Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bronzery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bronzery. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 czerwca 2019

Benefit, Hoola bronzer

Swoją sztukę kultowej Hooli z Benefitu kupiłam w rozmiarze travel size. Chciałam sprawdzić, o co tyle hałasu, ale bez inwestownia w aż 8 gramów. Ogólnie jestem team blush, przy ekspresowych makijażach nie zaprzątam sobie głowy bronzerami/konturem, ale kiedy robię pełny make up, sięgam, owszem. Tyle że bez szybszego bicia serca (i nie mówię tu o Hooli, ale o bronzerach ogólnie). 


Hoolę otrzymujemy w charakterystycznym dla marki Benefit kartoniku zamykanym na magnes. Kartonik wyposażony jest w lusterko i całkowicie niepraktyczny, drapiący pędzelek. Ja swój bronzer bardzo szybko zdepotowałam i włożyłam do płaskiej paletki magnetycznej (Inglot), bo w opcji travel size bardzo niewygodnie wkładało mi się do tego małego kartonika o wysokich brzegach większych rozmiarów pędzel do bronzera. Musiałam specjalnie celować i bardzo uważać na to, co robię, a ja nie lubię utrudniać sobie życia. A tak, po zdepotowaniu, zużyłam produkt do cna.

Kosmetyk nie jest ani za suchy, ani za kremowy. Bardzo dobrze nanosi się na pędzel i z niego na skórę. Aplikuje się równomiernie i jest trwały - na moich tłustych policzkach widzę go od rana do wieczora. Nie wyciera się i nie znika, nie zostawia brzydkich plam. Ma ładne, satynowo-matowe wykończenie.


Kolor produktu jest ciepły, herbatnikowy, ale nie pomarańczowy. Raczej do ocieplania sobie twarzy, a nie konturowania.

Nie mam większych zastrzeżeń do Hooli. Sięgałam po ten bronzer bez oporów, choć kolorystycznie Laguna z Narsa (klik) bardziej mi podeszła. Mam jeszcze w toaletce dwa inne bronzery, więc na przyszłe lata jestem ustawiona ;)

sobota, 23 grudnia 2017

NARS, Blush/Bronzer Duo (Orgasm & Laguna)

Gdyby nie Hexxana, pewnie długo nie poznałabym kosmetyków marki NARS. To od Asi dostałam fantastyczny korektor tej marki (klik) oraz opisywane dziś duo kultowego różu Orgasm i bronzera Laguna.


Pamiętam, jak bardzo się ucieszyłam otrzymawszy narsowe legendy w poręcznym, kompaktowym puzderku, które od tego czasu (pół roku) zawsze zabieram ze sobą na wyjazdy do Polski, bo to gumowe opakowanie z lusterkiem, choć solidne, jest lekkie, nie zajmuje dużo miejsca i zawiera bardzo uniwersalny bronzer i róż.

Muszę powiedzieć, że to właśnie bronzer Laguna jest moim faworytem z tej dwójki. Nie jest ani za chłodny, ani za ciepły, więc nadaje się zarówno do konturowania jak i dodania swojej twarzy nieco koloru. Takie bronzery zdecydowanie lubię najbardziej. Zawiera mikroskopijne drobinki, których nie widać na twarzy. Ich zadaniem jest nadanie produktowi ładnego wykończenia. Na mojej skórze Laguna utrzymuje się do około ośmiu godzin i znika równomiernie, bez plam. Bardzo lubię ten kosmetyk.

a widoczny na zdjęciu rozświetlacz to Mary-Lou z The Balm


Róż Orgasm natomiast nieco mnie zawiódł. Jest to bardzo ładny, rozświetlający róż ze złotym shimmerem. Odcień pasuje do prawie każdego makijażu, ale produkt ten zupełnie nie chce przyklejać się do mojej twarzy bez względu na to jaki podkład (płynny, mineralny) czy puder (o ile w ogóle) użyłam wcześniej. Jeśli chcę, żeby róż był na mnie widoczny, muszę aplikować go zwilżonym Beauty Blenderem a potem delikatnie rozetrzeć pędzlem. Uskuteczniając takie kombinacje muszę jednak liczyć się z faktem, że i tak po 5-6 godzinach różu na mojej skórze nie będzie widać. Najpierw nie chce się do niej przykleić (mimo iż pigmentację ma w porządku), a po zaaplikowaniu sposobem, nie chce się na niej trzymać. Nie tego się po tym kultowym kosmetyku spodziewałam.... Czy ktoś jeszcze ma z tymi różami podobny problem?

sobota, 9 września 2017

Tarte, Showstopper clay palette

Do kosmetyków Tarte wzdycham od kilku lat. Niestety ceny mają zaporowe i trzeba sprowadzać je zza wielkiej wody, co zawsze hamowało moje zakupowe zapędy. I tak bym pewnie sobie o ichnich mazidłach (zwłaszcza różach) marzyła dalej, gdyby nie Kasia i jej megahiperwypasiony prezent urodzinowy dla mnie :****

Proszę, nacieszcie i Wy swoje oczy, bo ja, od kiedy dostałam to cudo w czerwcu, wpatruję się w nie niemal codziennie...


