poniedziałek, 18 lutego 2019

Holoś z Color Club

Hej! Od kilku dni nie mogę wejść na swojego bloga oraz kilka innych w żadnej z używanych przeze mnie przeglądarek. Czasem udaje mi się wyświetlić go na telefonie, ale nie zawsze. Usunięcie ciasteczek i konta Google+ na razie nic nie dało, stąd z góry przepraszam, jeśli nie będę w stanie odpowiadać na komentarze lub będę robić to rzadko. Nie wiem, co się dzieje :(


Lakier, który dziś pokażę podesłała mi Hexxana. Niestety nie ma na buteleczce naklejki z nazwą, więc nie mam stuprocentowej pewności, co to za odcień. Możliwe, że Sidewalk Psychic, ale nie dam sobie niczego za tę informację uciąć ;)

Pojemność: 15 ml
Kolor: ni to piasek, ni to miedź, ni to ciepły beż o delikatnie holograficznym wykończeniu
Konsystencja: w sam raz
Pędzelek: klasyczny, dość wąski
Krycie: dwuwarstwowiec
Wysychanie: nie testowałam, użyłam wysuszacza (Sally Hansen Insta-Dri)
Zmywanie: bez problemów
Trwałość: na moich miękkich paznokciach zaczyna odpryskiwać drugiego dnia


sobota, 9 lutego 2019

Farmona, Herbal Care, krem regenerujący do rąk siemię lniane

Krem kupiłam już dawno temu w Drogerii Natura. Pamiętam, że skusiłam się na niego po czyjejś bardzo zachęcającej recenzji. Przepraszam za brak własnych zdjęć - najzwyczajniej w świecie zapomniałam obfocić tubkę zanim ją rozciełam, kiedy mazidło wykańczałam. Wspomniana tubka wygląda tak (zdjęcie z portalu wizaż):



Skywa ona dość gęstą, białą emulsję o chemicznie słodkim, kosmetycznym zapachu.


Zdaniem producenta:

Ekstrakt z siemienia lnianego działa regenerująco, łagodzi i koi podrażnienia oraz niweluje suchość i szorstkość naskórka. Mocznik intensywnie nawilża, zmiękcza i wygładza skórę. Biokrzem wzmacnia i regeneruje uszkodzoną płytkę paznokci oraz zapobiega ich łamaniu i rozdwajaniu się. Receptura kremu została wzbogacona w inutec – naturalny prebiotyk, który zwiększa skuteczność pozostałych składników.

Spektakularne efekty:
– natychmiast ukojona i doskonale zregenerowana skóra,
– pozbawiona uczucia szorstkości i spierzchnięcia,
– intensywnie nawilżona, satynowo gładka i elastyczna,
– skutecznie chroniona przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. 

Skład INCI
Aqua (Water), Urea, Ethylhexyl Stearate, Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Cetearyl Alcohol, Polysorbate 60, Glycerin, Propylene Glycol, Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Extract, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Glyceryl Stearate, Stearic Acid,
Dimethicone, Saccharomyces/Silicon Ferment, Saccharomyces/Magnesium Ferment, Saccharomyces/Copper Ferment, Saccharomyces/Iron Ferment, Saccharomyces/Zinc Ferment, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Cera Alba (Beeswax), Cetyl Alcohol,
Inulin, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional.
 
(klik)


Ze względu na mocznik i olej mineralny na początku składu, trzeba liczyć się z faktem, że krem jest tłustawy i zostawia na dłoniach otulającą kołderkę. Są osoby, które tego nie lubią, ale właściciele sucholców (w tym ja), chętnie sięgają po takie tłuścioszki. Krem Farmony warto wziąć pod uwagę, gdyż po aplikacji przynosi ulgę okrutnie suchym dłoniom (u mnie do momentu ich umycia) i znosi uczucie szorstkości i spierzchnięcia. Na bezproblemowych partiach dłoni bez zarzutu sprawdza się jako nawilżacz. Z partiami objętymi egzemą i tam, gdzie skóra pęka od suchości, niestety nie daje rady, no ale to tylko krem drogeryjny, nie maść z apteki. W ogólnym rozrachunku byłam z produktu zadowolona i dałabym mu solidną czwórkę.

Znacie?

czwartek, 7 lutego 2019

Podsumowanie zużyć stycznia. Zakupy stycznia.

Po dość obfitym w zużycia grudniu przyszedł spokojny styczeń. Plus tego taki, że notka nie będzie długa ;)



Błotne mydło z Morza Martwego wypatrzyłam ponad rok temu w Rossmannie i postanowiłam spróbować. Moja skóra je pokochała. Skutecznie acz delikatnie myje i absolutnie nie wysusza i nie ściąga mi naskórka. Naprawdę niewiele mydeł to potrafi. Zapach ma neutralny, bez fajerwerków, ale też i bez obiekcji. Jedynym "problemem" produktu jest jego wydajność. Po roku cowieczornego mycia (tą samą kostką) twarzy, resztę zużyłam do kąpieli pod prysznicem, bo kostka najzwyczajniej w świecie mi się znudziła. Pasta do zębów Himalaya Herbals Sensi-Relief była w porządku. Nie mam zastrzeżeń. Czteropak maseczek pod oczy Rival de Loop kupiłam bardzo dawno temu z myślą o wyjazdach, ale jakoś nigdy nawet do wyjazdowej pielęgnacji ich nie wpasowałam, więc ostatecznie skończyły na skórze biustu. Zmasakrowałam ostatnią malutką sephorową gąbeczkę Konjak od Agaty. Świetne były te maluszki, zwłaszcza biały i różowy. Teraz muszę sprawić sobie coś na ich zastępstwo. Odlewkę kremu Filorga Filler Eyes oraz miniaturę balsamu myjącego Darphin miałam od Hexxany. Krem Filorgi stosowałam na dzień, pod makijaż, i niestety jakoś genialnie mi się z korektorami nie dogadywał. Nie wyrobiłam sobie o nim zdania. Balsam Darphin natomiast bardzo dobrze radził sobie z demakijażem twarzy (z kolei oczy, a zwłaszcza tusz do rzęs, były dla niego nie do pokonania), ale nie emulgował, więc wymaga albo towarzystwa szmateczek do twarzy (nie lubię, bo nie chce mi się ich prać po każdym użyciu), albo natychmiastowego umycia twarzy detergentem.



