piątek, 8 marca 2013

Maybelline, master smoky shadow-pencil, Smoky Violet, Smoky Chocolate & Smoky Black

Kredki-grubaski od Maybelline wypatrzyłam u Hexxany. Hexx bardzo mnie nimi zainteresowała. Brakowało mi w kosmetyczce miękkich, łatwych do roztarcia kredek, więc pod koniec stycznia kupiłam czarną i fioletową, a po pierwszych testach poleciałam jeszcze po brązową. Zapłaciłam 5,99 funtów za sztukę.



Jak widać, kredki są dwustronne. Z jednej strony mamy grafit, z drugiej - gąbeczkę do rozcierania. Na trzonku kredki widnieją natomiast informacje dotyczące sposobu obsługi produktu, jego wagi, ważności, itp. Trzonek jest tego samego koloru, co grafit kredki, co bardzo ułatwia identyfikację interesującego nas odcienia. Kredki bez problemu dają się zatemperować.



Do rozcierania kredek właściwie używam tylko załączonych gąbeczek, bo sprawują się w tym celu bez zarzutu. Ani razu nie czułam potrzeby, aby sięgnąć po pędzelek (uważam, że to niesamowicie wygodne).



 Grafit kredek jest przyjemnie miękki, więc nie ma obawy, że wydłubiemy sobie oko. Kredki są przy tym świetnie napigmentowane. Kreski są z gatunku niezastygających i można je dowolnie rozcierać - od lekkiego rozblendowania (mój ulubiony efekt) po mgiełkę - choć w tym ostatnim przypadku mogą powstać prześwity i gdzieniegdzie trzeba będzie produktu dołożyć. 

Kredki nakładałam i na dolną, i na górną powiekę. Na dolnej powiece fiolet i brąz spisywały się bez zarzutu; czerń ma tendencję do lekkiego rozmazywania się po kilku godzinach. Kredki nie nadają się na linię wodną - nie są wodoodporne i nie zostają długo w tym miejscu. Jeśli chodzi o górną powiekę, najlepiej stosować kredki na cienie lub cieniami je utrwalić. Kiedy zastosowałam je na powiekę ugruntowaną wyłącznie bazą pod cienie, po około 2 godzinach pojawił się efekt ksera (normalka przy opadającej powiece). Natomiast z cieniami kredki dogadują się wyśmienicie - nic się nie kseruje, nie rozmazuje, nie spływa... Kreski zostają na swoim miejscu aż do demakijażu (oczywiście jeśli nie łzawimy czy płaczemy - jak wspominałam, nie są wodoodporne).

Jako kolorowej bazy pod cienie kredek nie używałam, więc nie wiem, jak sprawdziłyby się w tej roli...



Smoky Violet to odcień chłodnego fioletu. Jest to ładny kolor, ale nie będzie wszystkim pasować. Na niektórych typach urody oraz na dziewczynach z wyraźnymi cieniami pod oczami może dać efekt siniaka...



Smoky Chocolate to przepiękny chłodny brąz, idealny do delikatniejszych dziennych makijaży. Hexx, w tym miejscu chcę Cię przeprosić, bo zdaje się, że powiedziałam Ci, że to ciepły odcień. Nie, jest chłodny i jest piękny. Przepraszam za zamieszanie :*



No a Smoky Black to niesamowicie smolista czerń. Na zdjęciach poniżej nałożona w małych ilościach i dość mocno roztarta - stąd nie jest aż tak smolista. Na linii wodnej jest inna kredka.


