czwartek, 18 stycznia 2018

Odkrycia i ulubieńcy 2017 roku - pielęgnacja.

Przy każdej zmianie sezonu pokazuję Wam ulubieńców danej pory roku. Jeśli zaś o ulubieńców całego roku chodzi, wybieram tych najlepszych z najlepszych; produkty, które wryły mi się w pamięć i o których pamiętam nawet długo po zużyciu. Nie znaczy to, że innych pozytywnie tu opisanych mazideł już nie lubię - po prostu wskazuję swoje osobiste creme de la creme.

Dziś pielęgnacja.

Demakijaż.

Vianek, nawilżający płyn micelarny (klik)


Najkrócej jak się da; jest: delikatny, skuteczny, kojący, niewyszuszający, naturalny, niedrogi, polski, i przyjemnie pachnie. Lipowy płyn micelarny Sylveco dorównuje Viankowi jakością, ale przegrywa w kwestii zapachu.


Serum do twarzy.

W 2017 roku, w głównej mierze dzięki Hexxanie, miałam okazję poznać trzy fantastyczne sera. Każde z nich totalnie zachwyciło mnie swoim działaniem.


LIQPHARM, LIQ CC Serum Light 15% Vitamin C Boost (klik)


Kosmetyk został dobrze przemyślany od początku do końca. Zapakowano go w szklaną, czarną buteleczkę nieprzepuszczającą światła, które, jak może wiemy, destabilizuje witaminę C. Skład produktu jest krótki, ale napakowany substancjami aktywnymi wspierającymi działanie witaminy C; nie ma w nim żadnych zbędnych dodatków. Konsysytencja olejkowego żelu świetnie współpracuje z metodą aplikacji za pomocą sprawnej pipety. Jedyny minus to fakt, że trochę produktu potrafi przy wkładaniu pipety do środa spłynąć na zewnątrz buteleczki i tam się krystalizować, więc co jakiś czas trzeba buteleczkę wyczyścić. Serum ma postać żelowego olejku i zostawia na mojej tłustej cerze delikatny rozświetlający film. Kilka minut po aplikacji skóra robi się bardzo przyjemnie gładka w dotyku i w zasadzie można nakłać makijaż (stosowałam serum na dzień), ale ja krok ten zawsze poprzedzałam aplikacją filtru przeciwsłonecznego. 30 ml serum wystarczyło mi na około 6 tygodni stosowania raz dziennie. Produkt mnie nie podrażniał i nie wywoływał rumienia. Kuracja przyniosła bardzo ładne efekty; serum rozjaśniło powypryskowe przebarwienia i pomagało łagodzić grę naczyń, dzięki czemu koloryt skóry został wyrównany. Poza tym cera zyskała to charakterystyczne dla witaminy C rozświetlenie, a pory zostały ładnie zwężone, przez co bardzo poprawiła się faktura naskórka. Skóra zrobiła się też jakby gęstsza i bardziej napięta.


LIQPHARM, LIQ CE, Serum night (klik)


Mazidło mieszka w nieprzepuszczającej światła butelce ze sprawnie działającą pipetą. Należy zużyć je w przeciągu trzech miesięcy od otwarcia. Mnie 30 ml specyfiku wystarczyło na około 2 miesiące cowieczornego stosowania na twarz i szyję. Produkt ma postać białego, mocno rozwodnionego mleczka. Nie pachnie i dość szybko się wchłania, zostawiając na twarzy bardzo delikatny film. Obietnice producenta są konkretne, oszczędne i niewydumane. I dzięki temu konsument unika rozczarowań, gdyż kosmetyk robi dokładnie to, co mu przypisano. Naprawdę optymalnie nawilża - tak dobrze, że nie musiałam wspierać się dodatkowo kremem nawilżającym; samo serum wystarczało bym budziła się z dobrze nawilżoną skórą. Przez te dwa miesiące naskórek rzeczywiście zrobił się elastyczniejszy, poprawiła się faktura skóry, była ona zdrowo rozświetlona. Kosmetyk wykazał się również działaniem łagodzącym - pięknie uspokajał rumień i grę naczyń, ładnie wyrównując koloryt cery. Produkt mnie nie podrażniał ani nie zapychał.


