piątek, 18 września 2015

Lirene, Body BB fluid-balsam (ciemna karnacja)

Przepraszam, że piszę o tym produkcie dopiero teraz. Już niemal po lecie, coraz mniej ciała odkrywamy, a ja tu wyskakuję ze zmywalnym kremem brązującym do ciała. No nie mogłam się wcześniej do napisania tych kilku zdań zmobilizować, a chcę ku pamięci coś tu o nim naskrobać zanim go wyrzucę.

Gwoli wyjaśnienia: ponieważ w UK upałów nie było, wręcz przeciwnie - lato było raczej chłodne - nie miałam zbyt wielu okazji do założenia szortów, spódnic czy sukienek i nasmarowania nóg, bo do nóg go kupiłam, omawianym dzisiaj specyfikiem. A że należy zużyć go do sześciu miesięcy od otwarcia, a ja otworzyłam go pod koniec zeszłego lata, jest po prostu przeterminowany.


Produkt zapakowano w sztywną tubę o barwie miodu. Ma dość gęstą konsystenjcę i ciemny kolor. Zapobiegawczo stosowałam go tylko z ciemnymi ubraniami, więc nie wiem, czy brudzi tekstylia.

Jest to fluid nietrwale brązujący; możemy zmyć go w kapieli. Wolę takie rozwiązanie od samooopalaczy. Nie trzeba czekać wieków na wchłonięcie produktu, a kolor jest ładny i naturalny, ot ciepła opalenizna.

lewa noga "saute", prawa pokryta kremem Lirene

W swoim przypadku dopatrzyłam się jednak jednego, bardzo sporego minusa - nawet po uprzednim nawilżeniu nóg balsamem fluid źle się rozprowadzał i smużył, a kolor rozkładał się na skórze bardzo nierównomietnie.

Cóż, u mnie fluid ten nie do końca się sprawdził, ale widziałam na blogach, że generalnie cieszy się dużym powodzeniem.

środa, 16 września 2015

Pixie Cosmetics, Amazon Gold Mineral Foundation - odcienie silk beige, almond milk oraz creamy natural i moje subiektywne wrażenia na podstawie próbek

Testowania różnych formuł różnych podkładów mineralnych różnych firm ciąg dalszy. 

O podkładach Pixie nie czytałam/słyszałam zbyt wiele. A chyba niesłusznie. Wprawdzie raczej na razie nie skuszę się na zakup pełnowymiarowego słoiczka - przyczyny poznacie dalej - ale obiektywnie rzecz ujmując podkłady te są wcale niezłe.


Odcienie wybierałam w ciemno, ale trzymałam się jasnej gamy. Jak widać, silk beige ma subtelne różowe tony, almond milk jest podbity oliwką, a creamy natural, który okazał się najlepszym kolorystycznie w moim przypadku wyborem z całej trójki, ma w sobie domieszkę żółci. Pełny i szczegółowy przewodnik po palecie kolorystycznej znajdziecie tutaj. Zdecydowanie jest w czym wybierać, jeśli o odcienie chodzi. Niestety nie ma różnorodności wykończeń. A trzeba Wam wiedzieć, że w moim odczuciu Amazon Gold Mineral Foundation jest podkładem rozświetlającym, to jest pozostawia na skórze świetliste wykończenie, co mi jako posiadaczce cery tłustej radośnie produkującej w ciągu dnia potoki sebum, nie do końca odpowiada. Owszem, tuż po aplikacji skóra wygląda pięknie, zdrowo i promiennie, ale już po jakiś 4 godzinach muszę zbierać z niej smalec bibułkami matującymi, a po kolejnych dwóch-trzech makijaż wygląda na mnie zdeczko nieświeżo.


Proszek absolutnie nie jest suchy. Wręcz przeciwnie, jest niezwykle jak na tę formę produktu kremowy i bardzo ładnie trzyma się pędzla, a także nie fruwa wokół nas podczas aplikacji. Nakładałam podkład pędzlem super kabuki z Lily Lolo i współpraca przebiegła bez większych zastrzeżeń. Produkt nakłada się gładko i przyjemnie, nie tworzy plam, pięknie się rozciera, nie ma problemu z dokładaniem warstw.


