Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maski do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maski do włosów. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 grudnia 2019

Co dba(ło) o moje wlosy w tym roku | Bionigree, Whamisa, Natura Siberica, Shea Moisture, Maui Moisture, Hask

Pielęgnacja włosów i skóry głowy nigdy mnie specjalnie nie interesowała. Raz, że nie potrafię wyczarować z moich kłaków żadnych super fryzur i przez 95% czasu noszę na głowie koczek bądź koński ogon; dwa - mam parszywie kapryśną skórę głowy, która reaguje uczuleniem/swędzeniem/łuską na większość kosmetyków, które próbuję testować. Wszystko to strasznie mnie zniechęca, więc w 2019 roku poza oczyszczaniem skalpu oraz myciem i odżywianiem/maseczkowaniem włosów nic więcej specjalnego dla nich nie robiłam. A poniżej znajdziecie kosmetyki, które mi towarzyszyły.


#1
Bionigree, serum oczyszczające do skóry głowy


Och, ile ja się zachwytów na jego temat naczytałam. Wielokrotnie też wspominałam Hexxanie, że mam na ten olejek chrapkę i ostatecznie dostałam go od niej w prezencie. Niestety u mnie nie zadziałał jak u reszty Internetów. Kosmetyk miał łagodzić podrażnienia skóry głowy i dzięki działaniu chłodzącemu robił to, ale tylko doraźnie. Miał usuwać nadmiar zrogowaciałego naskórka i rozpuszczać łój zalegający w mieszkach włosowych, na co szczerze mówiąc liczyłam najbardziej - marzenia ściętej głowy. Nie pomagał rozpuszczać łuski, która miała się całkiem dobrze; ba, nawet na dłuższą metę nie pomógł mi w zauważalny sposób zawalczyć z problemem. A muszę nadmienić, że staram się sięgać po delikatne szampony, nie suszę ani nie stylizuję włosów, nie używam żadnych środków stylizujących i naprawdę robię, co mogę, żeby nie podrażniać mojego kapryśnego skalpu. Pomoc by się przydała, ale Bionigree nie sprostało zadaniu.

Lubiłam ziołowo-mentolowy zapach tego produktu a pipeta była prosta w użyciu i dostaniu się do newralgicznych miejsc. Nie żeby ostatecznie miało to jakieś znaczenie. 


#2
Whamisa, organic seed shampoo oily scalp & shampoo for dry scalp


Spore odlewki dwóch szamponów Whamisy dostałam od niezastąpionej Hexxany. Szampon do przetłuszczającego się skalpu nie zdał u mnie egzaminu, gdyż mi owy skalp podrażniał. Jest to dobrze oczyszczający szampon, więc sięgałam po niego w celu dogłębniejszego umycia kłaków tak może ze 3-4 razy w miesiącu. Kosmetyk musi zawierać mentol, gdyż po umyciu czuć wyraźne chłodzenie, co mi osobiście bardzo się podobało. Z kolei szampon do suchej skóry głowy był odczuwalnie delikatniejszy i nie pogłębiał moich nieprzyjemnych problemów ze skórą głowy.


#3
Natura Siberica, szampon rokitnikowy intensywne nawilżanie do włosów normalnych i suchych


Ten słodko pachnący szampon o pomarańczowym kolorze teoretycznie mógł się u mnie nie sprawdzić, bo zawiera Kokamidopropyl Betainę, detergent, którego moja skóra głowy nienawidzi. Jednak składnik ten został złagodzony pantenolem i olejami, więc dałam kosmetykowi szansę. I jestem zadowolona - myje skórę głowy i włosy, nie obciąża kłaków i nie pogłębia moich skalpowych problemów. A że trudno u mnie o szampon, na który mój skalp nie ragowały histerią, bardzo się cieszę, że mam tę  dodatkową obok Alterry z alosesem i granatem opcję.


