piątek, 28 kwietnia 2017

Vis Plantis, Helix Vital Care, krem do rąk i paznokci nawilżający

Moja osobista pustynia na dłoniach wielokrotnie dała mi znać, że wyprzeć ją potrafią głównie specyfiki zawierające mocznik i parafinę. Ani drugiego (zwłaszcza drugiego), ani pierwszego nie brakuje w propozycji Vis Plantis, mojego spontanicznego zakupu z Natury. Tym bardziej dziwi fakt, że niestety kosmetyk zupełnie się u mnie nie sprawdził...


Jak na tak dużą ilość parafiny i wazeliny w składzie ta biała emulsja zaskakuje lekką i szybko wchłaniającą się konsystencją (u mnie nie zostawia żadnego filmu). Zapach ma cytrusowy, mocno kojarzący się z chemią gospodarczą...

No i tak. Krem, stosowany przeze mnie kilka-kilkanaście razy dziennie, nie spełnił w moim przypadku żadnych obietnic producenta. Nie nawilżał, koił na kilka minut, nie działał na skórki ani paznokcie, nie przyniósł żadnych efektów długofalowych. Mogłam co najwyżej liczyć na doraźne, chwilowe zniesienie uczucia ściągnięcia skóry. Mając na uwadze skład (a nie obietnice producenta), jestem zaskoczona. Zgodnie z moimi dotychczasowymi doświadczeniami produkt powinien stać się nowym odkryciem. A tu zonk.

Znacie?

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Sesderma, Hidraloe, Eye contour cream

Krem pod oczy Sesdermy dostałam od Hexxany. Spora (minimalistycznie estetyczna) tubka o pojemności 30 ml służyła mi przez ponad trzy miesiące stosowania dwa razy dziennie. Krem bardzo dobrze nadaje się do nocnej regeneracji, jak również świetnie sprawdza się pod makijażem, na dzień.

Sam kosmetyk ma postać nie za gęstej i nie za rzadkiej białej emulsji. Nie jest ciężki, ale dość treściwy i potrzebuje kilku minut na wchłonięcie.

AQUA, C12-15 ALKYL BENZOATE, PROPYLENE GLYCOL, PEG/PPG-20/6 DIMETHICONE GLYCERIN, ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE, CHAMOMILLA RECUTITA EXTRACT, METHYLSILANOL MANNURONATE, SODIUM HYALURONATE, CARBOMER, SODIUM HYDROXIDE, ACRYLAMIDE/SODIUM ACRYLOYLDIMETHYLTAURATE COPOLYMER, C13-14 ISOPARAFFIN, POTASSIUM SORBATE, DISODIUM EDTA, LAURETH-7, SORBIC ACID, PHENOXYETHANOL, ETHYLPARABEN, METHYLPARABEN


Przede wszystkim ten krem to świetny nawilżacz. Sprawia, że skóra pod oczami jest komfortowo nawilżona, a dzięki temu elastyczniejsza, gęstsza i jakby "wypchana". Oczywiście nie ma co liczyć na wyprasowanie zmarszczek, ale też nie od dziś wiadomo, że dobrze nawilżona skóra po prostu wygląda lepiej, a linie są mniej widoczne (chociaż nadal są). Według obietnic producenta krem ma również łagodzić podrażnienia, czego nie miałam jak sprawdzić, bo takowe u mnie nie wystapiły, oraz redukować oznaki zmęczenia, takie jak opuchnięcia i zasinienia pod oczami. Z opuchnięciami dokuczliwych problemów nie mam, a moje zasinienia jak były, tak są i raczej nie znikną, bo najprawdopodobniej są po prostu związane z płytkounaczynieniem mojej skóry.

Krem nie jest cudotwórcą, ale  jest bardzo, bardzo dobry.

piątek, 21 kwietnia 2017

Essie, lapiz of luxury (& avenue maintain)

Niedawno Hexxana podesłała mi kilka lakierów do paznokci, w tym dwóch koleżków z jednej z moich ulubionych lakierowych marek, Essie. Avenue maintain już Wam tu opisywałam (klik), gdyż posiadam miniaturę, ale pomyślałam, że fanie będzie zestawić go dla porównania z przedstawianym tu dziś lapiz of luxury, bo to podobna rodzina kolorów. Avenue maintain mam na palcu serdecznym i kciuku.