Wyszedł mi też jeden z niewielu drogeryjnych płynów do higieny intymnej, które mnie nie podrażniają - fioletowy Lactacyd oraz dezodorant Fenjal, którym zabezpieczam się na noc po wieczornym prysznicu. Próbki żelu pod prysznic Yope oraz kremu do rąk tej samej marki niczym mnie nie zachwyciły, jako że ten pierwszy zupełnie niczym się nie wyróżnił, a drugi był dla moich sucholców zdecydowanie za lekki.

I to wszystko, jeśli chodzi o zużycia. Co się tyczy zaś zakupów, w styczniu nabyłam drogą kupna to:


Lakier podkładowy peel-off  z Barry M do brokatów na paznokciach (jak już kiedyś wrócę do ich malowania) oraz baza do brokatów z NYXa do glam-shopowych holosiów zakupionych w grudniu (z którymi po wstępnych testach już wiem, że się jednak nie polubię).

Pamiętacie, jak w zdobyczach grudnia wspominałam o zamówieniu na stronie ColourPop w dniu darmowej dostawy na cały świat, który marka zorganizowała 12.12? Otóż po sześciu tygodniach czekania okazało się, że moja paczka zaginęła i sklep wysłał mi nową. W KOŃCU doszła (jeszcze nigdy nie musiałam tak długo czekać na żadne zamówienie):



To będzie moje pierwsze spotkanie z marką ColourPop.

sobota, 2 lutego 2019

Organic Life, Acne Blocker, antybakteryjny tonik z aktywnym srebrem i glukonolaktonem

Tonik trafił do mnie w postaci prezentu od mojej Dobrej Duszy  - Hexxany. To było moje pierwsze poważne zetknięcie ze srebrem koloidalnym. Zaciekawienie produktem potęgowała również obecność glukonolaktonu, jednego z moich ulubionych kwasów. Z ochotą zatem zabrałam się do testów, które trwały każdego wieczora przez około pięć miesięcy

Pozowolę sobie skopiować, co takiego ma do powiedzenia na temat kosmetyku producent, skoro nie wszystkie te informacje znajdziemy na etykiecie produktu:

Unikalną kompozycję dziesięciu wyciągów botanicznych połączyliśmy ze srebrem koloidalnym i glukonolaktonem, by stworzyć wyjątkowy tonik do pielęgnacji cery trądzikowej. Wykorzystaliśmy naturalne składniki, znane w zielarstwie ze skuteczności i wyjątkowe składniki aktywne, by zapewnić komfort wrażliwej i wymagającej cerze trądzikowej. Tonik delikatnie i skutecznie oczyszcza, odświeża skórę i pielęgnuje ją, pozostawiając uczucie gładkości.
Produkt zawiera:
 
Wyciągi botaniczne:
  • Lukrecja gładka
  • Szałwia lekarska
  • Tarczyca bajkalska
  • Dziewanna drobnokwiatowa
  • Tymianek
  • Pięciornik srebrny
  • Arcydzięgiel
  • Jeżówka purpurowa
  • Oczar wirginijski
  • Dymnica pospolita 
Składniki aktywne:
  • Srebro koloidalne
  • Glukonolakton
  • Pantenol
Sposób użycia: Po dokładnym oczyszczeniu skóry twarzy, nanieś odrobinę toniku na płatek kosmetyczny i rozprowadź na skórze. Do użytku zewnętrznego. Stosuj 1-2 razy dziennie.
 
Produkt odpowiedni dla wegetarian i wegan.
 
 
Zawartość: 200 g (klik)


Trzeba przyznać, że kosmetyk ma ciekawą szatę graficzną. Zamknięto go w butelce z zatrzaskiem typu "press". Zapach miał przyjemny, grapefruitowy. Osobiście nie korzystam z wacików przy aplikacji toniku - po prostu wylewałam porcję na dłoń i wklepywałam w skórę.

Ponieważ jest to tonik z zawartością kwasu PHA, koloidalnego srebra, ciekawych wyciągów roślinnych i pantenolu, liczyłam na szybką poprawę stanu cery, czyli oczyszczenie zanieczyszczonych porów, ściągnięcie wspomnianych kraterów, zapobieganie gulom, wyleczenie istniejących oraz zredukowanie wydzielania sebum. I to dostałam - może przez pierwszy miesiąc. Później kosmetyk stracił swoją moc i sprawdzał się jak każdy dość przyzwoity tonik - doczyszczał skórę z codziennych zabrudzeń, odświeżał i nadawał jej swojego rodzaju gładkości. Z tego tytułu uważam, że jest to przyzwoity produkt, ale niestety nie spełnił moich wysokich oczekiwań. Liczyłam na więcej, mocniej, bardziej spektakularnie... Niemniej bardzo się cieszę z sympatycznego spotkania z nieznaną mi wcześniej marką.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...