W granatowym kartoniku znajdziemy dość dużą okrągłą paletę z imitacją skóry węża na wierzchu (stworzeń tych ponoć mnóstwo żyje w Amazonii), którą wyposażono też w lusterko. Wszyskie produkty kolorowe przykyte są folijką z ich nazwami. Zawartość to sześć cieni o różnych wykończeniach, bronzer, róż i rozświetlacz:


Wśród kosmetyków przeznaczonych do makijażu twarzy zdecydowanym hitem okazał się puder brązujący park ave princess o matowym wykończeniu i ładnym, neutralnym odcieniu. Na mojej twarzy puder ten wygląda bardzo naturalnie - nie daje efektu brudnej plamy jak chłodne bronzery ani nie robi ze mnie pretendentki do tytułu umpa-lumpa. Używam go do delikatnego konturowania i zawsze zachwycam się, jak on się pięknie rozciera i jak ładnie zgrywa się z odcieniem mojej skóry. Jedynym minusem tego kosmetyku jest to, że jest tak miękki, iż lekko się kruszy pod delikatnymi dotknięciami pędzla, ale róże The Balm, na przykład, też tak robią. Nie jest to żadna tragedia, a i wydajność raczej nie powinna ucierpieć, bo dzięki dobrej pigmentacji nie potrzebujemy wiele kosmetyku do jednorazowej aplikacji.

Róż fame również ma matowe wykończenie i jest koloru łososiowego. Kosmetyk jest bardziej zbity od bronzera i nie kruszy się w ogóle. Jest przyzwoicie napigmentowany, dobrze przyczepia się do skóry i ładnie rozciera. Trwałość różu i bronzera zależy od użytej bazy. Na przypudrowanym płynnym podkładzie trzymają się dobre 10 godzin; na suchszym podkładzie mineralnym - 7-8 godzin. Znikają jednak w ładny sposób, równomiernie, bez dziur i plam.

Rozświetlacz champagne pink jest z nieco innej bajki. Srebrzysto-różowy, jest znacznie chłodniejszy od różu i bronzera, i osobiście uważam, że jednak bardziej pasuje w zestawieniu z chłodniejszymi od Fame różami. Jego wykończenie określiłabym jako delikatnie perłowe z mikroglitterem, który nie jest widoczny tuż po aplikacji, ale pokazuje się po kilku godzinach od wykonania makijażu.

Tak cała trójka prezentuje się na twarzy:


Przejdźmy do cieni.
showstopper copper: ciepły odcień kakako z mlekiem; satynowa baza z drobniutkim złotym shimmerem
go for the gold: odcień rose gold o lekko perłowym wykończeniu
you're a natural: ciepły morelowy brąz o matowym wykończeniu
steel the scene: średni różowy brąz o lekko metalicznym wykończeniu
rose to the top: ciepły, cynamonowy brąz o mocno metalicznym wykończeniu
dim the lights: brązowa czerń; matowa baza z drbniutkim srebrnym shimmerem

Cienie są dobrze napigmentowane i jedwabiste. Tylko jeden z nich, you're a natural, podobnie jak bronzer, kruszy się pod dotykiem pędzla. Z pozostałą piątką tak się nie dzieje. Praca z tymi cieniami to prawdziwa przyjemność. Ładnie przyczepiają się do powieki, dobrze rozcierają, nie gubią pigmentacji, a na bazie mają kilkunastogodzinną trwałość. Poszczególne odcienie bardzo mi się podobają, choć zabrakło niestety matowego jasnego beżu, żeby paleta była w pełni samowystarczalna.

Róż, bronzer i rozświetlacz można również aplikować na powieki.

Aby tradycji stało się zadość, przygotowałam kilka prostych makijaży z użyciem moich pięknych zabawek.

#1
showstopper copper, go for the gold, you're a natural, dim the lights



#2
showstopper copper, you're a natural, steel the scene, dim the lights, champagne pink (jest i smokey)



#3
champagne pink, fame, go for the gold, steel the scene, rose to the top (róz w załamaniu)




#4
champagne pink, park ave princess, showstopper copper, rose to the top  (z użyciem rozświetlacza i bronzera w charakterze cieni)



#5
park ave princess, you're a natural, dim the lights (całość w matach <3)



Uwielbiam tę paletkę. Naprawdę nie mam jej wiele do zarzucenia i odkąd ją dostałam, jest w prawie ciągłym użyciu. Kasiu, jeszcze raz dziękuję za spełnienie mojego Tarte'owego marzenia!

Macie jakieś doświadczenia z tą marką?

niedziela, 15 maja 2016

Rimmel, Sculpting Palette by Kate, 002 Coral Glow

Trend na konturowanie jest wciąż popularny. Mnie osobiście odpowiada bardziej niż strobing, który nie wygląda zbyt dobrze po kilku godzinach na przetłuszczającej się cerze. A ponieważ za modą podążają koncerny kosmetyczne, w drogeriach obrodziło w paletki do konturowania. Jedną z nich, propozycję Rimmela, dostałam w prezencie od Justyny (:*). Dodam, że jeśli interesują Was te paletki, Justyna opisała u siebie wariant 003 Golden Bronze (klik).

