Pokazywanie postów oznaczonych etykietą receptury babuszki agafii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą receptury babuszki agafii. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 lipca 2014

Receptury Babuszki Agafii, drożdżowa maska do włosów


Maskę kupiłam tutaj. 300 ml wystarczyło mi na około 3 miesiące stosowania raz w tygodniu.

Moje kłaki polubiły się z tym produktem.







Maskę zapakowano w plastikowy słoik. Pod nakrętką jest jeszcze przykrywka dodatkowo chroniąca produkt. Szata graficzna utrzymana w kolorach khaki.






Maska jest biała i bardzo apetycznie pachnie ciasteczkami. Zapach nie utrzymuje się na moich włosach. Produkt ma dość rzadką konsystencję, ale do opanowania.








Po zastosowaniu maski moje włosy były gładkie, sypkie i błyszczące. Wyglądały ładnie i zdrowo. Czy rosły szybciej niż normalnie? Nie wiem, nie mierzyłam. Natomiast mogę od razu powiedzieć, że kosmetyk nie zahamował u mnie wypadania włosów w najmniejszym stopniu. Od kilku miesięcy na oko gubię setkę włosów dziennie i nic nie działa na zredukowanie tej liczby. Myślę, że to stres, a na razie nie mogę się od niego uwolnić.

Maska nie wpłynęła negatywnie na skalp. Nie obciążała mi też włosów. Jestem na tak.

sobota, 15 marca 2014

Receptury Babuszki Agafii, łopianowa maska do włosów

Maskę kupiłam w sklepie Kalina za 17,90 zł/300 ml. Wystarczyła mi na około 3 miesiące stosowania raz  w tygodniu. Nie żałowałam sobie nakładanej ilości.

Oceniam ją z perspektywy zdrowych, niezniszczonych włosów, które zdają się być średnioporowate u nasady i wysokoporowate na końcach, choć nie jestem w 100% pewna tej diagnozy. Włosomaniaczka ze mnie żadna. 






Produkt zamknięto w plastikowym, oliwkowozielonym słoiku. Plastik jest miękki i lekki, sprawia wrażenie bardzo taniego. Pod zakrętką znajduje się przykrywka dodatkowo zabezpieczająca kosmetyk.











Maska ma biały kolor i rzadką konsystencję. Jak dla mnie jest trochę zbyt rzadka, trochę ucieka pomiędzy palcami podczas aplikacji. Zapach mnie nie zachwycił - kojarzy mi się z aromatem środków do czyszczenia toalety...








Z działania produktu byłam zadowolona. Po krótkiej sesji z maską (zostawiałam ją na włosach jedynie na czas prysznica) włosy były nieco uniesione u nasady, sypkie i pięknie błyszczące. Kosmetyk nie obciążał mi kosmyków ani w żaden sposób nie podrażniał skóry głowy. Niestety łopian nie pomógł na wypadanie kłaków, ale zdaję sobie sprawę, że jest to problem o podłożu hormonalnym. Po ciąży i podczas karmienia piersią włosy lecą, takie życie...


Ogólnie oprócz zapachu i konsystencji nie mam większych zastrzeżeń do tej maski.

Skład:
Aqua with infusions of: Avena Sativa Oat,  Betula Alba Juice; enriched by extracts: Salvia Officinalis, Rubus Chamaemorus, Rhodiola Rosea, Cetrionium Chloride, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Guar Gum, ; cold pressed oils: Arctium Lappa Seed Oil, Ribes Nigrum Seed Oil, Linum Usitassimum Seed Oil, Pyridoxine(wit. B6), Panthenol (wit.B5), Niacinamide(wit.PP), Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid

wtorek, 15 października 2013

Receptury Babuszki Agafii, jajeczna maska do włosów

Na maskę skusiłam się po przeczytaniu mnóstwa pozytywnych recenzji na blogach. Kupiłam ją w sklepie Kalina za 17,90 zł/300 ml. Ponieważ stosowałam ją średnio raz w tygodniu (nakładając na włosy na kilka minut - na czas prysznica), opakowanie wystarczyło mi na ponad 3 miesiące.


Od producenta:
Jajeczne proteiny intensywnie odżywiają włosy i skórę głowy
Żytni słód to niezastąpione źródło mikroelementów, wykazuje działanie regenerujące
Maska nadaje włosom blasku, ułatwia rozczesywanie, posiada silne działanie odżywcze

Maskę zapakowano w plastikowy, odkręcany słoik. Plastik jest cienki, tani, odkształca się. Zakrętka nie trzyma zbyt mocno, ale na szczęście pod nią znajduje się plastikowa przykrywka, która zabezpiecza produkt przed dostępem powietrza. Sama maska ma biały kolor i przyjemnie pachnie maślanymi ciasteczkami. Jej niezmiernie rzadka, lejąca konsystencja nieustannie doprowadzała mnie do szału. Mam wrażenie, że 1/3 opakowania produktu uciekła mi między palcami podczas prób nabrania go na dłoń i aplikacji na włosy. Konsystencja zdecydowanie na minus.