Dostępność: szafy Essie, online
Cena: ok.8 funtów
Pojemność: 13,5 ml
Kolor: lekko przybrudzony błękit
Wykończenie: krem
Konsystencja: rzadkawa
Pędzelek: szeroki i wygodny
Krycie: dwuwarstwowiec
Wysychanie: nie testowałam, użyłam wysuszacza (Essie good to go)
Zmywanie: bezproblemowe
Trwałość: 3 dni na moich miękkich paznokciach

Lapiz of luxury jest jaśniejszy i troszkę bardziej przybrudzony niż avenue maintain. Oba są ładne i idealne na sezon wiosenno-letni.



I got lapiz of luxury from a friend. I thought I will compare it to avenue maintain as it is the same family of colours. I'm wearing avenue maintain on my ring finger as well as on my thumb.

Availability: Essie stands
Price: GBP 7.99
Volume: 13.5 ml
Colour: light blue with grey undertones
Finish: cream
Consistency: thinnish
Opacity: a two-coater
Drying time: not tested (I used Essie good to go top coat)
Removing: no problems
Durability: 3 days on my soft nails

Lapiz of luxury is lighter than avenue maintain and it has a little bit of grey undertones in it. Both colours are perfect for spring and summer.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Bielenda, fluid matujący (1 naturalny)

W zeszłym roku prężnie rozwijająca się Bielenda wprowadziła do sprzedaży trzy podkłady: liftingujący fluid nawilżający, fluid kryjący oraz fluid matujący. Jako że bardzo kibicuję tej marce, z ciekawości skusiłam się na tę ostatnią propozycję w najjaśniejszym dostępnym odcieniu (a jest ich tylko trzy). Cena, niecałe 12 zł, również wydała mi się bardzo zachęcająca.

Powiem tak: podkład swoje wady ma, ale za tak przystępną cenę nie ma za bardzo co narzekać.Wręcz śmiem twierdzić, że to przyzwoity produkt.


Jak widać, podkład zapakowano w mało uroczą tubkę. No ale cena!

Kosmetyk nie jest ani rzadki, ani gęsty; taki pomiędzy. Pachnie trochę farbą olejną, ale niezbyt intensywnie, więc przymykam oko. Ja aplikuję go Beauty Blenderem, uzyskując lekkie/średnie krycie i ładny, naturalny efekt. Nie daje matowego wykończenia; raczej satynowe. Jak wiecie, mam cerę tłustą. Stosując fluid Bielendy po bibułki matujące muszę sięgać po około czterech godzinach od aplikacji, co nie jest złym wynikiem - 4 godziny to w moim przypadku taka średnia w kwestii utrzymywania matu przez podkłady. Kosmetyk dobrze utrzymuje kontur i nie ma tendencji do spływania czy osadzania się w załamaniach i porach na twarzy. Nie zauważyłam też, aby oksydował. Na szczęście! Po kilku tygodniach niemal codziennego stosowania stwierdzam też, że nie powoduje u mnie wysypu niedoskonałości.

Największą wadą fluidu jest uboga gama kolorystyczna. Chyba się zgodzicie, że trzy odcienie to niedużo. Co więcej, jak to często bywa, najjaśniejszy odcień jest dla mnie, bladolicej, za ciemny (czego na ostatnim zdjęciu nie widać, musicie mi uwierzyć na słowo). Ostatecznie, żeby bez dyskomfortu psychicznego stosować propozycję Bielendy, musiałam kupić jeszcze biały podkład do rozjaśniania tego gagatka. Tyle dobrego, że fluid wpada w noszalne żółte tony.


Nie jest to zły kosmetyk. Podejrzewam wręcz, że w podobnej cenie nie znajdzie się nic lepszego. To powiedziawszy, nie wiem, czy do niego wrócę. Denerwuje mnie konieczność kombinowania z rozjaśnianiem odcienia fluidu, bo marka, choć polska, nie pomyślała o bladolicych, ech.

niedziela, 16 kwietnia 2017

Wielkanoc.

Wielkanocny pacierz

Nie umiem być srebrnym aniołem -
Ni gorejącym krzakiem -
Tyle Zmartwychwstań już przeszło-
A serce mam byle jakie.

