poniedziałek, 28 października 2013

Miss Sporty, clubbing colour, 344

  • Dostępność: lakier kupiłam w drogerii Superdrug
  • Cena: 1,99 funtów
  • Pojemność: 7 ml
  • Kolor: ot, kremowy fiolet
  • Konsystencja: w sam raz
  • Pędzelek: szeroki, płaski, ścięty na półokrągło - wygodny
  • Krycie:  dwuwarstwowiec
  • Wysychanie: nie sprawdzałam, użyłam wysuszacza (Poshe)
  • Zmywanie: bez problemów
  • Trwałość: niestety u mnie tylko 2 dni


  • Availability: I bought it in Superdrug
  • Price: Ł1.99
  • Volume: 7 ml
  • Colour: purple; cream finish
  • Consistency: just right
  • Brush: broad, comfortable
  • Coverage: a two-coater
  • Drying time: not tested (I used Poshe fast drying top coat)
  • Removing: no problems
  • Durability: only 2 days on my nails

sobota, 26 października 2013

Balance Me, rose otto intensive lip salve

Balsam do ust Balance Me był dodatkiem do jakiegoś brytyjskiego magazynu. Ponieważ ma bardzo ładny, naturalny skład, a normalnie kosztuje 12 funtów (czyli nie jest na moją kieszeń), nie mogłam przejść koło takiej okazji obojętnie ;)

Produktu używam mniej lub bardziej regularnie od kilku (3? 4?) miesięcy i właśnie go wykańczam, więc najwyższy czas napisać o nim kilka słów.


Balsam zamknięto w tubce. Nie jest to mój ulubiony typ opakowania (zdecydowanie wolę sztyfty), ale w tym przypadku z kosmetyku korzystało mi się dość łatwo; nic się nie wylewało a tubka się z czasem nie rozpadła. Mazidło ma postać jakby zagęszczonego olejku i bardzo apetycznie pachnie dżemem różanym. Na ustach zostawia błyszczącą warstewkę. Nie jest lepki.

Producent obiecuje sporo:
Discover our new, petroleum-free, 100% natural ultra-moisturising intensive lip salve. A daily beauty-must for salve addicts to plump, protect and smooth away dry patches on lips and leave them kiss-ably soft.
We’ve blended super hydrating 100% natural hyaluronic acid and highly emollient and protective pharma grade lanolin to plump and smooth; our trio of organic shea, mango and cocoa butters to soften and protect against the elements; vitamin and essential fatty acid-laden rosehip, jojoba and virgin coconut oils to soothe and hydrate with rose otto, rose geranium and palma rosa to calm and balance.
Apply daily as often as your lips demand. Our handy slanted applicator is ‘no mess’ and functional. For extra sensational lips, mix with your favourite lip colour on your finger tip, and apply to give lips a colourful, silky satin finish.
Balance Me uses the latest hi-tech natural ingredients and exquisite active aromas to create super natural anti-ageing skincare that delivers amazing results and brings your skin back into balance. (klik)

Kwestię składu łatwo zweryfikować. Na formułę mazidła składają się:
Lanolin, Ricinus communis (castor) oil***, Cocus nucifera (virgin coconut) oil***, Prunus amygdalus (sweet almond) oil, Cera alba (unrefined beeswax), Butyrospermum parkii (shea) butter***, Rosa canina (rosehip) fruit oil, Simmondsia chinensis (jojoba) seed oil, Mangifera indica (mango) seed butter, Theobroma cacao (cocoa) butter, Sodium hyaluronate, Rosa damascena (rose otto) oil*, Pelargonium roseum asperum (rose geranium) oil*, Cymbopogon martini (palmarosa) oil*, Lavandula angustifolia (lavender) oil*, Citrus reticulata (red mandarin) oil*, Cananga odorata (ylang ylang) oil*, Anthemis nobilis (Roman chamomile) oil*, Pogostemon cablin (patchouli) oil*, Tocopherol (vitamin E), Rosmarinus officinalis (rosemary extract), Geraniol**, Linalool**, Farnesol**, Citral**, Limonene**, Citronellol**, Benzyl benzoate**, Benzyl salicylate** * natural pure essential oil ** naturally occurring in essential oils *** certified organic ingredient (klik)

