czwartek, 18 stycznia 2018

Odkrycia i ulubieńcy 2017 roku - pielęgnacja.

Przy każdej zmianie sezonu pokazuję Wam ulubieńców danej pory roku. Jeśli zaś o ulubieńców całego roku chodzi, wybieram tych najlepszych z najlepszych; produkty, które wryły mi się w pamięć i o których pamiętam nawet długo po zużyciu. Nie znaczy to, że innych pozytywnie tu opisanych mazideł już nie lubię - po prostu wskazuję swoje osobiste creme de la creme.

Dziś pielęgnacja.

Demakijaż.

Vianek, nawilżający płyn micelarny (klik)


Najkrócej jak się da; jest: delikatny, skuteczny, kojący, niewyszuszający, naturalny, niedrogi, polski, i przyjemnie pachnie. Lipowy płyn micelarny Sylveco dorównuje Viankowi jakością, ale przegrywa w kwestii zapachu.


Serum do twarzy.

W 2017 roku, w głównej mierze dzięki Hexxanie, miałam okazję poznać trzy fantastyczne sera. Każde z nich totalnie zachwyciło mnie swoim działaniem.


LIQPHARM, LIQ CC Serum Light 15% Vitamin C Boost (klik)


Kosmetyk został dobrze przemyślany od początku do końca. Zapakowano go w szklaną, czarną buteleczkę nieprzepuszczającą światła, które, jak może wiemy, destabilizuje witaminę C. Skład produktu jest krótki, ale napakowany substancjami aktywnymi wspierającymi działanie witaminy C; nie ma w nim żadnych zbędnych dodatków. Konsysytencja olejkowego żelu świetnie współpracuje z metodą aplikacji za pomocą sprawnej pipety. Jedyny minus to fakt, że trochę produktu potrafi przy wkładaniu pipety do środa spłynąć na zewnątrz buteleczki i tam się krystalizować, więc co jakiś czas trzeba buteleczkę wyczyścić. Serum ma postać żelowego olejku i zostawia na mojej tłustej cerze delikatny rozświetlający film. Kilka minut po aplikacji skóra robi się bardzo przyjemnie gładka w dotyku i w zasadzie można nakłać makijaż (stosowałam serum na dzień), ale ja krok ten zawsze poprzedzałam aplikacją filtru przeciwsłonecznego. 30 ml serum wystarczyło mi na około 6 tygodni stosowania raz dziennie. Produkt mnie nie podrażniał i nie wywoływał rumienia. Kuracja przyniosła bardzo ładne efekty; serum rozjaśniło powypryskowe przebarwienia i pomagało łagodzić grę naczyń, dzięki czemu koloryt skóry został wyrównany. Poza tym cera zyskała to charakterystyczne dla witaminy C rozświetlenie, a pory zostały ładnie zwężone, przez co bardzo poprawiła się faktura naskórka. Skóra zrobiła się też jakby gęstsza i bardziej napięta.


LIQPHARM, LIQ CE, Serum night (klik)


Mazidło mieszka w nieprzepuszczającej światła butelce ze sprawnie działającą pipetą. Należy zużyć je w przeciągu trzech miesięcy od otwarcia. Mnie 30 ml specyfiku wystarczyło na około 2 miesiące cowieczornego stosowania na twarz i szyję. Produkt ma postać białego, mocno rozwodnionego mleczka. Nie pachnie i dość szybko się wchłania, zostawiając na twarzy bardzo delikatny film. Obietnice producenta są konkretne, oszczędne i niewydumane. I dzięki temu konsument unika rozczarowań, gdyż kosmetyk robi dokładnie to, co mu przypisano. Naprawdę optymalnie nawilża - tak dobrze, że nie musiałam wspierać się dodatkowo kremem nawilżającym; samo serum wystarczało bym budziła się z dobrze nawilżoną skórą. Przez te dwa miesiące naskórek rzeczywiście zrobił się elastyczniejszy, poprawiła się faktura skóry, była ona zdrowo rozświetlona. Kosmetyk wykazał się również działaniem łagodzącym - pięknie uspokajał rumień i grę naczyń, ładnie wyrównując koloryt cery. Produkt mnie nie podrażniał ani nie zapychał.


