czwartek, 14 kwietnia 2016

Essence, eyebrow designer, 05 soft blonde

Makijaż brwi to u mnie pozycja obowiązkowa. Sięgam zarówno po cienie, maskary, jak i kredki do brwi. Mam to szczęście, że moje nie wymagają wypełnienia, a jedynie przyciemnienia, gdyż jestem blondynką o jasnej oprawie oczu.

Kredkę Essence dostałam od Kasi i z miejsca polubiłam się z tym produktem.


Produkt jest latwy w użyciu i do przyciemnienia brwi nadaje się świetnie. Ma jasny, jakby karmelowy kolor, który nie jest chłodny, ale do mojego typu urody dobrze pasuje. Ponieważ do kredki dodano wosk, zdecydowana większość pigmentu zostaje podczas aplikacji na włoskach, nie na skórze. Wosk sprawia też, że moje brwi nie wymagają dodatowego usztywnienia. Last but not least, kredka jest trwała i zostaje na swoim miejscu od aplikacji do demakijażu.

Minusów w tym konkretnym przypadku się nie dopatrzyłam.

wtorek, 12 kwietnia 2016

Decleor, Aromessence Ylang Ylang purifying serum oraz Aroma Night Ylang Ylang purifying night balm

Gdyby nie Hexxana, marka Decleor to byłyby w dalszym ciągu nieodkryte przeze mnie rejony. A tak po wstępnym przeglądzie niektórych ich kosmetyków (klik) przyszła pora na kolejną porcję dobroci. Dzięki hojności Asi mogłam przetestować serum i balsam do twarzy na noc z serii Ylang Ylang, której głównym zadaniem jest zbalansowanie cery tłustej i mieszanej oraz redukcja produkcji sebum.


Oba kosmetyki zawierają olejki eteryczne z ylang ylang, szałwii, rozmarynu, cytryny i lawendy, i dokładnie tymi nutami pachną. Jeśli lubicie ziołowe aromaty, zapach na pewno przypadnie Wam do gustu, bo moim zdaniem jest niebanalnie piekny.

Oba produkty znajdują się w dość ciężkich opakowaniach z matowgo szkła. Opakowania zostały dostosowane do konsytencji produktów: olejek mieszka w buteleczce z pompką, a zbity balsam nocny - w słoiczku. Szronione szkło wygląda pięknie i luksusowo, ale jest zupełnie niepraktyczne w podróży, a i w domu niezdary mojego pokroju muszą uważać, żeby kosmetyków nie upuścić.

Olejek jest względnie nietłusty i nie zostawia mocno tłustego filmu na skórze, ale i tak pod makijaż bym go nie nakładała. Ze względu własnie na tę lekkość polubiłam się z serum bardziej niż z balsamem, który ma postać zbitego masła, ale pod wpływem ciepła skóry zmienia się w bardzo tłusty olejek, który na długo osiada świecącą się warstwą na skórze (nie wchłania się nawet pod wpływem krótkiego masażu), a włosy i poduszka nieprzyjemnie kleją się do twarzy.

Jeśli o działanie chodzi, moja cera dzięki tym mazidłom przetrwała końcówkę zimy w bardzo dobrym stanie - była nawilżona, ukojona, pozbawiona suchych skórek, po prostu ładnie wypielęgnowana. Czy kosmetyki reguluję produkcję sebum? Ciężko mi powiedzieć, o tej porze roku tłuszczę się dużo mniej niż kiedy temperatura dobija tych 19-20 stopni... Poza tym nie wyobrażam sobie stosowania balsamu latem. Zimą tak, ale latem nie potrzebuję aż takiego natłuszczenia.

