niedziela, 21 października 2012

Wyróżniona...

Dostałam szalenie miłe wyróżnienie od dwóch blogerek - Joanny_N i JuicyBeige, do których uwielbiam zaglądać, i z którymi dobrze mi się "gada". Bardzo Wam dziewczyny dziękuję!

Serdecznie zapraszam na blogi Dziewczyn. Zapewniam, że niesamowita lekkość pióra Asi oraz fantastyczne zdjęcia i przemyślane recenzje Juicy zatrzymają Was tam na dłużej :)





A ja wyróżnienie przekazuję:

gdyż cudowne te dziewuchy znam osobiście i uwielbiam spędzać z nimi czas - i wirtualnie, i w realu. Pasji, kreatywności i cierpliwości żadnej z nich nie brakuje :)

sobota, 20 października 2012

Tołpa, Planet of Nature, Wyszczuplający krem-żel antycellulitowy

Nie mogę pochwalić się gładką skórą bez cellulitu. I wiecie co? Akceptuję to. Co więcej, wiem i akceptuję, że kosmetyki antycellulitowe problemu tego nie usuwają, ale i tak regularnie po nie sięgam, choć oczekuję od nich czegoś innego, niż wyeliminowanie pomarańczowej skórki. Ja po prostu chcę od tego typu kosmetyków odczuwalnego ujędrnienia skóry ud, pośladków i brzucha. 

Na produkt Tołpy skusiłam się głównie ze względu na dość ciekawy skład. Czy produkt sprawdził się u mnie jako "ujędrniacz"?

Żel-krem zamknięto w wygodnej, plastikowej, dość miękkiej tubie z kapką. Opakowanie jest wygodne, funkcjonalne i pozwala śledzić tempo ubywania produktu. Tu jestem na tak.

Produkt ma postać żółtawego żelu o delikatnym, bardzo przyjemnym cutrusowo-kwiatowym zapachu. Jest rzadkawy, ale nie spływa niekontrolowanie z dłoni. Jak większość kosmetyków antycellulitowych, mazidło bardzo wolno się wchłania; wymaga dłuższego masażu. Po wchłonięciu na skórze zostaje lepkawa warstwa. Mimo zawartości mentolu, produkt nie daje uczucia chłodzenia.

Kosmetyk jest wydajny. 200 ml wystarczyło mi na smarowanie brzucha, ud i pośladków przez 6 tygodni raz dziennie.

Skład prezentuje się następująco:


Jak widać, żel zawiera kilka ciekawych roślinnych ekstraktów: z bluszczu, nasion guarany, skrzypu polnego, iglicy włoskiej i tygrysiej trawy. Cztery konserwanty znajdziemy praktycznie na samym końcu składu.

Jak skład przełożył się na działanie? Niestety nijak :( Przez pierwsze trzy tygodnie, przy wcieraniu ręcznym połączonym z masażem knykciami, nie działo się zupełnie nic. Nie było oczekiwanego przeze mnie ujędrnienia, nie było wygładzenia. Wielkie nic. Po trzech tygodniach włączyłam do gry masażer z Rossmanna. Zauważyłam, że dzięki niemu żel lepiej się wchłaniał a skóra rzeczywiście zrobiła się jędrniejsza. Obawiam się jednak, że to efekt codziennego krótkiego masażu dwoma rodzajami wypustek niż stosowania kosmetyku Tołpy...

U mnie krem-żel niestety się nie sprawdził. Oczywiście obietnice spalenia tkanki tłuszczowej, wyeliminowania nierówności i zupełnego pozbycia się cellulitu to totalne farmazony, ale, jak wiemy, samo stosowanie kosmetyków antycellulitowych nie działa w tym kierunku. Tu trzeba uderzać potrójnie: dietą, ćwiczeniami i kosmetykami. Nie wiem zatem, po co producenci wypisują takie głupoty na opakowaniach swoich kosmetyków...

Kosmetyk kosztuje ok. 25 zł/200 ml.