Iwostin, Perfectin Re-Liftin, profesjonalny peeling na noc 7% kwasu laktobionowego (klik


Produkt ma postać bezbarwnego żelu i jest bezzapachowy. Zamknięto go w plastikowej butelce z pipetą. Całość zapakowano do kartonika, w którym umieszczono również ulotkę wyszczególniającą sposób użycia kosmetyku, a także przeciwwskazania do jego używania, którymi m.in. są okres ciąży i karmienia piersią - bardzo istotna informacja dla kobiet. Podczas kuracji należy pamiętać o stosowaniu wysokiej ochrony przeciwsłonecznej. Przyznam, że miałabym pewne obawy przed zabieraniem się za nią w okresie letnim, a już zwłaszcza kiedy słońce daje czadu. Peeling stosujemy na noc i po pierwszych dwóch tygodniach zaprzestajemy codziennej aplikacji, choć w moim przypadku sięganie po mazidło dwa razy w tygodniu to było trochę za mało. Pierwsze efekty pojawiły się bardzo szybko, już po około tygodniu. Z biegiem czasu z niemałym zdumieniem obserwowałam, jak kurczą mi się pory. Kratery na polikach mam odkąd pamiętam, i one nagle poznikały! Do tej pory nie trafiłam na kosmetyk, który by to potrafł. Wkrótce potem zauważyłam, że zmienia się faktura skóry. Peeling bardzo delikatnie złuszczał naskórek (bez powodowania suchych skórek), co przy zniknięciu porów dało efekt gładziutkiej skóry, na której delikatny makijaż prezentował się wprost bajecznie. Poza tym naskórek zrobił się dużo elastyczniejszy, a zmarcha na czole lekko się spłyciła. Skóra wyglądała dużo młodziej i promienniej. Kwas laktobionowy wraz z kolegami to prawdziwi cudotwórcy! Lepsi, w moim przypadku, od kwasów migdałowego czy azaleinowego. Produkt mnie nie wysuszył, ale zgodnie z zaleceniem producenta stosowałam go pod krem na noc (ale już nie Iwostinu). Raz przesadziłam też z częstotliwością stosowania peelingu, co skończyło się buntem skóry i wysypem niedoskonałości, tak więc zdecydowanie warto słuchać producenta i nie aplikować go codziennie.


Olejek do twarzy.

Olejki do twarzy, które poznałam i pokochałam w 2017 roku, również dostałam od Hexx.

Skin & Tonic London, Brit Beauty Oil (klik)


Uwielbiałam ten olejek do ostatniej kropelki. Cudownie pachniał neroli i był względnie nietłusty. Aplikowało się go bardzo łatwo za pomocą sprawnie działającej pipety. Zwykle mieszałam cztery krople kosmetyku z kwasem hialuronowym i wcierałam w twarz i szyję na noc. Budziłam się z przepięknie nawilżoną, ukojoną, elastyczną, rozświetloną cerą o bardzo ładnej teksturze; pory rzeczywiście były lekko obkurczone. 


Natural Therapeutic Grade, 100% Natural Avocado Oil, Antioxidant Facial Treatment (klik)


Producent zapakował kosmetyk do szklanej butelki z pipetą. Sam olej ma lekko pistacjowy kolor i nie pachnie. Olej z awokado należy do tych cięższych i tłustszych, ale nie można odmówić mu skuteczności i u mnie znalazł multum zasosowań, co szybko uczyniło z niego najbardziej wielofukcyjne mazidło, jakie kiedykolwiek miałam. Olej ze świetnymi rezultatami stosowałam do olejowania moich prostych, średnioporowatych włosów - były po nim nawilżone, błyszczące i dociążone; do wstępnego rozpuszczania makijażu; do nawilżania, natłuszczania i regenerowania twarzy w zastępstwie kremu na noc (często w połączeniu z żelem hialuronowym), do pielęgnacji szyi, dekoltu i piersi; oraz do pielęgnacji skórek u paznokci.


Pielęgnacja biustu.
 
