środa, 24 grudnia 2014

Wesołych Świąt!


Kochani! Mimo iż zabrakło śniegu i mrozu, mam nadzieję, że ducha Świąt nie zabrakło! Wszystkim Wam życzę Wesołych Świąt w otoczeniu Rodziny i/lub Przyjaciół, pachnącej choinki i samych pyszności na stole oraz skarbów pod drzewkiem. A sobie życzę, abym nie skończyła jak te renifery...

Wesołych Świąt :)

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Organique, Anti-age, maska do włosów zniszczonych i farbowanych

Maskę dostałam w prezencie od Słomki. Strasznie się ucieszyłam, bo od dawna chciałam ją wypróbować, ale jakoś nie było nam po drodze...Wiecie, 150 ml kosztuje około 40 zł. Skąpiłam, bo znam tańsze maski. I pewnie jeszcze długo bym skąpiła i trochę czasu zajęłoby mi zweryfikowanie, czemu ten kosmetyk ma tylu wielbicieli, gdyby nie moja nieoceniona przyjaciółka. Dziękuję :* Moje włosy z maską baaardzo się polubiły.

Producent zapakował maskę do plastikowego (uff, kafelki się cieszą) słoika z gustowną aluminiową nakrętką. Do tego zielona etykieta i przyjemny wizualnie produkt gotowy!

Mazidło ma postać białego, gęstawego kremu. Pięknie pachnie winogronami. Ja na jedną aplikację zużywam ilość wielkości orzecha włoskiego i sięgam po maskę raz na tydzień, więc wystarczyła mi na dobrych kilkanaście tygodni stosowania.


Maskę ocenię z perspektywy osoby o włosach obecnie średnio- (prawie nisko-) porowatych i zdrowych. Jest to produkt bardzo treściwy i nie mogę nakładać go na skalp, gdyż w takim przypadku funduje mi oklap. To samo dzieje się, jeśli nakładam maskę na dłużej niż 10 minut. U mnie bardziej sprawia się jako odżywka - ale właśnie dlatego, że włosy mam w dobrej kondycji i nie potrzebują aż takiego odżywienia. Po kilku minutach z maską moje włosy są ogromnie przyjemne w dotyku, gładkie, sypkie i lśnią jak szalone.Ogromnie mi się podoba ten efekt!

Wierzę, że maska mogłaby do pewnego stopnia zregenerować zniszczone włosy, ale nie mam jak tego zweryfikować.

Bourjois, Volume Glamour ultra care mascara

Mając w pamięci świetny efekt, jaki dawała na moich rzęsach tragicznie osypująca się maskara Volume Glamour Max Holidays (klik), postanowiłam dać tuszom Bourjois jeszcze jedną szansę. Nie wiedziałam, na którą wersję postawić, więc... wybrałam po ciekawym opakowaniu. Niestety nie trafiłam. Tak to jest jak strzela się ślepakami. 


Chyba przyznacie, że białe opakowanie z czarną nakrętką wygląda ciekawie, minimalistycznie i estetycznie? Szczoteczkę mamy tu klasyczną; nie za dużą, nie za małą. Na jej czubku zawsze zostaje glutek, którego wycieram w chusteczkę. Mam wrażenie, że w formie tych glutków pozbyłam się z opakowania jakiejś połowy tuszu, bo dość szybko (po około 6 tygodniach) zaczął mi zasychać. Z początku miał mokrawą konsystencję, ale znam jeszcze bardziej mokre tusze.

Z plusów dodam, że czerń jest czarna, tusz się nie osypuje ani nie rozmazuje, i nie stawia oporu przy demakijażu. Byłby wcale niezły, gdyby nie fakt, że nie satysfakcjonuje mnie to, co robi z moimi rzęsami:



Zabrakło obiecanej objętości. Ba, nie ma nawet porządnego rozdzielenia rzęs! O ich podkręceniu czy wydłużeniu również nie ma co marzyć. Słowem, maskara spodoba się tylko zwolenniczkom delikatnego podkreślenia rzęs, do których ja się nie zaliczam. A cała ta przyjemność za 7,99 funtów. Tusz Lovely pump up za kilka złotych daje u mnie lepsze efekty...