Znacie? Jakie są Wasze odczucia?

piątek, 19 października 2012

five o'clock - smakowe wariacje na temat herbaty Pu-ehr

A było to tak: jako zapalony kawosz (a od kiedy pracuję chwilowo po 15-16 godzin dziennie, wypijam w tym czasie jakieś 4-5 kaw) herbaty ignorowałam. Jednakowoż w pewnym momencie postanowiłam poeksperymentować i poznać nowe smaki :] Były zatem smaczne mieszanki herbaty zielonej, były pyszne herbaty rooibos. A potem postanowiłam wypłynąć na nieznane mi wody herbat czerwonych, czy, jak kto woli, pu-ehr.



Herbacie pu-ehr przypisuje się ciekawe właściwości:

  • Napar z czerwonej herbaty działa pobudzająco na wytwarzanie soków trawiennych i stymuluje pracę jelit co przyśpiesza metabolizm, a w efekcie spalanie tłuszczów.
  • Reguluje przemianę materii – reguluje masę ciała.
  • Obniża poziom cholesterolu i ciśnienie krwi poprawiając przy tym krążenie.
  • Czerwona herbata jest obfita w związki mineralne i mikroelementy fluoru, wapnia, manganu i teiny.
  • Zawiera znaczne ilości olejków eterycznych i białka.
  • Codzienna czarka czerwonej herbaty ma zbawienny wpływ na działanie organów wewnętrznych: głównie układu pokarmowego i wątroby.
  • Zawarty w niej fluor pomaga chronić zęby przed próchnicą.
  • Poprawia pamięć, koncentrację i nastrój.
  • Przyśpiesza usuwanie toksyn z organizmu. Ma działanie moczopędne.
Czy herbata tak działa naprawdę? Nie wiem, bo nie piję jej regularnie. U mnie to wygląda mniej więcej tak: kawa, druga kawa, woda, herbata Twinings, woda, dietetyczna cola, kolejna kawa, herbata zielona, woda, znowu kawa, może kubek czerwonej, a może nie...

W sumie to przyszłam li i jedynie podzielić się swoimi odczuciami odnośnie smaku czterech wariacji na temat Pu-ehr, które kupiłam w czasie któregoś pobytu w Polsce w sklepie five o'clock w Galerii Bałtyckiej w Gdańsku :]

Aha, od razu mówię, że zapach i smak czerwona herbata ma bardzo specyficzny, ziemisto-korzenny, i na pewno nie przypadnie wszystkim do gustu. Jak dla mnie pu-ehr smakuje lepiej niż pachnie :]

Jak widać na zdjęciach, mam cztery warianty smakowe.


Jabłkowy cydr to moja ulubiona mieszanka. Wśród ziemistego smaku czerwonej herbaty wyczuć można kwaskowatość jabłek. Pycha! Za szybko mi tej herbatki ubywa...

Bardzo lubię również mieszankę z grapefruitem i pomarańczą. Smakuje mi goryczka, charakterystyczna dla skórek tych owoców, zatopiona w ziemistym smaku naparu :)

Goździki w pomarańczy z kolei to smak i zapach Bożego Narodzenia :) Jest to kolejne raczej udane połączenie.

Czego niestety nie mogę powiedzieć o cha chy. Cha cha smakuje jak połączenie czerwonej herbaty z wiśniowym jogurtem Jogobelli. Zupełnie nie przekonuje mnie ta mieszanka.


