sobota, 7 stycznia 2017

Ulubieńcy 2016 roku - pielęgnacja.

Wpisy o ulubieńcach roku  należą do moich ulubionych. Bardzo lubię dowiadywać się, co zachwyciło koleżanki sprzed drugiej strony monitora - zwłaszcza jeśli mają podobną cerę do mojej czy zbliżone upodobania w kwestii kolorówki. Sama zatem, tradycyjnie już, wyławiam dla Was creme-de-la-creme mojej ubiegłorocznej pielęgnacji.


Włosy

Szampon: Isana med 5% Urea (klik)

Nie mogę nie wyróżnić perełki Isany  w wersji z 5% mocznika. Kosmetyk dobrze domywa włosy (po użyciu wskazana odżywka), a przy tym nie podrażnia mojego skalpu, a wręcz pomógł mi uporać się z łupieżem i niemożebnym swędzeniem, czyli spustoszeniem dokonanym przez kolegę z Petal Fresh. Poza tym nie ma wpływu na czas świeżości włosów (ja swoje myję co drugi dzień), nie obciąża ich, subtelnie pachnie - a to wszystko za jakiegoś piątaka. Zużyłam kilka butelek.


Odżywka: L'biotica Biovax, odżywka bambus&olej z awokado

Odkryłam ją wiosną zeszłego roku. Ta konkretna wersja bardzo służy moim włosom - są po niej gładkie, przyjemne w dotyku i ślicznie lśnią. Zużyłam dwie albo trzy tubki. Kosmetyk polski.


Włosowe pogotowie: Elfa Pharm, Intensive Hair Therapy, serum łopianowe przeciwko wypadaniu włosów (klik)

Ten przyjemnie, ziołowo pachnący płyn podano nam w bardzo wygodnej formie mgiełki ze sprawnie działającym atomizerem. W moim przypadku "zrobił robotę", czyli ograniczył wypadanie włosów z nadmiernego do normalnego i lekko przyspieszył ich wzrost. Kosmetyk polski.


Pielęgnacja twarzy

Tonik: Pat & Rub soothing toner (obecnie pod szyldem Naturativ) (klik)
Jest to świetny kosmetyk począwszy od funkcjonalnego opakowania, przez przyjemny różano-lawendowo-ziołowy zapach, po rzeczywiste kojąco-nawilżające działanie. Kosmetyk polski.



Krem pod oczy: Ava, Professional Home Spa, Age Control, Przeciwzmarszczkowe serum pod oczy (klik)

Kosmetyk towarzyszył mi w pielęgnacji nocnej przez 8 miesięcy, bo na tyle wystarczyła mi tubka o pojemności 50 ml. Zawiera peptydy, a moje rejony podoczne muszą je lubić, gdyż podczas stosowania serum (u mnie raczej podocznej maski na noc)  moja skóra pod oczami zrobiła się gęstsza, elastyczniejsza i była dobrze nawilżona. Kosmetyk polski.


Serum: Filorga, C-Recover, Radiance boosting concentrate (klik)

Produkt ten z rozrzewnieniem wspominam jako prawdziwego cudotwórcę. Serum ma postać rzadkiego żelowego mleczka i przyjemnie, kwiatowo pachnie. Tuż po aplikacji twarz robi się przyjemnie gładka, nałożony na serum filtr nie roluje się pod palcami, a skóra jest doskonale przygotowana pod makijaż. Pięciotygodniowa kuracja odmieniła skórę mojej twarzy nie do poznania.  Przede wszystkim była tak rozświetlona, że nie widać było mojego niedosypiania. Poza tym naskórek zrobił się gęstszy, bardziej napięty i przyjemnie gładki w dotyku. Dzięki temu, że pory maksymalnie się zwęziły, bardzo poprawiła się faktura mojej skóry, a makijaż aplikował się i wyglądał cudnie. Dalej, świeże przebarwienia i blizny po wypryskach wyraźnie zbladły, niektóre zniknęły całkowicie. A to jeszcze nie wszystko! Kuracja musiała wpływać na wzmocnienie naczyń krwionośnych, bo w trakcie kuracji nie doszły mi nowe teleangiektazje, a i rumień nie dawał mi się tak mocno we znaki. Cera zyskała ładny, wyrównany koloryt.


Filtry przeciwsłoneczne: Pharmaceris, nawilżający krem ochronny do twarzy SPF 30 oraz hydrolipidowy krem ochronny SPF 50+ (klik

Jakkolwiek uwielbiam matujące filtry pięćdziesiątki od Vichy i La Roche-Posay, w ubiegłym roku miałam okazję poznać dwie propozycje rodzimej produkcji i byłam nimi bardzo pozytywnie zaskoczona. W dużym skrócie, trafiłam na bardzo przyzwoite, polskie kremy z filtrem, które chronią, nie zapychają, nie bielą nadmiernie, nie są tłuste i nadają się pod makijaż. Mnie więcej nie potrzeba.


