomadki. A czy wiecie, że pomadkowe kredki (seria matte lipstick crayon) są chyba nawet lepsze? Serio!

Mam dwie sztuki. Jedną - 04 - kupiłam sama na wypróbowanie, a drugą - 11 - oddała mi Justita, która nie do końca dobrze czuła się w tym kolorze. A mi on bardzo się podoba i nieskromnie uważam, że wyglądam w nim bardzo dobrze.


Zacznijmy od tego, że forma kredki jest lepsza niż "zwykłe" szminki, bo daje nam niesamowitą precyzję aplikacji. I nie zrażajcie się tym, że kredki te trzeba temperować, bo nie stawiają one żadnego oporu ostrzynce i temperują się z łatwością. Nie mają też wyrazistego zapachu/smaku, za co u mnie duży plus. Charakteryzują się dobrą pigmentacją, więc nie musimy machać nimi pół godziny, żeby ładnie pokryć usta.



Kredki mają aksamitnie matowe wykończenie i nie wykazują tendencji do migrowania na zęby czy poza kontur ust. Wyglądają na wargach ślicznie, o ile zadbamy, by nasze usta były nawilżone i gładkie. Osobiście nie mogę nanosić matowych pomadek na gołe wargi, gdyż naskórek szybko mi się odwadnia i pierzchnie, ale na pomadce ochronnej kredki noszą się komfortowo. Nie włażą w bruzdy na ustach, nie warzą się.

 04 to chłodne prawie-bordo (chłodniejsze niż na moich zdjęciach). Świetny odcień na sezon jesienno-zimowy.


11 to bardzo urokliwa różo-marsala. Moim zdaniem dość nietypowy odcień, a przy tym bardzo twarzowy i osobiście świetnie się w nim czuję.


Na pomadce ochronnej obie kredki trzymają się u mnie w niezmienionym stanie przez około 3 godziny bez jedzenia i picia. Po tym czasie muszę nanieść poprawki. Posiadane przeze mnie kolory są dość wyraziste i nie zjadają się niestety równomiernie, ale nie mam im tego specjalnie za złe. Pigment nie wżera się w usta. Za cenę niewiele przekraczającą 10 zł naprawdę nie można narzekać. Jestem zakochana w tym wykończeniu, łatwości obsługi i uwielbiam odcień 11.

sobota, 19 września 2015

Essence lipliner: 07 Cute Pink, 12 Wish Me A Rose, 13 Transparent, 14 Femme Fatale, 15 Honey Berry

Jeszcze kilka lat temu często z zapałem buszowałam po szafach Essence i choć nadal cenię sobie garsteczkę ich kosmetyków, z marki wyrosłam. Przestała mi odpowiadać stylistyka opakowań, przestała kusić oferta, lakiery do paznokci masakrycznie wysuszają mi płytkę. Cóż, wyskoczyłam też z grupy targetowej, więc co się dziwić. Niemniej kiedy w blogosferze zrobił się szum wokół konturówek do ust, dałam się porwać ciekawości i przy okazji wizyty w Wilko zgarnęłam pięć sztuk po funta każda.

Podpisuję się pod zachwytami: ta linia to naprawdę perełki za grosze.


Zacznijmy od tego, że kolor całej kredki odpowiada kolorowi rysika. Szalenie wygodne rozwiązanie, jeśli posiada się kilka sztuk, gdyż od razu widać, po który odcień sięgamy. Konturówki są też zupełnie nieproblematyczne w obsłudze, bardzo łatwo się temperują.

Rysik jest cudnie miękki - na tyle żeby komfortowo rozkładać produkt wokół konturu ust czy podczas ich wypełniania - ale nie aż tak miękki, żeby się nieestetycznie rozciapywać. Spokojnie można nakładać kredki na całe usta, bo raz że mają cudne matowe wykończenie, a dwa nie wysuszają. Wręcz przeciwnie, noszą się naprawdę komfortowo.


Transparentna kredka jest genialna! Można ją sparować praktycznie z każdą pomadką. Rzeczywiście zapobiega rozlewaniu się innych produktów poza kontur ust.

Czy produkty mają słabsze strony? Owszem - po pierwsze nie zastygają na ustach, więc nieco brudzą kubki i sztućce. Po drugie oprócz 14 Femme Fatale mają raczej przeciętną trwałość, która w moim przypadku wynosi 3, maksymalnie 4 godziny bez tłustego lub mokrego jedzenia. Femme fatale jednego dnia przetrwała u mnie w dobrym stanie przez godzin 6, więc byłam pod wrażeniem. Po trzecie, wyraziste kolory mogą zjadać się od środka, pozostawiając wokół ust obwódkę. Po czwarte i ostatnie, jeden z kolorów - 12 Wish Me a Rose - ma nieco suchszy rysik od pozostałych i zbiera się u mnie w załamaniach na wargach oraz podkreśla skórki, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Wspomniane minusy nie są jednak aż tak istotne, aby miały stanowić o mojej sympatii do tych konturówek. Uważam, że są świetne - a już zwłaszcza za tę cenę.

Przejdźmy do naustnej prezentacji posiadanych przeze mnie kolorów:


07 Cute Pink to mój faworyt. To bardzo twarzowy różany róż, przepiękny.



Z kolei jaśniutki róż 12 Wish Me A Rose jest najsłabszym ogniwem. Po pierwsze zbiera mi się w bruzdach na wargach, a po drugie - bardzo podkreśla jakiekolwiek przeuszenia na ustach. Jest też troszkę dla mnie za jasny.


15 Honey Berry fo fioletowy róż.
 



14 Femme Fatale to piękna, chłodna czerwień. Mój aparat jak zwyke miał z nią problem i zrobił mi nieistniejące w rzeczywistości prześwity na ustach. 

A tu zestawienie posiadanych przeze mnie odcieni:


Nie mam specjalnych zastrzeżeń. Zdecydowanie warto się tym kredkom przyjrzeć.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...