Mamy tu zatrzęsienie naturalnych olejków i maseł, lanolinę, kwas hialuronowy, witaminę E; nie ma PEG-ów, oleju mineralnego, wazeliny, itp. Nic dziwnego, iż myślałam, że taki skład przypadnie moim ustom do gustu. A jednak nie... Mazidło natłuszcza moje usta, ale kiedy z nich znika (po około godzinie) nie są one dogłębnie nawilżone. Działania regeneracyjnego również niestety nie zauważyłam. Jeśli zdarzy mi się troszkę zaniedbać usta, domowy peeling z miodu i cukru zdecydowanie lepiej radzi sobie z problemem (suche skórki, itp) niż naustne mazidło Balance Me. Na szczęście produkt dobrze spisuje się chociaż pod kosmetykami kolorowymi. Wiem, że nie wszystkim ustom służy wysokie stężenie oleju rycynowego i zastanawiam się, czy nie należę przypadkiem do tej grupy... Pozostaje mi cieszyć się, że kosmetyk był wliczony w cenę gazety :]

czwartek, 24 października 2013

Flormar, loose powder - puder sypki

Naprawdę sporą odsypkę sypkiego pudru Flormar w odcieniu 03 dostałam od Hexxany. Puder nie jest transparentny, ale kryjącym również nie można go nazwać. Trójeczka to taki naturalny, neutralny beż. Produkt wzięłam wraz z małym pędzelkiem kabuki do pracy i od ponad miesiąca używam go do popołudniowych poprawek. Przez ten czas zdążyłam wyrobić sobie o nim opinię...


Puder jest drobno zmielony, ale nie pyli za bardzo przy aplikacji (chyba, że nabiorę go za dużo na pędzel, ale staram się uważać). Nie jest to produkt matujący. Daje bardzo naturalne, satynowe wykończenie z lekkim, zdrowym glow. Muszę przyznać, że tuż po aplikacji buzia wygląda naprawdę ładnie i promiennie (nie widać na skórze pudrowej pierzynki; proszek nie zbiera się też w porach), ale niestety jest to dość krótkotrwały efekt. Już po około 2 godzinach po przypudrowaniu się sebum bierze górę i znowu zaczynam się świecić. Wielka szkoda, ale z drugiej strony producent nie przeznaczył produktu dla cer tłustych (takiej jestem posiadaczką) i nie obiecuje długotrwałego matu:

Puder sypki na bazie wody. Innowacyjna technologia, dzięki której woda zostaje zatrzymana w kulistych drobinkach pudru, zapewnia utrzymanie właściwej wilgotności skóry oraz naturalne, nieskazitelne i doskonałe wykończenie. Technologia mikronizacji pigmentu zapewnia bardzo cienką i lekką warstwę o wysokiej trwałości.

Cena: 25zł / 18g (źródło)

O ile wykończenie naprawdę mi się podoba, to nietrwałość tego efektu już trochę mnie frustruje. Nie zauważyłam też, aby puder pomagał w kwestii utrzymania nawilżenia cery, no ale jest to kosmetyk kolorowy, a nie krem, więc się nie czepiam. Na koniec dodam, że radzę uważać z ilością produktu. Nałożony (ja go wręcz wcieram w twarz pędzlem kabuki) na skórę cienką warstewką wygląda bardzo ładnie, ale jeśli przesadzimy z ilością, potrafi się utlenić do pomarańczu. Zdarzyło mi się to kilka razy przy pospiesznej aplikacji...