Micele: Bielenda, Kolagenowe Odmłodzenie i Kojąca Woda Różana 

Jak już wielokrotnie wspominałam, micele stanowią drugi etap mojego demakijażu. Najpierw wszystko rozpuszczam olejkiem hydrofilnym (kocham te z BU i E-naturalnie), potem poprawiam wodą micelarną. Moim zdaniem wymienione przeze mnie propozycje Bielendy zasługują na wyróżnienie ze względu na ciekawe jak na kosmetyki drogeryjne składy zawierające m.in. niacynamid, kolagen, kwas hialuronowy czy pantenol. Są skuteczne, delikatne i łatwo dostępne, a wersja różana z powodzeniem zastępowała mi też tonik. Produkt polski.


Serum olejowe: Decleor, Aromessence Ylang Ylang purifyng serum (klik)

W pielęgnacji nocnej niezmiernie chętnie sięgam po olejki. Ten z Decleor wspominam szczególnie miło ze względu na przepiękny zapach szałwii, rozmarynu, cytryny i lawendy. Serum było względnie nietłuste i bardzo przyjemnie nawilżało i wygładzało moją skórę.


Krem: Evree, Magic Rose, upiększający krem do twarzy

Kolejna polska propozycja, po którą bardzo chętnie sięgałam w pielęgnacji nocnej. Moja cera świetnie na niego reagowała - budziłam się z dobrze nawilżoną, nieobciążoną skórą. Krem bardzo ładnie uspokajał ewentualny rumień i wyciszał grę naczynek.


Peeling enzymatyczny: Cell Fusion C, Papaya Granule Peels (klik)

Peeling ma bardzo ciekawą formę proszku złożonego z niewielkich granulek. Należy zmoczyć dłonie i twarz wodą, po czym nabrać porcję kosmetyku i zabrać się do mycia twarzy. Granulki bardzo szybko się rozpuszczają tworząc przyjemną piankę. Kosmetyk jest niesamowicie łatwy i nieproblematyczny w obsłudze - wystarczy jedynie przez kilka chwil pomasować twarz uzyskaną pianą, by po jej spłukaniu cieszyć się lekko złuszczoną, oczyszczoną, gładką, ukojoną skórą, która przy tym nie jest obdarta z warstwy hydro-lipidowej. Nie wiem, jak to działa, ale działa.


Pielęgnacja ciała, dłoni i stóp

Antyperspirant: Rexona, Maximum Protection (zdjęcie pochodzi stąd)
Przez bardzo długi czas byłam wierna kulkom Dove, aż w końcu po przeczytaniu notki jednej z  moich ulubionych blogerek zdecydowałam się na wypróbowanie czegoś nowego. Antyperspirant Rexony kupił mnie tym, że nie tylko daje mi kilkunastogodzinny komfort nieśmierdzenia potem i braku mokrych plam (chyba że w ekstremalnych upałach), ale też tym, że ładnie cytrusowo pachnie i uwalnia ten zapach przez długie godziny. Wiele razy byłam zdziwiona, że aplikowałam kosmetyk rano, a kilkanaście godzin później podczas fitnessu wciąż ten zapach od siebie czułam. Będę temu produktowi długo wierna.


 Evree, regenerujące serum do paznokci

Przy problematycznych dłoniach i skórkach warto mieć zaufane serum do skórek i paznokci. Znalazłam je w propozycji Evree. Olejek odpowiada mi pod każdym względem - ma przepiękny skład, wygodne opakowanie i regularnie stosowany rzeczywiście nawilża skórki i paznokcie. Mały geniusz; produkt polski.


Isana, krem do rąk 5& Urea (klik)

Mocznikowa Isana od lat pozostaje moim numerem jeden. W 2016 roku nic tego kremu nie przebiło. On dosłownie ratuje moje dłonie od przesuszu, czy jak zdarzy mi się egzema. Jest niezastąpiony; na przestrzeni kilku ostatnich lat zużyłam mnóstwo tubek i choć produkt kilkakrotnie zmieniał zapach to działanie trzyma poziom.


SheFoot Laboratories, złuszczająca maska do stóp (klik)

Złuszczające skarpety są w moim przypadku niezbędnikiem, gdyż mam szybko rogowaciejące pięty i palce. W ubiegłym roku kilkakrotnie sięgnęłam po produkt SheFoot i za każdym razem byłam bardzo zadowolona. Naskórek złuszczał się względnie szybko i przede wszystkim grubą warstwą, na czym mi najbardziej zależy. Produkt polski.