Muszę przyznać, że uwielbiam te kredki. Są idealne do szybkiego makijażu, a ich jakość i trwałość są bardzo, bardzo zadowalające. Nie jest mi zawsze po drodze z marką Maybelline (nie znoszę ich cieni do powiek ani prasowanych różów; mam też dość kiepską zieloną kredkę), ale kredki master smoky bardzo im się udały. Jestem na tak i gorąco polecam. Widziałam w ofercie jeszcze piękny grafit (zresztą znajdziecie go u Hexx) i chciałam nabyć, ale ostatecznie się powstrzymałam, bo mam już jedną szarą kredkę ;)

poniedziałek, 4 marca 2013

Inglotowy makijaż sponsorowany przez Blogerki :]

Niedawno pokazywałam Wam paczkę od Eweliny, która oprócz czterech książek zawierała również cień 121 AMC shine. Poproszono mnie wówczas o pokazanie słoczy tego cienia, co niniejszym czynię:


121 amc shine to bardzo ciepły, średni brąz. Świetny dla niebieskich i zielonych tęczówek. Tak jak złoto 154 amc shine, które dostałam od Eweliny w prezencie mikołajkowym, idealnie do mnie pasuje :)

Wzięłam zatem obie sztuki, dokooptowałam im towarzystwo i zmalowałam co następuje. 121 amc znajduje się na prawie całej ruchomej powiece, z wyjątkiem miejsca nad tęczówką, które przeznaczyłam dla złota 154 amc - oba cienie od Eweliny. W załamaniu wylądował 344 M, który dostałam z kolei od Lady In Purplee, wewnętrzny kącik oraz łuk brwiowy rozświetliłam cieniem 395 P od Krzykli, a zewnętrzny kącik wzmocniłam cieniem 423 P od Justyny. Tymże cieniem zrobiłam też delikatną kreskę.

Kochane dobrodziejki, wszystkim Wam moje dzisiejsze nieprofesjonalne maziajki dedykuję :*


Użyłam:


Lubię siebie w takim wydaniu :)

Mincer Pharma, SPA professional, maseczka z białej glinki

Maseczka trafiła do mnie od nieocenionej Hexxany :*


Mazidło jest koloru białego (tu chyba nie ma zaskoczenia), ma dość rzadką konsystencję i pachnie bardzo delikatnie, słodkawo. Maseczka nie spływa z twarzy podczas aplikacji. W miarę upływu czasu (producent zaleca nałożenie jej na 20-30 minut) wysycha na twarzy, ale dużo wolniej niż glinki, z którymi miałam do tej pory do czynienia. Zgodnie z wyraźnymi zaleceniami producenta każdą z połówek o pojemności 7 ml przeznaczyłam na jedno użycie. Drugą porcję zastosowałam cztery dni po nałożeniu pierwszej. Maseczkę trudno się zmywa. Ja posiłkowałam się gąbeczką.

Podstawą maski są woda, bentonit, czyli glinka, oraz gliceryna. Następnie mamy mało lubiane przez niektóre konsumentki PEGi i glikol propylenowy, po którym następuje łańcuszek naturalnych ekstraktów. Skład zamykają trzy konserwanty. Jestem składowym laikiem, ale na moje niewprawione oko nie jest źle.

Maseczka przeznaczona jest dla osób o nierównej pigmentacji skóry twarzy. Jak rozumiem (choć nie jestem pewna), chodzi tu o plamy pigmentacyjne, których ja nie mam, więc nie powiem Wam, jak produkt na nie działa. U siebie po dwóch seansach zauważyłam wyrównanie kolorytu cery (związane z ukojeniem rumienia) i lekkie obkurczenie porów. Na bliznach potrądzikowych maseczka nie zrobiła większego wrażenia. Poza tym skóra była przyjemnie gładka w dotyku, zmatowiona i ładnie rozświetlona, a efekt ten utrzymywał się przez kilkanaście godzin. Podrażnienia ani wysypu niespodzianek nie doświadczyłam.


W moim odczuciu jest to całkiem niezła maseczka :) Według wujka google taka podwójna przyjemność kosztuje ok. 6 zł.

Znacie?

niedziela, 3 marca 2013

Interpunkcja: średnik

Dziś post sponsorowany przez Wielki Słownik Ortograficzny PWN ;)

Zasady dotyczące średnika są raczej nieskomplikowane, ale może komuś się przydadzą.

