Przepraszam, że piszę o tym produkcie dopiero teraz. Już niemal po lecie, coraz mniej ciała odkrywamy, a ja tu wyskakuję ze zmywalnym kremem brązującym do ciała. No nie mogłam się wcześniej do napisania tych kilku zdań zmobilizować, a chcę ku pamięci coś tu o nim naskrobać zanim go wyrzucę.
Gwoli wyjaśnienia: ponieważ w UK upałów nie było, wręcz przeciwnie - lato było raczej chłodne - nie miałam zbyt wielu okazji do założenia szortów, spódnic czy sukienek i nasmarowania nóg, bo do nóg go kupiłam, omawianym dzisiaj specyfikiem. A że należy zużyć go do sześciu miesięcy od otwarcia, a ja otworzyłam go pod koniec zeszłego lata, jest po prostu przeterminowany.
Produkt zapakowano w sztywną tubę o barwie miodu. Ma dość gęstą konsystenjcę i ciemny kolor. Zapobiegawczo stosowałam go tylko z ciemnymi ubraniami, więc nie wiem, czy brudzi tekstylia.
Jest to fluid nietrwale brązujący; możemy zmyć go w kapieli. Wolę takie rozwiązanie od samooopalaczy. Nie trzeba czekać wieków na wchłonięcie produktu, a kolor jest ładny i naturalny, ot ciepła opalenizna.
lewa noga "saute", prawa pokryta kremem Lirene
W swoim przypadku dopatrzyłam się jednak jednego, bardzo sporego minusa - nawet po uprzednim nawilżeniu nóg balsamem fluid źle się rozprowadzał i smużył, a kolor rozkładał się na skórze bardzo nierównomietnie.
Cóż, u mnie fluid ten nie do końca się sprawdził, ale widziałam na blogach, że generalnie cieszy się dużym powodzeniem.


















