czwartek, 12 czerwca 2014

Rimmel, 60 seconds, 703 White Hot Love

Mój pierwszy biały lakier!
Dostępność: kupiłam go w drogerii Superdrug

Cena: 3,69 funtów

Pojemność: 8 ml

Kolor: biel

Wykończenie: w buteleczce widać srebrny shimmer, ale na paznokciach lakier jest kremowy

Konsystencja: gęstawa

Pędzelek: płaski, szeroki, ścięty na półokrągło - ja lubię :)

Krycie: lakier bardzo smuży, więc do satysfakcjonującego efektu potrzebowałam trzech warstw

Wysychanie: nie sprawdzałam, użyłam wysuszacza (Revlon)

Zmywanie: bez problemów

Trwałość: 3 dni





My first white nail polish ever :)
Availability: Superdrug, Boots

Price: Ł6.69

Volume: 8 ml

Colour: white

Finish: there is some silver shimmer in the bottle but on the nails the varnish has a cream finish

Consistency: on the thick side

Brush: flat, broad

Coverage: because the polish is quite smudgy, I had to apply 3 coats to get an even coverage

Drying time: not tested (I used Revlon fast drying top coat)

Removing: no problems

Durability: 3 days

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Revlon, Colorburst Matte Balm, 205 Elusive & 210 Unapologetic

Jakiś czas temu Revlon wypuścił dwie nowe linie pomadek w kredce: matową Colorburst Matte Balm oraz błyszczącą (z drobinkami) Lacquer Balm. Przeoczyłam jakoś tę nowość, ale kiedy Słomka podczas swojej wizyty zwróciła moją uwagę na matowe pomadki, wiedziałam, że MUSZĘ wypróbować. Dobrze zrobiłam!

Do wyboru mamy dziesięć matowych odcieni  (klik). Ja skusiłam się na 205 Elusive i 210 Unapologetic. Podoba mi się jeszcze winna czerwień Standout, ale to raczej kolor na jesień. Za sztukę zapłaciłam 7,99 funtów w Bootsie.


Anyways, szminki mają super wygodną formę kredki. Oczywiście są wykręcane. Pachną delikatnie miętowo i przez chwilę po aplikacji troszkę chłodzą usta. Są świetnie napigmentowane - już jedno pociągnięcie po ustach daje pełnię koloru. I nie polecam nakładać zbyt dużo produktu - nadmiar potrafi zebrać się w załamaniach na wargach. Pomadki nie migrują poza ich kontur ani nie zbierają się na zębach.

Nie aplikowałam szminek na gołe usta. Pod matowe pomadki obowiązkowo stosuję pomadkę ochronną, bo boję się działania wysuszającego matowych mazideł. Te dwie pomadki nosi mi się w takim wydaniu niezmiernie komfortowo. Nie odczuwam żadnego ściągnięcia ani suchości warg (a tak się dzieje np. przy matowej pomadce w kremie z Manhattanu). Jeśli chodzi o samo wykończenie, nie jest to mat mat. Raczej satyna. Mi się podoba!

Oczywiście nie polecam nakładania produktów na suche, spierzchnięte wargi- chyba wiecie, co się stanie?


205 Elusive:


Elusive to przybrudzony róż z brzoskwiniowym podbiciem. Idealny do dziennych makijaży. Świetnie się w nim czuję! Picie jest tej pomadce niestraszne, nie brudzi też szklanek/kubków. Polega w starciu z jedzeniem. Bez jedzenia jej trwałość na moich ustach wynosi około 5 godzin. Znika równomiernie. Szczerze ją uwielbiam.


210 Unapologetic:


Unapologetic to bardzo wyrazisty koral zmierzający w stronę czerwieni. Bardzo zwraca uwagę. Tutaj trzeba jednak kontrolować stan makijażu ust. Ta pomadka brudzi kubki, ale nie znika przy piciu. Jedzenia nie przetrwa. Bez jedzenia wygląda dobrze przez około 4 godziny. Niestety znika nierównomiernie. Cóż, spodziewam się tego przy takich kolorach i co jakiś czas zerkam w lusterko.

Żadna z pomadek nie wżera się w usta; nie są to stainy.

Moim zdaniem szminkom nie brakuje wiele do ideału. Bardzo je lubię.

Tutaj jeszcze porównanie z soft mat lipcream 56k z Manhattanu (Elusive i 56k mają zbliżone odcienie; oczywiście mazidło Manhattan pierwsze z lewej):


sobota, 7 czerwca 2014

Olay, active hydrating, nawilająca emulsja na dzień

Emulsję Olay dostałam dawno, dawno temu od Kleopatre. Ponieważ miała długą datę ważności, czekała cierpliwie na swoją premierę...


