Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rossmann. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rossmann. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 lipca 2017

Rzecz o dwóch micelach Bielendy: Kolagenowe Odmłodzenie (regenerujący) oraz Esencja Młodości (nawilżający)

Zdaje się, że jedna z moich ulubionych polskich marek drogeryjnych, Bielenda, ma w ofercie dużo rodzajów płynów micelarnych. I bardzo dobrze, bo co jak co, ale one wychodzą Bielendzie świetnie. Może dlatego, że obok substancji myjących zawierają ciekawe składniki aktywne, łącząc skuteczny demakijaż z działaniem pielęgnacyjnym? Nie wiem, ale w moim przypadku właśnie ten fakt sprawia, iż micele tego polskiego producenta uwielbiam. Pokochałam kojącą wodę różaną, która nie tylko ładnie i delikatnie oczyszcza skórę, ale też zauważalnie ją uspokaja; pokochałam również wersje Kolagenowe Odmłodzenie oraz Esencja Młodości, na których skupiam się w dzisiejszej notce.


Oba produkty mają postać i konsystencję wody oraz delikatny, przyjemny, nienachalny zapach. Można dostać je między innymi w Rossmannie, gdzie ich niepromocyjna cena wynosi 11,99 zł/200 ml.


Działaniem w zasadzie się nie różnią. Bardzo dobrze wywiązują się ze swojego głownego zadania, czyli usuwania makijażu. Robią to szybko, delikatnie i skutecznie, bez podrażniania skóry twarzy oraz irytowania oczu (o ile nie mamy za mocno nasączonego płatka i nie wlejemy sobie do oka zbyt dużej ilości produktu). Zostawiają na skórze delikatny film, ale nie wysuszają jej i nie powodują dyskomfortu.


Składy na moje laickie oko wydają się interesujące. Zwłaszcza pod kątem substancji aktywnych, takich jak kwas hialuronowy, arganowe komórki macierzyste, hydrolizowany kolagen, mocznik, kwas mlekowy, alantoina, czy niacynamid, których obecność nie jest w micealch dostępnych od ręki tak oczywista.

Ciężko byłoby mi znaleźć jakiekolwiek minusy w tych micelach. Pozostaje mi je serdecznie polecić i kupić ponownie, kiedy będę miała okazję. Macie z nimi jakieś doświadczenia?

piątek, 28 lipca 2017

Evree, Instant Help, krem ratunek dla stóp

Stopy, jak dłonie, mam bardzo wymagające. Może nie są na tyle suche, żeby skóra pękała, ale za to rogowacieją na piętach i dużych palcach w błyskawicznym tempie. Na szczęście wiele kremów z mocznikiem potrafi bardzo pomóc, a krem Evree Instant Help jest jednym z nich.

Kosmetyk dostępny jest m.in. w Rossmannie, a jego niepromocyjna cena to 9,99 zł/75 ml.


Mazidło ma postać gęstej emulsji o bardzo delikatnym zapachu. Nakładam je na noc grubą warstwą na stopy, a ponieważ konsystencję ma gęstą, dość długo się wchłania (u mnie około 20 minut) i zostawia na skórze wyczuwalny film. Co mi nie przeszkadza, bo jak już się kładę do wyrka, spędzam w nim te 5+ godzin. Poza tym jestem ogromnie zadowolona z działania, ponieważ rano skóra jest komfortowo nawilżona, a pięty trochę zmiękczone.  Przy codziennym stosowaniu tarki do stóp w połączeniu z tym kremem pięty mam w stanie  może nie zadowalającym, ale też nie ma tagedii.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Bielenda, fluid matujący (1 naturalny)

W zeszłym roku prężnie rozwijająca się Bielenda wprowadziła do sprzedaży trzy podkłady: liftingujący fluid nawilżający, fluid kryjący oraz fluid matujący. Jako że bardzo kibicuję tej marce, z ciekawości skusiłam się na tę ostatnią propozycję w najjaśniejszym dostępnym odcieniu (a jest ich tylko trzy). Cena, niecałe 12 zł, również wydała mi się bardzo zachęcająca.

Powiem tak: podkład swoje wady ma, ale za tak przystępną cenę nie ma za bardzo co narzekać.Wręcz śmiem twierdzić, że to przyzwoity produkt.


Jak widać, podkład zapakowano w mało uroczą tubkę. No ale cena!