Mazidła, olejek powiększający biust (klik


Zestaw składa się z dwóch części: butelki z olejkiem oraz mniejszej buteleczki z kompleksem voluplus. Należy zmieszać zawartość obu  i aplikować produkt na biust oraz inne miejsca, w których ubyło tkanki tłuszczowej (np. pod oczami), najlepiej dwa razy dziennie. Ja stosowałam kosmetyk raz dziennie, na wieczór, na skórę dekoltu i biustu. Mazidło ma postać gęstego olejku o intensywnie żółtej barwie i zapachu kwaskowatej róży. Zostawia na skórze delikatny film, ale nie zauważyłam, aby brudziło mi piżamę. Zapakowano go do butelki z ciemnego szkła z dozownikiem w postaci kroplomierza. Mi jedna taka butelka o pojemności 54 ml wystarczała na 5 miesięcy regularnych aplikacji. Efekty przeszły  moje najśmielsze oczekiwania. Po kilku tygodniach biust zrobił się zdecydowanie jędrniejszy i widocznie się uniósł. A potem, z biegiem czasu, zrobił się pełniejszy, a po zużyciu całego opakowania miałam wrażenie, że rzeczywiście nieco się powiększył. Teraz trzyma formę, a skóra jest nawilżona, jędrna, elastyczna i miła w dotyku. Nigdy nie miałam tak skutecznego (a przy tym naturalnego) kosmetyku do biustu.
 
 
Nawilżacz do ciała.
 
Biolove, mus do ciała borówka (klik

 
Mus ma jagodowy kolor i przepięknie pachnie naturalnymi borówkami. Ładny, krótki skład opiera się na maśle shea i oleju ze słodkich migdałów. Kosmetyk jest przyjemny w dotyku, jak puszysta chmurka. Zdawać by się mogło, że 150 ml to mała pojemność, ale wrażenie jest mylne. Pod wpływem ciepła skóry mus zmienia się w olejek, więc trzeba go niewiele na jedną aplikację. Pod względem działania jest to idealny nawilżacz/natłuszczacz do ciała na zimne miesiące. Ponieważ na skórze zachowuje się jak olejek, otula ją na długi czas olejkowym filmem, który rewelacyjnie skórę nawilża i regeneruje. Nie widzę go natomiast w pielęgnacji letniej, bo ten sam otulający film mógłby okazać się w upały zbyt lepki i nieprzyjemny. 
 
 
Pielęgnacja dłoni.
 
Podopharm, kremo-maska do dłoni z masłem shea i goji (klik)
 

Ma postać białej, treściwej emulsji o nietypowym, przyjemnym, jagodowym zapachu. Po rozsmarowaniu zostawia na dłoniach  tłustawy film. Jak to maski mają w zwyczaju. I wierzcie mi - osoby z pustynnie suchą, spękaną skórą dłoni nie będą na ten ochronny film narzekać. Dlaczego? Bo działanie! Krem przynosi natychmiastową ulgę w momencie, kiedy wydaje nam się, że skóra dłoni jest o kilka rozmiarów za mała. Otula, faktycznie wspomaga regenerację; nawet twardym skórkom ze skłonnością do zadzierania się trochę pomaga, a to duży wyczyn. Z biegiem czasu możemy po niego sięgać coraz rzadziej w ciągu dnia, gdyż stan skóry dłoni i poziom jej nawilżenia faktycznie się poprawia. Niewiele jest kremów do rąk, które działają długofalowo, więc ode mnie szacun i pokłony.
 
 
Podopharm, maska do dłoni i stóp z mikrosrebrem
 
 
Dostałam to cudo od Basi. Co prawda jeszcze nie zużyłam całej tubki, ale już kocham miłością szczerą i gorącą. Niedawno Wam pisałam o obrazie nędzy i rozpaczy jaki przedstawiały moje dłonie z suchą, pomarszczoną, sypiącą się, spękaną skórą i egzemą (kombinacja zimna, grzejników i płynu do mycia naczyń). Krem pomógł. Dosłownie w dwa dni. Jest tak dobry, że wystarczy iż obecnie sięgnę po niego może dwa razy dziennie i dłonie są w super kondycji. Jest to mazidło gęste i treściwe, otula dłonie ochronnym filmem.


Pielęgnacja stóp.

Exclusive Cosmetics, skarpetki złuszczające
 
 
Pojawiły się u mnie w któryś ulubieńcach i kilku zużyciach. Są dobrze dostępne (Rossmann), bardzo skuteczne i działają naprawdę szybko, a proces złuszczania jest względnie krótki.
 
