wtorek, 17 lipca 2018

Bandi, krem ochronny z probiotykami SPF 30

Krem ochronny Bandi towarzyszył mi przez drugą połowę zimy i wiosnę (zahaczając o majowe upały). Spisał się na medal i spokojnie mogę napisać, że to jeden z lepszych kremów z filtrem przeciwsłonecznym, jakie poznałam. Z przyjemnością będę do niego wracać.


W przyjemnym wizualnie kartoniku znalazłam plastikową butelkę z pompką i tłokiem. Rozwiązanie wygodne, higieniczne, i umożliwiające wykorzystanie kosmetyku do ostatniej kropli.

Mazidło ma beżowy kolor i gęstą konsystencję, która niejako wymusza aplikowanie go na skórę grubszą warstwą, co jest w przypadku filtrów przeciwsłonecznych bardzo ważne. Mimo odcienia mazidło troszkę bieli skórę, ale nieznacznie.

Baaardzo, baaaaaardzo podobało mi się wykończenie, jakie krem daje na skórze - rozświetlony, satynowy mat. Kosmetyk zachowywał się jak filtry typu dry touch i nie przyspieszał wyświecania się mojej tłustej cery. Makijaż trzymał się na nim wspaniale.


Ochrona przeciwsłoneczna opiera się w komsetyku Bandi o mieszankę filtrów chemicznych i fizycznych. Te pierwsze czasem podrażniają mi naczynka, ale tu nic takiego się nie działo; nie zauważyłam też zapychania czy wysuszania naskórka. Podczas stosownia kremu słońce mnie nie opaliło, ale też się jakoś mocno na nie nie wystawiałam. Piegi jak co roku wylazły, jak tylko porządnie przygrzało.

Krem z priobiotykami Bandi jest godny uwagi, zwłaszcza jako komfortowy filtr do cery tłustej. Ja na pewno będę do niego wracać i serdecznie go polecam.

czwartek, 12 lipca 2018

Vis Plantis, age killing effect, krem na zmarszczki mimiczne i głębokie linie

Krem Vis Plantis kupiłam spontanicznie podczas którejś wizyty w Naturze. Skusiłam się na niego z ciekawości, gdyż ma zawierać syntetyczny peptyd naśladujący działanie peptydu występującego w jadzie żmii świątynnnej, który ma odprężać mięśnie, przez co linie mimiczne mają być mniej widoczne. Od razu powiem, że nie mam jeszcze głębokich zmarszczek czy bruzd, więc nie wiem do końca, jak by na ten składnik zareagowały, ale na mojej jeszcze niezbyt głębokiej linii na czole peptyd nie zrobił większego wrażenia - nie odnotowałam zauważalnej różnicy. Niemniej, jak wspominałam, nie jest to głęboka bruzda.

Jakiś czas temu kosmetyki z jadem żmii były dość popularne w sieci. Vis Plantis podłapało trend i wprowadziło całą linię kosmetyków z syntetycznym peptydem wzorowanym na tym naturalnym. Ja na początek wybrałam tylko krem i raczej na tym poprzestam. Nie jest to zły kosmetyk, ale fajerwerków też nie było.


Producent zamknął krem w mało higienicznym słoiczku, ale takie rozwiązanie pasuje do konsystencji kosmetyku. Krem jest biały oraz ma delikatny kosmetyczny zapach, a te 50 ml wystarczyło mi na nieco ponad dwa miesiące cowieczornego stosowania. Doceniam, że pod wieczkiem słoiczka znalazła się dodatkowa ochronna pokrywka. Na kartoniku, w którym siedział słoiczek, znajdziemy wszystkie istotne na temat mazidła informacje. 

