sobota, 9 maja 2015

#siedemszminekwsiedemdni; dzień czwarty

Kolejny wpis w ramach tagu wymyślonego przez Gosię vel Esy Floresy Fantasmagorie.


zasady Tagu #siedemszminekwsiedemdni:

1. Pokazać siedem szminek w siedem dni :) 
2. Podlinkować do bloga Autorki tagu
3. Wstawić baner 
4. Zaprosić chętnych do zabawy 


Dziś pokażę Wam na ustach matowy rozbielony koral. Jest to pomadka w kredce do temperowania Maybelline Color Drama w odcieniu 420 In With Coral:


Nie mogę się zdecydować, czy się sobie podobam w tym odcieniu, czy nie. A Wy, jak uważacie? Pasuje do mnie czy nie?

piątek, 8 maja 2015

#siedemszminekwsiedemdni; dzień trzeci

Zabawy z Gosią ciąg dalszy.




zasady Tagu #siedemszminekwsiedemdni:

1. Pokazać siedem szminek w siedem dni :) 
2. Podlinkować do bloga Autorki tagu
3. Wstawić baner 
4. Zaprosić chętnych do zabawy 

Kolejna soczysta propozycja. Co ja poradzę, że ostatnio lubię się z kolorem? Tutaj na ustach relatywna nowość Rimmela - Colour Rush w odcienoi 120 All You Need Is Pink, w którym więcej maliny i czerwieni niż różu. UWIELBIAM.


czwartek, 7 maja 2015

#siedemszminekwsiedemdni; dzień drugi

Dzień drugi tagu autorstwa Gosi vel Esy Floresy Fantasmagorie.


zasady Tagu #siedemszminekwsiedemdni:

1. Pokazać siedem szminek w siedem dni :) 
2. Podlinkować do bloga Autorki tagu
3. Wstawić baner 
4. Zaprosić chętnych do zabawy 


Wczoraj było soczyście, dziś więc dla odmiany pokażę bardzo bezpieczny, dobry na co dzień różowy nude o matowym wykończeniu - Rimmel, Lasting Finish by Kate w odcieniu 101:
 
 
Niemal my lips but better :) Niezobowiązujący odcień, prawda?

środa, 6 maja 2015

#siedemszminekwsiedemdni; dzień pierwszy

Do Tagu zaprosiła mnie sama jego autorka, Gosia znana w blogosferze jako Esy Floresy Fantasmagorie. Dziękuję :)





zasady Tagu #siedemszminekwsiedemdni:

1. Pokazać siedem szminek w siedem dni :) 
2. Podlinkować do bloga Autorki tagu
3. Wstawić baner 
4. Zaprosić chętnych do zabawy 


Pierwszego dnia zabawy pokażę soczysty kolor, w którym świetnie się czuję:


Jest to cudowna, lekko malinowa fuksja Bourjois Color Boost w odcieniu Fuchsia Libre. Dodam, że niedługo na blogu będzie o niej nieco szerzej.

Kto chce się z nami bawić? Zapraszam w imieniu swoim i Gosi :)

poniedziałek, 4 maja 2015

Golden Rose, Paris Nail Lacquer, 22 + My Secret, Nail Art, 237 Pink Mist

Moja mama maluje paznokcie od wielkiego dzwonu i posiada jeden lakier. Dziś właśnie on. Przepraszam za brzydkie skórki, przechodzą niestety gorszy okres i nic sobie nie robią z moich prób nawilżenia i natłuszczenia ich.

Dostępność: głównie małe drogerie
Cena: 6-7 zł
Pojemność: 11 ml
Kolor: jaśniutki róż z różowym shimmerem
Wykończenie: pół-perła, pół-shimmer; moim zdaniem jest to tu na tyle wyważone, że nie wygląda bazarowo
Konsystencja: rzadka
Pędzelek: klasyczny
Krycie: lakier nie jest kryjący; na zdjęciach mam trzy warstwy, a białe końcówki nadal prześwitują (dobry do Frencha)
Wysychanie: po kilkunastu minutach manikiur był suchy
Zmywanie: bez problemu
Trwałość: na moich miękkich paznokciach zaczął odpryskiwać drugiego dnia


Na palcu serdecznym jeden z nowych topów My Secret z serii Nail Art. Zakochałam się w nim, kiedy zobaczyłam ten manikiur u Ferrou. Szkoda tylko, że tak ciężko wyłowić kwiatki z buteleczki :( W każdym razie jest do dorwania teraz w Naturach za 5,99 zł. Widziałam również wersję w błękicie.

niedziela, 3 maja 2015

Wesoły makijaż w zielni i żółci.

Kilka dni temu zrobiłam makijaż inny niż zwykle. Zwykle bowiem noszę się w neutralach, a tu mnie wzięło na kolor. Żeby to uczcić, zrobiłam zdjęcia. A jak już zrobiłam, to publikuję ;)

Makijażu nie wyciągałam mocno w górę, bo czułabym się trochę przytłoczona. Zieleń i żółć to nie są bezpieczne kolory na powiekach... Dodałam też troszkę brzoskwini ponad załamaniem i brudny wrzosik na dolną powiekę. Na ustach zaś pasującą do wszystkiego, cudna Airy Fairy Rimmela. 

Mam nadzieję, że jest OK. Dawno, dawno nie bawiłam się kolorem na powiece....

Mam wrażenie, że na zdjęciach nie widać, iż starałam się przyłożyć do blendowania. Naprawdę się starałam.



Do makijażu twarzy użyłam:



A oczy to głównie cienie Inglota i przybrudzony wrzosik The Body Shop:


Pod oczami kombinacja dwóch korektorów: płynny Kobo utrwalony sypkim Lily Lolo. Oba z osobna kryją raczej lekko, ale ogromnie podoba mi się efekt, jaki uzyskuję po ich połączeniu.