Zatem jeśli macie gdzieś pod ręką sklep five o'clock, polecam Wam trzy pierwsze mieszanki. Sama na pewno będę jeszcze z różnymi herbatami eksperymentować. W końcu nie samą kawą żyje człowiek ;)

Uff, mam nadzieję, że mój szef szybko znajdzie nowego hotelowego menadżera (dotychczasowy kilka dni temu spakował manatki i się wyniósł bez wypowiedzenia, paranoja), bo podwójne shifty wysysają ze mnie resztki energii. Nie wspominając o tym, że od paru dni wyglądam jak zombie :/ No ale będzie dobrze, musi :]

czwartek, 18 października 2012

Inglot, masło do rąk i paznokci

O ile dobrze pamiętam, masełko było w promocji za 2 albo 3 zł przy dokonaniu zakupów za minimum 30 zł. Kupiłam je dość dawno temu, więc mam małą dziurę w pamięci ;)


Masła używałam tylko do skórek. Dłoni nim nie smarowałam, bo nie chciałam zużyć tych 3,5 g w kilka dni ;)

Jak widać na zdjęciu, produkt jest żółtawy i ma dziwny, niespecjalnie przyjemny zapach, co mi zupełnie nie przeszkadzało. Mazidło jest dość miękkie; łatwo aplikuje się je na skórki.


Skład wygląda bardzo przyzwoicie. Mamy tu m.in. oliwę z oliwek, olej warzywny, masło cupuacu, olej palmowy, witaminę E oraz olej z gąbki egipskiej. Nie dziwota zatem, że masło jest tłuste i wchłania się przez dobre kilkadziesiąt minut. Najważniejsze, że do produktu nie wepchnięto oleju mineralnego czy wazeliny, a użyto składników, które mają szansę zadziałać.


I działają! Masło rzeczywiście nawilża i natłuszcza skórki; sprawia, że są miękkie i elastyczne. Zauważyłam też, że w czasie stosowania masła zadziory szybciej się goiły - zatem produkt ma również działanie regenerujące. 

Bardzo przyjemne mazidło. Byłam z niego niezwykle zadowolona i żałuję, że już wykończyłam ten malutki słoiczek...

środa, 17 października 2012

Marion SPA, Nawilżająco-odżywcza maska na twarz

przepraszam, że skład jest częściowo zakryty ceną, nie udało mi się skubanej odkleić :(


Dziś słówko o ostatniej maseczce Marion SPA, którą udało mi się kupić w małej osiedlowej drogerii w Gdańsku. Saszetka, zawierająca nasączony płat materiału jednorazowego użytku, kosztowała 4,20 zł.

Materiał jest przycięty w strategicznych miejscach i łatwo dopasowuje się do twarzy. Płachta jest porządnie nasączona, więc przykleja się do skóry i nie przemieszcza się. Lubię maseczki w tej formie, ponieważ są wygodne i szybkie w użyciu. Podobnie jak w przypadku masek matującej i głęboko oczyszczającej, zapach jest nieprzyjemny - smrodek chemicznych kwiatków.

Pozostaje pytanie: czy maseczka działa według obietnic producenta? Powiem tak: coś tam działa, ale fajerwerków nie ma. Po ściągnięciu płachty moja skóra twarzy była wyraźnie wygładzona i napięta, a pory - o dziwo - ściągnięte. Piszę o dziwo, ponieważ do tej pory spotkałam się z tym zjawiskiem raczej w przypadku maseczek oczyszczających. Dogłębnego nawilżenia nie odnotowałam. Skóra bardzo chętnie wypiła krem. Ba! Czułam potrzebę jego nałożenia.

Maseczka mnie nie podrażniła ani nie uczuliła.

Czy polecam? Decyzja należy do Ciebie. U mnie zachwytów nie było :]

***

Późno, ale się przyłączam do akcji maseczkowej wymyślonej przez Malinę :)

 

wtorek, 16 października 2012

Biochemia Urody, hydrolat z kwiatu pomarańczy (neroli)

Odkąd zamieniłam drogeryjne toniki na hydrolaty, moja skóra ma się o wiele lepiej. Uwielbiam wody kwiatowe i myślę, że będzie to romans na całe życie :)

Dziś słówko o hydrolacie z kwiatu pomarańczy z Biochemii Urody. Kosmetyk kosztuje 15,90 zł/200 ml. Przychodzi do nas w takiej butelce:


Osobiście przelewam hydrolaty do butelki z atomizerem, co pozwala mi je jeszcze bardziej oszczędzać :)

Hydrolat ma postać wody oczywiście. Pachnie cudnie, kwiatowo (jest z kwiatu, nie owocu pomarańczy).