A 002 Coral Glow wygląda tak:


Gabarytowo paletka jest nieduża, więc łatwo zabrać ją ze sobą na wyjazd. Opakowanie wykonano ze słabej jakości plastiku. Myślę, że złota farba na brzegach, jak i złote napisy wkrótce zaczną obłazić, co obniży jeszcze bardziej ogólną estetykę. Na plus policzę producentowi przejrzystą "instrukcję obsługi" na odwrocie paletki.


Paleta zawiera rozświetlacz, bronzer i róż. Rozświetlacz jest w odcieniu chłodnego złota i ma perłowe wykończenie z drobniutkim shimmerem. Podoba mi się. Bronzer i róż są matowe. Bronzer w opakowaniu wygląda na przyjemnie chłodny, ale mocno ociepla się na skórze. Nie jest więc ideałem do konturowania, a służyć może jedynie do ocieplania skóry twarzy. Róż ma bardzo ładny, ciepły, brzoskwiniowy odcień. Wszystkie trzy kosemtyki są dobrze zmielone, jedwabiste w dotyku i bardzo proste w obsłudze. Przyjemnie się aplikują, łatwo rozcierają, nie powstają żadne plamy ani prześwity.


Niestety na mojej tłustej cerze trwałość bardzo kuleje... Jedynie rozświetacz widzę na sobie przez cały dzień. Róż i bronzer ulatniają się bez śladu po 4-5 godzinach od aplikacji.


Podsumowując, na plus policzę tej propozycji łatwą dostępność, przyjemną konsystencję i całkowitą bezproblematyczność w obsłudze. Poza tym rozświetlacz i róż mają śliczne kolory.

Minusów widzę jednak więcej. Po pierwsze, dość tandetne opakowanie. Po drugie, w moim odczuciu bronzer jest za ciepły by nadawał sie do konturowania. Spójrzcie na zdjęcia wyżej - widać, jak zlewa się z różem w ciepłą plamę na policzku... Po trzecie i najważniejsze, przeszkadza mi (nie)trwałość różu i bronzera. Ogólnie oceniam tę paletkę jako typowego średniaka. Nie jest zła, ale nie wyróżnia się niczym szczególnym w porównaniu z innymi paletami do konturowania.

Dzięki Justynko za możliwość poznania tego produktu :)

piątek, 12 lutego 2016

The Balm, In theBalm of Your Hand, greatest hits vol. 1

Od kiedy zobaczyłam na którymś kanale YouTube paletę The Balm zawierającą największe hity marki w testerowych rozmiarach, siedziała mi z tyłu głowy, a ja staram się zdusić w sobie ochotę na zakup. Do dnia, kiedy mój najmłodszy brat spytał, co chciałabym znaleźć pod choinką.  Trafione prezenty są najlepsze ;)


Lubię the Balm. Pokochałam tę markę, kiedy dostałam w prezencie od Kasi piękną paletkę Balm Jovi (klik), która do tej pory pozostaje w gronie moich ulubieńców. Szminki the Balm co prawda nie należą do najlepszych jakościowo (np. ta o tu), ale marka ma za to dobre cienie oraz piękne róże, że nie wspomnę o kultowym bronzerze i rozświelaczu.

Skupmy się teraz na produktach pudrowych z pierwszego rzędu. Od dawna chciałam wypróbować róż Hot Mama oraz bronzer Bahama Mama i bardzo się cieszę, że teraz mam taką okazję bez konieczności kupowania  pełnowymiarowych opakowań. 

Ponieważ mam już miniaturę różu Frat Boy w paletce Balm Jovi, bardzo sie cieszę, że ten skądinąd piękny i uniwersalny matowy odcień się tu nie powtórzył. Dobre posunięcie the Balm! Róże w paletce In theBalm of Your Hand zdecydowanie różnią się kolorami, tonacją i wykończeniem. Hot Mama to piękny koral ze złotym shimmerem na modłę Orgasmu z Narsa. Instain Argyle to matowy chłodny róż (najbardziej uniwersalny z całej trójki), a Cabana Boy zdecydowanie wpada w jagodę o satynowym wykończeniu. Jest też w moim odczuciu najtrudniejszym odcieniem różu. Bałam się, że nie będzie do mnie pasować, ale jeśli nałożę go w niewielkiej ilości, nie wyglądam źle, o dziwo. Bahama Mama natomiast to dość ciemny bronzer w chłodnej tonacji i na początku trochę się go bałam, ale znowu - nałożony w niewielkiej ilości wygląda na mnie nieźle. Używam go do konturowania, bo do opalania jest dla mnie za chłodny i w ogóle nie przypomina naturalnego koloru mojej opalenizny.


Jak już wielokrotnie wspominałam na blogu, mam bardzo tłustą cerę, na której niewiele różów i bronzerów dobrze się trzyma. Niestety pod względem trwałości na moich policzkach również powyższe kosmetyki nie wybijają się ponad przeciętną. Na ugruntowanej podkładem i pudrem cerze widzę je na sobie średnio przez około 7 godzin; czasem krócej, czasem nieco dłużej. Hot Mama znika na mnie równomiernie; w pozostałych jakby robią się prześwity. Jestem jednak do takiego stanu rzeczy przyzwyczajona (bo naprawdę większość różów tak u mnie robi) i nanoszenie poprawek w ciągu dnia to dla mnie nic nowego. Z kolei w charakterze cieni do oczu na bazie wszystkie produkty ladnie się trzymają aż do demakijażu.