Produkt zamknięto w butelce z dość twardego plastiku. Ponieważ samo mazidło ma lekką konsystencję, nie ma problemu z wydobyciem kosmetyku niemal do samego końca. Krem jest różowawy i ma kwiatowo-pudrowy, "kosmetyczny" zapach. Bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia po sobie wyczuwalnego filmu. Ponieważ opakowanie ma 100 ml, a lekkość formuły emulsji sprawia, że nie potrzeba jej wiele na pokrycie całej twarzy i szyi, kosmetyk uważam za diabelnie wydany. Używam go od ponad pół roku głównie na dzień (choć czasem zdarzyło się i na noc go zaaplikować).


Producent nie obiecuje wiele: nawilżenie w ciągu dnia, szybkie wchłanianie, brak tłustej warstwy, dobra baza pod makijaż. Jeśli o mnie chodzi, wszystkie obietnice zostały spełnione. Rzeczywiście nie odczuwałam w ciągu dnia dyskomfortu spowodowanego brakiem nawilżenia skóry (mam cerę tłustą), a makijaż trzymał się na kremie dobrze. Emulsja nie działała na mnie komedogennie. Uczulam jednak, że w składzie znajduje się kilka potencjalnych zapychaczy, w tym olej mineralny i wazelina.

Mogę podsumować ten kosmetyk tak: to taki podstawowy krem na dzień. Jeśli szukacie zwykłego nawilżacza, który nadaje się pod makijaż, mogę polecić. Faktycznie, młoda skóra (do około 25 r.ż.) ma szansę być usatysfakcjonowana. Sama jednak odchodzę od tego typu kosmetyków. Nieuchronnie zbliżam się do trzydziestki (dwudzieste ósme urodziny już wkrótce), więc wolę postawić na konkretniejszą pielęgnację anty-age. Poza tym krem nie ma filtra, więc musiałam na niego aplikować jeszcze emulsję przeciwsłoneczną.

Miałam kilka kremów marki w swoim kosmetycznym życiu. Wszystkie były mniej lub bardziej poprawne, ale nie zachwyciły mojej skóry. W moim odczuciu brakuje im "tego czegoś".

PS. w przyszłym tygodniu przylatuję na 2 tygodnie do Polski, więc może mnie być tu mniej ;)

piątek, 6 czerwca 2014

Bourjois, 123 Perfect foundation

Podkład kupiłam w Bootsie za 11 funtów/30 ml. Mimo iż kosmetyk ma kilka dobrych stron, nie była to udana inwestycja...


Na pewno zaletą mazidła jest opakowanie z pompką, która działa sprawnie i nie zacina się. Buteleczka umożliwia śledzenie stopnia zużycia produktu. Sam podkład ma niestety dość nieprzyjemny zapach kojarzący się z farbą olejną.


Skład jest jaki jest, ale podkład mnie nie podrażnił ani nie doprowadził do wysypu niedoskonałości.


Mój kolor, 51 light vanilla, wpada w żółte tony, dzięki czemu ładnie eliminuje zaczerwienienia. Zgodnie z obietnicą producenta twarz nie wygląda na poszarzałą. Pod oczy produktu nie stosowałam (wolę dużo lżejsze formuły), więc nie wiem, jak radzi sobie z cieniami.



Co mi jednak po ładnym kolorze, jeśli pokład ciemnieje? Na zdjęciu wyżej wyraźnie widać różnicę między podkładem tuż po wyciśnięciu z opakowania i tym, jak prezentuje się po kilku minutach. O ile początkowy kolor do mnie pasuje, to po zoksydowaniu kosmetyku wyglądam tak:


Twarz wyraźnie ciemniejsza od szyi - koszmar.

Co do formuły - podkład niby ma dość rzadką konsystencję, ale zawiera sporo pigmentu, więc formuła lekką nie jest. Kosmetyk zapewnia średnie krycie w kierunku dobrego (dużych niedoskonałości nie ukryje), ale przy tym nie stapia się ze skórą. Innymi słowy - jest widoczny na twarzy i robi maskę:


Aplikacja produktu jest bardzo problematyczna. Pędzle odpadają, bo robią się ohydne smugi. Przy aplikacji palcami podkład brzydko zbiera się w porach skóry. Najlepsze efekty uzyskuję nakładając go na mokro gąbeczką-jajkiem z Real Techniques. Najlepsze nie znaczy jednak dobre... Podkład i tak podkreśla meszek na twarzy:


... oraz wszelkie suche skórki:


Wykończenie produktu jest matowe. Mat utrzymuje się na mojej tłustej skórze przez około 5 godzin, co jest naprawdę dobrym wynikiem. Z drugiej strony kosmetyk mocno się ściera (zostawia ślady na telefonie i ubraniach) i po kilku godzinach zbiera się w załamaniach skóry (zwłaszcza w linii uśmiechu). Dzieje się tak pomimo utrwalenia pudrem. Nie utrzymuje też za dobrze bronzera i różu.