Kosmetyk nie jest ani rzadki, ani gęsty; taki pomiędzy. Pachnie trochę farbą olejną, ale niezbyt intensywnie, więc przymykam oko. Ja aplikuję go Beauty Blenderem, uzyskując lekkie/średnie krycie i ładny, naturalny efekt. Nie daje matowego wykończenia; raczej satynowe. Jak wiecie, mam cerę tłustą. Stosując fluid Bielendy po bibułki matujące muszę sięgać po około czterech godzinach od aplikacji, co nie jest złym wynikiem - 4 godziny to w moim przypadku taka średnia w kwestii utrzymywania matu przez podkłady. Kosmetyk dobrze utrzymuje kontur i nie ma tendencji do spływania czy osadzania się w załamaniach i porach na twarzy. Nie zauważyłam też, aby oksydował. Na szczęście! Po kilku tygodniach niemal codziennego stosowania stwierdzam też, że nie powoduje u mnie wysypu niedoskonałości.

Największą wadą fluidu jest uboga gama kolorystyczna. Chyba się zgodzicie, że trzy odcienie to niedużo. Co więcej, jak to często bywa, najjaśniejszy odcień jest dla mnie, bladolicej, za ciemny (czego na ostatnim zdjęciu nie widać, musicie mi uwierzyć na słowo). Ostatecznie, żeby bez dyskomfortu psychicznego stosować propozycję Bielendy, musiałam kupić jeszcze biały podkład do rozjaśniania tego gagatka. Tyle dobrego, że fluid wpada w noszalne żółte tony.


Nie jest to zły kosmetyk. Podejrzewam wręcz, że w podobnej cenie nie znajdzie się nic lepszego. To powiedziawszy, nie wiem, czy do niego wrócę. Denerwuje mnie konieczność kombinowania z rozjaśnianiem odcienia fluidu, bo marka, choć polska, nie pomyślała o bladolicych, ech.

środa, 12 kwietnia 2017

Evree, różany płyn micelarny

Moja cera zdaje się, z małymi wyjątkami, lubić z różanymi kosmetykami. Po udanym spotkaniu z różanym micelem Bielendy postanowiłam wypróbować propozycję Evree. Płyn kupiłam w Rossmannie za niecałe 15 zł.


Chyba nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że kosmetyk ma różany zapach i konsystencję bezbarwnej wody. Działania kojącego, ściągającego pory, ujędrniającego i nawilżającego nie jestem w stanie stwierdzić, bo, umówmy się, micel nie jest ostatnim krokiem w mojej pielęgnacji. Faktem jest, że jeśli pomiędzy użyciem tego produktu (czyli demakijażem) a zastosowaniem nocnej pielęgnacji wystąpi u mnie kilkugodzinna przerwa, nie odczuwam dyskomfortu z powodu suchej i ściągniętej cery.

Ze swojego podstawowego zadania, usuwania makijażu i codziennych zanieczyszczeń, micel wywiązuje się prawidłowo. Jest skuteczny i nie wymagą tarcia ani tego typu rzeczy. Generalnie nie podrażnia, chyba że wacik jest zbyt mocno nasączony i trochę produktu dostanie się do oka - wtedy może szczypać. Nie zdarzało mi się to jednak nagminnie, gdyż staram się nie marnować swoich kosmetyków i nie używać w przesadnych ilościach.

Skład wygląda następująco:


Nie znam się na chemii kosmetycznej, ale widzę tu wiele pożądanych substancji, takich jak hydrolat różany, micele, kolagen, kwas hialuronowy, wyciąg z liści aloesu, pantenol, kwas mlekowy czy alantoina. Wiem, że wiele osób unka DMDM hydantoiny jako konserwantu; ja nie demonizuję.

Przyzwoity micel.

poniedziałek, 27 marca 2017

Kamill, Hand & Nagelcreme, 5% Urea

Kiedy zauważyłam ten krem na półce w Rossmannie, poczułam palącą ciekawość. Ciekawość, czy Kamill stworzył doskonałą alternatywę dla mojego ulubionego kremu do dłoni wszech czasów - Isany 5% Urea. Mój ulubieniec kosztuje niecałe 6 zł za 100 ml, a za 75 ml produktu Kamill przyjdzie nam zapłacić 7,99 zł.


Nie będę Was trzymać w niepewności - Isany Kamill nie przebił. Co nie oznacza, że jest to zły produkt. Isana ma o wiele gęstszą, bardziej treściwą konsystencję, przez co długo się wchłania, ale i na długo otula dłonie regenerująco-nawilżająco-natłuszczającym filmem, co czyni ten produkt ideałem na noc. Natomiast dużo rzadszy i lżejszy Kamill dobrze sprawdza się w ciągu dnia. W moje pustynno suche dlonie wchłania się od razu po aplikacji, dając mi natychmiastowy komfort i sprawiając, że skóra jest przyjemnie gładka w dotyku. O ile aplikuję mazidło kilka razy w ciągu dnia, efekt ten się utrzymuje.

Krem pachnie "kosmetycznie", czymś nieokreślonym. Nie jest to zapach z gatunku intensywnych i męczących, ale też nie zapada w pamięć.

Przygodę z produktem Kamill uważam za udaną.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...