Serum ylang ylang było drugim po irysie olejkiem Decleor, jaki miałam przyjemność poznać. Kocham olejki i te były naprawdę godne uwagi - pięknie pachniały i widocznie pielęgnowały cerę. Mam apetyt na więcej :)

niedziela, 10 kwietnia 2016

Zoeva, Naturally Yours Eyeshadow Palette

Za sprawą otrzymanej w wysoce udanym prezencie paletki En Taupe Zoevy (klik) zakochałam się w cieniach tej marki i nawet stworzyłam listę interesujących mnie palet do nabycia w przyszłości. Za Naturally Yours zapłaciłam jeszcze 75 zł i choć wiem, że obecnie wybulić trzeba dyszek dziewięć, moim zdaniem te cienie są warte i tej wyższej kwoty.


Bo jakość jest znakomita. Paletka jest świetnie spomponowana - zawiera jasne, pośrednie i ciemne cienie o różnych wykończeniach, za pomocą których stworzymy zarówno lekkie mejkapy na codzień jak i wersje wyjściowe. Cienie są doskonale napigmentowane, pięknie się ze sobą łączą, ładnie się blendują, a na dobrej  bazie trwają na miejscu przez długie godziny. W dotyku są miękkie i jedwabiste, a ich jedyną wadą jest skłonność do osypywania się. Najjaśniejsze odcienie osypują się najchętniej. Dlatego nie polecam agresywnego atakowania ich pędzlami; subtelność i wyczucie to w tym przypadku klucz do sukcesu.


Tekturowe opakowanie z nadrukiem kojarzącym się z marmurem jest bardzo ładne i zdobi toaletkę. Dołączono do niego kartonowy rękaw, który uniemożliwia otworzenie się paletce w trakcie transportu. Lusterka nie ma, ale dla mnie to nie problem, bo i tak z lusterek w paletkach zwykle nie korzystam.


Tylko spójrzcie na te cudne kolory. Mamy tu pięć matów (Pure, Soft & Sexy, Slow Dance, First Love oraz Timeless Chic), dwa duochromy (złoto-różówy Smooth Harmony oraz brązowo-zielony Forever Yours), dwa metaliki (Casual Elegance, Sweet Sound) oraz jeden mat z drobinkami (Lovely Monday).

A teraz próbka makijaży.

#1
pure, first love, soft & sexy, smooth harmony, lovely monday




#2
pure, forever yours, slow dance, first love, lovely monday, timeless chic




#3
timeless chic, sweet sound, first love, casual elegance, forever yours, soft & sexy, pure, lovely monday




#4
first love, pure, casual elegance, sweet sound, soft & sexy, slow dance



I jak? Ja tą paletką niezmiennie się zachwycam, a jeśli się nad nią zastanawiacie - serdecznie polecam.

piątek, 8 kwietnia 2016

Lovely, kiss kiss lips, nr 2

Nie mam pojęcia, jaki diabeł mnie podkusił, żebym kupiła sobie ten błyszczyk. Raz, że zdecydowanie wolę szminki, a po błyszczyki sięgam od wielkiego dzwonu, a dwa - już dawno wyrosłam z kosmetyków Lovely i nie odpowiada mi ich jakość (oprócz maskary pump up - jest świetna). Cóż, od dawna nie należę do grupy targetowej tej marki, nie ma więc co się dziwić. 

Pamiętam, że była wiosna a ja przyjechałam na kilka dni do Polski i kiedy poszłam na zakupy do Rossmanna to błyszczydło tak ładnie wyglądało w świetle lamp, a kolor wydał mi się taki świeży i wiosenny.

Silly, silly Kinga.

Produkt ma jedną zaletę - był tani, kosztował jakieś 7 zł. Było to jednak 7 zł wyrzuconych w błoto.

OK, zapomniałabym - nie wysusza ust. Dwie zalety, wow.


