niedziela, 10 listopada 2019

Nails Inc, Chelsea Green

Lakier był prezentem od Hexxany :*

Pojemność: 14 ml
Kolor: elegancka czerwień
Wykończenie: kremowe
Konsystencja: w sam raz
Pędzelek: szeroki, ścięty na półokrągło
Krycie: dwuwarstwowiec
Wysychanie: nie testowałam, użyłam wysuszacza (Orly)
Zmywanie: bezproblemowe
Trwałość: na moich miękkich paznokciach standardowe dwa dni



 This nail varnish was a gift from a friend.


Volume: 14 ml
Colour: elegant red
Finish: cream
Consistency: just right
Brush: broad, rounded on the sides
Opacity: a two-coater
Drying time: not tested (I used Orly quick dry top coat)
Removing: no problems
Durability: 2 days on my soft, weak nails

sobota, 26 października 2019

Benefit, Gimme Brow, Brow Volumizing Fiber Gel, 2 Light

Nie mam zbyt dużego doświadczenia z barwionymi maskarami do brwi, choć taki sposób ich podkreślania bardzo mi odpowiada. Znam "maczugę" Brow Drama Sculpting Brow Mascara z Maybelline (dostępny w chłodnych odcieniach, ale ma dość niewygodną szczoteczkę), zawodnika z Wibo Eyebrow Stylist (odcień ok, ale nieidealny, długi aplikator, zawiera w sobie  niepotrzebne drobinki) oraz koleżkę z L'Oreal Brow Artist Plumper (za ciepłe odcienie, ale aplikator może być). Wszystkie te maskary Gimme Brow Benefitu biję na głowę i zostawia daleko w tyle. A dowiedziałam się o tym dzięki kochanej Agacie, która sprezentowała mi to cudo.


Ogromną zaletą produktu jest duży wybór odcieni w różnej tonacji (cieplejsze, chłodniejsze) - jest ich aż osiem i niemal każdy będzie w stanie dobrać coś dla siebie. Agata wybrała dla mnie 2 Light; jasny, chłodny kolor, idealny do moich myszkowatych włosów i typowo słowiańskiej urody.

Drugą ogromną zaletą kosmetyku jest aplikator w postaci małej, łatwej w obsłudze spiralki.

Za trzecią zaletę uznaję obecność "kłaczków", które rzeczywiście lekko zagęszczają rzęsy, ale przy tym nie rzucają się w oczy, nie wędrują po twarzy i wyglądają naturalnie. Pigmentacja tuszu jest idealnie wyważona i dzięki temu otrzymujemy nienachalny, naturalny efekt, a wszystko to przy minimum wysiłku.


Nie mam też asbolutnie żadnych zastrzeżeń do trwałości makijażu wykonanego Gimme Brow. Wszystko trzyma się na miejscu do demakijażu.


Brawo Benefit za stworzenie tak świetnie przemyślanego kosmetyku. Serdecznie Gimme Brow Wam polecam, choć podejrzewam, że wiele z Was zna i lubi to mazidło. Mam rację?

wtorek, 22 października 2019

Podsumowanie zużyć sierpnia i września.

Tak, moi drodzy. Ponieważ nie napisałam posta podsumowującego we wrześniu, dziś przedstawiam denko dwumiesięczne. Muszę się odkopać z blogowych zaległości....

Sierpień


W sierpniu wyrzuciłam dwa cienie Colour Tattoo 24hr z Maybelline w odcieniach Creme de Rose orz Creamy Beige (klik). Lubiłam je, zwłaszcza Creme de Rose, ale zmieniły się w plastelinę, więc trzeba było się pożegnać. Korektor Conceal & Define z Revolution zbiera mieszane opinie - albo się go kocha, albo nienawidzi. Ja się z nim bardzo polubiłam i zużyłam do samego końca, ale pewnie dlatego, że w tym czasie stosowałam również przegenialny produkt pod oczy marki Oskia, o którym muszę Wam dokładniej opowiedzieć. Miniaturę maskary do brwi Gimme Brow Benefitu dostałam od Agaty, która bardzo lubi ten produkt. Agato - wow, nie ściemniałaś. Petarda.