Szczegółowe informacje na temat produktu znajdziecie TUTAJ. Pozwolę sobie przytoczyć działanie hydrolatu:
- Działa antybakteryjnie i lekko ściągająco.
- Reguluje pracę gruczołów łojowych i wydzielanie sebum.
- Zmniejsza zaczerwienienie, wybroczyny, uszczelnia naczynka, reguluje krążenie, dlatego polecany jest także do cery naczynkowej.
- Działa łagodząco, antyzapalnie, promuje gojenie, polecany dla cery delikatnej, podrażnionej i wrażliwej.
- Dzięki obecności bioflawonoidów działa antyoksydacyjnie oraz korzystnie na cerę naczynkową.
- Regeneruje, wspomaga walkę z przedwczesnymi zmarszczkami, chroniąc przed rozkładem kolagenu, polecany jest dla cery dojrzałej
.


Używam hydrolatu na różne sposoby. Przede wszystkim spryskuję nim twarz rano i wieczorem w zastępstwie toniku, a na mokrą jeszcze twarz aplikuję serum lub krem. Czasem spryskuję nim twarz w ciągu dnia w celu odświeżenia skóry. Poza tym używam go do rozdrabniania glinek.

Jak u mnie działa? Po pierwsze, nie wysusza skóry, ale delikatnie ściąga pory. Po drugie, hydrolat rewelacyjnie koi rumień i uspokaja skórę, a więc pomaga w pielęgnacji cery naczynkowej. Na temat ochrony przeciwstarzeniowej się nie wypowiem, ale mam nadzieję, że woda działa i w tym kierunku ;) Niestety na swojej skórze nie zauważam całego spektrum działania tej wody kwiatowej z listy powyżej. Na przykład, nie zauważyłam u siebie regulacji pracy gruczołów łojowych, a myślę, że po 2 miesiącach regularnego stosowania produktu można by podobne działanie zaobserwować, jeśli miałoby nastąpić. Moja skóra jak się przetłuszczała, tak się przetłuszcza. Wypryski też wesoło sobie wyskakują, kiedy mają na to ochotę, chociaż goją się nieco szybciej, to fakt. Jednak wybaczam, bo dbanie o naczynka (a konkretniej o to, żeby nie pękały) zdecydowanie stoi u mnie na pierwszym miejscu.

Uwielbiam hydrolat z neroli i, wraz z hydrolatem oczarowym, gorąco polecam :)

niedziela, 14 października 2012

Ortografia: "w pół" versus "wpół"

Niech żyje Wielki Słownik Ortograficzny PWN! Oto, co w nim znajdziemy na temat pisowni przyimka "w" z liczebnikiem "pół":

"Przyimek w z liczebnikiem pół ma dwojaką pisownię — łączną lub rozdzielną: 

a) przyimek w z liczebnikiem pół piszemy rozdzielnie, gdy wyrażenie w pół znaczy ‘w połowie’, np. przerwać w pół słowa, przerwać w pół zdania, załatwić coś w pół godziny, zatrzymać się w pół drogi;

 
b) przyimek w z liczebnikiem pół piszemy łącznie, gdy wyrażenie wpół znaczy:
1. ‘w pasie’, np. Objął Ewkę wpół.
2. ‘na połowę, w połowie’, np. Zgiąć arkusz wpół.
3. ‘niezupełnie, częściowo’, np. Patrzyła na wpół drwiąco (ale: Patrzyła wpółdrwiąco).
4. moment w połowie między dwiema pełnymi godzinami, np. Rozpoczyna wykłady wpół do dziewiątej." (ŹRÓDŁO)

***
Pracowałam wczoraj przez 13 godzin. Zmęczenie daje o sobie znać :]
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...