Samo działanie oceniam pozytywnie. Po użyciu maski moje włosy były błyszczące i ogólnie zdrowo wyglądały. Raczej nie nakładałam maski na skórę głowy, więc nie wypowiem się na temat jej wpływu na skalp. Nie odniosę się również do obietnic regeneracji, ponieważ moje włosy są zdrowe i nie narzekam na ich stan (nie używam suszarki, prostownicy, lokówki, kosmetyków do stylizacji). Nie wiem również, czy produkt ułatwia rozczesywanie, bo czeszę swoje proste kłaki już po wyschnięciu, unikając w ten sposób ryzyka uszkodzeń mechanicznych podczas rozczesywania włosów na mokro.

Maska nie zaserwowała mi żadnych podrażnień ani łupieżu.


Jest to dobry produkt o zachęcającym składzie. Na pewno sprawdzi się na niezniszczonych włosach, które lubią się z proteinami. Czy zregeneruje włosy zniszczone? Nie mam pojęcia, tu muszą wypowiedzieć się posiadaczki takich czupryn. Największym minusem maski jest zbyt wodnista konsystencja, która naprawdę utrudnia korzystanie z mazidła.

Nie wykluczam powrotu do tego kosmetyku, ale też nie szaleję specjalnie na jego punkcie i nie czuję potrzeby robienia tego od razu. W sumie maska Kallos latte za 5 zł sprawdzała się na moich włosach bardzo, bardzo podobnie, choć oczywiście ma bardziej chemiczny skład. Coś za coś...

środa, 14 sierpnia 2013

Recetury Babuszki Agafii, organiczne pasty do zębów Agafii: propolisowa i przeciwpróchniczna

Obie pasty kupiłam w sklepie Kalina za 16,90 zł każda. Było to moje pierwsze spotkanie z organicznymi pastami do zębów. Wcześniej zadowalałam się zwykłym asortymentem drogeryjnym. Doświadczenie okazało się ciekawe, choć pasty nie są ideałami. Mimo wszystko chętnie wypróbuję inne warianty.

Mój pierwszy raz z pastami tego typu postanowiłam przeżyć z panienkami propolisową i przeciwpróchniczną.

Propolisowa:


Przeciwpróchniczna:


Pasty przyszły zapakowane w dość duże kartoniki nadające się do recyklingu i zawierające wszystkie niezbędne informacje na temat produktów, ale same tubki wydają się małe (w porównaniu z kartonikiem), choć mają standardową pojemność 75 ml. Okazały się jednak bardzo niewydajne - każda tubka wystarczyła mi na 3 tygodnie stosowania dwa razy dziennie. Pasty drogeryjne siedzą na łazienkowej półce dużo dłużej, a i cena również bardziej za nimi przemawia... Poza tym tubki trzeba odkręcać, a ja wolę kiedy takie opakowania mają korek na zatrzask.

Obie pasty są białawe i smakiem bardzo różnią się od miętowych past drogeryjnych. Są w smaku gorzkawe, wyraźnie ziołowe. Propolisowa jest jakby bardziej gorzka i ziołowa niż przeciwpróchniczna. Muszę przyznać, że ja smaki polubiłam, ale nie każdemu przypadną one do gustu. Nie utrzymują się długo w ustach.


Obie pasty były zabezpieczone przed macantami, bakteriami i powietrzem kawałkiem folijki, co się chwali. 

Żadna z past się nie pieni, co chyba przy takich składach nie będzie zaskoczeniem. Stosowałam je ze swoją ukochaną elektryczną szczoteczką Oral-B. Swoje podstawowe zadanie pasty spełniały dobrze - po szczotkowaniu zęby i jama ustna były czyste. Niestety już po kilku godzinach na zębach zaczynał zbierać mi się nalot nazębny... Pasty są po prostu bardzo delikatne.


Cóż, szczególnego działania wybielającego pasty propolisowej nie zauważyłam. Z drugiej strony nie mam przebarwień na zębach i są one naturalnie białe.


Znowuż, pasta przeciwpróchniczna bardziej mi zębów nie wybieliła. A działania przeciwpróchnicznego ot tak opisać  nie mogę, gołym okiem nie da się stwierdzić takich właściwości. Mogę jedynie napisać, że przez ostatnie 6 tygodni nie miałam problemów z zębami ani dziąsłami. I tyle :)

Spotkanie z pastami uznaję za umiarkowanie optymistyczne. Nie skreślam past drogeryjnych, ale, jak wiadomo, większość z nich zawiera SLS-y, a jakoś nie mam ochoty na połykanie tego typu chemii, chociażby w śladowych ilościach ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...