Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pasty do zębów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pasty do zębów. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 lipca 2014

Optima, AloeDent, Triple Action toothpaste (pasta do zębów bez fluoru i SLS)

Przyznam się Wam, że przez dobrze ponad 20 lat nie interesował mnie zbytnio skład past do zębów. Pasta to był kosmetyk, który towarzyszył mi każdego dnia odkąd pamiętam, ale szczotkowanie zębów przynajmniej dwa razy dziennie było rzeczą dla mnie tak naturalną i oczywistą, że wręcz wykonywaną z automatu, bezrefleksyjnie. Aż któregoś dnia czyjś filmik na youtube i kilka wpisów na blogu uświadomiły mi, że to nie było dobre podejście... Fluor, SL(E)S-y i nie wiadomo, co jeszcze - oj niedobrze.

Zaczęłam zatem rozglądać się za alternatywami. W zwykłej drogerii w UK nie uświadczysz pasty bez tych dwóch składników. Po krótkim spotkaniu z pastami rosyjskimi (klik), które były w porządku, ale nie odpowiadał mi stosunek ich (nie)wydajności do ceny, znalazłam markę Optima w sieci Holland & Barret.

Dziś opowiem zatem o kosmetyku tak prozaicznym, jak pasta do zębów. Ale za to jaka fajna pasta :)


Z tego, co się orientuję, Optima oferuje trzy rodzaje past: Triple Action, wybielającą oraz pastę do zębów wrażliwych, którą już czeka u mnie w zapasach na przetestowanie. Wszystkie kosztują 3,79 funtów za 100 ml. 

Pasta Triple Action ma postać zielonego, półprzezroczystego żelu. W smaku to chyba najbardziej miętowa pasta, z jaką się zetknęłam! Bardzo mocno chłodzi, co może się nie spodobać posiadaczom wrażliwych zębów. Pieni się mocno, więc jest wydajna. Swoją tubkę używam od mniej więcej 6 tygodni, a coś tam jeszcze w środku jest.


Z działania pasty jestem bardzo zadowolona. Świetnie czyści zęby (a już zwłaszcza w połączeniu ze szczoteczką elektryczną) i genialnie odświeża oddech. Podczas jej stosowania nie miałam żadnych problemów z zębami, dziąsłami i jamą ustną. 

Niestety nie wiem, czy to cudo jest dostępne w Polsce...

czwartek, 5 grudnia 2013

dr.organic, Organic Aloe Vera Toothpaste (aloesowa pasta do zębów)

Pastę dr.organic kupiłam w sklepie Holland&Barret. Zapłaciłam za nią coś pomiędzy 4 a 5 funtów za 100 ml. Produkt wystarczył mi na około 6 tygodni stosowania dwa razy dziennie.



Producent zapakował kosmetyk w standardową tubkę. Korek jest odkręcany – czego nie lubię, bo mi wiecznie wszystko leci z rąk i nie inaczej było w tym przypadku.

Pasta jest przezroczysta i bezbarwna. Ma postać rzadkawego żelu. Smak ma cudowny – bardzo miętowy i odświeżający. Ale uwaga – mentol bardzo mocno chłodzi, co może być nie na rękę osobom z wrażliwymi zębami... 



Mimo braku SLS-ów pasta dobrze się pieni. W ogóle kupiłam ją właśnie ze względu na naturalny skład. Produkt o wiele bardziej przypadł mi do gustu niż opisywane tu wcześniej naturalne pasty Babuszki Agafii czy Lavery (zainteresowanych odsyłam do etykiety pasty do zębów). Mnie kosmetyk w żaden sposób nie podrażnił, ale uczulam, że zawiera dużo aloesu, na który wiele osób jest uczulonych.



Jeśli chodzi o działanie, muszę przyznać, że pasta genialnie odświeża oddech. Podczas jej stosowania nie miałam żadnych problemów z dziąsłami, aftami, próchnicą, ani tym podobnych atrakcji. Pasta ma być wybielająca, ale nie wiem, czy tak działa, bo nie narzekam na kolor swoich zębów... Kosmetyk byłby moim ideałem, gdyby nie fakt, że dość szybko po umyciu zębów (po kilku godzinach) zbierała mi się na nich płytka nazębna. A ja myję kły dwa razy dziennie, więc w tej kwestii produkt mnie zawiódł :( Sądzę, że pasta będzie idealna dla osób, które po szczoteczkę i pastę sięgają częściej niż dwa razy dziennie...

piątek, 27 września 2013

Lavera, basis sensitiv, pasta do zębów z organiczną jeżówką i propolisem

Dziś opowiem o niezbyt udanym spotkaniu z naturalną pastą do zębów Lavery.