#4
Shea Moisture, raw shea & cupuacu frizz defensce conditioner


Kupiłam tę emolientową odżywkę ze względu na ciekawy skład. Była ona dosyć gęsta i miała spożywczo słodki zapach. Opakowanie z pompką działało do momentu, kiedy zużyłam około 2/3 produktu. Potem ten gęsty kosmetyk przestał współpracować z pompką i musiałam pracochłonnie wytrząchać go z butelki, co nie generowało zadowolenia. Działanie kosmetyku na włosy jednak nie budziło moich zastrzeżeń - odżywka sprawiała, że były nawilżone i dociążone (ale nie obciążone). Niestety z kosmetykiem nie dogadywała się skóra pleców, dla której był z kolei za bogaty i wysypywało mnie niemiłosiernie (myję włosy pod prysznicem i nienawidzę płukać ich z głową w dół...).


#5
Maui Moisture,  Bamboo Fibers Conditioner


Tę emolientową, pachnącą nieco trawiasto ale przyjemnie odżywkę mam w użyciu od około dwóch miesięcy, a kupiłam ją po wykończeniu Shea Moisture. Znowu skusił mnie skład, tym razem z aloesem na pierwszym miejscu. Poza tym moje kłaki zdają się przepadać za bambusem i olejem rycynowym. I to był strzał w dziesiątkę. Po każdym użyciu tego produktu moje włosy są nawilżone, lśniące, wygładzone i bardzo przyjemne, jedwabiste w dotyku.


#6
Hask, Keratin, Protein Smoothing Conditioner


Oczywiście nie samymi emolientami powinniśmy traktować włosy, dlatego na wannie stoi też ładnie, kosmetycznie pachnącą odżywka z proteinami. Jest wspaniała - włosy są po niej sypkie, lekkie, odbite od skalpu i pełne życia.


#7
Shea Moisture, Jamaican Black Castor Oil, Strengthen & Restore Treatment Masque


Nie zabrakło i maski. Jest to produkt gęsty, o czekoladopodobnym zapachu, nawilżający i dociążający włosy. Naprawdę przyzwoita maska (zawiera i emolienty, i proteiny), choć znowu nieco za bogata dla skóry moich pleców, ech. Nie wiem, jak wpływa na włosy zniszczone, bo moje takie nie są.


Co do oczyszczania skalpu, mieszam sobie zwykłe mechaniczne peelingi bądź glinki z szamponem raz na kilka myć, i póki co ten sposób się u mnie sprawdza lepiej niż serum  Bionigree czy tychologiczne serum Bandi, które też mnie w tej kwestii zawiodło.

czwartek, 25 października 2018

L'biotica, Biovax, Diamond, intensywnie regenerująca maseczka do włosów minerały & diamenty

Maseczkę, o której dziś opowiem, kupiłam w Rossmannie. Normalnie kosztuje prawie 18 zł/150 ml, ale ja trafiłam na dobrą promkę i zapłaciłam 10 zł mniej. Na szczęście, bo niczym mnie ten produkt nie zachwycił. 

Dodam, że mimo wrażliwej i problematycznej skóry głowy włosy mam ładne i zdrowe, choć dużo cieńsze niż kiedyś. Nie farbuję ich, nie suszę suszarką, nie prostuję, nie kręcę, nie stosuję środków do stylizacji i na co dzień po prostu wiążę je w kucyk bądź koczek; czasem rozpuszczam, ale rzadko.


Diamenty kojarzą nam się z luksusem, a luksus z elegancją. Stąd, moim zdaniem, pomysł producenta, aby do biało-czarnego kartonika włożyć czarno-biały słoiczek. Po usunięciu nakrywki ukazuje się nam produkt o wyglądzie płynnej masy perłowej. Estetyka dopracowana prawie w najdrobniejszym szczególe, gdyż można się czepnąć, że wizualnie wszystko świetnie, ale zapach jakiś taki mało luksusowy. Właściwie w ogóle nie zapada w pamięć. Ale przecież nie to jest najważniejsze.


W sumie nie wiem, czego się spodziewałam po tym produkcie. Jakiegoś niesprecyzowanego efektu wow? Włosy, owszem, nabłyszczał i owszem, coś tam nawilżał. Ale taki sam efekt uzyskuję sięgając po ulubione odżywki. Po co mam więc przepłacać? Nie potrzebuję maski, która da mi to samo, co odżywka. Może zniszczone włosy odczują różnicę. W sumie to dobrze, że nie muszę tego sprawdzać ;)

czwartek, 22 lutego 2018

Sylveco, lniana maska do włosów

Nie wiem, jak to się stało, ale nie zrobiłam zdjęć słoiczkowi maski oraz samemu produktowi. Mam jedynie fotki kartonika. A ponieważ maskę już wykończyłam i raczej nie zamierzam do niej wracać, nie mam już jak takich zdjęć porobić. Oj, z wiekiem rozkojarzenie coraz bardziej daje mi się we znaki.