Tyle procesji z dzwonami -
Tyle już alleluja -
A moja świętość dziurawa
Na ćwiartce włoska się buja.

Wiatr gra mi na kościach mych psalmy -
Jak na koślawej fujarce -
Żeby choć papież spojrzał
Na mnie - przez białe swe palce.

Żeby choć Matka Boska
Przez chmur zabite wciąż deski -
Uśmiech mi Swój zesłała
Jak ptaszka we mgle niebieskiej.

I wiem, gdy łzę swoją trzymam
Jak złoty kamyk z procy -
Zrozumie mnie mały Baranek
Z najcichszej Wielkiej Nocy.

Pyszczek położy na ręku -
Sumienia wywróci podszewkę -
Serca mojego ocali

ks. Jan Twardowski (źródło)



Wesołych, spokojnych, rodzinnych Świąt Wam życzę. Wszystkim razem i każdemu z osobna...

piątek, 14 kwietnia 2017

Hit: Giorgio Armani, lip maestro intense velvet color, 504

Wspominałam już wielokrotnie, że nigdy sama nie kupiłam sobie pomadki z luksusowej półki. Skąd zatem u mnie ferrari wśród matowych szminek w płynie Giorgio Armaniego? Prezent urodzinowy od kochanej Hexxany, oczywiście. Dlatego też na zdjęciach mam jeszcze różowe włosy, z którymi zaszalałam w okolicach swojej trzydziestki w czerwcu. Teraz na powrót noszę swoje naturalki - głównie z lenistwa, bo póki nie muszę, zupełnie mi się nie chce bawić w farbowanie co kilka tygodni... Ale odbiegam od tematu.

Lip maestro intense velvet color testuję sobie spokojnie od kilku miesięcy. I od kilku miesięcy niezmniennie się tym produktem zachwycam. Nieprzypadkowo odniosłam się do niego za pomocą motoryzacyjnej metafory - to zdecydowanie najlepsza pomadka w płynie, z jaką kiedykolwiek się zetknęłam.

Asia wybrała dla mnie odcień 504, żarówiąstą fuksję, i moja opinia opiera się wyłącznie na tej jednej sztuce; nie wiem, jak zachowują się inne kolory.

Pomadka zachwyca już samym opakowaniem, wykonanym z porządnego, nieobłażącego z farby plastiku, z wyraźnym logiem marki. Gąbkowy aplikator ma idealny kształt i wielkość, dzięki czemu nabiera odpowiednią ilość produktu na jednorazową aplikację i daje pełną kontrolę i precyzję podczas tej czynności. A wierzcie mi, precyzja w przypadku tak wyrazistego koloru jest bardzo ważna.

Sam kosmetyk ma lekko musową konsystencję i jest obłędnie napigmentowany. Jedynie zapach nie jest jego mocną stroną. Wiecie jakim smrodkiem zalatują Rouge Edition Velvet z Bourjois? Lip maestro pachnie podobnie tylko delikatniej...


Do godziny po aplikacji pomadka GA ma welwetowe wykończenie. Potem zastyga na pełen mat. Piękny, soczysty mat. Produkt nie ma tendencji do wylewania się poza kontur ust czy osadzania w bruzdach wargowych, a na zębach odbije się tylko, jeśli nałożymy go na usta zbyt dużo. 

Z trwałością mamy ciekawą sprawę. Jeśli coś konsumujemy w przeciągu pierwszej godziny po aplikacji, produkt potrafi "zjeść się" po około trzech godzinach. Jeśli natomiast jemy i pijemy już po jego zastygnięciu na mat, trwałość wynosi nawet 7-8 godzin, choć po pierwszych czterech kolor zauważalnie blednie, a na ustach zostaje coś na kształt stainu. A teraz najlepsze: naprawdę nie wiem, co to za magia, ale ten wyrazisty kolor zjada się bardzo równomiernie.  Niewiarygodne! Normalnie tego typu pomadki znikają od środka ust pozostawiając wokół nich obwódkę, lub brzydko wykruszają się z kącików. Tutaj nic takiego nie ma miejsca. I dlatego właśnie tak lip maestro pokochałam. No i za kolor. Tylko spójrzcie, jaki jest piękny:


Co tu dużo mówić... IDEAŁ.