Iwostin, Perfectin Re-Liftin, profesjonalny peeling na noc 7% kwasu laktobionowego (klik


Produkt ma postać bezbarwnego żelu i jest bezzapachowy. Zamknięto go w plastikowej butelce z pipetą. Całość zapakowano do kartonika, w którym umieszczono również ulotkę wyszczególniającą sposób użycia kosmetyku, a także przeciwwskazania do jego używania, którymi m.in. są okres ciąży i karmienia piersią - bardzo istotna informacja dla kobiet. Podczas kuracji należy pamiętać o stosowaniu wysokiej ochrony przeciwsłonecznej. Przyznam, że miałabym pewne obawy przed zabieraniem się za nią w okresie letnim, a już zwłaszcza kiedy słońce daje czadu. Peeling stosujemy na noc i po pierwszych dwóch tygodniach zaprzestajemy codziennej aplikacji, choć w moim przypadku sięganie po mazidło dwa razy w tygodniu to było trochę za mało. Pierwsze efekty pojawiły się bardzo szybko, już po około tygodniu. Z biegiem czasu z niemałym zdumieniem obserwowałam, jak kurczą mi się pory. Kratery na polikach mam odkąd pamiętam, i one nagle poznikały! Do tej pory nie trafiłam na kosmetyk, który by to potrafł. Wkrótce potem zauważyłam, że zmienia się faktura skóry. Peeling bardzo delikatnie złuszczał naskórek (bez powodowania suchych skórek), co przy zniknięciu porów dało efekt gładziutkiej skóry, na której delikatny makijaż prezentował się wprost bajecznie. Poza tym naskórek zrobił się dużo elastyczniejszy, a zmarcha na czole lekko się spłyciła. Skóra wyglądała dużo młodziej i promienniej. Kwas laktobionowy wraz z kolegami to prawdziwi cudotwórcy! Lepsi, w moim przypadku, od kwasów migdałowego czy azaleinowego. Produkt mnie nie wysuszył, ale zgodnie z zaleceniem producenta stosowałam go pod krem na noc (ale już nie Iwostinu). Raz przesadziłam też z częstotliwością stosowania peelingu, co skończyło się buntem skóry i wysypem niedoskonałości, tak więc zdecydowanie warto słuchać producenta i nie aplikować go codziennie.


Olejek do twarzy.

Olejki do twarzy, które poznałam i pokochałam w 2017 roku, również dostałam od Hexx.

Skin & Tonic London, Brit Beauty Oil (klik)


Uwielbiałam ten olejek do ostatniej kropelki. Cudownie pachniał neroli i był względnie nietłusty. Aplikowało się go bardzo łatwo za pomocą sprawnie działającej pipety. Zwykle mieszałam cztery krople kosmetyku z kwasem hialuronowym i wcierałam w twarz i szyję na noc. Budziłam się z przepięknie nawilżoną, ukojoną, elastyczną, rozświetloną cerą o bardzo ładnej teksturze; pory rzeczywiście były lekko obkurczone. 


Natural Therapeutic Grade, 100% Natural Avocado Oil, Antioxidant Facial Treatment (klik)


Producent zapakował kosmetyk do szklanej butelki z pipetą. Sam olej ma lekko pistacjowy kolor i nie pachnie. Olej z awokado należy do tych cięższych i tłustszych, ale nie można odmówić mu skuteczności i u mnie znalazł multum zasosowań, co szybko uczyniło z niego najbardziej wielofukcyjne mazidło, jakie kiedykolwiek miałam. Olej ze świetnymi rezultatami stosowałam do olejowania moich prostych, średnioporowatych włosów - były po nim nawilżone, błyszczące i dociążone; do wstępnego rozpuszczania makijażu; do nawilżania, natłuszczania i regenerowania twarzy w zastępstwie kremu na noc (często w połączeniu z żelem hialuronowym), do pielęgnacji szyi, dekoltu i piersi; oraz do pielęgnacji skórek u paznokci.


Pielęgnacja biustu.
 