Ale skupmy się na kosmetyku. Jak pokazuje zdjęcie pożyczone ze strony Sylveco (klik)

produkt mieszka w plastikowym słoiczku o przyjemnej dla oka szacie graficznej z aluminiową nakrętką. Pod nakrętką kryje się średnio gęsta (nie spływa z włosów), biała emulsja z perłowym połyskiem, charakteryzująca się dziwnym, nieprzyjemnym zapachem.


Ja stosowałam ten produkt tylko w jeden sposób: raz w tygodniu po myciu głowy szamponem nakładałam na włosy maskę na czas prysznica. Nie sięgałam po kosmetyk częściej, bo zawiera proteiny, które moim kłakom służą tylko w małych dawkach.

Maska sprawdziła się u mnie przeciętnie. W Blackpool (twarda woda) nie robiła praktycznie nic. W Polsce, pod Wejherowem (miękka woda), działała lepiej; zostawiała włosy nawilżone, wygładzone, miękkie, lekkie i lśniące, niczym dobrze działająca odżywka. Ogólnie mam zdrowe włosy, więc dużego wyzwania nie było. To skóra głowy stanowi dla mnie problem, bo ostatnio wiele szamponów strasznie mnie podrażnia. Poza tym włosy bardzo mi wypadają. Obciążenia ze strony maski na szczęście nie doświadczyłam, ale ostatecznie zachwytu też nie ma, bo za prawie 30 zł chyba spodziewałam się czegoś bardziej spektakularnego. No i ten zapach...

sobota, 25 lutego 2017

L'Biotica Biovax, szampon, odżywka, maska i olejek silikonowy z serii bambus & olejk awokado


Po bardzo owocnym spotkaniu z ekspresową odżywką do włosów z tej linii postanowiłam wypróbować całą serię. Co z tego wynikło? Czytajcie dalej :)

Ciekawostką jest fakt, że cała czwórka nie dzieli tego samego zapachu. Szampon i odżywką pachną świeżo, ogórkowo-arbuzowo, natomiast maska i jedwab do włosów idą w stronę łąki z kwiatami. Aromaty te są przyjemne i delikatne; nie kłócą się z perfumami i nie przyprawiają o ból głowy.


Szampon

Szampon ma postać białawej-zielonkawej emulsji, a jego konsystencję opisałabym jako bogatą. Nie pieni się zbyt obficie, dlatego używałam większą porcję niż normalnie. Myć włosy myje, oleje też domywa, ale dla moich niezniszczonych kłaków był troszkę za bogaty. Objawiało się to brakiem objętości i lekkości po wyschnięciu (nie używam suszarki) oraz tym, że włosy traciły świeżość po 1,5 dnia od mycia, a ponieważ myję je co drugi dzień, popołudniami drugiego dnia widziałam wyraźnie, że wołają o kąpiel. Nie wypowiem się, czy szampon wspomaga regenerację pasm, bo moje są w dobrym stanie. Skalpowi szampon nie zaszkodził, za co ogromny plus. Osobiście do niego nie wrócę, ale myślę, że osoby z suchymi włosami mogłyby być z niego naprawdę zadowolone.


Ekspresowa odżywka

To najmocniejsze ogniwo zestawu. Ma postać białej, kremowej emulsji, która nie spływa z włosów. Rzeczywiście działa już po krótkim czasie (choć trzymam ją na głowie przez kilka minut, nie te jedyne 60 sekund). Moje włosy są po niej nawilżone, gładkie, przyjemne w dotyku i lśniące.


Maska

Jest nieco gęstsza od odżywki i dołączono do niej czepek. Rzecz w tym, że czy nałożę ją na pół godziny pod rzeczony czepek, czy na kilka minut jako odżywkę, działa tak samo - czyli podobnie jak odżywka, ale troszkę słabiej. Trudno opisać te subtelne różnice, ale takie są moje subiektywne odczucia.