Ogólnie nie jestem pudrem zachwycona. Moim zdaniem nie sprawdzi się na tłustej cerze, gdyż najzwyczajniej w świecie przegrywa nierówną walkę z sebum. Możliwe za to, że posiadaczki cer suchych i normalnych będą zachwycone efektem, jaki potrafi dać ten produkt (na wizażu proszek zbiera naprawdę pozytywne noty, ma wiec wiele zadowolonych użytkowniczek). U nich ładny, zdrowy glow ma szanse utrzymać się na buzi znacznie dłużej...

wtorek, 22 października 2013

Taki tam makijaż ze Sleek Vintage Romance

Ostatnie 3 dni były przemiłe.Odwiedziły nas moje licealne Przyjaciółki. Przyleciały specjalnie z Polski, żeby zorganizować baby shower. Świetnie się bawiłam, a Małej na pewno spodobają się wszystkie prezenty :)

***
A dziś makijaż z soboty. Bo Ewelina prosiła o malunek z użyciem paletki Vintage Romance już jakiś czas temu, a ja nie mogłam się zmobilizować. Ostatnio ciągle jadę na trybie lenia. Czy ciąża to dobra wymówka? Nie wiem, ale naprawdę nic (totalnie nic) mi się nie chce... Zatem przepraszam, że to tyle trwało. Niestety wyszło tak, że jak już makijaż wzięłam i zmalowałam, nie było zbyt fajnego światła i zdjęcia są jakie są...

W obiektywnie Słomki:



 I samojebki:
 

Użyte cienie:


Kreski zrobiłam kredką z Avonu Słomki (supershock, Blackberry). Na ustach mam pomadkę Rimmela w odcieniu Nude Pink.

piątek, 18 października 2013

beauty uk, glam nails, 51 Smokey Lilac

  • Dostępność: swoją sztukę kupiłam w drogerii Superdrug
  • Cena: 1,99 funtów
  • Pojemność: 9 ml
  • Kolor: moim zdaniem to rozbielona lawenda, a nie, jak sugeruje nazwa, przybrudzony bez; wykończenie kremowe
  • Konsystencja: rzadkawa
  • Pędzelek: klasyczny,
  • Krycie: dwuwarstwowiec
  • Wysychanie: nie wiem, wspomogłam się wysuszaczem (Poshe)
  • Zmywanie: bezproblemowe
  • Trwałość: pierwsze ubytki pojawiły się u mnie trzeciego dnia
Czy nie przypomina Wam ten przyjemniaczek Bon Bon od Ciate? A jest od niego tańszy i na moich paznokciach trwalszy...



  • Availability: I bought it in Superdrug
  • Price: 1.99 pounds
  • Volume: 9 ml
  • Colour: the name suggests lilac but in my opinion this is pastel lavender; cream finish
  • Consistency: thinnish
  • Brush: classic
  • Coverage: a two-coater
  • Drying time: I didn't test it (I used Poshe fast drying top coat)
  • Removing: no problems
  • Durability: 3 days
Smokey Lilac by beauty uk is kind of similar to Ciate Bon Bon but it is cheaper and lasts longer on my nails.

środa, 16 października 2013

Co nowego?

Dzieje się, dzieje. Dzieją się rzeczy małe i duże. Z rzeczy małych byłam w poniedziałek w banku i szybko, przy okazji, zahaczyłam o drogerię Superdrug. Tak strasznie kusiłyście nowymi paletami Barry M, że musiałam obejrzeć je na żywo. Paleta Natural Glow mnie nie przyciągnęła, gdyż cienie wydały mi się bardzo podobne do cieni z palety Oh So Special Sleeka, ale skusiłam się na inny wariant:



Potem przyszła paczka od Hexxany :* Dziękuję! Miałam dostać pędzelek Hakuro H15, ale Asia dodała mu liczne towarzystwo:




A wczoraj.... a wczoraj przyleciała do mnie Przyjaciółka, w blogosferze znana jako Słomka. Słomkini zgodziła się zastąpić mnie do końca sezonu w pracy, za co jestem ogromnie wdzięczna :*

Przyjaciółka przywiozła mi wiele smakołyków z Polski, od siebie i od Kataliny :* Tylko spójrzcie, co Kasia przysłała dla malutkiej:


Czyż ten sweterek nie jest cudowny? Mnie Kasia również uraczyła dobrociami:



Marmurki Lemax ogromnie mi się spodobały na blogach i Kasia je dla mnie zdobyła. Dziękuję :*

A od Słomki dostalam:


Wszystkie te rzeczy były na mojej wish-liście :)


Dzisiaj rano wyciągnęłyśmy kosmetyczki i zaczęłyśmy się malować...



Słomka zmalowała ślicznego dzienniaka z użyciem paletki Sleek Vintage Romance:



Serdecznie Was pozdrawiamy!


wtorek, 15 października 2013

Receptury Babuszki Agafii, jajeczna maska do włosów

Na maskę skusiłam się po przeczytaniu mnóstwa pozytywnych recenzji na blogach. Kupiłam ją w sklepie Kalina za 17,90 zł/300 ml. Ponieważ stosowałam ją średnio raz w tygodniu (nakładając na włosy na kilka minut - na czas prysznica), opakowanie wystarczyło mi na ponad 3 miesiące.


Od producenta:
Jajeczne proteiny intensywnie odżywiają włosy i skórę głowy
Żytni słód to niezastąpione źródło mikroelementów, wykazuje działanie regenerujące
Maska nadaje włosom blasku, ułatwia rozczesywanie, posiada silne działanie odżywcze

Maskę zapakowano w plastikowy, odkręcany słoik. Plastik jest cienki, tani, odkształca się. Zakrętka nie trzyma zbyt mocno, ale na szczęście pod nią znajduje się plastikowa przykrywka, która zabezpiecza produkt przed dostępem powietrza. Sama maska ma biały kolor i przyjemnie pachnie maślanymi ciasteczkami. Jej niezmiernie rzadka, lejąca konsystencja nieustannie doprowadzała mnie do szału. Mam wrażenie, że 1/3 opakowania produktu uciekła mi między palcami podczas prób nabrania go na dłoń i aplikacji na włosy. Konsystencja zdecydowanie na minus.

Samo działanie oceniam pozytywnie. Po użyciu maski moje włosy były błyszczące i ogólnie zdrowo wyglądały. Raczej nie nakładałam maski na skórę głowy, więc nie wypowiem się na temat jej wpływu na skalp. Nie odniosę się również do obietnic regeneracji, ponieważ moje włosy są zdrowe i nie narzekam na ich stan (nie używam suszarki, prostownicy, lokówki, kosmetyków do stylizacji). Nie wiem również, czy produkt ułatwia rozczesywanie, bo czeszę swoje proste kłaki już po wyschnięciu, unikając w ten sposób ryzyka uszkodzeń mechanicznych podczas rozczesywania włosów na mokro.

Maska nie zaserwowała mi żadnych podrażnień ani łupieżu.


Jest to dobry produkt o zachęcającym składzie. Na pewno sprawdzi się na niezniszczonych włosach, które lubią się z proteinami. Czy zregeneruje włosy zniszczone? Nie mam pojęcia, tu muszą wypowiedzieć się posiadaczki takich czupryn. Największym minusem maski jest zbyt wodnista konsystencja, która naprawdę utrudnia korzystanie z mazidła.

Nie wykluczam powrotu do tego kosmetyku, ale też nie szaleję specjalnie na jego punkcie i nie czuję potrzeby robienia tego od razu. W sumie maska Kallos latte za 5 zł sprawdzała się na moich włosach bardzo, bardzo podobnie, choć oczywiście ma bardziej chemiczny skład. Coś za coś...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...