Przejdźmy do cieni i rozświetlacza. Są one dobrze napigmentowane, nie osypują się i ładnie przenoszą pędzelkiem na powiekę. W dotyku wydają się dość zbite. Insane jane to przepiękny chłodny odcień taupe o satynowym wykończeniu. Mischievius marissa to piękne perłowe miedzine złoto. Brązowawy burgund Sexy ma wykończenie matowe i z nim najtrudniej mi się pracuje, bo stawia opór podczas rozcierania. Może jednak to wina bazy pod cienie, którą obecnie stosuję (Urban Decay)? Oliwkową zieleń Lead Zeppelin znam już z paletki Balm Jovi, choć tam ma on zdecydownie więcej złotych drobinek niż tutaj. Skąd ta różnica? No i sławna Mary-Lou Manizer, czyli piękny złoty rozświetlacz. Ten produkt na twarzy akurat utrzymuje mi się świetnie, ale najbardziej lubię rozświetlać nim wewnętrzne kąciki oczu. Ślicznie tam wygląda.



Po cieniach zostały nam jeszcze do omówienia pomadki. Te, jak wspomniałam, moim zdaniem nie są mocną stroną marki. Jakkolwiek i brzoskwiniowo-nidziakowy Caramel, i czerwona Mia Moore to piękne odcienie o ładnym, matowym wykończeniu, nieco jednak wysuszają mi usta, a po około dwóch godzinach noszenia (bez jedzenia i picia) wymagają już poprawek. Zwłaszcza czerwień Mia Moore schodzi nierównomiernie.


Caramel ładnie wygląda też jako kremowy róż, ale i on nie ma spektakularnej trwałości na moich tłuszczących się policzkach.




Zrobiłam jeszcze małe zdjęciowe porównanie niektórych kosmetyków z opisywanej dziś paletki In the Balm of Your Hand (po prawej) i paletki Balm Jovi (po lewej). Jak już wspomniałam, oliwkowy cień Lead Zeppelin w paletce Balm Jovi ma jakby więcej złotych drobinek. Rozświetlacz Solid Gold z paletki Balm Jovi praktycznie niczym nie różni się od Mary-Lou Manizer. Jedynie pomadki rzeczywiście są inne. Caramel jest bardziej brzoskwioniowa od różowej Milly, a Mia Moore chłodniejsza, ciemniejsza  i bardziej nasycona niż Vanilly z paletki Balm Jovi.



Pozostaje mi jeszcze pokazać, jak wiele różnorodnych makijaży można stworzyć przy użyciu In theBalm of Your Hand. Wiem, że nie są one idealne, że sa  niedociągnięcia, ale chodzi o pokazanie możliwości kosmetyku, a nie skupianie się na moich nie do końca wykształconych umiejętnościach makijażowych. Nie każdy może być MUA, a z normalnej odległości niedociągnięcia nie rzucają się w oczy, no i mocno opadająca powieka wiele wybacza ;)

Aha, zdjęcia były robione w różne dni o mniej więcej takiej samej porze, ale niestety za każdym razem była inna pogoda i inne światło (a nawet czasem jego brak).


#1 nie tylko użyjmy trudnych dla naszego typu urody kolorów, ale też zapaćkajmy sobie powiekę tuszem, co zauważymy dopiero na zdjęciach - brrrawo!

Oko: insane jane, bahama mama, mary-lou manizer, lead zeppelin, hot mama
Twarz: hot mama, mary-lou
Usta:caramel




#2 zimno! zimno!

Oko: mary-lou, lead zeppelin, mischievious marissa, insane jane
Twarz: bahama mama, argyle, mary-lou
Usta: Mia Moore




#3 coś trochę innego, co nie do końca wyszło, ale skoro już zrobiłam zdjęcia...

Oko: cabana boy, isnane jane, mischievious marissa, sexy
Twarz: bahama mama, cabana boy, mary-lou
Usta: caramel




#4 jednak mogłam dodać kreskę, może by nie było widać, że znowu upaćkałam sobie powiekę tuszem...