Jedwab do włosów

To taki typowy silikonowy olejek na końce, ale jest bardzo dobry w swojej kategorii. Przede wszystkim nie zawiera alkoholu, więc nie wysusza pasm. Poza tym nie zbija ich w strąki. Podczas aplikacji czuję, jak "otula" włosy sprawiając, że zdają się jeszcze gładsze, bardziej miękkie i jeszcze mocniej odbijają światło. Nie mam do niego zastrzeżeń.

Cieszę się ze spotkania z całą serią. Odżywki zużyłam już przynajmniej trzy opakowania i na pewno będę do niej wracać. Myślę, że jedwab też jeszcze u mnie zagości, bo w chłodne miesiące lubię w ten sposób zabezpieczać końcówki przed ocieraniem się o swetry i płaszcze, a dla mnie istotny jest brak alkoholu denaturowanego (jeden taki jedwab z tym składnikiem na dłuższą metę bardzo zmasakrował mi końce). Szampon okazał się zbyt bogaty dla mojego typu włosów, a maska działała podobnie, choć subtelnie gorzej od odżywki, więc nie mam parcia, by do nich wrócić. Mam jednak ochotę wypróbować inne linie Biovax, na przykład diamentową. Zobaczymy, co czas przyniesie...

piątek, 16 września 2016

Bania Agafii, maska do włosów momentalna: blask i elastyczność

Maskę Bani Agafii dorzuciłam do koszyka z ciekawości przy okazji jakiś zakupów, zdaje się w sklepie Kalina. Było to dość dawno temu; zapłaciłam około 5-6 zł. Przyciągnął mnie ładny, naturalny skład i fakt, że ogólnie produkty tej marki są w blogosferze chwalone.

Ja jestem zadowolona, ale dla mnie ta maska to bardziej odżywka. Nie zauważyłam, by po tych dziesięciu zastosowaniach, na które pozwoliła mi pojemność saszetki, stan włosów był lepszy niż przed "kuracją". Maskę stosowałam raz w tygodniu zamiennie z odżywkami.


Maziło ma postać niezbyt gęstej emulsji o brązowawym zabarwieniu. Wybaczcie, ale zapachu nie pamiętam. Nie rzucił mi się specjalnie w nos.

Po zastosowaniu kosmetyku moje włosy były śliskie, dzięki czemu łatwiej się rozczesywały. Blask i elastyczność była na tym samym poziomie, co po użyciu moich ulubionych odżywek, np. z granatem Alterry. Maska zatem coś tam robiła, ale nie było efektu wow. Po prostu trafiłam na poprawny/dobry produkt o przyjemnym składzie. Nie wykluczam ponownego zakupu kiedyś tam przy okazji.

piątek, 27 maja 2016

Wpis traktujący o trzech kosmetykach do włosów: olejku Loton, masce Kallos silk oraz jedwabiu w płynie Green Pharmacy

Tematy włosowe to nie jest moja mocna strona. Oczywiście włosy pielęgnuję, ale rzadko o ich pielęgnacji piszę. Nie mój konik. Mam obecnie na półce w łazience kilka kosmetyków do włosów, po które regularnie sięgam póki się nie skończą, ale które raczej nie zasługują na osobne posty. Pomyślałam zatem, że może wspomnę o każdym z nich w zbiorczym wpisie. 

Na pierwszy ogień pójdzie olejek Loton Oil Therapy w wersji z olejami makadamia i z awokado.


Kupiłam go (w Rossmannie) ze względu na ładny, krótki skład. Jest bezbarwny, lekko tłustawy (duh!) i słodko, czekolado-podobnie pachnie. Nakładam go na włosy na godzinę-dwie przed myciem. Delikatnie je nawilża, ale to by było na tyle. Na moich kłakach nie daje efektu wow, ale zły też nie jest.


Zabierzmy się teraz za maskę Kallos Silk.


Ma postać białej emulsji i raczej nieprzyjemny zapach kojarzący się ze środkami do czyszczenia toalet. Jest na tyle gęsta, że po aplikacji nie spływa z włosów. Maska zmiękcza i wygładza czuprynę oraz sprawia, że ładnie błyszczy. Jest to jednak efekt doraźny - do kolejnego mycia włosów. Nie jestem nią jakoś specjalnie oczarowana i ze względu na zapach raczej do niej nie wrócę.