"89. ŚREDNIK
Średnik jest znakiem rozdzielającym słabszym od kropki i służy do oddzielania w miarę samodzielnych części wypowiedzenia. Od przecinka z kolei różni się tym, że oddziela wyłącznie człony równorzędne pod względem logiczno-składniowym, podczas gdy przecinek może oddzielać również człony nierównorzędne." (źródło)

 
Średnik w rozbudowanych wypowiedzeniach złożonych

"[357] 89.1. Średnik używany jest najczęściej w rozbudowanych wypowiedzeniach złożonych, np.
Najszlachetniejszy kamień jest ten, który kraje wszystkie inne, a siebie zarysować nie daje; najszlachetniejsze serce jest to, które właśnie raczej da się skaleczyć, niż samo zadraśnie.
(A. Asnyk)
Przytrafia się często, że dobry człek jaki niewdzięcznika przygarnie; ale trafia się częściej, że niewdzięcznik taki przepada marnie.
(A. Mickiewicz)
Łatwo można zauważyć, iż wypowiedzenia te mają strukturę dwudzielną, a poszczególne części oddzielone średnikami to współrzędne wypowiedzenia składowe." (źródło)


Średnik zastosowany do oddzielania pojedynczych zdań

"[358] 89.2. Średnik również może zostać zastosowany do oddzielania pojedynczych zdań, samodzielnych pod względem myślowo-pojęciowym, np.
Ukończył filozofię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim; z zawodu jest także fotografikiem." (źródło)


Średnik w zdaniach zawierających rozbudowane wyliczenia

"[359] 89.3. Średnik należy umieścić również w zdaniach zawierających rozbudowane wyliczenia, w których wielokrotnie użyto przecinków, np.
Kropki nie stawiamy:
po tytułach dzieł i czasopism, na stronie tytułowej, na okładce i obwolucie książek;
po tytułach (nagłówkach) części, rozdziałów, paragrafów dzieła, gdy tytuł napisano w osobnym wierszu samymi wielkimi literami [...];
po liczbie bądź literze oznaczającej część dzieła, jeśli znajduje się w osobnym wierszu [...];
(F. Przyłubski)" (źródło)

Jak mówiłam, średnik jest nieskomplikowany, czego nie można powiedzieć o przecinku, który będzie bohaterem kolejnego posta interpunkcyjnego...

Elegant Touch, Moisture Balance nail polish remover

Zmywacz Elegant Touch wypatrzyłam kilka miesięcy temu w drogerii Superdrug. Przyciągnęła mnie dwufazowa formuła. Produkt kosztował 4-5 funtów/200 ml.

Zmywacz okazał się bardzo wydajny! Używam go od około 3-4 miesięcy i dopiero teraz pomału kończę...

Jak widać, umieszczono go w plastikowej butelce. Jej jedynym mankamentem jest fakt, że korek trzeba odkręcać. Poza tym wszystko gra. Dziurka dozująca jest malutka, dzięki czemu nie marnujemy produktu. Zmywacz oczywiście śmierdzi rozpuszczalnikiem, ale po odparowaniu zostawia na paznokciach miętowy zapach.

Muszę powiedzieć, że jest to najlepszy zmywacz do paznokci, jaki udało mi się dorwać w Anglii.

 Głównym rozpuszczalnikiem jest tu butanon. Podstawą części olejowej jest olej z wiesiołka. Zmywacz zawiera również pantenol i witaminę E.



Po zmieszaniu trzeba produkt od razu wylać na płatek, gdyż fazy bardzo szybko się oddzielają. Zmywacz dokładnie zmywa lakiery kremowe, flejkowe i drobinkowe (z brokatami nie używałam), choć kilka sekund wolniej niż tradycyjne zmywacze. Co najważniejsze, rzeczywiście jest łagodny dla skórek i paznokci - nie wysusza ich ani nie osłabia. Nie pozostawia też po sobie białego nalotu. Jestem z niego ogromnie zadowolona :)

Ze względu na oleistość, zmywacz nie nadaje się do czyszczenia stempli podczas stemplowania, a po jego użyciu a przed kolejnym malowaniem paznokci trzeba nasze płytki odtłuścić - ale to chyba oczywiste.