Jak wspominałam wyżej, bardzo trudno mi skomentować działanie rozluźniające mięśnie twarzy. Na szczęście moje kurze łapki nie są jeszcze utrwalone, a podczas stosowania tego kremu nie były mocno widoczne, nie oznacza to jednak, że jest to zasługa tego kremu. Szczerze mówiąc w moim odczuciu kosmetyk ten to po prostu przyzwoity nawilżacz. Kiedy sięgałam po niego jeszcze przed majowymi upałami, rano budziłam się z dobrze nawilżoną cerą i nie miałam problemów z suchymi skórkami. I tyle. Nie zauważyłam, by naskórek zyskał na napięciu, elastyczności, itp. Podczas upałów spadł jednak komfort korzystania z tej pozycji, bo miałam wrażenie, że krem siedzi mi na skórze, nie wchłania się w nią; czułam jakby skóra trochę się pod nim dusiła. Wnioskuję zatem, że "tłuścioszki" będą bardziej z niego zadowolone w chłodniejsze miesiące. Nie mam pojęcia, czy mazidło sprawdziłoby się na suchych lub normalnych cerach.

Znacie?

sobota, 7 lipca 2018

Rimmel, Salon Pro with Lycra, 701 Jazz Funk

Lakier Rimmela dostałam w prezencie od Hexxany :* Wygląda na to, że seria Salon Pro została zastąpiona serią Gel Effect Nail Polish (£5,99), która ma jednak w ofercie pokazywany dziś odcień.

Pojemność: 12 ml
Kolor: średni, ciepły róż
Wykończenie: kremowe
Konsystencja:w sam raz
Pędzelek:płaski, szeroki, ścięty na półokrągło
Krycie: dwuwarstwowiec
Wysychanie: nie testowałam, użyłam wysuszacza (Sally Hansen Insta-Dri)
Trwałość: jestem pod ogromnym wrażeniem, bo na moich miękkich i słabych paznokciach rzadko co trzyma się dłużej niż dwa dni, a ten gagatek Rimmela wytrwał na nich aż pięć! dni



I got this nail polish from a friend. As far as I can tell, Rimmel swapped the Salon Pro with Lycra series for Gell Effect Nail Polish series but the shade Jazz Funk is still available.

Volume: 12 ml
Colour: warm, medium pink
Finish:cream
Consistency:just right
Brush:broad, comfortable
Opacity: a two-coater
Drying time: not tested (I used Sally Hansen Insta-Dri quick dry top coat)
Removing: no problems
Durability: 5 days on my soft, weak nails - a brilliant result

wtorek, 3 lipca 2018

Zdobycze czerwca.

W czerwcu byłam w Polsce, co oczywiście oznacza, że zawitałam do tej i owej drogerii. Poza tym miałam urodziny, a przyjaciele i rodzina zadballi o dobroci dla ciała i duszy. Tylko spójrzcie, jakie czadowe prezenty wpadły w moje łapska!


od Kasi:


od Agaty:


od brata i bratowej:


od Słomki:


od Stri:


od Justyny:

Dziewczyny maksymalnie mnie rozpieściły. Bardzo Wam dziękuję :*


A moje zakupy przedstawiają się tak:


Bo potrzebowałam myjadła do ciała, a w Boots była promocja 3 for 2. Bo nieskutecznie polowałam na tę mgiełkę z filtrem SPF 50 od LRP już w zeszłym roku. Skoro w końcu znalazłam ją stacjonarnie, wiele się nie namyślałam - zwłaszcza, że Basia ją u siebie chwaliła.



Bo niedługo skończy mi się krem pod oczy na dzień, a miałam kiedyś próbkę multiwitaminowego kremu Norela, która mnie bardzo zaciekawiła. Skorzystałam z faktu, że byłam w kraju i zamówiłam. Fajnie, że marka do każdego zamówienia dołącza próbki.
 