Tym samym dotarlismy do jedwabiu do włosów.


Jest to klasyczne serum silikonowe o ładnym, tym razem, zapachu. Kupiłam go do ochrony włosów przed uszkodzeniami mechanicznymi spowodowanymi na przykład ocieraniem się o ubrania. Wybrałam to serum ze wględu na brak wysuszającego alkoholu. Kosmetyk jest poprawny - silikony wygładzają końcówki, przez co włos wygląda ładnie. Produkt nie wpłynął jednak znacząco na tempo rozdwajania się moich końców - fryzjera muszę odwiedzać co 2-3 miesiące. Zawsze tak było i pewnie będzie. Byłabym skłonna do tego serum jeszcze wrócić.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Organique, Anti-age, maska do włosów zniszczonych i farbowanych

Maskę dostałam w prezencie od Słomki. Strasznie się ucieszyłam, bo od dawna chciałam ją wypróbować, ale jakoś nie było nam po drodze...Wiecie, 150 ml kosztuje około 40 zł. Skąpiłam, bo znam tańsze maski. I pewnie jeszcze długo bym skąpiła i trochę czasu zajęłoby mi zweryfikowanie, czemu ten kosmetyk ma tylu wielbicieli, gdyby nie moja nieoceniona przyjaciółka. Dziękuję :* Moje włosy z maską baaardzo się polubiły.

Producent zapakował maskę do plastikowego (uff, kafelki się cieszą) słoika z gustowną aluminiową nakrętką. Do tego zielona etykieta i przyjemny wizualnie produkt gotowy!

Mazidło ma postać białego, gęstawego kremu. Pięknie pachnie winogronami. Ja na jedną aplikację zużywam ilość wielkości orzecha włoskiego i sięgam po maskę raz na tydzień, więc wystarczyła mi na dobrych kilkanaście tygodni stosowania.


Maskę ocenię z perspektywy osoby o włosach obecnie średnio- (prawie nisko-) porowatych i zdrowych. Jest to produkt bardzo treściwy i nie mogę nakładać go na skalp, gdyż w takim przypadku funduje mi oklap. To samo dzieje się, jeśli nakładam maskę na dłużej niż 10 minut. U mnie bardziej sprawia się jako odżywka - ale właśnie dlatego, że włosy mam w dobrej kondycji i nie potrzebują aż takiego odżywienia. Po kilku minutach z maską moje włosy są ogromnie przyjemne w dotyku, gładkie, sypkie i lśnią jak szalone.Ogromnie mi się podoba ten efekt!

Wierzę, że maska mogłaby do pewnego stopnia zregenerować zniszczone włosy, ale nie mam jak tego zweryfikować.

sobota, 26 lipca 2014

Receptury Babuszki Agafii, drożdżowa maska do włosów


Maskę kupiłam tutaj. 300 ml wystarczyło mi na około 3 miesiące stosowania raz w tygodniu.

Moje kłaki polubiły się z tym produktem.







Maskę zapakowano w plastikowy słoik. Pod nakrętką jest jeszcze przykrywka dodatkowo chroniąca produkt. Szata graficzna utrzymana w kolorach khaki.






Maska jest biała i bardzo apetycznie pachnie ciasteczkami. Zapach nie utrzymuje się na moich włosach. Produkt ma dość rzadką konsystencję, ale do opanowania.








Po zastosowaniu maski moje włosy były gładkie, sypkie i błyszczące. Wyglądały ładnie i zdrowo. Czy rosły szybciej niż normalnie? Nie wiem, nie mierzyłam. Natomiast mogę od razu powiedzieć, że kosmetyk nie zahamował u mnie wypadania włosów w najmniejszym stopniu. Od kilku miesięcy na oko gubię setkę włosów dziennie i nic nie działa na zredukowanie tej liczby. Myślę, że to stres, a na razie nie mogę się od niego uwolnić.

Maska nie wpłynęła negatywnie na skalp. Nie obciążała mi też włosów. Jestem na tak.

sobota, 15 marca 2014

Receptury Babuszki Agafii, łopianowa maska do włosów

Maskę kupiłam w sklepie Kalina za 17,90 zł/300 ml. Wystarczyła mi na około 3 miesiące stosowania raz  w tygodniu. Nie żałowałam sobie nakładanej ilości.