 

Musiałam się w sierpniu pożegnać z gąbką konjac. Lubię. Skończył mi się też mój ogromny ulubieniec,  "miodek" do ust z Nuxe. Dla mnie ideał. Tyle się naczytałam ochów i achów pod kierunkiem age-delay eye concentrate z D'Alchemy (prezent od Hexxany inspirowany moją wish-listą), iż miałam wobec niego ogromne oczekiwania, które nie do końca zostały spełnione. Inna rzecz, że stosowałam go solo, a chyba powinnam była nakładać go pod inny krem. Może jeszcze kiedyś się spotkamy, abym mogła zweryfikować, czy w takim przypadku byłabym tak zachwycona, jak reszta internetów. Mgiełkę z SPF 50 od La Roche-Posay kupiłam z ciekawości w celu reaplikacji filtra NA makijaż, jeśli zajdzie taka potrzeba. Zużyć zużyłam, ale nie potafię wypowiedzieć się o skuteczności ochrony. Nie byłam przekonana do konieczności wdychania tego produktu podczas rozpylania; nie wiem, czy to tak zdrowo karmić płuca mieszanką filtrów.... A mgiełka była bardzo dusząca. Żel do mycia twarzy Biotanique był zwyczajny do bólu. Żel jakich wiele; miałam ściągniętą skórę po umyciu.



Powyżej same świetne kosmetyki. Żele pod prysznic Isany lubię za cenę, łatwą dostępność i szeroki wybór zapachów. Myjadło Simple również nie uderza po kieszeni, ma sporą pojemność, jest wydajne, ładnie pachnie i nie wysusza mi skóry. Zresztą w tym miesiącu kupiłam go  ponownie. Żel do higieny intymnej Biolaven sprawdził się u mnie tak samo dobrze, jak bracia z Sylveco i Vianek. Ku mojej uldze produkty te są skuteczne, łagodne i nie wywołują u mnie podrażnień. Pumeksowy peeling do stóp i dłoni od Fuss Wohl to mój ulubiony produkt z tej kategorii, a mocznikowy krem do rąk Isany to, jak wiecie, mój Kosmetyk Wszech Czasów. Nigdy nie może go u mnie zabraknąć.



Nie byłam niestety zadowolona z efektów zastosowania skarpet eksfoliujących od Bielendy. Zadziałały tylko na te partie stóp, na których zrogowaciałego naskórka było najmniej. Za to olejek Śliwka + Wanilia z Mydlarni Cztery Szpaki to było to. Cudowny, marcepanowy zapach i świetne działanie nawilżająco-natłuszczające sprawiły, że czułam się dopieszczona po każdej kąpieli. Polecam. Słocze metalicznego lakieru marki Golden Rose zobaczycie tutaj. Zabrałam się też za zalegające mi próbki. Kremy do twarzy Vianek i Sylveco WYDAJĄ SIĘ być poprawnymi nawilżaczami. Nie mam zbyt wiele do powiedzenia na ich temat.


Wrzesień


Mini mydło w paście od Kostki Mydła trafiło do mnie w postaci prezentu od Hexxany. Bardzo ciekawy produkt - doskonale oczyszcza skórę, a przy tym jej nie wysusza i sprawia, że jest przyjemna w dotyku. Oczyszczający koncentrat z olejkiem lnianym Polnego Warkocza jest kolejnym hitem internetów, który mnie nie zachwycił. Nie do końca sprawdził się w roli, którą mu wyznaczyłam. Do płynu micelarnego Bielendy z serii Botanic Spa Ritual nie mam zastrzeżeń. Delikatny, skuteczny, o dużej pojemności - zastąpiłam go micelem różanym tej samej marki. Peeling enzymatyczny papaya i ananas to mój kolejny hit - jeden z najlepszych eznymatyków, jakie znam (klik). Koncentrat z aktywną witaminą C od Bandi był poprawny - dawał zauważalne efekty, choć do propozycji LIQ PHARM mu daleko. Nie podobało mi się natomiast to, że kosmetyk ma bardzo intensywny, perfumeryjny zapach. Na co to komu w produkcie do pielęgnacji twarzy? Olejek do twarzy Detox Beauty Oil marki Skin & Tonic London, prezent od Hexxany, był ze mną przez ponad pięć miesięcy cowieczornego stosowania w połączeniu z Wodą z Płatków Róży od Venus Nature. Duo to bardzo dobrze służyło mojej cerze - skóra twarzy była nawilżona i nie spływała nieustannie potokami sebum, chyba że w upały. Słoiczek koncentratu D'Alchemy zaplątał mi się tu przez przypadek; musiałam go niechcący zostawić w torbie z zużciami, my bad. Pasta do zębów bez fluoru ze sklepu Melaleuca  nie wzbudza we mnie żadnych zastrzeżeń. Robi co ma robić i ma przyjemny, miętowy smak i zapach. Jak widać, dalej walczę z próbkami. Krem pod oczy Bandi Fito Care okazał się zaskakująco odżywczy; nie mialam w czasie stosowania zawartości tych próbek kłopotów z odwadniającą się skórą wokół oczu.



