piątek, 24 marca 2017

L'Oreal, Color Riche, 818 Sweet Amethyst

Końcówka zeszłego i początek obecnego roku upłynęły mi pod znakiem błyskotek na paznokciach. Ostatnią, którą kupiłam, był maluch z L'Oreal z serii Color Rich - zapłaciłam za niego aż 5,99 funtów, bo nie był dostępny stacjonarnie ani w UK, ani w Pl, więc musiałam zapolować na amazonie. Dlaczego zdecydowałam się tak przepłacić? Po pierwsze, u Agaty wygląda obłędnie i trzyma się tydzień. Po drugie, błyszczy i ma nieoczywisty kolor. Po trzecie, "niedługo w ogóle nie będzie dostępny; muszę upolować!". Po czwarte i ostatnie - nigdy nie miałam lakieru marki i chciałam wypróbować.

Po jednej aplikacji odstąpiłam buteleczkę, za którą sporo przepłaciłam, żeby zaspokoić swoją ciekawość, znajomej. Muszę podpytać, czy jest bardziej zadowolona niż ja...



Dostępność: cała seria Color Riche zdaje się znikać z szaf L'Oreal i w Polsce, i w UK (z tego, co widziałam, ostały się jakieś marne niedobitki)
Pojemność: 5 ml
Kolor: różowo-brązowo-srebrny o metaliczno-foliowym wykończeniu (u mnie widać pociągnięcia pędzelka)
Konsystencja: w sam raz; niestety w moim przypadku lakier podkreśla miejsca, gdzie łuszczą mi się paznokcie
Pędzelek: szeroki, ścięty na półogrągło; byłby wygodny, gdyby mój nie miał wady i nie był rozcapierzony
Krycie: w zasadzie  może to być jednowarstwowiec (ja z przyzwyczajenia nałożyłam dwie warstwy)
Wysychanie: szybkie (z wysuszaczem Sally Hansen)
Zmywanie: bez problemów
Trwałość: niestety zaczął  z moich miękkich paznokci ewakuować się już na drugi dzień

środa, 22 marca 2017

Biolove, mus do ciała borówka

Podczas styczniowego wypadu do Polski dostałam od Słomci upominek, który przywiozła mi z Warszawy. Jagodowy mus do ciała Biolove. Wspaniały kosmetyk.


Produkt zamknięto w niedużym plastikowym opakowaniu z ładnymi etykietami. Mus ma jagodowy kolor i przepięknie pachnie naturalnymi borówkami. Ładny, krótki skład opiera się na maśle shea i oleju ze słodkich migdałów. Kosmetyk jest przyjemny w dotyku, jak puszysta chmurka. Zdawać by się mogło, że 150 ml to mała pojemność, ale wrażenie jest mylne. Pod wpływem ciepła skóry mus zmienia się w olejek, więc trzeba go niewiele na jedną aplikację.


Pod względem działania jest to idealny nawilżacz/natłuszczacz do ciała na zimne miesiące. Ponieważ na skórze zachowuje się jak olejek, otula ją na długi czas olejkowym filmem, który rewelacyjnie skórę nawilża i regeneruje. Nie widzę go natomiast w pielęgnacji letniej, bo ten sam otulający film mógłby okazać się w upały zbyt lepki i nieprzyjemny.

Świetny kosmetyk. Fantastyczna konsytencja, cudowny zapach, piękny skład, rewelacyjne działanie nawilżająco-natłuszczające. Czego chcieć więcej?

sobota, 18 marca 2017

MAC, Nutcracker Sweet Red Lipstick kit (pomadki Lady Danger, MAC Red, Diva i Rebel)

Nawet nie wiecie, jak mi się zaświeciły oczy, kiedy dostałam ten zestaw szminek MAC w prezencie gwiazdkowym od Justyny. Cztery spore miniatury kultowych odcieni kultowych pomadek w dwóch różnych wykończeniach, w zestawie kolorystycznym idealnie do mnie dobranym? To się nie mogło nie udać!