Szczerze przyznam, że spodziewałam się czegoś lepszego. Warto testować tusze Bourjois, czy powinnam dać sobie spokój? Jak na razie mój zapał mocno osłabł.

piątek, 19 grudnia 2014

Ciate mini, Fit For a Queen

Lakier pochodzi z trzyczęściowego zestawu miniaturek Ciate z Tk Maxx (6,99 funtów).

Pojemność: 5 ml
Kolor: srebro
Wykończenie: metalik, wygląda jak folia aluminiowa
Konsystencja: w sam raz
Pędzelek: szeroki, prosto ścięty, płaski
Krycie: dwuwarstwowiec
Wysychanie: nie testowałam, użyłam wysuszacza (Seche Vite)
Zmywanie: bezproblemowe
Trwałość: na moich miękkich i cienkich paznokciach 3 dni

Cudeńko! Na żywo wygląda dużo lepiej niż na moich zdjęciach.



This Ciate mini nail polish is a part of three-piece set I bought in Tk maxx (Ł 6.99).

Volume: 5 ml
Colour: silver
Finish:metallic; the varnish looks like aluminium foil
Consistency: just right
Brush: broad, flat
Coverage: a 2-coater
Drying time: not tested (I used Seche Vite fast drying top coat)
Removing: no problems
Durability: 3 days on my weak and soft nails

środa, 17 grudnia 2014

Gosh, 9 Shades Shadow Collection, To Enjoy in New York

Na początku listopada wspominałam tu o paletkach, które Gosh wprowadził jako nowość na tegoroczny sezon jesienno-zimowy (klik). Dziś przyszłam Wam opowiedzieć, co sądzę o kupionej przez siebie wersji inspirowanej Nowym Jorkiem. Cena palety w UK to 9,99 funtów/12 g.


W czarnej, porządnej, plastikowej kasetce z lusterkiem znajdziemy dziewięć cieni. Cienie z pierwszego rzędu mają wykończenie perłowe z drobinkami, a pozostała szóstka - satynowe. Drobinki z pierwszej trójki mogą się osypywać podczas aplikacji.

Skupmy się najpierw na dobrych stronach produktu, obok, rzecz jasna, samej funkcjonalnej kasetki. Po pierwsze, podoba mi się wybór kolorów: dwa jasne cienie, brzoskwinia, trzy różne fiolety (uwaga na fiolet bakłażanowy, może sprawiać wrażenie siniaka), dwa odcienie taupe, jeden brąz. Po drugie, cienie są bardzo przyjemne w dotyku - takie aksamitne. Nie ma żadnego problemu z transferem pędzel-powieka. Pigmentacja jest zadowalająca, a nasycenie koloru można budować.


Niestety, są i minusy. Owszem, nasycenie koloru można budować, ale cienie mają tendencję do zanikania podczas rozcierania. Oznacza to, że paletka nie nadaje się do błyskawicznego makijażu, bo tu musimy kilkakrotnie dokładać cienia i kilkakrotnie blendować. Poza tym bardzo brakuje mi tu cielistego lub białego matu. Mógłby zastąpić pierwszą perłową biel, bo ja raczej nie widzę dla niej zastosowania. Pod łuk brwiowy stosuję tylko matowe cienie, a do wewnętrznego kącika wolę coś bardziej beżowego. Biel w moim przypadku za bardzo się odznacza. Ostatnim dość znaczącym minusem jest fakt, że w palecie brakuje ciemnego cienia do definiowania zewnętrznego kącika. Najciemniejszy brąz i fiolet z paletki nie sprawdzają się w tej funkcji, gdyż nie są dużo ciemniejsze od pozostałych cieni i nie ma kontrastu. Gdyby były trochę ciemniejsze, wszystko byłoby super.