środa, 12 kwietnia 2017

Evree, różany płyn micelarny

Moja cera zdaje się, z małymi wyjątkami, lubić z różanymi kosmetykami. Po udanym spotkaniu z różanym micelem Bielendy postanowiłam wypróbować propozycję Evree. Płyn kupiłam w Rossmannie za niecałe 15 zł.


Chyba nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że kosmetyk ma różany zapach i konsystencję bezbarwnej wody. Działania kojącego, ściągającego pory, ujędrniającego i nawilżającego nie jestem w stanie stwierdzić, bo, umówmy się, micel nie jest ostatnim krokiem w mojej pielęgnacji. Faktem jest, że jeśli pomiędzy użyciem tego produktu (czyli demakijażem) a zastosowaniem nocnej pielęgnacji wystąpi u mnie kilkugodzinna przerwa, nie odczuwam dyskomfortu z powodu suchej i ściągniętej cery.

Ze swojego podstawowego zadania, usuwania makijażu i codziennych zanieczyszczeń, micel wywiązuje się prawidłowo. Jest skuteczny i nie wymagą tarcia ani tego typu rzeczy. Generalnie nie podrażnia, chyba że wacik jest zbyt mocno nasączony i trochę produktu dostanie się do oka - wtedy może szczypać. Nie zdarzało mi się to jednak nagminnie, gdyż staram się nie marnować swoich kosmetyków i nie używać w przesadnych ilościach.

Skład wygląda następująco:


Nie znam się na chemii kosmetycznej, ale widzę tu wiele pożądanych substancji, takich jak hydrolat różany, micele, kolagen, kwas hialuronowy, wyciąg z liści aloesu, pantenol, kwas mlekowy czy alantoina. Wiem, że wiele osób unka DMDM hydantoiny jako konserwantu; ja nie demonizuję.

Przyzwoity micel.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Flora by Gucci, Gorgeous Gardenia EDT

Skoro mamy wiosnę, postanowiłam pokrótce przedstawić Wam sympatyczną, kwiatowo-owocową kompozycję od Gucci. Perfumy te dostałam kilka lat temu w prezencie urodzinowym i polubiłam od pierwszego niuchnięcia.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: czerwone jagody, gruszka
nuta serca: biała gardenia, plumeria
nuta bazy: paczula, brązowy cukier


Flakonik jest przepiękny. Mała rzecz a cieszy.

Kiedy dostałam te perfumy kilka lat temu, bardzo chętnie sięgałam po nie jesienią i zimą. Zapach jest słodki, a wtedy był jeszcze mocny i ogoniasty; nie chciałam latem nikogo nim niechcący poddusić (w końcu co podoba się mnie, może u kogoś innego wywołać ból głowy). Zimą za to bardzo poprawiał mi, dziecku lata, humor.

Teraz, około 3 lat później, po tę samą flaszkę sięgam nawet w cieplejsze miesiące, bo starzejąc się zapach stracił na projekcji i trzyma się blisko skóry. Pewnie gdybym nie miała dość sporej kolekcji perfum, zużyłabym go zanim to nastąpiło, ale ja lubię wybór i dopasowuję sobie perfumy do okazji i nastroju. 

Tracąc na projekcji perfumy nie utraciły swojego uroku. Bynajmniej. Są wesołe, niezobowiązujące, przyjemnie słodkie. Na sobie najbardziej czuję mieszankę jagód i gruszek na kwiatowym tle. Może i nie jest to nic wyrafinowanego, ale dzięki temu zapach jest noszalny i idealny na co dzień.

piątek, 7 kwietnia 2017

Leighton Denny, Raspberry Affair

Lakier był dodatkiem do listopadowego brytyjskiego wydania Elle.

Pojemność: 12 ml
Kolor: wbrew nazwie nie ma w nim nic malinowego; to borówkowy, ciepły fiolet o kremowym wykończeniu
Konsystencja: w sam raz
Pędzelek: wąski i giętki
Krycie: do pełnego krycia potrzeba przynajmniej dwóch warstw
Wysychanie: szybkie (z wysuszaczem Sally Hansen)
Zmywanie: bez problemów typu zabarwianie skóry wokół paznokcia
Trwałość: na mnie trzydniowa



This nail varnish was added to a November issue of Elle magazine.