Dezodorant Fenjal niezmienie towarzyszy mi do ochrony nocą, po wieczornym prysznicu. Do antyperspirantów Rexony wracam bardzo często. Złuszczająca maska do stóp She Foot w końcu coś na moich chimerycznych stopach zdziałała, ale muszę wkrótce powtórzyć zabieg, bo mam jeszcze zbyt dużo stwardniałego naskórka na piętach, a to trudny przeciwnik. Peeling do skóry głowy L'Biotici nie do końca się u mnie sprawdził, trudno mi było wymasować nim skalp. Serum oczyszczające do skóry głowy Bionigree, prezent od Hexxany inspirowany moją wish-listą, też nie zdziałało u mnie zbyt wiele. Miałam nadzieję na pomoc w zmiękczaniu łuski, ale serum nie robiło na niej dużego wrażenia i nie miało specjalnego wpływu na łagodzenie świądu. Po naczytaniu się tylu ochów i achów naprawdę myślałam, że padnę z zachwytu, a tu nic. Kremik do rąk Kamill na moich dłoniach też nic nie robi. Jakbym ich niczym nie smarowała.


Uff, odwykłam od pisania długich postów, ale w końcu się udało. Coś sporo tu internetowych hitów, które u mnie się nie sprawdziły. Czy Wam też się to zdarza? Jak często? Pozdrawiam serdecznie!

piątek, 18 października 2019

Q by Colour Alike, 103

Lakier dostałam od Hexxany.


Pojemność: 8 ml
Kolor: różowy koral o kremowym wykończeniu
Konsystencja: gęstawa
Pędzelek: klasyczny, wygodny
Krycie: dwuwarstwowie
Wysychanie: nie testowałam, użyłam wysuszacza (Orly)
Zmywanie: schodzi bez problemów
Trwałość: na moich miękkich paznokciach zaczął odpryskiwać po dwóch dniach

Lubię takie kolorki :)



poniedziałek, 14 października 2019

Zakupy lipca, sierpnia i września.

Wow, nie było mnie na własnym blogu przez dwa miesiące. Takiego zastoju nie zanotowałam nawet po urodzeniu dziecka. No ale jak się ma stresy (niewiele pracy z powodu kryzysu w UK = nie wystarcza na rachunki, do tego wszystko się psuje, znowu trzeba remontować dach plus zawalił się sufit w jednym z pokojów), psychiczne samopoczucie nie najlepsze, dorastające, domagające się uwagi dziecko itp to naprawdę ciężko wygospodarować czas wolny na takie przyjemności jak czytanie książek czy pisanie bloga. Stąd moje przedłużające się absencje i myśli, że chyba czas zakończyć tę niemal dziewięcioletnią przygodę.

A tymczasem, skoro znalazłam dziś kilka minut, pokażę Wam, co kupiłam w lipcu i sierpniu. Wrześniowych *szalonych* zakupów, czyli żelu pod prysznic Dove i pasty do zębów już nie uwieczniałam, bo i po co. Wystarczy, że wspomnę.

OK, lipiec. W lipcu, po ponad siedmiu latach intensywnego używania, mój pędzel kabuki z Lily Lolo zaczął mocno gubić włosie. Postanowiłam wykorzystać tę sytuację jako okazję do przetestowania czegoś nowego:


Moim ulubieńcem okazał się zdecydowanie pierwszy pędzel od lewej, czyli kabuki brush od Earthnicity Minerals. Idealnie odpowiada moim potrzebom. Po flat topa sięgam najrzadziej; pędzle kabuki w moim przypadku lepiej się sprawdzają.