Miłej niedzieli!

piątek, 1 maja 2015

Zużycia kwietnia w mini-recenzjach. Drobne zakupy kwietnia.

Pielęgnacja twarzy:


Miniaturę nawilżającego kremu Biotherm dostałam od Hexxany. Nawilżał, nie spowodował u mnie wysypu, więc nie dał mi powodów do narzekania. Serum z witaminą C Filorgi, również prezent od Hexx, wystarczyło mi na dziesięciodniową kurację. Cóż za niesamowity kosmetyk. Chyba nigdy nie miałam tak gładkiej i przyjemnej w dotyku skóry jak podczas tych 10 dni. Zdecydowanie mam ochotę na więcej! Krem Caudalie Polyphenol [C] trafił do mnie z tego samego, hojnego źródła. Świetnie nadawał się pod makijaż i miałam wrażenie, że wpływał na regulowanie procesu wydzielania sebum przez moją tłustą skórę, bo się nie świeciłam aż tak, jak zazwyczaj. Rozpatrzę powrót do niego po lecie, gdyż zawiera filtr SPF 20, a ja ze swoją bardzo bladą, płytkounaczynioną skórą w ciepłe miesiące potrzebuję dwa razy wyższej ochrony. Na zdjęciu widzicie, że żelu do mycia twarzy Fitomed, który niedawno opisywałam (klik), zostało mi na jeszcze trzy użycia. Wrzucam go do denka, bo pustą już butelkę po prostu za te 3 dni wyrzucę zamiast trzymać ją w torbie z pustakami przez miesiąc ;) Żel rewelacyjnie uzupełniał wieloetapowy proces oczyszczania twarzy, gdyż nie odzierał skóry z naturalnej warstwy hydro-lipidowej. Ja bardzo lubię delikatne, ale skuteczne myjadła do twarzy, więc w przypadku tego kosmetyku dostałam dokładnie to, czego chciałam.


Pielęgnacja ciała:


W kwietniu pod prysznicem dominowały dwa żele pod prysznic Balis&Harding, które dostałam w prezencie gwiazdkowym. Miały przyjemne, ale nieco zbyt delikatne zapachy. Skończyły mi się bardzo szybko ze względu na swoją kisielowatą konsystencję i wielki otwór w butelce, przez który bardzo trudno było kontrolować ilość nabieranego na dłoń kosmetyku. Ogólnie niczego mi nie urwało, choć przyznam, że żele zupełnie, ale to zupełnie nie wysuszały mi skóry na ciele. Po kąpieli nacierałam się niesamowicie pachnącym i świetnie nawilżającym skórę olejkiem Khadki Pink Lotus (klik), również sprezentowanym mi przez Hexxanę. Na zdjęciu widać, że wystarczy mi go jeszcze na jakieś dwa użycia, dlatego również w tym przypadku po prostu pozbędę się za chwilę opakowania, zamiast je przechowywać. Krem do twarzy i ciała Babydream kupiłam dla córeczki, ale ponieważ ona nie znosi nacierania, a do utrzymania właściwego nawilżenia jej skóry wystarczy dodatek oliwki do wanienki podczas kąpieli, zużyłam go sama. Aplikowałam go na nogi po goleniu - świetnie łagodził ewentualne podrażnienia. Krem do stóp Lirene z 30% mocznika to był z kolei niewypał (klik). Ani specjalnie nie nawilżał, ani nie zapobiegał rogowaceniu pięt, na co liczyłam. Na zdjęciu zabrakło opakowania po kremie do rąk Neutrogeny z maliną nordycką (klik). Moje dłonie były nawilżone i gładkie w dotyku tylko kiedy miałam produkt na skórze. Po pierwszym myciu rąk skóra znów była wysuszona na wiór. Stałych czytelników bloga obecność mocznikowego kremu do rąk Isany ani antyperspirantu Dove raczej nie zdziwi. Jest to mój ukochany krem do rąk ever, bo nic tak nie nawilża i nie regeneruje moich problematycznych dłoni jak właśnie ten skuteczny tanioszek. Kulka Dove z kolei ładnie pachnie i zapewnia mi wystarczającą ochronę przez cały dzień.


Kolorówka:


Z kolorówki zaliczyłam zużycia błyszczykowo-lakierowe. Błyszczyko-stain Essence 06 berry me! miał świetny kolor i był całkiem trwały jak na tę kategorię produktów (klik). Błyszczyk Models Co w odcieniu Striptease to był drogi zwyklak (klik). Niczym szczególnym się nie wyróżnił. Biały lakier Seche pokazywałam tutaj. Wbrew pozorom takiego maluszka bardzo łatwo zużyć... Seche Clear sprawdził się jako baza, gdyż prędko wysychał i zapobiegał zabarwieniu paznokci przez kolorowe lakiery. Seche Vite nieco mnie zawiódł. Po pierwsze, strasznie śmierdział. Po drugie, mimo iż genialnie przyspieszał proces schnięcia lakierów, w wielu przypadkach strasznie kurczył emalie na brzegach. Ogromnie mnie to denerwowało. Po trzecie, w moim przypadku niestety nie przedłużał trwałości manikiuru. Wiem, że mam miękkie paznokcie, ale liczyłam na pomoc w tym względzie. Jednak wolę Poshe i Good to go Essie.


Zakupy kwietniowe były skromne. Kupiłam niezbędne mi kosmetyczne podstawy (antyperspirant, pasta do zębów) oraz jedną zachciankę (Invisibobble). Gumki póki co niestety mnie nie zachwyciły :/



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...