Volume: 12 ml
Colour: warm berry purple; cream finish
Brush: narrow and flexible
Coverage: you need at least two coats for full coverage
Drying time: not tested (I used Sally Hansen's Insta-Dri top coat)
Removing: no problems
Durability: 3 days on my soft nails

środa, 5 kwietnia 2017

Zoeva, Caramel Melange Eyeshadow Palette

Cudowna Caramel Melange była prezentem gwiazdkowym od Przyjaciółki, która zna mnie na wskroś. Wzdychałam do CM tak samo jak do Blanc Fusion,  nie mogąc się zdecydować, ktróą z nich zamówić. Ostatecznie obie zostały mi sprezentowane; najlepsza na  świecie zmowa między Dziewczynami :***


Jest to zdecydowanie ciepła paletka. Sześć cieni jest matowych, co ogromnie mi odpowiada. Oprócz najjaśniejszego Wax Paper cienie są świetnie napigmentowane i bardzo dobrze się z nimi pracuje. Tutaj również problem kruchości i osypywania został zredukowany w porównaniu ze starszymi paletkami marki.


Wax Paper: matowa, kremowa biel
Universal Delight: matowa rozbielona brzoskwinia
Aftertaste: matowy koral
182 C: perłowa brzoskwinia ze złotym shimmerem
Liquid Center: metaliczny ciepły brąz
Alchemy: matowy czerwony brąz
Start Soft: matowy pomarańczowy brąz
Finish Sensual: matowy ciepły brąz
Almost Burnt: perłowe żółte złoto
Edible Gem: oberżynowy fiolet z wielokolorowym shimmerem

Chcecie zobaczyć cienie w akcji?

 #1
Wax Paper, Universal Delight, 182 C, Start Soft, Finish Sensual, Edible Gem; usta:Shiseido Lacquer Rouge RD 529




#2
Wax Paper, Universal Delight, Aftertaste, Start Soft, Finish Sensual, Almost Burnt; usta: Giorgio Armani, lip maestro 504


#3
Wax Paper, Universal Delight, Liquid Center, Start Soft, Finish Sensual, Almost Burnt, Edible Gem; usta: by Terry, Terrybly Velvet Rouge, 5 



#4
Wax Paper, Universal Delight, Alchemy, Finish Sensual, Edible Gem; usta: Tom Ford, 216 Kiss Kiss Bang Bang



Kocham tę paletkę. Obok Naturally Yours i Blanc Fusion należy do grona moich ścisłych ulubieńców, choć mocno En Taupe depcze im po piętach.

***

Caramel Melange  nie jest pierwszą ciepłą paletą Zoevy. Przed nią pojawiła się wszak kultowa i bardzo popularna Cocoa Blend:


Dla przypomnienia Caramel Melange wygląda tak:


Lubię obie, ale CM bardziej. Czemu? Ma więcej matów, a ja im robię się starsza, tym bardziej cenię sobie takie wykończenie. Jak też już wspomniałam, cienie mniej się osypują. CM ma też "czystszą", żywszą kolorystykę; CB przy niej jest bardziej przygaszona. Gdyby to CM wyszła wcześniej, zapewne darowałabym sobie CB, ale oczywiście nie twierdzę, że jest zła czy gorsza. To raczej kwestia preferencji.

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Ulubieńcy zimy | Living Source, Liqpharm, Iwostin, Sesderma, Podopharm, Biolove, Zoeva, The Balm, MAC, Marc Jacobs, Colour Alike, Mollon, Barry M

Zanim puszczę zimę zupełnie w niepamięć, pozwólcie, że powspominam, czego mi się szczególnie miło używało o tej niemiłej, ponurej porze roku.

***
W kategorii pielęgnacja szczególnie spodobały mi się:

Living Source, Pomegranate Deep Cleansing Mask (klik)

Była to łagodna, ale skuteczna gotowa maseczka z glinką. Wchłaniała zanieczyszczenia i sebum, zwężała pory, a skóra była po niej promienna i miała ładniejszy koloryt.


LIQPHARM, LIQ CC Serum Light 15% Vitamin C Boost (klik)

Idealny kosmetyk dla osób poszukujących rozświetlenia zszarzałej cery, rozjaśnienia przebarwień, wyrównania kolorytu i faktury skóry - słowem odmłodzenia w buteleczce. Zdecydowanie warto dać LIQ CC szansę.


