Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alverde. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alverde. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 marca 2015

Alverde, mieszanka olejowa do włosów z olejem migdałowym i arganowym

Olejek dostałam od Hexxany. Przeznaczony jest do bardzo suchych włosów i skóry głowy, a ja takich nie mam (włosy zdrowe, niskoporowate, normalna skóra głowy), niemniej kosmetyku używało mi się przyjemnie.


Produkt zapakowano w szklaną buteleczkę ze sprawną pompką. Mieszanka jest średnio tłusta, ma słomkowy kolor i przyjemnie, lekko cytrusowo pachnie. 50 ml wystarczyło mi na około trzy miesiące stosowania dwa razy w tygodniu na długość włosów kilka godzin przed myciem.

Bardzo podstawowa znajomość języka niemieckiego pozwoliła mi ustalić, że producent zaleca wcierać  niewielkie ilości produktu w skalp i końce włosów po umyciu, ale u mnie się to nie sprawdzało - był oklap i strączki. Co mnie wcale nie dziwi - moje włosy i skalp nie są suche i nie mogły przyjąć tak bogatej dawki pielęgnacyjnych dobroci.


Stosowany na kilka godzin przed myciem głowy olejek nawilżał i bardzo ładnie nabłyszczał włosy. Nie było spektakularnego wygładzenia, ale też nie takie jest zadanie tej mieszanki.

Dobry produkt, można wypróbować.

poniedziałek, 15 września 2014

Alverde, Puderrouge, 07 Flamingo

Dziś opowiem o kosmetyku, któremu musiałam poszukać nowego domu. I to nie dlatego, że był niedobry. Wręcz przeciwnie...


Róż zapakowano w wątpliwej urody zieloną, plastikową kasetkę. Widać, że to tani plastik, ale sam produkt do drogich nie należy, więc nie oczekiwałam luksusów.

Liczy się wnętrze. Na dzień dobry zdziwiło mnie, że róż ma babciny zapach, który czuć przy przytknięciu nosa do kasetki. Podczas aplikacji zapaszku nie czułam.  Produkt wydaje się dość twardy i zbity, ale łatwo nabrać go nawet na miękki pędzel. Pigmentację kosmetyku można opisać tylko jako bardzo dobrą. Łatwo się aplikuje (zwłaszcza miękkim pędzlem, jak np. Blush Brush z Real Techniques), nie robi placków na twarzy. Na mojej bardzo tłustej cerze utrzymywał się przez około 5-6 godzin,a  później zaczynał blednąć. To jest, kiedy córeczka nie obłapywała mnie po policzkach. Przy zabawach obejmujących szeroko pojęte manewry na maminej twarzy róż polegał w starciu z małymi łapkami, ale to akurat normalne.


Jedyne, co mi w kosmetyku nie odpowiadało, to kolor. Wybierałam róż w ciemno (zakupy za pośrednictwem). Słocze w Internecie nie dały mi jasnego obrazu sytuacji, a po nazwie wnioskowałam, że będzie to różowy róż. Cóż, w rzeczywistości okazało się, że dużo w nim czerwieni. Mi takie odcienie nie pasują, nie wyglądam w nich optymalnie, dlatego kosmetyk ostatecznie musiał pójść w inne ręce. Aha, wykończenie ma matowe.

czwartek, 12 grudnia 2013

Alverde, Camouflage (001 Sand)

O kamuflażu/korektorze Alverde naczytałam się wielu pozytywów. Z reguły użytkowniczki kosmetyku wydawały się zadowolone z jego właściwości, poziomu krycia i trwałości. A ja? Cóż, troszkę się na mazidle zawiodłam. Korektor nie jest zły, ale nie spełnia wszystkich moich oczekiwań, więc nie będę się usilnie starać o ponowne jego zdobycie, kiedy (już niedługo) się skończy...

jakby ktoś się zastanawiał, to mój palec tam gmerał; rozdziewiczyłam kosmetyk przed zrobieniem zdjęć, o ja niedobra!