Internetowa drogeria eKosmetyki:


Zrobiłam tam zakupy, bo skończyły mi się kosmetyki do higieny intymnej, a wszystkie dostępne w brytyjskich drogeriach żele mocno mnie podrażniają... Stąd postawiłam na sprawdzoną markę. Próbki dostałam w prezencie. Kupiłam tę miętową pomadkę peelingującą z Sylveco, bo nie było mojej ulubionej podstawowej wersji, a na mydełko skusiłam się z ciekawości. Miało cudowny, czysto miętowy zapach, łagodnie chłodziło, fajnie masowało skórę (pełno w nim było posiekanych suszonych listków mięty), ale zmydliło się dosłownie po dziesięciu kąpielach...

W lipcu nastąpiła też wyprawa do drogerii Boots, bo skończyły mi się odżywka do włosów (kupiłam jedną emolientowo-humektantową - to ta zielona, oraz typowo proteinową - to ta brązowa), peeling do stóp i dłoni (zastąpiony przez soap&glory), zmywacz do paznokci (kupiłam ten sam, co zawsze), krem do stóp (zastąpiony przez soap&glory ze względu na dużą zawartość mocznika) oraz maskara (ponownie postawiłam na to, co znam i lubię, czyli #możetojejurokmożetomaybelline).




Jak wspominałam, w tym roku sezon turystyczny w Blackpool jest bardzo, bardzo, bardzo kiepski. Na tyle, że w sierpniu, w nadmorskiej miejscowości, był tak słaby ruch, że zdecydowałam się na krótki wypad do Polski. A skoro niespodziewanie przywiało mnie do kraju, nie obyło się bez tradycyjnych odwiedzin w Naturze i Rossku.


Napad na Naturę zaowocował zaopatrzeniem się w ulubieńców (tonik Vianek, peeling do skóry głowy Starej Mydlarni, maska złuszczająca do stóp Shefoot) oraz nowości do testów (woda różana, tonik do skóry głowy, inna maska złuszczająca, nowa dla mnie emulsja do higieny intymnej o ciekawym składzie, żel pod prysznic, bo niczego nie miałam u rodziców).




W Rossmannie też zrealizowałam wiele punktów ze stałej listy zakupów (antyperspiranty, dezodoranty, Isana z mocznikiem, bibułki matujące, woda różana Venus, olejki Kneipp oraz For Your Beauty), ale i skusiłam się na kilka nieznanych sobie pozycji, zwłaszcza w kategorii kremów do rąk, których zawsze musi być u mnie na stanie solidna ilość, oraz olejków do ciała - mojej ulubionej formy poprysznicowej pielęgnacji. Glinka Rhassoul natomiast była w cenie na do widzenia, więc przytuliłam, choć nie powinnam, bo masek do twarzy u mnie nie brakuje.





W październiku wielkich zakupów nie będzie. Potrzebuję tylko micela i czegoś do mycia ciała, czyli podstaw podstaw ;)

Mam ogromną nadzieję, że u Was jest spokojniej i bez zmartwień, bo taki stres potrafi wyssać z człowieka całą radość życia :/

sobota, 17 sierpnia 2019

Podsumowanie zużyć lipca.

Wiem, że mnie tu więcej nie ma niż jestem. Pochłania mnie praca, rodzina, szeroko pojęte życie i nie widzę, aby to się miało w najbliższym czasie zmienić. No cóż.