Iwostin, PERFECTIN RE-LIFTIN, profesjonalny peeling na noc

O kosmetyku tym na pewno napiszę osobną notkę po wykończeniu całego opakowania. Dostałam go w prezencie od kochanej Hexxany. Używam go od około czterech tygodni, więc na razie mówimy o pierwszych wrażeniach, które są BARDZO pozytywne. Nie wiem, jak ten kosmetyk to robi, ale od jakiegoś czasu nie widać na mojej tłustej skórze żadnych kraterów,  a sam naskórek jest gładki i ładnie napięty; niepojęte, ale skóra naprawdę zyskała na jakości i wygląda na młodszą!


Sesderma, HIDRALOE, eye contour cream

Na temat tego kosmetyku również wypowiem się w osobnej notce po zużyciu tubki. On też trafił do mnie od Hexx, a używam go dwa razy dziennie od około dwóch miesięcy. Moja skóra pod oczami jest po nim dobrze nawilżona, bardziej napięta, zrobiła się jakby gęstsza. Krem świetnie nadaje się zarówno pod makijaż, jak i do nocnej regeneracji. Nie mogę powiedzieć na niego złego słowa.


Podopharm, Kremo-maska do dłoni z masłem shea i goji (klik)

Nie mogę nie wspomnieć w ulubieńcach zimy o wspaniałym kremie do rąk polskiej produkcji. Kosmetyk rzeczywiście pomaga przesuszonym dłoniom i na dłuższą metę zdecydowanie poprawia ich stan.


Biolove, mus do ciała borówka (klik)

Ładny skład, puszysta konsystencja, piękny zapach oraz fantastyczne działanie nawilżająco-natłuszczające czynią z tego musu idealny kosmetyk do pielęgnacji ciała na zimne miesiące.


 ***
Spośród kolorówki najchętniej sięgałam po dwie najnowsze cieniowe zabawki, czyli Zoeva Blanc Fusion (klik)

oraz Zoeva Caramel Melange
 Praca z tymi cieniami to sama przyjemność.


Na wyjazdy najchętniej zabierałam paletę Balm Jovi z The Balm (klik)

Z tej palety szczególnie upodobałam sobie cienie Adagio, Blink 1982, Allegro, Alice Copper oraz Third Eye Blinded. Bardzo często i chętnie po nie sięgam i to właśnie po nich widać największe zużycie. Zimą często maltretowałam też róż z tej paletki, mimo iż drażni mnie jego osypywanie. Kolor ma jednak piękny.


Zimą na ustach królowały u mnie wyraziste pomadki. Na szczególne wyróżnienie zasługują cudne miniatury pomadek MAC, Lady Danger, Red, Diva i Rebel (klik), które dostałam od Justyny:

Kiedy miałam ochotę na coś bardziej stonowanego, na ustach lądowała pomadka Marc Jacobs  w odcieniu 216 Kiss Kiss Bang Bang od Hexx:


***
Na paznokciach oczywiście królowały błyskotki:


Colour Alike, Stardust Stories, 620 Sorcerer

Colour Alike, Stardust Stories, 624 Willow

Mollon Pro Nail Lacquer, 84

Barry M, Molten Metal Nail Paint, Bronze Bae


piątek, 31 marca 2017

Zużycia marca.

Witam Was słonecznie. Wiosna, ach wiosna :) Czas na małe porządki :)

Pielęgnacja


Złuszczająca maska do stóp marki SheFoot to mój pewniak (klik). Sięgam po nią co 2-3 miesiące, za każdym razem otrzymując doskonałe rezultaty w formie złuszczenia grubej warstwy starego naskórka, dzięki czemu przez jakiś czas mogę cieszyć się miękką i przyjemną w dotyku skórą stóp. Maska algowa w wersji owoce leśne marki Norel, prezent od Hexxany, również bardzo dobrze się u mnie sprawdzała (klik). Dzięki przyjemnemu działaniu chłodzącemu maska łagodziła rumień, wyrównując tym samym koloryt cery. Poza tym po takim domowym spa skóra była gładka, rozświetlona, napięta i przyjemna w dotyku.