Oko:hot mama, bahama mama, mischievious marissa, mary-lou
Twarz: bahama mama, hot mama mary-lou
Usta: Mia Moore




#5 jakiś dziwny kształt wyszedł niechcący

Oko: insane jane, mischievious marissa, sexy, mary-lou
Twarz: bahama mama, instain, mary-lou
Usta: Rimmel 180 Vintage pink




#6 rozcieranie leży i kwiczy (to chyba wina bazy pod cienie, za grubo nałożyłam), ale za to fioletowa kredka fajnie wybija się na tych kolorach

Oko: hot mama, bahama mama, cabana boy, sexy, mary-lou, kredka Zoeva
Twarz: bahama mama, cabana boy, mary-lou
Usta: by Terry liquid velvet lipstick 5 baba boom



Jeśli miałabym powiedzieć, którą z posiadanych przeze mnie paletek The Balm wolę, postawiłabym na Balm Jovi, bo lepiej mi się pracuje z tamtymi cieniami, gdyż są bardziej miękkie (choć się osypują) i mają świetne dla niebieskich tęczówek kolory, a zawarty w niej róż Frat Boy pasuje do dosłownie każdego makijażu (choć też schodzi z moich policzków z prześwitami). Niemniej z paletką In theBalm of Your Hand nie mam najmniejszej ochoty się rozstawać. Cieszę się, że ją mam. Mogę poobcować z bestsellerami marki, nacieszyć się wyborem różów, zdecydować, czy kupię pełnowymiarowy bronzer, pobawić się fajnymi cieniami. Poza tym paletka jest uniwersalniejsza niż się wydaje na pierwszy rzut oka. Cóż z tego, że są pewnie niedociągnięcia? Patrząc całościowo jestem z niej zadowolona.

czwartek, 9 lipca 2015

Sleek, Face Contour Kit (Light)

Paletkę Face Contour Kit dostałam dawno temu od Lady In Purplee (:*).

Producent zapakował kosmetyk w charakterystyczną dla marki, solidną plastikową kasetkę z lusterkiem. Kasetka jest podzielona na dwie części: większa to puder bronzujący, a druga - rozświelacz.


Oba kosmetyki są drobno zmielone i nie wykazują większych tendencji do kruszenia czy osypywania się. Z tego też tytułu są bardzo wydajne (tak wydajne, że zapewne w końcu wyrzucę paletkę ze względu na jej wiek - wątpię, że uda mi się ją zużyć). Nie tworzą plam przy aplikacji, łatwo je rozetrzeć i trzymają się na moich tłustych policzkach cały dzień.

Bronzer jest dość ciepły i nada się raczej do imitowania opalenizny niż do konturowania. Ja po prostu stosuję go zamiast różu, jeśli chcę sobie w danym makijażu ocieplić buzię, bo nie opalam się i nie czuję potrzeby dorabiania sobie opalenizny kosmetykiem. Dziwnie bym się czuła po prostu.

Rozświetlacz jest boski. Ma kolor szampana i daje na policzkach efekt tafli bez wkurzających drobinek. Naprawdę udana propozycja.


Nie mam zastrzeżeń do jakości kosmetyków; uważam jednak, że nazwa paletki (face contour kit) jest myląca. Wszak pudry do konturowania powinny być chłodne i dawać efekt cienia na twarzy. I taki też puer konturujący widziałabym tu chętniej niż ten ciepły bronzer. Co do rozświetlacza - życzyłabym sobie, żeby ten boski maluch był dostępny w sprzedaży osobno, bo to naprawdę dobry kosmetyk jest.

środa, 3 grudnia 2014

Too Faced, Jingle all the Way (swatches i pierwsze wrażenia)

Paletkę Jingle all the Way dorwałam w Tk Maxx za niecałe 5 funtów.. Może w innych sklepach tej sieci też będzie i może któraś z Was będzie zainteresowana. Dla takich osób przygotowałam słocze: 


Plastikowa kasetka jest wielkości iphone'a 5, jest zatem malutka (ale bardzo mobilna) jak na wielofunkcyjną paletę. Producent dodał do niej osłonkę na ów telefon. W paletce znajdziemy jedenaście cieni (dwa maty, cztery brokaty, pięć pereł), bronzer oraz róż.

Bronzer jest ciepły, pomarańczowawy, i ma perłowe wykończenie. Z tego względu raczej się nie polubimy, bo ja nie lubię ani takiego koloru, ani wykończenia. Mój bronzer musi być chłodniejszy i matowy lub, w ostateczności, satynowy. Róż z kolei jest matowy, ale niestety taki fuksjowy odcień za mocno kontrastuje z moimi naczynkami. Paletkę kupiłam głównie dla cieni.

Wszystkie produkty są dobrze napigmentowane (dwa matowe cienie nieco słabiej).


Cienie nie sprawiają większych problemów przy aplikacji czy rozcieraniu, ale niestety osypują się. Wybór kolorów wydaje mi się idealny na zimę :)

Czy chcecie jakieś makijaże?

czwartek, 26 grudnia 2013

The Body Shop, bronzing powder (02 fair matte)

Mimo wielu godzin poświęconych na oglądanie jutjubowych filmików instruktażowych i ćwiczenia, oraz pewnych nakładów finansowych przeznaczonych na pędzle o różnych kształtach, rozmiarach i rodzajach włosia, sztuki konturowania twarzy nigdy do końca nie opanowałam. Nie wiem, z czego to wynika, ale zwykle nie jestem zadowolona z końcowego efektu. A to zrobiłam coś nierówno, a to nałożyłam produkt za nisko, a to mam na twarzy plamy, których nie da się rozetrzeć, itp. 