Lista wad jest dłuuuga:

* tandetne opakowanie, które mocno się rysuje, a napisy się ścierają

* mała gąbeczka, która nabiera mało produktu, przez co na jedno pomalowanie ust trzeba ją wkładać do opakowania ze trzy razy

* obrzydliwy, intensywny, chemiczno-landrynkowy zapach

* błyszczyk zawiera drobinki, które czuć pocierając o siebie wargami, i które zostają na ustach po zejściu produktu

* błysk nie wygląda jak ładna tafla

* kosmetyk jest lepki i brzydko skleja wargi (co doskonale widać na zdjęciach) - na ich złączach powstaje nieestetyczna biała linia

* mimo swojej lepkości jest nietrwały - zjada się po godzinie w porywach półtorej bez jedzenia i picia

* w kolorze, który wybrałam wyglądam bardzo, bardzo źle - na chorą; odbiera mojej twarzy wszelkiego wyrazu


Nie wiem, czy trzeba dodawać, że nigdy więcej nie spojrzę w kierunku błyszczyków (i szminek pewnie też) Lovely?

Znacie? Jak wrażenia? Lubicie jakiś kosmetyk tej marki (wiem, że maskara i płynny eyeliner ma wiele fanek)?

środa, 6 kwietnia 2016

Ava, Dermoprogram, Rozszerzone Naczynka, Serum przeciwzmarszczkowe rozjaśniające cienie pod oczami

Wkrótce skończę trzydzieści lat i mimo systematycznej, ponad dziesięcioletniej pielęgnacji skóry pod oczami, jakość tejże wyraźnie się zmieniła. Na wskutek upływu czasu, zawodowego stresu oraz wielu zarwanych (uroki macierzyństwa) nocy naskórek zrobił się cieńszy, pojawiło się wgłębienie i zasinienie w dolinie łez oraz, co gorsza, pierwsze zmarszczki, a w kącikach oczu widzę zarys kurzych łapek. Tym energiczniej więc poszukuję nowych rozwiązań, a że gdzieś przeczytałam o mocy peptydów, postanowiłam poszukać peptydowego serum do łączenia z kremem. A ponieważ lubię wspierać polskie marki, na początek postawiłam na Avę. Skusiłam się na kosmetyk z serii Rozszerzone Naczynka, bo jako posiadaczka cery płytkounaczynionej staram się na możliwe sposoby wzmacniać naczynia włosowate i ograniczać powstawanie "pajączków".

Serum stosowałam nie tylko na skórę pod oczami, ale również nakładałam cienką warstwę na policzki i nos. 15 ml wystarczyło mi na 3 miesiące stosowania raz dziennie - rano (w połączeniu z rozmarynowym kremem-maską pod oczy Orientany). Oprócz tego na noc aplikowałam pod oczy serum przeciwzmarszczkowe, też Avy, również zawierające peptydy. Piszę o tym, bo jakiekolwiek osągnięte rezultaty są skutkiem całej pielęgnacji, a nie stosowania tego jednego, skądinąd wartego uwagi, kosmetyku.


Serum ma postać lekkiej, białej emulsji, która szybko się wchłania. Zapachu się nie doszukałam, i dobrze, bo po co takowy w kosmetyku pod oczy. Duże zastrzeżenia mam natomiast do opakowania. Szklana buteleczka z pompką zrobila na mnie pierwsze dobre wrażenie, ale szybko dopatrzyłam się w niej wad. Po pierwsze, zatyczka siedzi na pompce bardzo luźno, co grozi tym, że jeśli podnosicie produkt właśnie za zatyczkę, buteleczka może ześliznąć się na podłogę... Po drugie, kiedy w opakowaniu została jakaś 1/4 zawartości, pompka przestała pompować mazidło. Żeby wydobyć resztę (która wystarczyła mi jeszcze na dobre 3 tygodnie) musiałam postawić buteleczkę do góry dnem, pozwolić kosmetykowi spłynąć i przy każdej aplikacji odkręcać popmkę i jakoś małym palcem wybierać emulsję ze środka. Chyba jednak lepiej spisałaby się tu tubka....