sobota, 2 marca 2013

Mobile Mix, czyli tydzień w zdjęciach (13)

To był całkiem przyjemny tydzień, bo pokazało się słońce. Może temperatury jeszcze nie do końca odpowiadają ciepłolubnym istotom, ale słońce nastraja optymistycznie ;)

Zdjęcie w "moim" barze :)









Kiedy dzień jest ładny, zachód słońca również potrafi zachwycić. Komórkowy aparat oczywiście zjadł nasycenie kolorów :(

Aha, to jest widok z barowego okna.










Obiad by Mr Simply. Potrawka wołowa z czerwoną fasolką, ryż i kapucha. Przepisów nie znam, bo Mu nie przeszkadzam w kuchni, kiedy to On gotuje.











A tu Mr Simply zgotował potrawkę wieprzową z ryżem i sosem dahl z groszku :)













Mój barszczyk, czyli pomysł na lunch. Wykonanie banalnie proste - podsmażyłam pokrojoną w kostkę pierś z kurczaka, zalałam bulionem, dodałam koncentrat barszczu, przyprawiłam "na oko" cukrem, octem i pieprzem (lubię, jak jest kwaśno i ostro), trochę podgotowałam, dodałam makaron uszka, pogotowałam tyle czasu, ile makaron potrzebował, żeby zmięknąć, i tyle :)





Kolejna książka od Eweliny :* Ciekawy, kilkuwątkowy thriller, który oferuje interesujący wgląd w umysł psychopaty oraz różne relacje międzyludzkie (i zawodowe, i prywatne). Fabuła do rzeczy, ale tłumaczenie było mocno niedopracowane, co mnie strasznie deprymowało. Jestem z wykształcenia tłumaczem i kiedy czytuję książki nie w oryginale, często zwracam na ten aspekt uwagę. Ot, małe zboczenie. Wiecie, kiedy książkę czyta się "naturalnie", czasem można nawet się nie zorientować, że to tłumaczenie. Z kolei kiedy w niektórych przypadkach ma się wrażenie, że z polszczyzną jest coś  nie tak, że zastosowano jakieś dziwne struktury, wyrażenia, czy wręcz popełniono rażące błędy gramatyczne i interpunkcyjne, wtedy wiadomo, że tłumaczenie jest niedopracowane. I niestety tak jest w tym przypadku :(

Z kolei czytanie tej książki przysporzyło mi wiele, wiele radości. Nie jest to zdecydowanie literatura dla każdego, gdyż język tej powieści jest bardzo charakterystyczny, deliryczny można rzec, i może się nie podobać. Mamy tu fragmenty silnie inspirowane stylem biblijnym, mamy inne manieryzmy. Cóż, dla mnie to była uczta słowa. Lubię, kiedy autor w umiejętny sposób bawi się językiem, a Pilch robi to świetnie. Sama książka jest ciekawym wglądem w życie alkoholika. Pokazuje, jak nałóg wyniszcza osoby uzależnione, jak wygląda życie pijaków, jak alkohol zabija, ale też, że mając odpowiednią motywację, można z nałogiem wygrać. Świetna książka :)

MIYO, mini drops, 94 dirty fruits

Dziś drugi z trzech lakierów od Diggerowej :)

Brak połysku lakieru to moja wina, bo chwilę przed robieniem zdjęć kremowałam dłonie...
  • Dostępność: zdaje się, że drogerie Jaśmin
  • Cena: ok. 4 zł
  • Pojemność: 8 ml
  • Kolor: mocno przybrudzony ciemny fiolet; kremowe wykończenie
  • Konsystencja: w sam raz
  • Pędzelek: klasyczny, mały i cienki
  • Krycie: do pełnego krycia potrzebujemy dwóch warstw
  • Wysychanie: w normie
  • Zmywanie: bez problemów
  • Trwałość: odpryski pojawiły się trzeciego dnia



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...