Uwielbiam te maluchy.


Tylko spójrzcie: miniatury przyszły do mnie w bardzo ładnym domku, a i same ubrane zostały w przyjemmne dla oka piżamki. Oczywiście podoba mi się też ich smakowity, delikatny i nienachalny waniliowy zapach. Jakość poszczególnych sztuk również na plus - wszystkie dobrze się aplikują, są świetnie napigmentowane i komfortowo się noszą bez nadmiernego wysuszania naskórka ust, odbijania na zębach czy migrowania poza kontur. Zostawiają co prawda ślady na kubkach, ale na palcach jednej ręki mogę policzyć produkty, które tego nie robią. Kto już miał do czynienia z pomadkami MAC wie, że są godne wypróbowania.


Świąteczny zestaw Sweet Red zawierał dwie pomadki o wykończeniu matowym: Lady Danger i Diva, oraz dwie o wykończeniu satynowym: MAC Red i Rebel.

Każdy z tych odcieni bardzo do mnie pasuje; nie ma kolorystycznego niewypału. Co więcej, jeśli miałabym wybierać, chyba nie potrafiłabym wskazać ulubieńca; byłyby to ex aequo Diva i Rebel, choć i do Lady Danger nie mam większych zastrzeżeń. Jedynie MAC Red troszeczkę mi podpadł.


Lady Danger:

LD to wyrazisty pomarańczowy koral o matowym wykończeniu. Ożywia twarz i podbija niebieskość w moich szaro-niebieskich tęczówkach, ale też zażółca niestety zęby. Jest bardzo trwała - z piciem i nietłustym jedzeniem potrafi wyglądać nienagannie do sześciu godzin nim na ustach zaczną być widoczne prześwity. Wystarczą niewielke poprawki i po problemie.

MAC Red:

MR to twarzowa czerwień podbita niebieskością o satynowym wykończeniu. Jest najmniej trwała z całej czwórki - poprawek wymaga po około trzech godzinach, a wszelkie formy konsumpcji zostawiają po sobie widoczne ubytki. Zjada się też w najmniej korzystny sposób - od środka ust i w kącikach. Sięgam po nią w dni, kiedy wiem, że będę mieć możliwość częstej kontroli makijażu.


Diva:

Ach Diva. Nie mam niczego podobnego w swojej przepastnej kolekcji. Nawet nie wiedziałam, że tak dobrze będę się czuć w czerwonym brązie! A tymczasem okazuje się, że jest to kolor bardzo twarzowy, wręcz wyrafinowany. W konsystencji jest to najbardziej sucha sztuka z zestawu i trochę topornie się nakłada; trzeba poświęcić jej nieco uwagi. Efekt jest jednak tego wart. Pomadka jest względnie trwała - z piciem i nietłustym jedzeniem pierwsze prześwity widzę po pięciu-sześciu godzinach. Niestety do poprawek trzeba zmyć pierwszą warstwę i aplikować kolor ponownie. Dokładanie koloru na pierwszą warstwę skutkuje dziwnymi grudkami i nie wygląda ładnie.


Rebel:

Rebel to przepiękna chłodna śliwka o satynowym wykończeniu. Czuję się w niej trochę jak gwiazda rocka. Nosi mi się najbardziej komfortowo z całej czwórki, a ponieważ lekko wgryza się w usta, jest również najtrwalsza (potrafi nie wymagać poprawek przez około siedem godzin) i najładniej, najrówniej się zjada.

Justyno, bardzo Ci dziękuję za te skarby. Wybrałaś zestaw szyty dla mnie na miarę i dałaś mi możliwość poznania nowych dla mnie wykończeń, bo wcześniej, dzięki Tobie zresztą, przetestowałam jedynie kremową formułę amplified.

Macie którąś z tych pomadek? Jak wrażenia?