Oceniam ją z perspektywy zdrowych, niezniszczonych włosów, które zdają się być średnioporowate u nasady i wysokoporowate na końcach, choć nie jestem w 100% pewna tej diagnozy. Włosomaniaczka ze mnie żadna. 






Produkt zamknięto w plastikowym, oliwkowozielonym słoiku. Plastik jest miękki i lekki, sprawia wrażenie bardzo taniego. Pod zakrętką znajduje się przykrywka dodatkowo zabezpieczająca kosmetyk.











Maska ma biały kolor i rzadką konsystencję. Jak dla mnie jest trochę zbyt rzadka, trochę ucieka pomiędzy palcami podczas aplikacji. Zapach mnie nie zachwycił - kojarzy mi się z aromatem środków do czyszczenia toalety...








Z działania produktu byłam zadowolona. Po krótkiej sesji z maską (zostawiałam ją na włosach jedynie na czas prysznica) włosy były nieco uniesione u nasady, sypkie i pięknie błyszczące. Kosmetyk nie obciążał mi kosmyków ani w żaden sposób nie podrażniał skóry głowy. Niestety łopian nie pomógł na wypadanie kłaków, ale zdaję sobie sprawę, że jest to problem o podłożu hormonalnym. Po ciąży i podczas karmienia piersią włosy lecą, takie życie...


Ogólnie oprócz zapachu i konsystencji nie mam większych zastrzeżeń do tej maski.

Skład:
Aqua with infusions of: Avena Sativa Oat,  Betula Alba Juice; enriched by extracts: Salvia Officinalis, Rubus Chamaemorus, Rhodiola Rosea, Cetrionium Chloride, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Guar Gum, ; cold pressed oils: Arctium Lappa Seed Oil, Ribes Nigrum Seed Oil, Linum Usitassimum Seed Oil, Pyridoxine(wit. B6), Panthenol (wit.B5), Niacinamide(wit.PP), Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid

wtorek, 15 października 2013

Receptury Babuszki Agafii, jajeczna maska do włosów

Na maskę skusiłam się po przeczytaniu mnóstwa pozytywnych recenzji na blogach. Kupiłam ją w sklepie Kalina za 17,90 zł/300 ml. Ponieważ stosowałam ją średnio raz w tygodniu (nakładając na włosy na kilka minut - na czas prysznica), opakowanie wystarczyło mi na ponad 3 miesiące.


Od producenta:
Jajeczne proteiny intensywnie odżywiają włosy i skórę głowy
Żytni słód to niezastąpione źródło mikroelementów, wykazuje działanie regenerujące
Maska nadaje włosom blasku, ułatwia rozczesywanie, posiada silne działanie odżywcze

Maskę zapakowano w plastikowy, odkręcany słoik. Plastik jest cienki, tani, odkształca się. Zakrętka nie trzyma zbyt mocno, ale na szczęście pod nią znajduje się plastikowa przykrywka, która zabezpiecza produkt przed dostępem powietrza. Sama maska ma biały kolor i przyjemnie pachnie maślanymi ciasteczkami. Jej niezmiernie rzadka, lejąca konsystencja nieustannie doprowadzała mnie do szału. Mam wrażenie, że 1/3 opakowania produktu uciekła mi między palcami podczas prób nabrania go na dłoń i aplikacji na włosy. Konsystencja zdecydowanie na minus.

Samo działanie oceniam pozytywnie. Po użyciu maski moje włosy były błyszczące i ogólnie zdrowo wyglądały. Raczej nie nakładałam maski na skórę głowy, więc nie wypowiem się na temat jej wpływu na skalp. Nie odniosę się również do obietnic regeneracji, ponieważ moje włosy są zdrowe i nie narzekam na ich stan (nie używam suszarki, prostownicy, lokówki, kosmetyków do stylizacji). Nie wiem również, czy produkt ułatwia rozczesywanie, bo czeszę swoje proste kłaki już po wyschnięciu, unikając w ten sposób ryzyka uszkodzeń mechanicznych podczas rozczesywania włosów na mokro.

