Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skarpetki złuszczające. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skarpetki złuszczające. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 maja 2016

Shefoot Laboratories, złuszczająca maska do stóp

Złuszczające maski do stóp uważam za jeden z najlepszych kosmetycznych wynalazków, jaki kiedykolwiek powstał. Mimo iż dbam o stopy (codziennie smaruję, co drugi dzień sięgam po pumeks), one wykazują ogromną tendencję do rogowacenia na palcach i piętach. Do niedawna nie mogłam sobie z tym poradzić, aż nie odkryłam złuszczających skarpetek. UWIELBIAM.


Skarpety Shefoot kupiłam stacjonarnie w Naturze. Innych nie było, ale nie szkodzi - od razu między mną a tym produktem zaiskrzyło. Mam grubą skórę, więc trzymałam skarpetki na stopach przez półtorej godziny. Proces złuszczania zaczął się po 5 dniach, a po kolejnych 5-6 już było po wszystkim. Naskórek zeszedł ładną, równą, grubą warstwą odsłaniając miękką skórę nawet na piętach (przyznaję, że nie mogłam się powstrzymać i po kąpieli skubałam odstające skórki).


Przed tymi skarpetami miałam trzy pary jakichś no name z ebay. W ich przypadku zrzucenie skóry zajmowało moim stopom około miesiąca. W ogóle nie ma zatem porównania, jeśli o komfort chodzi. Do Shefoot na pewno będę regularnie wracać, bo moje stopy potrzebują takiej kuracji kilka razy w roku.

środa, 1 października 2014

Footner, exfoliating socks

Pierwsze co zrobiłam po odstawieniu dziecka od piersi to sesja ze skarpetkami złuszczającymi. Nawet za musującym winkiem (uwielbiam!) tak nie tęskniłam; skarpetki z kwasami zaś wywoływały we mnie od ponad roku niezaspokojoną ciekawość i żądzę wypróbowania. Cóż kiedy w ciąży i w czasie karmienia takie atrakcje są zabronione...

Czemu tak paliło mnie do testów? Cóż, moje stopy są problematyczne. Mogę tarkować ile wlezie (bo peelingi nic mi nie dają), a i tak na piętach robią mi się brzydkie zgrubienia, na które desperacko szukam sposobu. Na tyle desperacko, że jeszcze będąc w ciąży i wiedząc, że z zabiegiem będę musiała poczekać, nabyłam w Bootsie parę skarpetek złuszczających w zbójeckiej cenie 20 funtów. Ach, gdybym wtedy wiedziała, że tego typu produkt pojawi się w Biedronkach za znacznie mniejsze pieniążki!


A z zastosowaniem produktu było tak. Ululałam dziecko, wzięłam kąpiel, zmyłam lakier z paznokci u stóp i mając gorącą nadzieję, że córa się nie obudzi, założyłam na przepisową godzinę skarpetki, a na nie nałożyłam własne skarpety. Chodzenie w tym ustrojstwie jest problematyczne, gdyż istnieje duża możliwość wylania na podłogę płynu bulgoczącego w skarpetkach...

Zabieg był całkowicie bezbolesny. Stopy były zimne, to wszystko. Łuszczenie u mnie zaczęło się piątego dnia i trwało tydzień. Skóra schodziła małymi, cienkimi płatkami. I owszem, stopy są nieco gładsze, ALE te przeklęte pięty zostały bez zmian. Nadal mam na nich obrzydliwy, gruby wałek martwego naskórka. Może potrzebna jest seria zabiegów? Nie wiem i w tej cenie raczej się nie przekonam, bo uzyskane rezultaty dla mnie osobiście nie są warte kwoty 20 funtów.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...