Och, jak ten żel pod prysznic Imperial Leather pięknie pachniał! Kupiłam go za funciaka w Home Bargains i jeśli jeszcze gdzieś go wypatrzę, zrobię zapas. Zapach kupił mnie całkowicie. Płyn oczarowy do twarzy marki Fitomed stosowałam jako tonik. Nie mam żadnych zastrzeżeń. Zastrzeżeń nie mam również do chłodzącego serum antycellulitowego Lirene, o którym już tu kiedyś pisałam (klik). Nie wykluczam ponownego zakupu. Szampon Isana med z minerałami z Morza Martwego specjalnie mnie nie zachwycił. Wprawdzie domywał włosy, ale trochę podsuszał mi skalp. Odżywkę bez spłukiwania Balea dostałam w prezencie od Magdaleny. Miała naturalny zapach mango i konsystencję troszkę zagęszczonego mleka. Ponieważ po myciu na moich włosach tego typu produkty się nie sprawdzają, stosowałam ją przed myciem, jako maskę/olejek/zabieg pielęgnacyjny. Czy to coś dało moim włosom? Trudno stwierdzić... No i na końcu bubel - antyperspirant marki Perfecta. Drogie to to, bo kosztuje 30 zł bez jednego grosza. Wystarcza na dwa tygodnie stosowania raz dziennie, ze względu na kształt opakowania jest nieporęczne w trakcie aplikacji, opakowanie się brudzi i najważniejsze - produkt nie daje ochrony przed przykrym zapachem na cały dzień! A ja nie wymagam tutaj 24 godzin...



Żel pod prysznic Patisserie De Bain dostałam w prezencie od szwagierki. Pachniał ciasteczkowo i spełniał swoją rolę, ale niczym nie zachwycił. Zachwycił mnie za to mus do ciała Biolove (klik).  Naprawdę świetny nawilżacz i natłuszczacz na zimne miesiące, bo latem mógłby być zbyt tłusty. Serum na końcówki Ojon dostałam od Hexxany. Jak na drogi kosmetyk (ok. 20 funtów za 15 ml) niczym się nie wyróźnił od ogólnodostępnych, drogeryjnych silikonowych olejków. Po prostu wygładzał włosy i zabezpieczał je przez mechanicznymi uszkodzeniami, jak każde inne serum. Mazidło nie obciążało mi strzechy. Było bezzapachowe. Zużyłam też dwa bardzo dobre kremy do rąk: mocznikowy Kamill (klik) oraz kurację parafinową na dzień Bielendy, który poznałam i bardzo polubiłam 6 lat temu (klik). Od tego czasu chętnie do kremu wracam.


Kolorówka

Z kolorówki "wyszło" niewiele: fajna kredka Avon Supershock w odcieniu blueberry (klik) oraz podkład Ilia, z którym się nie polubiłam (klik). Cieszę się, że zużyłam go zanim zrobiło się bardzo ciepło, bo spływałby pewnie ze mnie po godzinie.... Oba kosmetyki podarowała mi swojego czasu Hexx :*

środa, 29 marca 2017

Zakupy marca.

Nietypowo pokażę zakupy przed zużyciami. Nie jest ich dużo - w marcu popełniłam z przyjaciółką zamówienie na Biochemii Urody i wybrałam jedynie kosmetyki mi potrzebne:


Mamy tu odżywczy żel hialuronowy, dwa olejki myjące (różany i pomarańczowy), które uwielbiam, ubóstwiam i kocham, oraz zestaw do wykonania toniku na naczynka, na którego bazę wybrałam hydrolat różany. Toniku używam od około dwóch tygodni i na razie sprawdza się bardzo dobrze. Jeśli chodzi o żel hialuronowy, do działania nie mogę się przyczepić, ale opkakowanie jest beznadzieje. Przydałaby się buteleczka z pipetką albo buteleczka z dziubkiem...

poniedziałek, 27 marca 2017

Kamill, Hand & Nagelcreme, 5% Urea

Kiedy zauważyłam ten krem na półce w Rossmannie, poczułam palącą ciekawość. Ciekawość, czy Kamill stworzył doskonałą alternatywę dla mojego ulubionego kremu do dłoni wszech czasów - Isany 5% Urea. Mój ulubieniec kosztuje niecałe 6 zł za 100 ml, a za 75 ml produktu Kamill przyjdzie nam zapłacić 7,99 zł.