Mazidła, olejek powiększający biust (klik


Zestaw składa się z dwóch części: butelki z olejkiem oraz mniejszej buteleczki z kompleksem voluplus. Należy zmieszać zawartość obu  i aplikować produkt na biust oraz inne miejsca, w których ubyło tkanki tłuszczowej (np. pod oczami), najlepiej dwa razy dziennie. Ja stosowałam kosmetyk raz dziennie, na wieczór, na skórę dekoltu i biustu. Mazidło ma postać gęstego olejku o intensywnie żółtej barwie i zapachu kwaskowatej róży. Zostawia na skórze delikatny film, ale nie zauważyłam, aby brudziło mi piżamę. Zapakowano go do butelki z ciemnego szkła z dozownikiem w postaci kroplomierza. Mi jedna taka butelka o pojemności 54 ml wystarczała na 5 miesięcy regularnych aplikacji. Efekty przeszły  moje najśmielsze oczekiwania. Po kilku tygodniach biust zrobił się zdecydowanie jędrniejszy i widocznie się uniósł. A potem, z biegiem czasu, zrobił się pełniejszy, a po zużyciu całego opakowania miałam wrażenie, że rzeczywiście nieco się powiększył. Teraz trzyma formę, a skóra jest nawilżona, jędrna, elastyczna i miła w dotyku. Nigdy nie miałam tak skutecznego (a przy tym naturalnego) kosmetyku do biustu.
 
 
Nawilżacz do ciała.
 
Biolove, mus do ciała borówka (klik

 
Mus ma jagodowy kolor i przepięknie pachnie naturalnymi borówkami. Ładny, krótki skład opiera się na maśle shea i oleju ze słodkich migdałów. Kosmetyk jest przyjemny w dotyku, jak puszysta chmurka. Zdawać by się mogło, że 150 ml to mała pojemność, ale wrażenie jest mylne. Pod wpływem ciepła skóry mus zmienia się w olejek, więc trzeba go niewiele na jedną aplikację. Pod względem działania jest to idealny nawilżacz/natłuszczacz do ciała na zimne miesiące. Ponieważ na skórze zachowuje się jak olejek, otula ją na długi czas olejkowym filmem, który rewelacyjnie skórę nawilża i regeneruje. Nie widzę go natomiast w pielęgnacji letniej, bo ten sam otulający film mógłby okazać się w upały zbyt lepki i nieprzyjemny. 
 
 
Pielęgnacja dłoni.
 
Podopharm, kremo-maska do dłoni z masłem shea i goji (klik)
 

Ma postać białej, treściwej emulsji o nietypowym, przyjemnym, jagodowym zapachu. Po rozsmarowaniu zostawia na dłoniach  tłustawy film. Jak to maski mają w zwyczaju. I wierzcie mi - osoby z pustynnie suchą, spękaną skórą dłoni nie będą na ten ochronny film narzekać. Dlaczego? Bo działanie! Krem przynosi natychmiastową ulgę w momencie, kiedy wydaje nam się, że skóra dłoni jest o kilka rozmiarów za mała. Otula, faktycznie wspomaga regenerację; nawet twardym skórkom ze skłonnością do zadzierania się trochę pomaga, a to duży wyczyn. Z biegiem czasu możemy po niego sięgać coraz rzadziej w ciągu dnia, gdyż stan skóry dłoni i poziom jej nawilżenia faktycznie się poprawia. Niewiele jest kremów do rąk, które działają długofalowo, więc ode mnie szacun i pokłony.
 
 
Podopharm, maska do dłoni i stóp z mikrosrebrem
 
 
Dostałam to cudo od Basi. Co prawda jeszcze nie zużyłam całej tubki, ale już kocham miłością szczerą i gorącą. Niedawno Wam pisałam o obrazie nędzy i rozpaczy jaki przedstawiały moje dłonie z suchą, pomarszczoną, sypiącą się, spękaną skórą i egzemą (kombinacja zimna, grzejników i płynu do mycia naczyń). Krem pomógł. Dosłownie w dwa dni. Jest tak dobry, że wystarczy iż obecnie sięgnę po niego może dwa razy dziennie i dłonie są w super kondycji. Jest to mazidło gęste i treściwe, otula dłonie ochronnym filmem.


Pielęgnacja stóp.

Exclusive Cosmetics, skarpetki złuszczające
 
 
Pojawiły się u mnie w któryś ulubieńcach i kilku zużyciach. Są dobrze dostępne (Rossmann), bardzo skuteczne i działają naprawdę szybko, a proces złuszczania jest względnie krótki.
 
Podopharm, krem do stóp z lipidami (klik)


Produkt ma postać białego, gęstego kremu i przyjemnie owocowo pachnie. W moje stopy nie wchłania się błyskawicznie, ale nie przeszkadza mi to, bo stosuję go wyłącznie grubszą warstwą na noc, jak maskę. Krem bardzo mi odpowiada pod względem działania.  Nie tylko ładnie nawilża i wygładza nieproblematyczne partie stóp, ale też zauważalnie spowalnia proces rogowacenia naskórka na piętach i paluchach, dzięki czemu po tarkę sięgam co drugi-trzeci dzień, a nie codziennie jak przy niektórych kremach. Regenerujące serum do stóp tej samej marki ma u mnie podobne, świetne działanie.