Jak widać, podkład ma lekkie krycie. Jak wspomniałam, tuż po aplikacji wygląda na twarzy bardzo ładnie, bo oprócz rozświetlenia wyrównuje nieco koloryt cery (choć rumienia całkowicie nie przykryje) i maskuje pory. Pełnego krycia jednak raczej nie uda się nim uzyskać. Na wszystkich zdjęciach poglądowych (zdjęcia z prawej strony na każdym twarzowym kolażu) widzicie efekt po nałożeniu dwóch cienkich warstw. Trzecia niewiele zmienia - piegi, pryszcze i przebarwienia będą widoczne i jeśli chcecie je ukryć, zamiat dokładać podkładu lepiej jednak sięgnąć po korektor.


Nie zauważyłam w podkładzie tendencji do utleniania się, warzenia, czy zbierania się w porach, jednak ściera się pod wpływem dotyku/tarcia i osadza na okularach czy telefonie.


Jak napisałam wcześniej, jest to całkiem niezły podkład, ale jednak nie dla mnie. Po pierwsze, niestety rozświetlające wykończenie przy mojej tłustej cerze się nie sprawdza, a po drugie poszukuję  nieco mocniejszego krycia. Myślę, że posiadaczki cer suchych i dojrzałych mogą być tym produktem zachwycone i takim osobom chętnie go polecę.

niedziela, 13 września 2015

Nowa fryzura :)

Miałam ochotę na zmiany. Ostatni raz u fryzjera byłam prawie rok temu i końcówki wymagały podcięcia. Zdecydowałam się na przedłużonego boba, więc poleciało jakieś 10 cm włosów (potrzebowały tego). Żeby natomiast jeszcze bardziej zaspokoić potrzebę zmian, spontanicznie zdecydowałam się na ombre. Fryzjerka użyła rozjaśniacza.

Efekt:


Mnie się podoba; twarz wygląda na bardziej wypoczętą.

Muszę teraz kupić fioletowy szampon, żeby od czasi do czasu schładzać końcówki, i jakiś olej. Przyda się końcom porządna porcja nawilżenia, co by nie wyschły i nie zaczęły się kruszyć.

Ile z Was zdecydowało się na ombre na włosach? To mój pierwszy raz :)

sobota, 12 września 2015

Sesderma, Azelac, Żel nawilżający do skóry z tendencją do trądziku pospolitego i trądziku różowatego

Omawiany dziś specyfik Sesdermy, którego używałam przez dwa miesiące codziennie rano i wieczorem, podarowała mi Hexxana. Asia wie, że mam cerę naczynkową z dużą skłonnością do rumienia, i postanowiła zaproponować mi coś skutecznego do pielęgnacji tak problematycznej skóry.

Kosmetyk wywarł na mnie ogromne wrażenie.


Produkt zamknięto w przezroczystej buteleczce z matowgo szkła. Dozujemy go za pomocą sprawnie działającej pompki. Unoszący się w miarę używania tłok pozwala na zużycie kosmetyku do samego końca. Zapach mazidła jest przyjemny, nienachalny.


Produkt ma postać opalizującego na zielono żelu. Na szczęście na twarzy nie zostawia efektu topielicy, jedynie lekko rozświetla skórę. Mazidło potrzebuje kilku minut na wchłonięcie i zostawia na twarzy na jakiś czas nieco lepki film. Za każdym razem tuż po aplikacji odczuwałam lekkie szczypanie, ale nie przekładało się ono na widoczne podrażnienie skóry.