Poza tym, kiedy bardzo się spieszę (przy córeczce ostatnio zawsze), rezygnuję z pudru brązującego i aplikuję sam róż, bo ładnie ożywia twarz. Przy pełniejszym makijażu po brązer zwykle jednak sięgam (mam pełne policzki i czuję, że potrzebują optycznego wyszczuplenia), ale preferuję pudry brązujące, które są tylko nieznacznie ciemniejsze od mojego koloru skóry. Dają mi pożądany efekt delikatnego wyszczuplenia twarzy, a ewentualnych niedociągnięć nie widać. Takim pudrem jest produkt z The Body Shop. To najlepszy kosmetyk do konturowania, z którym miałam kiedykolwiek do czynienia.


Brązer kupiłam, kiedy w TBS panowała LE Honeymania. O ile dobrze pamiętam, zapłaciłam za niego 10-11 funtów. Z tego, co wiem, puder zyskał takie uznanie, że wprowadzono go do stałej sprzedaży. I dobrze, bo jest świetny!

W produkcie odpowiada mi wszystko: solidne opakowanie z lusterkiem (wprawdzie zdarło mi się logo na wieczku, ale nie przeszkadza mi to specjalnie), nieprawdopodobna wydajność (mam go od około 2 lat, używam względnie regularnie i jeszcze nie dobrałam się do dna), przyjemne dla oka "miodkowe" tłoczenie, bardzo ładny, biszkoptowy kolor tylko nieznacznie ciemniejszy od mojego odcienia skóry, brak osypywania się, matowe wykończenie, całodniowa trwałość... Kiedy konturuję nim twarz, nie widać, że użyłam pudru brązującego, ale jednak efekt wyszczuplenia jest. Poza tym kolor produktu jest na tyle neutralny, że brązer można łączyć zarówno z ciepłymi, jak i chłodnymi różami, stanowi dla nich idealne tło. Bajka. Nie mam zastrzeżeń i jestem z tego pudru niezmiernie zadowolona :)

środa, 26 stycznia 2011

Rimmel, natural bronzer

Głupio się przyznawać, ale do niedawna nie miałam pojęcia, co to konturowanie twarzy a z pudrami brązującymi miałam kilka żenujących wpadek: powiedzmy, że nie wiedząc do czego służą zdarzyło mi się nałożyć je na całą twarz... Ha ha ha. Sytuację zmienił youtube. Kiedy w końcu zostałam uświadomiona co się z czym je, zaczęłam poszukiwać odpowiedniego produktu. Z pomocą znów przyszedł youtube, a dokładniej Kaśka (ciasteczko25), która w kilku swoich filmikach gorąco zachwalała bronzer Rimmela (022). Skusiłam się. I każdego dnia się przekonuję, że to produkt nie dla mnie. No to zaczynamy:
  • opakowanie: podobnie jak w przypadku zwykłego pudru, słabe, wiecznie się otwiera
  • zapach: mocny, słodkawy; nie czuję go na twarzy, ale do czego w ogóle jest on potrzebny?
  • kolor: ciepły brąz, nałożony w nadmiernych ilościach może być zbyt pomarańczowy
  • nakładanie: hmm, konieczne jest nabieranie niewielkich ilości na pędzel i porządne rozcieranie; dla mocniejszego efektu należy nałożyć kilka cienkich warstw, nie polecam nabierania większych ilości na pędzel, bo można dorobić się nieestetycznych placków
  • konsystencja: jak dla mnie zbyt zbita, twarda
  • trwałość: brak zastrzeżeń, nie spływa, nic się nie dzieje do momentu demakijażu
  • wydajny, mam go około rok i, jak widać, zużycie jest niewielkie
  • mnie nie zapycha
  • od kiedy zaczęłam bliżej przyglądać się składom kosmetyków (czyli zaledwie od kilku tygodni) widzę, że ten produkt jest składowo beznadziejny: oprócz zatrzęsienia składników mających utrzymać "właściwą" konsystencję produktu zawiera on zapychający olej mineralny, silikon, trzy parabeny i kompleks substancji zapachowych. Właściwie to aż się dziwię, że puder nie szkodzi mojej cerze.
Czy polecam? Nie wiem, decyzja należy do Was. Czy zużyję? Raczej tak, bo mi nie szkodzi a nie lubię niepotrzebnie marnować kosmetyków. Czy kupię ponownie? Nie!




I am going to share quite an embarrassing secret with you: not a long time ago I had no idea how to contour my face and even what to do that for. I didn't know what the difference  between a bronzing powder and  a regular powder was, which resulted in me applying the former all over my face several times. Ha ha ha. The situation was changed by youtube. And when finally I had found out what a bronzing powder was used for, I started looking for a bronzer for me. As Rimmel's (022) product had good opinions, I decided to buy it. Having tested it I don't think that this is a product for me.Why? Here it comes:
  • container: annoyingly fragile
  • fragrance: strong, sweetish; I can't smell it on my face but I don't think it is even necessary in a bronzing powder 
  • colour: warm brown; applied in excessive amounts it can be on the orange side
  • application: it is necessary to apply very small amounts and blend evenly; it is advisable to build up the colour by applying several layers than to try to apply lots of powder at a time as this may lead to ugly orangey spots on your face
  • formula: hard
  • durability: I have no complaints, nothing undesirable happens
  • I have had mine for about a year and, as you can see, there's still lots left
  • it doesn't block my pores
  • since I started paying attention to the ingredients of my cosmetics (which happened only a couple of weeks ago) I can see that Rimmel's bronzer has quite a lot of potentially harmful ingredients like mineral oil, three parabens and some fragrances. To be honest, given that I am quite surprised that nothing bad happens to my complexion when I use it.
Do I recommend this product? I don't know, it's your decision if you want to buy it or not. Will I finish mine? Probably, as nothing bad happens to my face and I hate wasting cosmetics. Will I buy it again? No!