Nie będę Was trzymać w niepewności - Isany Kamill nie przebił. Co nie oznacza, że jest to zły produkt. Isana ma o wiele gęstszą, bardziej treściwą konsystencję, przez co długo się wchłania, ale i na długo otula dłonie regenerująco-nawilżająco-natłuszczającym filmem, co czyni ten produkt ideałem na noc. Natomiast dużo rzadszy i lżejszy Kamill dobrze sprawdza się w ciągu dnia. W moje pustynno suche dlonie wchłania się od razu po aplikacji, dając mi natychmiastowy komfort i sprawiając, że skóra jest przyjemnie gładka w dotyku. O ile aplikuję mazidło kilka razy w ciągu dnia, efekt ten się utrzymuje.

Krem pachnie "kosmetycznie", czymś nieokreślonym. Nie jest to zapach z gatunku intensywnych i męczących, ale też nie zapada w pamięć.

Przygodę z produktem Kamill uważam za udaną.

piątek, 24 marca 2017

L'Oreal, Color Riche, 818 Sweet Amethyst

Końcówka zeszłego i początek obecnego roku upłynęły mi pod znakiem błyskotek na paznokciach. Ostatnią, którą kupiłam, był maluch z L'Oreal z serii Color Rich - zapłaciłam za niego aż 5,99 funtów, bo nie był dostępny stacjonarnie ani w UK, ani w Pl, więc musiałam zapolować na amazonie. Dlaczego zdecydowałam się tak przepłacić? Po pierwsze, u Agaty wygląda obłędnie i trzyma się tydzień. Po drugie, błyszczy i ma nieoczywisty kolor. Po trzecie, "niedługo w ogóle nie będzie dostępny; muszę upolować!". Po czwarte i ostatnie - nigdy nie miałam lakieru marki i chciałam wypróbować.

Po jednej aplikacji odstąpiłam buteleczkę, za którą sporo przepłaciłam, żeby zaspokoić swoją ciekawość, znajomej. Muszę podpytać, czy jest bardziej zadowolona niż ja...



Dostępność: cała seria Color Riche zdaje się znikać z szaf L'Oreal i w Polsce, i w UK (z tego, co widziałam, ostały się jakieś marne niedobitki)
Pojemność: 5 ml
Kolor: różowo-brązowo-srebrny o metaliczno-foliowym wykończeniu (u mnie widać pociągnięcia pędzelka)
Konsystencja: w sam raz; niestety w moim przypadku lakier podkreśla miejsca, gdzie łuszczą mi się paznokcie
Pędzelek: szeroki, ścięty na półogrągło; byłby wygodny, gdyby mój nie miał wady i nie był rozcapierzony
Krycie: w zasadzie  może to być jednowarstwowiec (ja z przyzwyczajenia nałożyłam dwie warstwy)
Wysychanie: szybkie (z wysuszaczem Sally Hansen)
Zmywanie: bez problemów
Trwałość: niestety zaczął  z moich miękkich paznokci ewakuować się już na drugi dzień

środa, 22 marca 2017

Biolove, mus do ciała borówka

Podczas styczniowego wypadu do Polski dostałam od Słomci upominek, który przywiozła mi z Warszawy. Jagodowy mus do ciała Biolove. Wspaniały kosmetyk.


Produkt zamknięto w niedużym plastikowym opakowaniu z ładnymi etykietami. Mus ma jagodowy kolor i przepięknie pachnie naturalnymi borówkami. Ładny, krótki skład opiera się na maśle shea i oleju ze słodkich migdałów. Kosmetyk jest przyjemny w dotyku, jak puszysta chmurka. Zdawać by się mogło, że 150 ml to mała pojemność, ale wrażenie jest mylne. Pod wpływem ciepła skóry mus zmienia się w olejek, więc trzeba go niewiele na jedną aplikację.


Pod względem działania jest to idealny nawilżacz/natłuszczacz do ciała na zimne miesiące. Ponieważ na skórze zachowuje się jak olejek, otula ją na długi czas olejkowym filmem, który rewelacyjnie skórę nawilża i regeneruje. Nie widzę go natomiast w pielęgnacji letniej, bo ten sam otulający film mógłby okazać się w upały zbyt lepki i nieprzyjemny.

Świetny kosmetyk. Fantastyczna konsytencja, cudowny zapach, piękny skład, rewelacyjne działanie nawilżająco-natłuszczające. Czego chcieć więcej?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...