Na liście zakupowej z Rossmanna miałam pasty do zębow Splat (zaciekawiła mnie nimi Aga), antyperspiranty na dzień (lubię te od Rexony), dezodorant na noc (fenjal jest spoko i pięknie pachnie), skarpetki kwasowe (moje ulubione!), żel pod prysznic (często sięgam po Isanę, bo po co przepłacać), oliwkę Babydream (bardzo lubię), olejek do włosów Alterry (wspaniale sprawdza się na wlosach mojej córci) i oczywiście mój ulubiony krem do rąk wszechczasów - mocznikową Isanę. Z ciekawości skusiłam się też na nowy olejek do ciała Bielendy, a termoaktywne bandaże były w cenie na do widzenia, więc też dorzuciłam do koszyka, a co mi tam. Tylko dwie nadprogramowe rzeczy, czyli jest dobrze!

Słonecznego i radosnego lipca kochani :*

poniedziałek, 2 lipca 2018

Podsumowanie zużyć czerwca.

Serio, to się już czerwiec skończył? Kiedy, bo nawet nie zauważyłam?

 Podczas obowiązkowego pobytu w Polsce zużyłam fanty ze zdjęcia obok. Krem mocznikowy Isany, olejek do biustu Voluplus z Mazideł oraz odżywkę do włosów Alterry kupuję regularnie, bo to moje hity i niezbędniki, które uwiebiam i kocham, i zużyłam już mnóstwo opakowań. Do toniku Evree też wróciłam, ale nie korzystam z niego w przeznaczonym mu charakterze, a moczę nim Beauty Blendera. Nie wiem, jakoś sobie zakodowałam w głowie, że mojej cerze to się bardziej podoba niż korzystanie z czystej wody. Hydrolatu różanego z e-naturalne używałam jako toniku i byłam zadowolona, bo ładnie koił skórę naczynkową. Kwiatowo-owocowy zapach Eros Pour Femme marki Versace bardzo mi się podobał, ale był na mnie niezadowalająco nietrwały niestety.



 Kremowe żele pod prysznic Dove dość często u mnie goszczą. Nie mam im nic do zarzucenia - robią robotę, ładnie pachną, umilają kąpiel. Krem do stóp Eveline bardzo pozytywnie mnie zaskoczył; naprawdę daje radę! Niestety umknęło mi obfocenie tubki, ale chyba kupię go jeszcze raz i opiszę tutaj, bo warto wystawić mu laurkę. Z balsamem nawilżającym dla dzieci Johnson's było tak: wysłałam bratanka mojego faceta po żel do mycia dla dzieci, a mu się coś pomyliło ;) Niestety moja córeczka smarowania nie lubi (i nie potrzebuje; ma normalną skórę wiosną i latem), więc balsam musiałam rozpracować sama. Długo mi to zajęło (dobrze ponad pół roku) - ani mnie zapach nie porwał, ani moja skóra nie była zjawiskowo nawilżona. Cieszę się, że mam go już za sobą (tak, mogłam po prostu wyrzucić, ale nie znoszę marnotrawstwa, a oddać nie miałam komu).


Końcówkę filtru Lancome dostałam do wypróbowania od Hexxany. Produkt jest perfumowany, ale mi na szczęście ten zapach się podobał. Filtr nie jest zbyt tłusty (można nosić pod makijaż), nie bieli i działa - używałam go podczas fali ostatnich upałów na Wyspach i się nie opaliłam ani nie spaliłam. O kremie do twarzy Vis Plantis jeszcze napiszę, a serum Bandi z kwasem laktobinowy i glukonolaktonem (klik) obsmarowałam niedawno, nie pozostawiając na nim suchej nitki. Odżywkę Golden Rose stosowałam jako base coat i nie mam zastrzeżeń, a brązową kredkę Maybelline  (klik) naprawdę lubiłam i zużyłam większość, ale po pięciu latach z tym samym egzemplarzem czas się rozstać ;) Z widocznych próbek zachwycił mnie przepiękny zapach Abercrombie & Fitch First Instinct (na nuty składają się magnolia, grapefruit, pasiflora, kwiat pomarańczy, orchidea, lilia wodna, bursztyn, tonka i piżmo), i choć ma na mnie zaledwie parugodzinną trwałość, chętnie przytuliłabym flakon.

I to wszystko. Tym razem zakupów (już wkrótce)  było więcej niż pustaków.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...