Higiena intymna.
 
Vianek, nawilżający żel do higieny intymnej
 
 
Muszę być bardzo ostrożna z produktami do higieny intymnej. Wiele z nich mnie podrażnia i powouje nieprzyjemne swędzenie i pieczenie. Na szczęście trafiłam na Vianka, który jest idealny pod każdym względem: polski, przyjemny składowo, niedrogi, wydajny, delikatny i skuteczny.  

Znacie któryś z moich hitów?

32 komentarze:

  1. W niedalekiej przyszłości zacznę stosować serum z witaminą C, o którym piszesz. Od dawna myślę o tym peelingu z Iwostinu, bo czytałam o nim sporo dobrego, a moje pory do żywcem kratery. Reszty produktów tak naprawdę nie znam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. warto sięgnąć, i po LIQ, i po Iwostin; przekonać się na własnej skórze :)

      Usuń
  2. Sera Liqpharm są bardzo dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O całkiem sporej części produktów pamiętałam dzięki temu, że jestem na bieżąco u Ciebie :) Dobrze wiem, co masz na myśli odnośnie creme de la creme - u mnie podobnie. Nie wszyscy ulubieńcy miesięcy mogli trafić do ulubieńców roku, co nie znaczy, że ich nie lubię. A sera LIQ kupiłam dopiero w grudniu, więc to by w ogóle było nieracjonalne ;) W ogóle to bardzo się cieszę, że ten Podopharm tak się u Ciebie sprawdził! Ekstra <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że LIQ pojawi się u Ciebie w kolejnych ulubieńcach roku. mają szansę ;)
      Podopharm rządzi na moich dłoniach i stopach, uwielbiam :)

      Usuń
  4. Zaintrygowałaś mnie tym produktem do biustu!

    OdpowiedzUsuń
  5. Podopharm jest super, a ser nie znam. Czekam by wykonczyc kiehls

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny wpis. Jak Twoje naczynka znosily Iwostin? Chcialabym go sprobowac ale boje sie czy moja naczynkowa cera zniesie ten 12% kwas glikolowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki :)

      znosiły go zadziwiająco dobrze, bez buntu :)

      Usuń
  7. Olej z awokado zdecydowanie tutaj pasuje, na pewno niekwestionowane działanie zdrowotne, czytałam choćby w food forum naukowe opracowania, także bardzo się cieszę ,że tutaj się znalazł.

    OdpowiedzUsuń
  8. jak zobaczyłam tytuł posta to przez myśl mi przeleciały wszystkie produkty, które pokazałaś w części o pielęgnacji twarzy i jeszcze olejek do biustu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heh, albo ja jestem przewidywalna, albo masz doskonałą pamięć :*

      Usuń
    2. zapamietuje po prostu kosmetyki ktore sie u Ciebie sprawdzaja :) tak wiesz, zebym sama wiedziała potem co warto kupic :)

      Usuń
  9. Bardzo fajne grono ulubieńców! Bardzo lubię kosmetyki marki Podopharm :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałam tylko swój wariant tego Biolove od Słomki. Jakoś ostatnimi czasy (nawet nie bardzo ostatnimi) nie rozglądam się kosmetycznie na boki i sięgam po te same rzeczy...

    OdpowiedzUsuń
  11. Mus do ciała mnie zaintrygował i chyba po niego sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Cała seria marki Vianek jest dostępna w mojej aptece. Chyba wypróbuję te kosmetyki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja żałuję, że pojawiły się u mnie tak późno, wględnie niedawno :]

      Usuń
  13. Kurczę, muszę dorwać ten mus borówkowy!

    OdpowiedzUsuń
  14. Olejki bardzo lubię, płynu do higieny intymnej Vianka jeszcze nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Miałam tylko mus, ale mnie akurat nie zachwycił przez to, że tak długo go czuć na skórze.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoją opinią :)

Bardzo proszę o niepozostawiane komentarzy typu: "Fajny blog. Obserwuję i liczę na to samo". Nie reaguję na agresywną autopromocję, więc nie spamuj, a ja nie będę musiała cenzurować :)

UWAGA: komentarze w postach starszych niż 7 dni są moderowane. Zmusił mnie do tego zalew automatycznie generowanych komentarzy, mających na celu reklamowanie różnych stron internetowych.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...