Na pewno jest to produkt raczej do cer tłustych niż mieszanych. Nie sądzę aby był dobry dla sucharków.


Podsumowując:
+ funkcjonalne opakowanie
+ ładny początkowy kolor, który neutralizuje zaczerwienienia i sprawia, że cera nie wygląda na poszarzałą
+ średnie/dobre krycie
+ długo trzyma mat - około 5 godzin
+ nie spowodował mi na twarzy pryszczolandii

- śmierdzi farbą olejną
- mocno oksyduje
- ściera się - brudzi telefon i ubrania
- mimo utrwalenia pudrem spływa i zbiera się w załamaniach skóry, a co za tym idzie, nie utrzymuje dobrze różu ani bronzera
- problematyczna aplikacja
- widać go na skórze, daje efekt maski, podkreśla suche skórki oraz meszek na twarzy


Nie mogę polecić tego podkładu. Jak dla mnie jego minusy są zbyt poważne. Sama zużywam go "po domu", bo nie mam sumienia wyrzucić do kosza 11 funtów...

Mam zagwozdkę. Chciałam kupić 123 Perfect CC cream, ale nie wiem, czy on też nie będzie na mnie oksydować... Ma go któraś z Was? Warto się zdecydować?

środa, 4 czerwca 2014

Niespodzianka po blogersku.

Przyszła do mnie paczka. A raczej duża paka po brzegi wypełniona kosmetykami. Nie, nie nawiązałam żadnej współpracy... To Hexxana postanowiła sprawić mi niespodziankę. Bez powodu, bez okazji. Bezinteresownie... 





Asia pomyślała też o kąpielowej kaczuszce dla mojej córci :)

Dziękuję! Naprawdę nie wiem, czym sobie zasłużyłam na TAKIE rozpieszczanie. No brak mi słów, no.

:*

wtorek, 3 czerwca 2014

Lumene, baza pod cienie do powiek

Z mojego kosmetycznego doświadczenia wynika, że bazy pod cienie mogą mieć różne konsystencje - niektóre są wyraźnie silikonowe (np. baza Lumene, baza Essence I love..., baza Inglot), inne - lepkie (np. Artdeco, Rival de Loop young), jeszcze inne - płynne (np. duraline Inglota). Osobiście najbardziej lubię drugi wspomniany typ, gdyż takie primery zdają się najlepiej współpracować z moimi tłustymi i do tego opadającymi powiekami.

Baza Lumene jest silikonowa. Nie jest zła, ale...


Produkt zamknięto w odkręcanej tubce. Na pewno jest to higieniczniejsze rozwiązanie niż słoiczek. Baza nie jest ani gęsta, ani rzadka i ma cielisty kolor. Delikatnie wyrównuje koloryt powieki, ale żyłek nie przykrywa. Rozprowadza się bardzo łatwo, bez naciągania delikatnej skóry tych okolic. Bazę trzeba, zgodnie z zaleceniem producenta, zagruntować pudrem lub cielistym cieniem, inaczej prawie od razu zaczyna zbierać się w liniach na powiece.


Jeśli chodzi o działanie, w moim przypadku makijaż oka na tej bazie wygląda dobrze przez 7-8godzin. Po tym czasie cienie zaczynają się u mnie rolować. Nie jest to zły wynik, ale znam lepsze bazy (Hean stay on, Rival de Loop), dlatego po zużyciu do tej propozycji raczej nie wrócę. Produkt wyraźnie podbija kolory cieni, co zawsze jest plusem.

Dodam, że baza jest diabelnie wydajna, gdyż na jedno oko wystarczy ilość główki od szpilki.

Czytałam wiele zachwytów na temat kosmetyku. U mnie zachwytów nie ma. Jest umiarkowane zadowolenie. Spróbowałam i wiem :)

niedziela, 1 czerwca 2014

Golden Rose, Holiday Nail Color, 87

Prezentowany dziś lakier dostałam od Kasi :*


Dostępność: prawdopodobnie sklepy i wyspy marki; sklep internetowy

Cena: 12,90 zł

Pojemność: 11 ml

Kolor: przybrudzony, fioletowawy róż

Wykończenie: teksturowe; według producenta matowe z efektem cukrowej posypki; w tym konkretnym kolorze nie ma drobinek brokatu

Konsystencja: gęstawa

Pędzelek: szeroki; mi się z nim dobrze pracuje, ale mam szeroką płytkę paznokcia

Krycie: dwuwarstwowiec

Wysychanie: bardzo szybkie, jak na matowe lakiery przystało

Zmywanie: całkowicie bezproblemowe

Trwałość: niestety już drugiego dnia widać u mnie mocno starte końcówki

Inne: powierzchnia paznokcia jest chropowata w dotyku




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...