Podopharm, krem do stóp z lipidami (klik)


Produkt ma postać białego, gęstego kremu i przyjemnie owocowo pachnie. W moje stopy nie wchłania się błyskawicznie, ale nie przeszkadza mi to, bo stosuję go wyłącznie grubszą warstwą na noc, jak maskę. Krem bardzo mi odpowiada pod względem działania.  Nie tylko ładnie nawilża i wygładza nieproblematyczne partie stóp, ale też zauważalnie spowalnia proces rogowacenia naskórka na piętach i paluchach, dzięki czemu po tarkę sięgam co drugi-trzeci dzień, a nie codziennie jak przy niektórych kremach. Regenerujące serum do stóp tej samej marki ma u mnie podobne, świetne działanie.


Higiena intymna.
 
Vianek, nawilżający żel do higieny intymnej
 
 
Muszę być bardzo ostrożna z produktami do higieny intymnej. Wiele z nich mnie podrażnia i powouje nieprzyjemne swędzenie i pieczenie. Na szczęście trafiłam na Vianka, który jest idealny pod każdym względem: polski, przyjemny składowo, niedrogi, wydajny, delikatny i skuteczny.  

Znacie któryś z moich hitów?

wtorek, 16 stycznia 2018

HIT: Mazidła, olejek powiększający biust.

O olejku z voluplus z Mazideł przeczytałam po raz pierwszy u Bogusi. Następnie w lutym zeszłego roku sama kupiłam dwie butelczyny. Wprawdzie nie zależało mi na powiększaniu piersi, gdyż nosiłam rozmiar 70E, ale interesowało mnie ich ujędrnienie, gdyż ciąża i karmienie piersią odbiły się na ich kondycji. Zaczęły ciążyć w dół.

Po dziesięciu  miesiącach cowieczornego stosowania mogę powiedzieć, że jest to genialny kosmetyk i na pewno będę po niego sięgać.

Z Mazideł:
Informacje ogólne: zestaw zawiera wszystko co jest potrzebne do wykonania jednej porcji olejku w warunkach domowych, czyli odważone porcje półproduktów. W zestawie znajdują się także: opakowanie do przechowywania serum + etykieta + drukowana instrukcja wykonania.
Pomimo, że wśród czynników determinujących objętość biustu najważniejsze są geny, istnieją również inne aspekty wpływające na jego kształt i objętość (dieta odchudzająca, ćwiczenia, ciąża, karmienie piersią). Za najbardziej istotny element strukturalny biustu, wpływający na jego kształt i rozmiar, uznaje się tkankę tłuszczową. Najbezpieczniejszą i najbardziej naturalną metodą zwiększania objętości biustu jest działanie miejscowe przy wykorzystaniu substancji aktywnych stworzonych do stymulowania naturalnej produkcji tkanki tłuszczowej. Objętość wzrasta bez ryzyka, ponieważ tworzenie tłuszczu nie wpływa na gruczoły sutkowe. Zawarta w olejku substancja aktywna Volupulus™ jest standaryzowanym surowcem o potwierdzonej zdolności do zwiększania objętości biustu. Mechanizm jego działania polega na stymulowaniu adipogenezy. Jest to proces powstawania nowych adipocytów, czyli dojrzałych komórek tłuszczowych.


Skład olejku wg INCI: Canina Rosa (Rosehip) Seed Oil; Macadamia Ternifolia Seed Oil; Macelignan; Tocopherol
Postać olejku: płynny olejek o pomarańczowym kolorze i zapachu charakterystycznym dla oleju z róży piżmowej.
Waga (objętość): 50 gr (54 ml)

 Dla kogo:
  • dla wszystkich osób chcących powiększyć biust
Działanie i właściwości:
  • olejek przeznaczony jest do stosowania miejscowego na obszar ciała, który chcemy powiększyć, np. biust.
  • olejek powoduje przyrost tkanki tłuszczowej o max. 18%.
  • ujędrnia i poprawia elastyczność skóry.
Zastosowanie:
  • porcję olejku wmasuj delikatnymi ruchami półokrężnymi w skórę biustu. Nakładanie olejku można również wykorzystać do zrobienia masażu, zataczając wokół piersi ósemki aż do całkowitego jego wchłonięcia.
  • w celu osiągnięcia zadawalających rezultatów (powiększenie piersi o ok. 18%) olejek należy stosować 2 x dziennie przez okres min. 1 miesiąca.
  • olejek można również stosować na dłonie, pod oczy i na twarz w celu odbudowania tkanki tłuszczowej utraconej w wyniku starzenia skóry. (klik)

Zestaw składa się z dwóch części: butelki z olejkiem oraz mniejszej buteleczki z kompleksem voluplus. Należy zmieszać zawartość obu  i aplikować produkt na biust oraz inne miejsca, w których ubyło tkanki tłuszczowej (np. pod oczami), najlepiej dwa razy dziennie. Ja stosowałam kosmetyk raz dziennie, na wieczór, na skórę dekoltu i biustu.