środa, 15 marca 2017

Lily Lolo, korektor Mineral Cover Up, Barely Beige

Bardzo lubię podkład mineralny Lily Lolo za to, że ładnie na mojej twarzy wygląda, a przy tym pozwala skórze oddychać. Jednakowoż kiedy stosuję na twarz podkład w tej formie, a muszę coś jeszcze zakamuflować, płynne/kremowe korektory czy kamuflaże nie do końca się sprawdzają... Co oczywiście mnie w ogóle nie dziwi, bo znam regułę, że sypkie formuły najlepiej współpracują z innymi sypkimi formułami, duh! Dlatego kupiłam korektor mineralny i jestem z tej decyzji zadowolona. W miarę.

odcienie korektorów od lewej: Lily Lolo Barely Beige; Collection Lasting Perfection Concealer 1 Fair; Bourjpois Healthy Mix Correcting Concealer 51 Light Radiance

Posiadam wersję w starym opakowaniu i nie wiem, jak się ono ma do nowego. To tutaj nie sprawia mi żadnych problemów.

Jako że jestem osobą o bardzo jasnej cerze (na poziomie China Doll, jeśli o podkład chodzi), jaśniutki Barely Beige bardzo mi odcieniem odpowiada. Poza tym, mimo iż jest to proszek, to nie pyli się, dobrze czepia się pędzla i bez problemów przenosi na skórę. Stosuję kosmetyk dwojako: cienką warstwą na policzki i nos pod podkład, jeśli akurat mam rumień, co ów rumień ładnie przygasza, oraz punktowo na wszelkie "niespodzianki" typu wypryski czy plamki pigmentacyjne. Punktowo krycie da się ładnie budować, ale uwaga - jeśli wypryskowi towarzyszą na przykład suche skórki, zostaną one podkreślone, nie ma się co łudzić. Z trwałością kosmetyku jest w porządku - o ile nie dotykamy twarzy, niedoskonałości są zakamuflowane tak przez 6-8 godzin, po czym potrzebne są poprawki.

Próbowałam nakładać korektor pod oczy, ale tu nie służy mi zupełnie, nawet na dobrym kremie pod oczy. Wprawdzie nałożony cienką warstwą nie wysusza, ale też nie zakrywa moich rozległych zasinień, a jeśli go dołożyć, to zaczyna wyglądać pod moimi oczami sucho i nieładnie. Tam jednak wolę coś zdecydowanie emolientowego. Natomiast czasem utrwalam niewielką ilością korektora LL nałożony wcześniej kremowy korektor pod oczy, i kosmetyk faktycznie zapobiega nadmiernemu zbieraniu się takiego produktu w liniach pod oczami.

tutaj widać, że cienka warstwa pod oczami u mnie nie daje rady, bo nie ma większej różnicy, ale nie mam tego temu kosmetykowi za złe


Nie mam porównania z innymi korektorami mineralnymi, ale wydaje mi się, że zawodnik od Lily Lolo jest przyzwoity.

niedziela, 12 marca 2017

Colour Alike, Stardust Stories, 623 Dragon's Heart

Otrzymany  w prezencie Willow wzbudził we mnie ogromne chciejstwo na dwie inne pozycje z kolekcji Stardust Stories. I choć ich cena jest dość zbójecka, kupiłam je. Dziś na tapecie Serce Smoka.

Dostępność: sklep internetowy
Cena: 32 zł
Pojemność: 8 ml
Kolor i wykończenie: baza w kolorze fioletowego burgunda z holograficznymi drobinkami; cudo
Konsystencja: w sam raz
Pędzelek: wąski - nie obraziłabym się, gdyby był nieco szerszy
Krycie: do pełnego potrzebowałam dwóch warstw
Wysychanie: nie testowałam; użyłam wysuszacza Insta-Dri z Sally Hansen
Zmywanie: bez problemów
Trwałość: na moich miękkich paznokciach pierwsze ubytki pojawiły się po 2,5 dniach noszenia