A teraz omówmy sobie działanie. Jeśli o skórę pod oczami chodzi, jest ono subtelne, ale zauważalne. W połączeniu z kremem Orientany i serum przeciwzmarszczkowym stosowanym na noc uzyskałam znaczny wzrost nawilżenia naskórka. W bonusie zrobił się on elastyczniejszy i bardziej napięty, ale linie jak były, tak są. Na nie tylko chyba już wypełniacz pomoże, czego na razie nie biorę pod uwagę.

Co do skóry na policzkach i nosie -  tego, czy kosmetyk wzmacnia naczynka i zapobiega ich rozszerzaniu zmierzyć się nie da. Niemniej nie dopatrzyłam się nowych teleangiektazji, a rumień nie był specjalnie aktywny, choć oczywiście pojawiał się, na przykład w czasie aktywności fizycznej. Lepiej zapobiegać niż leczyć - dlatego zapobiegawczo właśnie smarowałam aktywne rejony tym produktem. W końcu pochodzi z serii dedykowanej rozszerzonym naczynkom.

Serum polecam, ale do łączenia z kremem. Jest lekkie i myślę, że bez kremu byłoby za lekkie - zwłaszcza pod makijaż.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Ciate, 515 Hoopla

Lakier pochodzi z brytyjskiego wydania magazynu In Style.
Pojemność: 13,5 ml
Kolor: rozbielony łosoś
Wykończenie: kremowe
Konsystencja: w sam raz
Pędzelek: szeroki, ścięty na półokrągło
Krycie: dwuwarstwowiec
Wysychanie: nie testowałam, użyłam wysuszacza (Ciate)
Zmywanie: bezproblemowe
Trwałość: na moich paznokciach zaczął odpryskiwać drugiego dnia po aplikacji





This Ciate nail polish was added to a spring issue of In Style (UK).
Volume: 13,5 ml
Colour: pastel salmon
Finish: cream
Consistency: just right
Brush: broad, comfortable
Coverage: a 2-coater
Drying time: not tested (I used Ciate fast drying top coat)
Removing: no problems
Durability: 2 days

sobota, 2 kwietnia 2016

Avon, superSHOCK gel eyeliner pencil, blackberry & bronze, mega impact gel eyeliner pencil, cobalt

Jeśli chodzi o avonowe kredki, moje zetknięcie z czarnym supershockiem (klik) totalnie mnie do nich zniechęciło. Wspomniany eyeliner bardzo się na mnie kserował i, co gorsza, spływał z górnej powieki na dolną. Kiedy więc dostałam od Hexxany trzy kredki marki, w tym dwie z supershockowej serii, podchodziłam do nich jak pies do jeża. Jak się okazuje, niepotrzebnie.


Mamy tu dwie kredki supershock i jedną mega impact, ale właściwościami niewiele się różnią. Wszystkie łatwo się temperują i wszystkie mają masełkowato miękkie sztyfty, dzięki czemu kładą się na powiece równą warstwą bez żadnego zbędnego drapania. Są świetnie napigmentowane.

Oba supershocki tym razem ładnie zastygają na powiece, nie odbijają się ani nie rozmazują. Kredka mega impact niestety to inna historia. Ma tendencje do kserowania się na mojej "poduszce" (opadające powieki) i niestety zdarza się jej spływać z górnej powieki na linię wodną, a zawarty w niej brokat potrafi osypać się pod oczy... Zdarzyło jej się też rozmazać w wewnętrznym kąciku. No cóż, musiała trafić się czarna (kobaltowa?) owca; tak to bywa.

Bronze to cudowny odcień starego złota o metalicznym wykończeniu. Mój ulubieniec z tej trójki i bardzo go maltretuję. Absolutnie piękny <3


Blackberry też jest świetna. To taki śliwkowy brąz z drobinkami, które jednak się nie osypują. Ciekawy kolor o ładnym wykończeniu, chętnie po nią sięgam.


A tu nieszczęsny kobalt z granatowymi drobinkami. Cudny kolor (idealny na lato); szkoda, że jakość tak szwankuje...

Cóż, cieszę się, że dałam supershockom drugą szansę. Było warto.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...