Mazidło ma postać gęstego olejku o intensywnie żółtej barwie i zapachu kwaskowatej róży. Zostawia na skórze delikatny film, ale nie zauważyłam, aby brudził mi piżamę. Zapakowano go do butelki z ciemnego szkła z dozownikiem w postaci kroplomierza. Mi jedna taka butelka o pojemności 54 ml wystarczała na 5 miesięcy regularnych aplikacji.


Efekty przeszły  moje najśmielsze oczekiwania. Po kilku tygodniach biust zrobił się zdecydowanie jędrniejszy i się widocznie uniósł. A potem, z biegiem czasu, zrobił się pełniejszy, a po zużyciu jednego opakowania miałam wrażenie, że rzeczywiście nieco się powiększył. Teraz trzyma formę, a skóra jest nawilżona, jędrna, elastyczna i miła w dotyku. Nigdy nie miałam tak skutecznego (a przy tym naturalnego) kosmetyku do biustu i uważam, że to prawdziwy HIT, o którym warto głośno mówić.

środa, 10 stycznia 2018

Zawód: Lirene, Antycellulitowy endo-masaż, olejek antycellulitowy plus bańka chińska

Jeśli czytacie moje wypociny od dłuższego czasu wiecie, że nie lubię kosmetyków marki Lirene. Wypróbowałam ich wiele i prawie wszystkie przyniosły zawód bądź wręcz zasłużyły na miano bubla. Jak dziś opisywany olejek antycellulitowy.

Normalnie, ponieważ to Lirene, nie spojrzałabym w kierunku tego produktu. Ale przyciągnęła mnie zielona bańka chińska. My bad.


Producent zapakował specyfik do plastikowej butelki z nakrętką, a tę, wraz z małą bańką chińską, wrzucił do wściekle zielonego kartonika, który trudno przeoczyć na drogeryjnej półce. Nie przeoczyłam i masz babo placek.

Gwoli sprawiedliwości przyznam, że olejek ma ładny, cytrusowo-skłodkawy zapach, a ponieważ jest go tylko 100 ml to, na szczęście, nie jest wydajny. I tu kończą się zalety (niewydajność zaletą? ha ha ha).


Powiedzmy sobie szczerze: sam olejek nie ma w składzie zbyt wielu substancji uznawanych za skuteczne w walce z cellu. Wnioskuję zatem, że w tym przypadku całą dobrą robotę miała odwalać bańka chińska znana jako jeden z najskuteczniejszych sposobów na walkę z pomarańczową skórką, o ile jest to walka systematyczna. No i może miałoby to sens, gdyby olejek był tłustszy niż jest. Bo tutaj zastosowano formułę suchego olejku, który bardzo szybko się wchłania i NIE DAJE POŚLIZGU POTRZEBNEGO NA KILKUMINUTOWY MASAŻ BAŃKĄ. Paranoja po prostu. Produkt nie spełnia swojego najbardziej podstawowego zadania. Nie wspominając już, że jest tak lekki, iż nie ma nawet właściowości nawilżająco-natłuszczających. Ostateczenie do masażu musiałam stosować inną oliwkę, a olejkiem smarowałam się po kąpieli jedynie po to, żeby dowilżyć skórę i nawet w tej roli się nie spełnił. Dwa-trzy dni pod rząd stosowania samego tylko olejku bez dodatkowego nawilżacza skutkowało suchymi plackami na skórze ciała. Żart, moi państwo.

Za 100 ml tego bubelka trzeba zapłacić w Rossmannie prawie 30 zł. Nie, dziękuję; nawet pomimo morza zachwytów, które przelały się przez blogi, kiedy kosmetyk ten wszedł do sprzedaży.

niedziela, 7 stycznia 2018

Podsumowanie zużyć grudnia 2017.