 światło dzienne

światło sztuczne

piątek, 10 marca 2017

LIQPHARM, LIQ CC Serum Light 15% Vitamin C Boost

Z uwagi na działanie antyoksydacyjne, przeciwtarzeniowe, wyrównujące koloryt cery i uszczelniające naczynia krwionośne przepisywane witaminie C, bardzo lubię sera z tą substancją aktywną. Moim niekwestionowanym ulubieńcem jest propozycja Filorgii (c-recover radiance boosting concentrate - klik), ale kurację LIQ CC miałam na celowniku od czasu, kiedy bardzo pochlebnie wyraziło się o niej kilka moich ulubionych blogerek. W końcu jedna z nich - kochana Hexxana - podarowała mi w prezencie buteleczkę. Szybko, bardzo szybko zrozumiałam, czemu kosmetyki naszego polskiego producenta są tak cenione.


Serum LIQ CC dzięki wysokim stężeniom aktywnych składników redukuje proces starzenia skóry oraz chroni przed działaniem niekorzystnych czynników środowiskowych. 15% WITAMINA C zapewnia szybkie pobudzenie syntezy kolagenu, skutecznie neutralizuje wpływ wolnych rodników i wyrównuje koloryt skóry. Aktywność czystej formy WITAMINY C potęgowana jest przez odpowiednio dobrane stężenia TOKOFEROLU i MAGNEZU, które jednocześnie działają ochronnie, regenerująco oraz odżywczo. Dzień po dniu skóra odzyskuje utracony KOMFORT, BLASK i WITALNOŚĆ.
Cera normalna i mieszana. Skóra dojrzała i młoda.

Korzyści

- ochrona antyoksydacyjna
- pobudzenie syntezy kolagenu
- program przeciwzmarszczkowy
- program redukujący przebarwienia
- program „blask i witalność”

Składniki aktywne

Witamina C 15% – kwas L-askorbinowy w formie niezjonizowanej zapewnia łatwość przenikania we wszystkie warstwy skóry pobudzając syntezę kolagenu, wyrównując koloryt i rozświetlając cerę. Redukuje szkodliwy wpływ promieniowania UV, pomagając chronić DNA komórek skóry.
Tokoferol – wzmocnienie ochrony antyoksydacyjnej
Magnez - zapewnia silne działanie regeneracyjne
Kwas hialuronowy - chroni skórę przed odwodnieniem, zapewnia jej elastyczność i długotrwałe nawilżenie

Pojemność

30ml – 4800 mg witaminy C

Stosowanie

Jedna pipeta na aplikację. Wstrząsnąć przed użyciem. Stosować rano i/lub wieczorem na oczyszczoną skórę twarzy i szyi. Stosować pod krem przez cały rok lub jako kurację 28-dniową. Doskonała baza pod makijaż. Unikać kontaktu z oczami. (klik)


Kosmetyk został przemyślany od początku do końca. Zapakowano go w szklaną, czarną buteleczkę nieprzepuszczającą światła, które, jak może wiemy, destabilizuje witaminę C. Skład produktu jest krótki, ale napakowany substancjami aktywnymi wspierającymi działanie witaminy C; nie ma w nim żadnych zbędnych dodatków. Konsysytencja olejkowego żelu świetnie współpracuje z metodą aplikacji za pomocą sprawnej pipety. Jedyny minus to fakt, że trochę produktu potrafi przy wkładaniu pipety do środa spłynąć na zewnątrz buteleczki i tam się krystalizować, więc co jakiś czas trzeba buteleczkę wyczyścić.

Serum ma postać żelowego olejku i zostawia na mojej tłustej cerze delikatny rozświetlający film. Kilka minut po aplikacji skóra robi się bardzo przyjemnie gładka w dotyku i w zasadzie można nakłać makijaż (stosowałam serum na dzień), ale ja krok ten zawsze poprzedzałam aplikacją filtru przeciwsłonecznego. 30 ml serum wystarczyło mi na około 6 tygodni stosowania raz dziennie. Produkt mnie nie podrażniał i nie wywoływał rumienia.