Nawilżaczem kosmetyk nie jest najlepszym. Latem był pod tym względem OK, ale zimą trzeba by było się wspomóc kremem. Zreszą rankami nakładałam go pod filtr, a na to makijaż, i wszystko było w porządku, nic się nie rolowało. A teraz przejdźmy do meritum: jak on pięknie wyrównuje koloryt cery! Żel ten sprawiał, że rumień jakimś cudem znikał. Moja twarz nie była wiecznie różowa; produkt trzymał rumień pod kontrolą. Byłam szczerze zachwycona tym efektem, ale niestety kiedy żel się skończył, wrócił i rumień, ech. Poza tym w czasie stosowania kosmetyku pryszcze i zaskórniki pojawiały się sporadycznie, a skóra była rozświetlona i ładnie napięta. 

Świetny, świetny kosmetyk, wręcz mały cudotwórca. Na pewno jeszcze do niego wrócę.

środa, 9 września 2015

Essie, Blanc

Lakier jest częścią składową zestawu zawierającego trzy lakiery kolorowe oraz base coat i top coat good to go marki, który kupiłam w Tk Maxx za niecałe 13 funtów.

Kolor: biel
Wykończenie: krem
Konsystencja: ani gęsta, ani rzadka
Pędzelek: wąski, ale wygodny jak na miniaturkę (5 ml)
Krycie: dwuwarstwowiec, z tym że druga warstwa jest gruba, bo lakier smuży i cienkimi warstwami nie udało mi się smug wyrównać
Wysychanie: nie testowałam, użyłam wysuszacza (Ciate)
Zmywanie: bezproblemowe
Trwałość: niestety jak większość Essiaków na moich miękkich paznokciach zaczął odpryskiwać już drugiego dnia

Blanc wygląda na paznokciach ciekawie i przyciąga uwagę, jak to biel. Niestety moim zdaniem formuła nie jest łatwa we współpracy; lakier mocno smuży podczas aplikacji. Na nietrwałość się nie skarżę, bo na moich paznokciach naprawdę mało co dobrze się trzyma; takie już są. Nie przeszkadza mi to, bo lubię sam proces malowania paznokci i mogłabym to robić nawet codziennie :)



This nail varnish is a part of a set containing three colour nail varnishes as well as Essie base and top coats, which I bought in Tk Maxx for Ł12.99. 

Colour: white
Finish: cream
Consistency: neither too thick, nor too thin
Brush: small and narrow but manageable
Opacity: a two-coater
Drying time: not tested (I used Revlon quick dry top coat)
Removing: no problems
Durability: only 2 days on my soft nails

poniedziałek, 7 września 2015

Collection, Lip Liner Precision Colour, 17 Clover Pink

Konturówkę Collection kupiłam w drogerii Superdrug za 1,99 funta. Ponieważ nie mogłam znaleźć kredki transparentnej w niskiej cenie (nie używam konturówek tak często, więc nie chciałam szarpać się na MUFE), a o Essence i MUA dowiedziałam się później, wybrałam odcień Clover Pink, który wydał mi się najbardziej zbliżony do mojego naturalnego koloru ust. No i cóż... było to kilka groszy, ale groszy niemądrze zainwestowanych.


Kredka jak kredka - łatwe w temperowaniu drewienko i rysik. Cholernie twardy i suchy rysik. Na zdjęciu w prawym górnym rogu chyba widać tę suchość w porównaniu z konturówkami Essence.

Clover Pink to róż z dużą domieszką brązu. Jako lip liner spełnia swoją funkcję poprawnie, czyli zabezpiecza przez rozlewaniem się szminek/błyszczyków, choć jego aplikacja jest bardzo nieprzyjemna, gdyż twardy rysik niemiło drapie.

Na całe usta też stosowałam. Nie mam zbyt wiele dobrego do powiedzenia. Po pierwsze, nieprzyjemna aplikacja ze względu na twardość i suchość rysika; po drugie, kolor rozkłada się nierównomiernie i zbiera w bruzdach wargowych; po trzecie, kredka wysusza usta; po czwarte, po około dwóch godzinach wygląda bardzo niechlujnie, gdyż nierównomiernie się ściera.

Nie polecam zawracać sobie nią głowy. Konturówki Essence są tańsze, a o lata świetlne lepsze.


piątek, 4 września 2015

Zużycia i zakupy sierpnia.