Jako bladolica wybrałam oczywiście najjaśniejszy odcień [EDIT: okazuje się, że 002 jest jaśniejszy od 001, o czym nie wiedziałam, więc dziękuję za informację]. Jest jasny, pasuje do mojej cery (jeśli chodzi o podkłady, jestem na poziome 51 Healthy Mix od Bourjois, pasuje mi odcień China Doll od Lily Lolo). Kolor 001 jest raczej neutralny - ani zbyt żółty, ani zbyt różowy.

Kamuflaż zapakowano w plastikowe, odkręcane opakowanie. Mogłabym się czepiać braku higieniczności takiego rozwiązania, ale przecież przy tego typu konsystencji nie dałoby się kosmetyku wpakować w tubkę ani tym bardziej w opakowanie z pompką. Lubię pompki! Ale ja nie o tym miałam... 

Jeśli o konsystencji mowa, kosmetyk jest zbity, ale miękki, kremowy, wręcz tłustawy. Nie potrafię inaczej opisać swoich wrażeń sensorycznych. Bardzo łatwo nabiera się na palec/pędzel/gąbeczkę i przenosi na skórę.

Jest to też chyba jeden z najmniej wydajnych korektorów, z których przyszło mi w moim kosmetycznym życiu się zetknąć. Do (małego) denka dokopałam się zaledwie po dwóch miesiącach codziennego stosowania. Korektora jeszcze trochę mam; myślę, że całe opakowanie przy codziennym używaniu pod oczy można wyzerować w 4-5 miesięcy.

Kamuflaż kupiłam z myślą o chowaniu wyprysków i blizn po nich. Tutaj jednak się nie sprawdził. Po pierwsze, krycie nie jest szczególnie imponujące. Po drugie i ważniejsze, ze względu na swoją tłustawą konsystencję kosmetyk po prostu po około 2 godzinach z pryszcza potrafił spłynąć i już. Płaskie blizny potrądzikowe łatwiej nim zakryć, bo z nich nie ma jak spłynąć, ale tu też mam zastrzeżenia do trwałości.

Z drugiej strony korektor dobrze sprawuje się pod oczami. Dowód:

Tyle, że ja nie mam wiele do ukrycia, a, jak widać, krycie tego kosmetyku jest leciutkie. Niemniej wyrównuje mi koloryt skóry pod oczami i delikatnie te okolice rozświetla. Plus ogromny za to, że nie wysusza tych okolic. Trzeba jednak uważać, żeby nie zebrał się w zmarszczkach mimicznych - tu wystarczy go po prostu przypudrować po aplikacji i gra.

Trudno mi ten kamuflaż polecać. Mogą być z niego zadowolone dziewczyny, które szukają czegoś leciutkiego i niewysuszającego pod oczy, a przy tym lubiące naturalne kosmetyki. Posiadaczkom cieni pod oczami nie polecam. Nie rekomenduję również kamuflażu do krycia niedoskonałości, bo na tym polu zwyczajnie się nie sprawdza. Jeśli już koniecznie sprowadzać coś z zagranicy, lepiej zainwestować w brytyjski korektor Collection, który na wszelkie niespodzianki jest po prostu niezastąpiony.

Znacie? Lubicie?

środa, 24 lipca 2013

Alverde, Kompaktpuder 010 naturelle

Puder został kupiony w Niemczech. Za pośrednictwem. Oczywiście wybrałam najjaśniejszy dostępny kolor.



Kupiłam go z myślą o poprawkach w ciągu dnia. Zwykle rano utrwalam makijaż sypańcem, a po południu, jak to tłuścioszek, zbieram nadmiar sebum z twarzy bibułkami i ponownie się przypudrowuję. W takiej sytuacji puder kompaktowy sprawdza się najlepiej.

Skusiłam się na ten puder, bo nie zawiera talku, który czasem w pudrach mnie zapycha. W tym przypadku nic takiego nie miało miejsca.


 010 to ładny odcień, beżowy ale z chłodną nutą. Nie zauważyłam, żeby krył; jest raczej transparentny. Albo po prostu idealnie dobrałam pod siebie odcień Najlepiej nakładać produkt cienką warstwą - wtedy dobrze stapia się ze skórą. Nałożony zbyt grubo daje na twarzy efekt pudrowości.