Kuracja przyniosła bardzo ładne efekty; serum rozjaśniło powypryskowe przebarwienia i pomagało łagodzić grę naczyń, dzięki czemu koloryt skóry został wyrównany. Poza tym cera zyskała to charakterystyczne dla witaminy C rozświetlenie, a pory zostały ładnie zwężone, przez co bardzo poprawiła się faktura naskórka. Skóra zrobiła się też jakby gęstsza i bardziej napięta.

OK, może i serum Filorgii jest jeszcze o krok wyżej pod względem efektów, ale jest też odpowiednio droższe. Serum LIQ CC działa i to działa rewelacyjnie. Zdecydowanie warto się zainteresować.

wtorek, 7 marca 2017

Zoeva, Blanc Fusion Eyeshadow Palette

Blanc Fusion spodobała mi się jak tylko zobaczyłam jej zapowiedzi. A potem przyszła Gwiazdka w osobie Kasi, która podarowała mi to cudo. Dziękuję :*


Design jak to u Zoevy, czyli tekturowa paleta zamykana na magnes z dołączonym rękawem zabezpieczającym produkt przed otwarciem się w transporcie, bez lusterka ani żadnych zbędnych aplikatorów. 

Jak to u Zoevy, cienie są bardzo dobrze napigmentowane, a praca z nimi to sama przyjemność. Uważam, że marka nawet poprawiła tu jeszcze jakość, bo mam wrażenie, że cienie mniej się osypują w porównaniu z nieco starszymi paletkami.


Kolory i wykończenia

Noble: perłowe białe złoto
Single Origin: perłowa, lekko limonkowa żółć
Visions of Gold: satynowa musztardowa żółć
Late Bloomer: perłowy miedziany brąz
Sweetness Lingers: perłowe kakao
Travel Inspired: matowy beż
Joy In A Box: matowy, jasny, lekko różowawy brąz
Conched: matowy średni brąz
Question Of Taste: matowy średni brąz podbity pomarańczem
Last Bite: matowy, ciemniejszy, chłodny brąz

Podoba mi się, że połowa cieni to maty, a reszta ma inne wykończenie. Jedynym małym minusikiem w tej palecie jest fakt, że Noble i Single Origin są do siebie dość podobne (zwłaszcza na powiece); wolałabym aby bardziej się różniły.... Doceniam pomysł z dodaniem nietypowej, musztardowej żółci; nie mam nic podobnego w swojej przepastnej kolekcji.

Jak zwykle przygotowałam dla Was nieprofesjonalne, szybkie, mniej lub bardziej udane makijaże, które ukazują wszystkie cienie w akcji.


#1 mat mat mat

Noble, Travel Inspired, Joy In A Box, Conched, Question Of Taste, Last Bite; usta MAC Diva  



 
#2 efemeryczny (ha ha) makijaż typu spotlight bez kreski

Noble, Late Bloomer, Travel Inspired, Question Of Taste, Last Bite; usta MAC Rebel



 
#3 żółć raz!

Noble, Visions Of Gold, Sweetness Lingers, Travel Inspired, Question Of Taste, Last Bite; usta: MAC Red



 
#4 delikates (tego dnia panowała paskudna pogoda i brak światła do zdjęć zrobił ze mnie trupka, sorry)

Noble, Sweetness Lingers, Travel Inspired, Joy In a Box, Conched; usta: MAC Lady Danger



 
#5 zamysł był dobry, ale powinnam była zrobić tę żółtą kreskę na matach...

Noble, Late Bloomer, Sweetness Lingers, Visions Of Gold, Travel Inspired; usta : NARS velvet lip glide Danceteria



#6 a tu powinnam była użyć czegoś innego na dolnej powiece, ale górna wyszła całkiem fajnie

Noble, Single Origin, Late Bloomer, Sweetness Lingers, Travel Inspired, Joy In a Box, Conched, Last Bite; usta: NARSvelvet matte lip pencil Dragon Girl



Blanc Fusion bardzo szybko podbiła moje serce i trafiła na podium zaraz za Naturally Yours, moim absolutnym numerem jeden. Cienie są świetnej jakości i uwielbiam łączyć je z mocnym makijażem ust.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...