Cześć po długim tygodniu. Zgodnie z przewidywaniami początek roku okazał się w moim przypadku bardzo pracowity. Pełen pensjonat w sylwestra, a potem powrót do spraw remontowo-organizacyjnych. A że nie mam od miesiąca pokojówki, musiałam przejąć jej wszystkie obowiązki, w międzyczasie zajmjując się jeszcze swoją czterolatką. Przez to na bloga najzwyczajniej w świecie zabrakło czasu i nie wiem, jak długo ten stan rzeczy się utrzyma. Po dniu harówki na czytanie w formie relaksu mam jeszcze energię, ale na pisanie, w które przecież trzeba włożyć więcej wysiłku, już jej brak. Piszę to wszystko, żebyście wiedzieli, że nie przechodzę żadnego blogowego kryzysu, tylko mój cały czas zabiera życie w realu (od którego blog jest odskocznią).

Co do zużyć; zacznijmy od spraw okołokolorówkowych i zapachowych.


Wykończyłam swoje ukochane perfumy - Ange Ou Demon od Givenchy (klik). Ten konkretny flakon dostałam od bliskiej mi osoby (:*) i sięgąłam po  niego we wszystkie stresujące i męczące dni pod koniec zeszłego roku, bo dobrze kojarzący mi się zapach zawsze daje mi kopa energii i pomaga jakoś się trzymać. Zadziałało! Jajeczko do makijażu z Real Techniques dobrze wywiązywało się ze swojej funkcji, ale bardzo szybko, bo dosłownie po jakiś dwóch miesiącach, zaczęło mi się kruszyć. Wszystko to przy dużej ostrożności z mojej strony podczas mycia. Beauty Blendera traktuję identycznie, a potrafi zachować formę szęść razy dłużej... Eyebrow set z Catrice (klik) służył mi przez ponad trzy lata. Zabójcza wydajność! Stosowałam głównie jaśniejszą część, bo jestem średnią blondynką. Brawa za funkcjonalne opakowanie z lusterkiem i aplikatorem, trwałość, wspomnianą wydajność i chłodną tonację. Już tęsknię za korektorem Radiant Creamy Concealer z Narsa (klik). Pokochałam go za kremową, niewysuszającą formułę, przyzwoite krycie, piękne odbijanie światła i zauważalne odświeżanie spojrzenia. Jeden z najlepszych tego typu mazideł, jakie miałam okazję poznać. Czego niestety nie mogę powiedzieć o Excessive Lash Arresting Volume Mascara od Make Up Forever (klik). Jedyne, co ten drogi produkt robi z moimi rzęsami, to je lekko przyczernia i skleja. Żadnej objętości nie było. Skończyła mi się też pomadka ochronna do marki Skin & Tonic (klik). Był to produkt trzyskładnikowy, bezzapachowy i rzeczywiście nawilżał naskórek ust na długi czas.


Czas na pielęgnację.


Z odżywki do włosów Isany byłam zadwolona. Ta rzadka emulsja ładnie pachniała i sprawiała, że włosy były nawilżone, gładkie oraz przyjemne w dotyku bez obciążania. Skarpetki złuszczające Exclusive Cosmetics przebiły u mnie podobny produkt SheFoot. Są dostępne w Rossmannie i działają szybko i skutecznie. U mnie naskórek zaczyna łuszczyć się po 3-4 dniach od zabiegu, a sam proces zajmuje zaledwie 4-5 dni. A miewałam kwasowe skarpetki, po których cały proces zabierał 3 tygodnie... Więc już wiecie, czemu EC wyparło u mnie konkurencję. Nawilżający płyn micelarny Vianka (klik) był świetny pod każdym względem - ładnego składu, zapachu, skutecznego acz delikatnego działania. Nie mam nic do zarzucenia temu polskiemu produktowi. O bubelku Lirene napiszę osobnego posta, gdzie dokładniej wyłuszczę, czym mi podpadł. Stay tuned. Antyperspiranty Dove czy Garnier lądują u mnie regularnie, a stosuję je naprzemiennie. Wprawdzie zauważyłam ogólny spadek skuteczności drogeryjnych antyperspirantów, ale lepszej alternatywy niestety na razie nie znalazłam. Olejek z awokado okazał się wielofunkcyjnym, skutecznym cudem (klik). Za nim też już tęsknię! A maseczka Glamglow też na pewno doczeka się wpisu. Tutaj tylko napiszę, że choć zajeżdża perfumowaną spiruliną (czyli rybą), to naprawdę dobrze oczyszcza, ALE... ciąg dalszy nastąpi ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...