Dla zainteresowanych:
NATURAL BRONZER (SHADES 021, 022)
INGREDIENTS: TALC, ISOSTEARYL NEOPENTANOATE,
POLYBUTYLENE TEREPHTHALATE, MAGNESIUM STEARATE,
ACRYLATES COPO- LYMER, PHENYL TRIMETHICONE, POLYBUTENE,
METHYLPARABEN, ALUMINUM HYDROXIDE, STEARIC ACID,
PROPYLPARABEN, ETHY- LENE/VA COPOLYMER, TOCOPHERYL
ACETATE, COCOS NUCIFERA (COCONUT) OIL, PARAFFINUM
LIQUIDUM/MINERAL OIL/HUILE MINERALE, PARFUM/FRAGRANCE,
ALOE METHYLPROPIONAL, BEN- ZYL SALICYLATE, CITRONELLOL,
HEXYL CINNAMAL, HYDROXYISOHEXYL 3-CYCLOHEXENE
CARBOXALDEHYDE, LINALOOL, BUTYL- PARABEN [May Contain/Peut
Contenir/+/-:MICA (CI 77019), TITANIUM DIOXIDE (CI 77891), IRON
OXIDES (CI 77491, CI 77492, CI 77499), ULTRAMARINES (CI 77007)].

Talk: minerał z rodziny krzemianów; często stosowany jako wypełniacz; kosmetykom kolorowym nadaje jedwabistość, polepsza ich konsystencję i przyczepność, dodaje kolorom intensywności; może zapychać (źródło: http://www.snobka.pl/artykul/8465/tajemnice_kosmetykow_talk)

Isostearyl Neopentanoate: Ester wyższych kwasów tłuszczowych nie powodujący zaskórników, dobrze wchłaniany, doskonale wiążący pigmenty w kolorowych kosmetykach. (http://www.sdpolska.pl/produkty/prod.htm)

Polybutylene Terephthalate: zwiększa lepkość kosmetyków, brak danych dotyczących szkodliwości tego składnika (http://www.cosmeticdatabase.com/ingredient.php?ingred06=722387)

Magnesium Stearate: Związek kwasu stearynowego i magnezu. Stosowany do stabilizacji struktury i konsystencji w emulsjach. (http://www.helifarm.pl/leksykon/23)

Acrylates Copolymer: Pochodzenia chemicznego. Substancja zmiękczająca, tworząca ochronny, stabilny film na skórze, włosach, paznokciach. (http://www.wizaz.pl/chemia/view.php?id=886)

Phenyl Trimethicone: silikon, tworzy na skórze barierę zapobiegającą utracie wody, może zapychać (http://www.cosmeticsinfo.org/ingredient_details.php?ingredient_id=693)

Polybutene: składnik wiążący, zwiększa lepkość kosmetyków, może podrażniać (http://www.cosmeticsdatabase.com/ingredient.php?ingred06=722382)

Methylparaben: Pochodzenia chemicznego. Działanie jego jest w lekko kwaśnym zakresie (pH) przeciw drożdżom i pleśni, mniej skuteczny przeciwko bakteriom. Należy do najczęściej używanych konserwantów. Środek wywołujący alergie. (http://www.wizaz.pl/chemia/view.php?id=622)
Aluminium Hydroxide: Pochodzenia mineralnego. Składnik o wszechstronnym działaniu:
  • ma za zadanie regulować lepkość w końcowym produkcie (zmniejszać lub podwyższać)
  • jest substancją wchodzącą w skład naturalnego czynnika nawilżającego
  • środek natłuszczający, wygładzający, zapewniający prawidłową ochronę, sprawia, że skóra jest miękka, elastyczna i gładka. (http://www.wizaz.pl/chemia/view.php?id=864)
Stearic Acid: Pochodzenia różnego. Kwas stearynowy otrzymywany z naturalnych tłuszczów, olejów, wosków (najczęściej z łoju wołowego) w postaci estrów z gliceryną. To nasycony kwas tłuszczowy, biała, przejrzysta, nierozpuszczalna w wodzie masa (rozpuszczalna w alkoholu), bez zapachu. Składnik, który:
  • stabilizuje emulsje
  • jest emulgatorem i środkiem pieniącym w mydłach, ma własności aktywnie myjące, gruntownie oczyszcza skórę
  • w preparatach do układania i pielęgnacji włosów, używany jest jako substancja wytwarzająca pianę
  • chroni przed wysuszeniem. (http://www.wizaz.pl/chemia/view.php?id=913) 