Kupiłam tę pastę w Holland&Barret za 3,25 funtów (pojemność to 75 ml). Używam jej dwa razy dziennie od prawie 5 tygodni i na dniach ją wykończę. Wydajność uważam więc za zadowalającą. Gorzej z innymi właściwościami pasty...

Kosmetyk zapakowano w dość miękką tubkę. Nie ma problemu z wydobyciem produktu do samego końca, ale nie cierpię tego odkręcanego korka - mi zawsze korki lecą z rąk, dlatego dużo bardziej preferuję klapki. Produkt jest biały i ma słodki (tak, słodki!) smak, przez co pasta w ogóle nie odświeża oddechu. Do tego stopnia, że nie radzi sobie z porannym "kapciem" i musiałam ratować się płynem do płukania ust, co by nikogo przypadkiem nie zabić i samej czuć się komfortowo... Dodatkowo produkt ma nieprzyjemną, ziarnistą konsystencję (zakładam, że to drobinki krzemionki, która znajduje się na trzecim miejscu w składzie), co ja odbieram jako coś nieprzyjemnego. Proszek w buzi, ble.

Pasta w jakimś stopniu myje zęby, ale bardzo szybko nabudowuje mi się po niej płytka nazębna. Działania wybielającego nie zauważyłam. Nie doświadczyłam podrażnienia dziąseł.

Podsumowując, pasta mnie bardzo zawiodła i na pewno do niej nie wrócę. Nic mi w niej nie odpowiada - ani słodki smak, ani ziarnista konsystencja, ani (zbyt) delikatne działanie. A fakt, że produkt nie odświeża oddechu to już zupełny fail. Nie polecam.

środa, 14 sierpnia 2013

Recetury Babuszki Agafii, organiczne pasty do zębów Agafii: propolisowa i przeciwpróchniczna

Obie pasty kupiłam w sklepie Kalina za 16,90 zł każda. Było to moje pierwsze spotkanie z organicznymi pastami do zębów. Wcześniej zadowalałam się zwykłym asortymentem drogeryjnym. Doświadczenie okazało się ciekawe, choć pasty nie są ideałami. Mimo wszystko chętnie wypróbuję inne warianty.

Mój pierwszy raz z pastami tego typu postanowiłam przeżyć z panienkami propolisową i przeciwpróchniczną.

Propolisowa:


Przeciwpróchniczna:


Pasty przyszły zapakowane w dość duże kartoniki nadające się do recyklingu i zawierające wszystkie niezbędne informacje na temat produktów, ale same tubki wydają się małe (w porównaniu z kartonikiem), choć mają standardową pojemność 75 ml. Okazały się jednak bardzo niewydajne - każda tubka wystarczyła mi na 3 tygodnie stosowania dwa razy dziennie. Pasty drogeryjne siedzą na łazienkowej półce dużo dłużej, a i cena również bardziej za nimi przemawia... Poza tym tubki trzeba odkręcać, a ja wolę kiedy takie opakowania mają korek na zatrzask.

Obie pasty są białawe i smakiem bardzo różnią się od miętowych past drogeryjnych. Są w smaku gorzkawe, wyraźnie ziołowe. Propolisowa jest jakby bardziej gorzka i ziołowa niż przeciwpróchniczna. Muszę przyznać, że ja smaki polubiłam, ale nie każdemu przypadną one do gustu. Nie utrzymują się długo w ustach.


Obie pasty były zabezpieczone przed macantami, bakteriami i powietrzem kawałkiem folijki, co się chwali. 

Żadna z past się nie pieni, co chyba przy takich składach nie będzie zaskoczeniem. Stosowałam je ze swoją ukochaną elektryczną szczoteczką Oral-B. Swoje podstawowe zadanie pasty spełniały dobrze - po szczotkowaniu zęby i jama ustna były czyste. Niestety już po kilku godzinach na zębach zaczynał zbierać mi się nalot nazębny... Pasty są po prostu bardzo delikatne.


Cóż, szczególnego działania wybielającego pasty propolisowej nie zauważyłam. Z drugiej strony nie mam przebarwień na zębach i są one naturalnie białe.


Znowuż, pasta przeciwpróchniczna bardziej mi zębów nie wybieliła. A działania przeciwpróchnicznego ot tak opisać  nie mogę, gołym okiem nie da się stwierdzić takich właściwości. Mogę jedynie napisać, że przez ostatnie 6 tygodni nie miałam problemów z zębami ani dziąsłami. I tyle :)

Spotkanie z pastami uznaję za umiarkowanie optymistyczne. Nie skreślam past drogeryjnych, ale, jak wiadomo, większość z nich zawiera SLS-y, a jakoś nie mam ochoty na połykanie tego typu chemii, chociażby w śladowych ilościach ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...