Przygotowałam dla Was trzy makijaże z użyciem paletki, aby zobrazować, jak cienie wypadają w akcji:

#1



#2



#3

Nie żałuję zakupu, ale nie wiem, czy paletkę polecać. Same musicie zdecydować, czy potrzebujecie takiego produktu w kosmetyczce.

wtorek, 16 grudnia 2014

Arsenał kremów do rąk. Reformulacja kremu do rąk Isana 5% Urea.

Jak co roku od zimna i kaloryferów ze skóry na moich dłoniach zrobiła się tarka. Zaczęła też samoistnie pękać. Ani nie wygląda to ładnie, ani nie jest przyjemne. Wiedząc, że kremy do rąk zaczną teraz schodzić hektolitrami i korzystając z tego, że jestem w Polsce, poszłam do Rossmanna. Najpierw do koszyka zgarnęłam wszystkie kremy z mocznikiem. Potem kremy w promocyjnej cenie. Na końcu kremy, które mnie ciekawiły. Do domu przytargałam:





Kto ma egzemę, ten zrozumie...


Przy okazji okazało się, że Isana zmieniła szatę graficzną i lekko skład mojego ulubionego kremu do skóry dłoni z 5% mocznika:

Po lewej - nowa tubka, po prawej - stara. U góry skład nowej wersji, na dole - starej. Jeszcze nie wiem, jak nowsza wersja ma się do starszej.

niedziela, 14 grudnia 2014

Argan Oil, conditioner

Odżywkę tę dorwałam w tzw. funciaku, czyli sklepie, gdzie każda rzecz z asortymentu kosztuje funta. Czasami można wyłapać prawdziwe perełki (i to nie tylko kosmetyczne, ale również środki czystości, książki, naczynia, itp.), jak właśnie ta odżywka. Bo za funta otrzymałam naprawdę przyzwoity produkt.

Zastrzegam jednak, że obecnie mam włosy w świetnej kondycji. Są zdrowe, gładkie (olejek Dabur Vatika kaktusowy obniżył ich porowatość) i błyszczące. Może odżywka się sprawdziła, bo wielkich wymagań wobec niej nie miałam?


Produkt zamknięto w brązowo-żółtej tubie z miękkiego plastiku. Odżywka jest perłowo biała i ma delikatny, słodkawy zapach, który mi się z niczym nie kojarzy. Nie jest ani gęsta, ani przelewająca się przez palce; nie spływa z włosów, ale łatwo się wypłukuje.

Za tę niską cenę nie spodziewałam się rewelacyjnego składu, ale okazał się on lepszy niż się spodziewałam - ta taniutka odżywka zawiera w sobie pięć olejów (rycynowy, arganowy, oliwę z oliwek, z awokado i kokosowy) oraz hydrolizowaną elastynę, i wcale nie jest napakowana silikonami. Ja w każdym razie widzę jeden i to na dalszym miejscu w składzie.


Moje włosy po myciu i odżywkowaniu tym produktem były sypkie, błyszczące i miłe w dotyku. Nie wiem tylko, na ile to zasługa kosmetyku, a na ile wynik zadowalającego wyglądu mojego owłosienia. Jeśli po szamponie włosy wydawały się tak czyste, że aż skrzypiące, odżywka nadawała im pożądaną miękkość. Czy produkt ułatwia rozczesywanie Wam nie powiem, bo zawsze wykonuję tę czynność po wyschnięciu czupryny, a wtedy nie miewam problemów z kołtunami. Nie zauważyłam, aby produkt obciążał mi włosy, ale na skalp go nie nakładałam. Wydajność też niezła - tuba wystarczyła mi na około trzy miesiące stosowania 2-3 razy w tygodniu.

Ja jestem bardzo zadowolona, ale nie oznacza to, że każdy będzie...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...