Kolorówka i akcesoria:


Podkład Flower Perfection nie był ani zły, ani dobry. Miał ładny kolor wpadający w żółć, ale zdarzało mu się ciemnieć na twarzy - po zużyciu 2/3 opakowania wręcz regulranie. Krył średnio i miał tendencję do wycierania się; brudził telefon. Na mojej tłustej cerze po jakiś 3-4 godzinach sebum wypływało na wierzch. Sprawdził się u mnie lepiej niż podkład 123 Perfect tej samej marki, ale nie na tyle, abym chciała do niego wrócić.

Pędzelek do cieni For Your Beauty był ze mną przez przynajmniej 4 lata. Służył mi bardzo dzielnie do nakładania cienia na ruchomą powiekę. Był dość duży, miękki i przyjemny w używaniu. Rozkleił się z mojej winy, bo podczas mycia niechcący pozwoliłam wodzie dostać się do skuwki i klej puścił :(


Higiena:


Szampon Alterry z morelą to jedna z moich ulubionych wersji i często do niego wracam. Myje i wygładza moje włosy. Rzeczywiście są po nim błyszczące. 

Lactacyd to mój ulubieniec wśród płynów do higieny intymnej.

Antyperspirant w kremie Neo Garniera zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. Ponieważ zbiera mieszane opinie w sieci, spodziewałam się ochrony na raczej krótki czas. A tymczasem u mnie produkt radzi sobie przez cały dzień i ładnie pachnie. Nie wykluczam powrotu. No i okazał się całkiem wydajny - służył mi przez 6 tygodni aplikowania dwa razy dziennie.


Pielęgnacja:


Paradoksalnie krem do stóp Lirene z 20% mocznika okazał się lepszy od opisywanej tu kiedyś wersji z 30% tej substancji; nie zostawiał aż tak klejącego filmu. Stopy nawilżał przeciętnie, na szybko twardniejące pięty większego wpływu nie miał. Ot, zwyklak. Ciągle czekam na coś w tej kategorii, co mnie całkowicie oczaruje.

Oliwka Babydream fur mama to jeden z moich ulubieńców. Ładnie nawilża i uelastycznia skórę, jest bardzo wielofunkcyjna i ślicznie pachnie. Polecam po stokroć.

O ujędrniającym balsamie Czterech Pór Roku pisałam w poprzednim poście. Fantastyczny nawilżacz, już za nim tęsknię.

O żelu Azelac poczytacie u mnie niedługo, gdyż zdecydowanie należy mu się osobna notka.


Zakupy sierpnia:


Pod koniec sierpnia obudziłam się ze swojego rodzaju letargu. W końcu do mnie doszło, że sporo przytyłam, że poszłam o rozmiar w górę i nie czuję się dobrze z dodatkowym tłuszczykiem. Że zajadanie stresu (a stres to na razie codzienność) słodyczami i słonymi przekąskami do niczego nie prowadzi. Przede wszystkim zaś moje BMI przekroczyło 25. Powiedziałam: dość!, z dnia na dzień porzuciłam słodycze i wszelkie niezdrowe przekąski, zaczęłam ćwiczyć (na razie 30 day shred, żeby wdrożyć się w aktywność fizyczną, a potem zobaczę co dalej - jakieś polecenia?) i zabrałam się za codzienne szczotkowanie ciała na sucho, do czego oczywiście była mi potrzebna szczotka. Ta ze zdjęcia pochodzi z The Body Shop. Mój cel: zgubić dzięki zdrowemu odżywianiu i ćwiczeniom 9 kg do końca roku; wrócić do rozmiaru 38 i ujędrnić ciało. Trzymajcie kciuki!

Szczocie towarzyszą żele pod prysznic Soap&Glory. Tutaj skorzystałam z promocji 3 for 2 w drogerii Boots, gdyż już naprawdę od dawna miałam ochotę sprawdzić, o co tyle szumu. Do zdjęcia nie załapały się dwa antyperspiranty Dove, które również kupiłam w sierpniu.

A we wrześniu będę na chwilę w Polsce, więc na pewno zawitam do Rossmanna i Natury :]
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...