A zużycia poprzedniego miesiąca są takie:


W pustej plastikowej buteleczce z pompką była odlewka szamponu Whamisy do suchego skalpu od Hexxany. Sprawdził się u mnie zadowalająco, nie podrażniał mi nadmiernie skóry głowy, a to ostatnio dla mnie najważniejsze. Odżywka Shea Moisture należała do kategorii emolientowej. Bardzo ładnie nawilżała i dociążała włosy, więc w tej kwestii nie mam zastrzeżeń. Niestety nie polubiła się z nią moja skóra pleców, którą regularnie wysypywało po każdej sesji z odżywką. Mydło kawowe od Kostki Mydła (prezent od Hexxany) było nieco inne niż wszystkie inne kawowe mydła, jakie znam. Miało jakby kakaowy zapach i składało się z większej części natłuszczającej oraz mniejszej części ścierającej. Ziaren kawy nie było w niej bardzo dużo, ale ogólnie swoją rolę mydełko spełniało. A skóra po kąpieli nie wymagała dodatkowych nawilżaczy, co jest rzadkością przy mydełkach. Drugie zużyte przeze mnie mydełko było wyrobem Miodowej Mydlarni. Towarzyszyło mi w nieliczne w UK upalne dni i generowało zadowolenie. Nie dość, że było to mydełko masujące, to miało bardzo przyjemny, orzeźwiający, miętowy zapach i delikatne działanie chłodzące. Jego jedyną wadą była niewydajność - zmydliło się po mniej więcej 14 użyciach.



Ależ ja męczyłam ten filtr Avene. Nie lubię tłuściochów, a  on  właśnie do takiej kategorii należał. Ostatecznie częściej lądował na różnych odsłoniętych częściach ciała niż na twarzy, gdzie sprawdził się poprawnie. Pasty do zębów Splat lubię i jeszcze będę do nich wracać. Tak samo  jak do zmywacza Sally Hansen, do którego mam w UK łatwy dostęp i który mi odpowiada. Pięknie gruszkowo pachnący dezodorant Fenjal to mój stały nocny towarzysz, a antyperspirant Dove pojawia się u mnie od czasu do czasu choć hitem na pewno nie jest.


Skończyły mi się moje ulubione bibułki matujące Theatric i niestety zużyła gąbeczka konjac. Białą lubię najbardziej, ponieważ jest najdelikatniejsza. Do cna zużyłam miniaturę szminki Marca Jacobsa w odcieniu Kiss Kiss Bang Bang (klik), którą bardzo lubiłam, kredka Sephory Countour Eye Pencil 12 hr Wear 32 Tango Night (klik) wysuszyła się, jej grafit się skurczył i przestał rysować, a tusz do rzęs Douglas okazał się bublem, bo robił mi pod oczami okropną pandę.

I to by było tyle.

piątek, 2 sierpnia 2019

By Terry, Terrybly Velvet Rouge, Liquid Velvet Lipstick, 5 Baba Boom

 
 
Luksusową pomadkę By Terry podarowała mi Hexxana, wybierając naprawdę idealny dla mnie kolor. Właśnie ze względu na odcień bardzo często ją noszę, będąc przy tym w pełni świadoma licznych wad tego produktu. Mam z nim typową relację love-hate.

Pomadka ma trzy ogromne zalety: cudowny borówkowy odcień, ładne kremowe wykończenie oraz doskonałą pigmentację:


Nie wysusza też ust.


Jednakowoż wad tego produktu wskażę Wam więcej. Po pierwsze, mocno sztuczny, kwiatowy zapach. Po drugie, bardzo niewygodny i nieprecyzyjny w użyciu aplikator w kształcie zaokrąglonej klepsydry. Nie da się nim ładnie i równo umalować ust. Po trzecie, bez konturówki nie ma co się do tej pomadki zbliżać, bo bardzo lubi się rozmazywać i rozlewać poza kontur ust; łatwo też o transfer na zęby. Po czwarte, kosmetyk na wszystkim mocno i wyraźnie się odbija - szklanki, kubki, sztućce po najmniejszym kontakcie dosłownie uwalone są pomadką. Po piąte, ma bardzo przeciętną trwałość około trzech godzin bez jedzenia i picia. Co oczywiste, wszelka forma konsumpcji powoduje szybkie ubytki w makijażu ust. Po szóste, mazidło brzydko się zjada znikając od środka i pozostawiając na obrzeżach ust obwódkę.



Jak już wspominałam, ponieważ doskonale czuję się w tym odcieniu, wybaczam pomadce jej liczne wady. Uważam jednak, że zdecydowanie nie jest ona warta wysokopółkowej ceny (do 32 funtów, ale rozpiętość cenowa w Internecie jest zastanawiająco spora). Dla mnie to taka przygoda na raz.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...