Maska nie zaserwowała mi żadnych podrażnień ani łupieżu.


Jest to dobry produkt o zachęcającym składzie. Na pewno sprawdzi się na niezniszczonych włosach, które lubią się z proteinami. Czy zregeneruje włosy zniszczone? Nie mam pojęcia, tu muszą wypowiedzieć się posiadaczki takich czupryn. Największym minusem maski jest zbyt wodnista konsystencja, która naprawdę utrudnia korzystanie z mazidła.

Nie wykluczam powrotu do tego kosmetyku, ale też nie szaleję specjalnie na jego punkcie i nie czuję potrzeby robienia tego od razu. W sumie maska Kallos latte za 5 zł sprawdzała się na moich włosach bardzo, bardzo podobnie, choć oczywiście ma bardziej chemiczny skład. Coś za coś...

poniedziałek, 27 maja 2013

Maska do włosów z proteinami mlecznymi Kallos Latte

 Opakowanie maski o pojemności 275 ml dostałam od kochanej Eweliny :* Moje średnio- lub wysokoporowate (dalej nie wiem) kłaki pokochały ten produkt.


Maska jest koloru białego i pachnie ślicznie ciasteczkami. Ma dość gęstą konsystencję, dzięki czemu nie spływa z włosów. Sięgałam po nią raz w tygodniu. Okazała się bardzo wydajna, bo wystarczyła mi na dobre 4 miesiące właśnie cotygodniowego stosowania.


Produkt zapakowano w plastikowy (uff, nie ma szans się zbić), beczułkowy słoiczek. Nie ma żadnego problemu z wydobyciem produktu, ale trzeba uważać, by pod prysznicem nie nalać sobie przez przypadek wody do opakowania.


Jeśli chodzi o działanie produktu, moje włosy po kilkuminutowej sesji z maską były odbite u nasady, błyszczące i mięsiste. Może kłaki były nieco szorstkie w dotyku, ale za to wydawały się grubsze. Proteinki  tak robią :)

Serdecznie polecam! Ale uwaga, maska może nie służyć włosom niskoporowatym...

czwartek, 16 lutego 2012

Alterra, Haarkur, granatapfel & aloe vera - maska nawilżająca do włosów suchych i zniszczonych granat i aloes

I bought this product in Poland. Therefore, I wrote a review only in Polish. However, if you have any questions or would like me to translate this review for you, drop me a line. I will be delighted to help :)

************************************************************** 

Uwielbiam produkty do włosów Alterry. Wyjątkowo służą moim kłaczkom. Nie inaczej jest z tą maską. W tym miejscu muszę zaznaczyć jednak, że nie mam zniszczonych włosów. Wręcz przeciwnie. Nie zaszkodziło mi to jednak w wypróbowaniu tego cudeńka :)

Produkt zakupiłam w Rossmannie za około 9 zł/150 ml. Maska zamknięta jest w bardzo miękkiej plastikowej tubie z zatrzaskiwaną klapką. Produkt jest bardzo gęsty, ale łatwo rozprowadza się na włosach i z nich nie spływa. Pachnie słodko, owocowo - dla mojego nosa przyjemnie.

Według producenta maska nawilża i pielęgnuje włosy. Niestety nie powiem Wam, czy poradzi sobie z nawilżeniem włosów suchych i zniszczonych. Na moje dość zdrowe włosy działa wyśmienicie - pozostawia je miękkie i lśniące bez obciążania (trzymam ją na włosach kilka minut). Maska ułatwia również ich rozczesywanie. Ja jestem zachwycona :)

Skład produktu jest świetny. Próżno szukać w nim silikonów, parabenów, czy parafiny. Maska nie zawiera również żadnych syntetycznych barwników, substancji zapachowych i konserwujących oraz substancji pochodzenia zwierzęcego. Na liście widnieją takie dobroci jak gliceryna, olej sojowy, olej z nasion granatu, masło shea, olej z krokosza barwierskiego, olej rycynowy, wyciągi z granatu, aloesu i akacji, pantenol, witaminy E i C, olej z nasion słonecznika oraz olejki eteryczne. 

Ja ze swojej strony serdecznie polecam. Znacie tą maskę. Lubicie?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...