Moją tłusta cerę matowił na około 3 godziny.

Puder jest nieperfumowany, ale sam w sobie ma zapach. Pachnie dziwnie, jak babcine kosmetyki...


Opakowanie kosmetyku zostało wykonane z zielonego plastiku z przezroczystym wieczkiem. Otwierało się bez problemu i szkody dla paznokci; zamykało "na klik". Do pudru nie dołączono puszku, co dla mnie nie jest problemem, bo używam w tym charakterze płatków kosmetycznych i codziennie je wymieniam. Higieniczny patent, polecam.

Po puder sięgałam zwykle raz dziennie; czasem dwa. 9 gramów produktu wystarczyło mi na 9 miesięcy codziennego stosowania. Dobry wynik.

Polubiłam się z tym produktem. Jest delikatny dla skóry i nie zawiera talku. Pachnie dziwacznie, ale można się przyzwyczaić. Puder co prawda matowił mnie na jedyne 3 godziny, ale, jak wspominałam, stosowałam go tylko do popołudniowego ponownego przypudrowania noska, więc mi to wystarczało. Będę go mile wspominać :)

wtorek, 16 kwietnia 2013

Alverde, szampon i odżywka z aloesem i hibiskusem

Kiedy pojawiła się możliwość zrobienia niemieckich zakupów, wiedziałam, że chętnie wypróbuję jakiś szampon i odżywkę od Alverde. Kuszenie na blogach zrobiło swoje ;)

Trochę na chybił-trafił wybrałam wersję z aloesem i hibiskusem. I cóż, moim zdaniem produkty są poprawne, ale nie wyjątkowe ani niezastąpione. Trochę się wyleczyłam z alverdomanii...












 Szampon ma postać bezbarwnego, glutowatego żelu (glutek jest rzadszy niż szampony Alterry); odżywka - gęstego, białego kremu. Pachną delikatnie, słodko, przyjemnie.

Produkty nie są specjalnie wydajne. Myję włosy co drugi dzień. Szampon skończył się po niecałym miesiącu, podczas gdy odżywki została mi 1/5 opakowania.


 U góry skład szamponu, na dole - odżywki. Szampon pieni się dość słabo.













Szampon myje włosy. Radzi sobie też z olejami. Odżywka kondycjonuje kłaki, ale nie ułatwia rozczesywania. Po zastosowaniu duetu moje włosy były niezwykle jak na nie wygładzone. Efekt ten bardzo mi odpowiadał. Niestety duet nie przydawał im objętości. Wręcz przeciwnie, kłaki były dociążone. Zachowywały świeżość krócej niż zwykle. W zasadzie drugiego dnia odczuwałam dyskomfort. Niestety kilka razy po umyciu włosów pokazał się łupież. Zastanawiam się, czy to nie wina alkoholu wysoko w składzie.





Nie pokazywałam Wam jeszcze swoich włosów. Moje kłaki mają różną porowatość. Tak myślę. Odrosty określiłabym jako średnioporowate, a porowatość zwiększa się na długości. Rzadko uzyskuję bez prostownicy ładną gładkość, jak ze zdjęć poniżej (a prostownicę stosuję dwa, trzy razy w roku). Duet Alverde gładkość mi zapewniał, i to była jego największa zaleta. Niestety wad produktów było więcej niż plusów, więc raczej nie planuję powrotu. A wracając do włosów, są mniej więcej do połowy pleców. Od ponad dwóch lat ich nie farbuję. Jakieś 20 cm końcówek wciąż nosi ślady farbowania, ale reszta to mój naturalny kolor :) Nie jestem włosomaniaczką. Raz, dwa razy w tygodniu nakładam na nie olej; raz w tygodniu maseczkuję; zawsze stosuję po szamponie odżywkę; pozwalam włosom wyschnąć naturalnie; podcinam końcówki co 2-3 miesiące. Wszystko :)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...