    Propylparaben: Substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed nadkażeniem bakteryjnym, które możemy wprowadzić przy codziennym użytkowaniu produktu (np.nabierając krem palcem). Składnik dozwolony do stosowania w kosmetykach w ograniczonym stężeniu. (http://kosmopedia.org/encyklopedia/propylparaben,343)
Ethylene/va Copolymer: składnik wiążący, stabilizuje emulsje, tworzy film (http://ec.europa.eu/consumers/cosmetics/cosing/index.cfm?fuseaction=search.details&id=33867)
Tocopheryl Acetate: Pochodzenia różnego. Vitamina E otrzymywana najczęściej syntetycznie, związana z estrem kwasu octowego (dla lepszej stabilności). Ceniony za swoje właściwości wolnorodnikowe (zwalcza wolne rodniki), które powstają np. poprzez promieniowanie UV, zatem zapobiega niszczeniu cząsteczek komórek tłuszczowych. Wygładza zmarszczki (zapobiega ich pogłębianiu), sprawia, że skóra jest elastyczna i dobrze nawilżona. Tokoferol acetat jest bardzo często stosowany w produktach kosmetycznych (właściwie powinien zawierać go każdy kosmetyk). Przeznaczony jest dla każdego typu skóry i włosów, ale szczególnie polecany przy bardzo suchej, uszkodzonej przez słońce, dojrzałej skórze. Działa hamująco na zapalenia, leczniczo, posiada lekki, naturalny faktor ochronny (1,5-2), zapobiega oksydacji emulsji i olejów przez co przedłuża ich ważność. Działanie lecznicze, ochronne w porównaniu z czystą witaminą E jest jednak słabsze. (http://www.wizaz.pl/chemia/view.php?id=978)
Cocos Nucifera (Coconut) Oil (olej kokosowy): Emolient tzw. tłusty. Jeśli jest stosowany na skórę w stanie czystym, może być komedogenny, czyli sprzyjać powstawaniu zaskórników. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną (film), która zapobiega nadmiernemu odparowywaniu wody z powierzchni (jest to pośrednie działanie nawilżające), przez co kondycjonuje, czyli zmiękcza i wygładza skórę i włosy. Pełni rolę rozpuszczalnika dla innych substancji hydrofobowych (nierozpuszczalnych w wodzie) zawartych w kosmetykach. (http://kosmopedia.org/encyklopedia/cocos_nucifera_oil,650/id:650/)
Paraffinum Liquid/Mineral Oil/Huile Minerale (olej parafinowy): Emolient tzw. tłusty. Substancja komedogenna, czyli sprzyja powstawaniu zaskórników. Zastosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na powierzchni warstwę okluzyjną (film). Warstwa okluzyjna chroni skórę przed szkodliwymi czynnikami środowiskowymi. Nadaje połysk. Wykazuje działanie regenerujące. Substancja antystatyczna zapobiega elektryzowaniu się włosów. Parafina ciekła jest stosowana w sztyftach jako plastyfikator, zmniejsza kruchość kosmetyku. Pełni rolę rozpuszczalnika dla innych substancji hydrofobowych zawartych w kosmetyku (http://kosmopedia.org/encyklopedia/paraffinum_liquidum,329)
Parfum/Fragrance: kompozycja zapachowa
Aloe Methylpropional: nie znalazłam żadnych informacji na temat tego składniku
Benzyl Salicylate: Pochodzenia chemicznego. W kosmetyce stosowany jako substancja zapachowa lub środek absorbujący promienie słoneczne (UVB). Składnik o działaniu lekko znieczulającym. (http://www.wizaz.pl/chemia/view.php?id=1130)
Citronellol: Alifatyczny alkohol terpenowy. Imituje zapach róży i geranium. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów. Składnik kompozycji zapachowych (http://kosmopedia.org/encyklopedia/citronellol,373/id:373/)
Hexyl Cinnamal: Nienasycony aldehyd aromatyczny. Imituje zapach jaśminu. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów. Składnik kompozycji zapachowych (http://kosmopedia.org/encyklopedia/hexyl_cinnamal,374/id:374/)
Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde: kolejny zapach, również potencjalny alergen (http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/14531869)
Linalool: Nienasycony alkohol alifatyczny z grupy terpenów. Imituje zapach konwalii. Znajduje się na liście potencjalnych alergenów.
Butylparaben: Substancja konserwująca, która uniemożliwia rozwój i przetrwanie mikroorganizmów w czasie przechowywania produktu. Chroni również kosmetyk przed nadkażeniem bakteryjnym, które możemy wprowadzić przy codziennym użytkowaniu produktu (np. nabierając krem palcem). Składnik dozwolony do stosowania w kosmetykach w ograniczonym stężeniu. (http://kosmopedia.org/encyklopedia/butylparaben,290/id:290/)
Mika: pigment mineralny; daje efekt rozświetlonej skóry; nadaje perłowy wygląd kosmetyku (źródło: http://kosmopedia.org/encyklopedia/mica,325)
Titanium Dioxide (dwutlenek tytanu): pochodzenia mineralnego; nietoksyczny; stosowany w kosmetykach kolorowych jako rozjaśniacz (źródło: http://www.wizaz.pl/chemia/view.php?id=1381)

wszystkie CI #####: barwniki

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...