FussWohl, peeling do stóp 
Zdjęcie pochodzi stąd. Nie ma pielęgnacji problematycznych stóp bez częstego peelingu. Do momentu, kiedy był dostępny produkt Evree, to głównie jego się trzymałam. Kiedy zniknął, przerzuciłam się na kosmetyk FussWohl za piątaka z Rossmanna, bo porządnie ściera, a przy tym dzięki kremowej bazie jest przyjemny w użyciu. Stosuję go zawsze na suche stopy; na mokrych nie daje aż tak mocnego złuszczenia. Zużyłam kilka tubek.


Evree, Max Repair, regenerujący krem do stóp do skóry bardzo suchej i szorstkiej (klik); FussWohl, Krem intensywwnie nawilżający gliceryna i wosk pszczeli 10% mocznika (klik)



Tak jak moje dłonie, moje stopy kochają mocznik, a te dwa kremy zawierają ten składnik w przyzwoitej ilości. Oba produkty dobrze nawilżały i natłuszczały skórę stóp i pomagały nieco spowolnić proces rogowacenia pięt. Miałam już w swojej karierze wieeele kremów, które nie robiły nic, więc te dwa gagatki zdecydowanie wybijają się na ich tle. Co ciekawie, dwa inne kremy FussWohl, z którymi miałam do czynienia (krem zmiękczający i krem z łojem jelenia), okazały się bardzo kiepskie.

Ciekawe, jakie perełki przyniesie rok 2017 :)

57 komentarzy:

  1. też lubię kosmetyki evree, większość jest super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. sprawdzają się w mniejszym lub większym stopniu :)

      Usuń
  2. Zaciekawiłaś mnie olejkiem Decleor - i tym opisem nut zapachowych. Lubię ziołowe zapachy, a jeśli stosuję coś na noc, to właśnie też na ogół są to olejki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oni w ogóle mają różne te olejki; miałam też próbkę mandarynkowego i również bosko pachniał :)

      Usuń
  3. Filorga i Declor to marki, które mnie intrygują, ale jeszcze nie miałam okazji się z nimi bliżej zapoznać.

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie skarpetki złuszczające jakoś nie ruszają tych najbardziej wymagających rejonów stopy, dlatego przerzuciłam się na pilnik na baterie.
    Serum do włosów, choć nie przyśpieszyło porostu, to jednak zahamowało wypadanie, dlatego stosuję je do dzisiaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie z kolei pilniki na baterie nie fają do końca rady.... miałam dwa i cóż :/

      Usuń
    2. Ale te Scholla? Hmmm dziwne, bo u mnie działają bardzo dobrze. Podoba mi się w nich to, że działam tam, gdzie sytuacja tego u mnie wymaga, a nie "po całości" ;)
      BTW, kupiłam ostatnio ten krem Fuss Wohl. Zobaczę jak się u mnie sprawdzi.

      Usuń
    3. tak, Scholla. są zbyt delikatne na moją słoniową piętę, a docisnąć nie można, bo się wyłączają...

      mam nadzieję, że się sprawdzi :)

      Usuń
  5. Ooo, nie znam żadnego z tych kosmetyków

    OdpowiedzUsuń
  6. To serum pod oczy mnie zciekawiło, muszę poszukać w drogerii ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. od razu podpowiem, że nigdy nie spotkałam go stacjonarnie. kupowałam przez Internet :)

      Usuń
  7. Znam jedynie produkty Isana -reszta znana jest mi tylko z blogów ;(

    OdpowiedzUsuń
  8. Kosmetyki Evree to zdecydowanie moje ulubione :)

    OdpowiedzUsuń
  9. to serum łopianowe mam w zapasach, muszę je w końcu wykorzystać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też miałam je w zapasach; całkiem długo, bo czekałam na moment, kiedy włosy zaczną mi lecieć ;)

      Usuń
  10. Krem do rąk z Isany również uwielbiam;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale tu "polsko" (mam małą zagwozdkę czy przysłówek, tak jak przymiotnik, piszemy z małej) :) Przyjemnie, bardzo przyjemnie. Cieszę się również, że poznałaś dzięki mnie swojego ulubieńca, choć moja relacja z tym produktem jest dziwna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. he he, niby na co dzień mam dostęp do super ciekawych kosmetyków, a i tak w większość swojej pielęgnacji zaopatruję się w Polsce... no po prostu uwielbiam polskie kosmetyki :D

      Usuń
    2. Nie ma co się dziwić, gdyż polscy producenci mogą się poszczycić wieloma perełkami :) Choć wiele osób tego nie docenia, aspekt niedostępności robi swoje - bardziej kusi to, co dalej, słabo osiągalne - legendarne, niemal mityczne produkty rozsławione dzięki YouTube i blogom :)

      Usuń
    3. co prawda, to prawda.

      tutaj natomiast trzeba perełki łowić. co idę do Boots czy Superdrug, jest tam wiele kosmetyków opartych o podstawową chemię i trzeba się naszukać, żeby znaleźć coś ciekawszego :/ a mi się nie chce, stąd poluję na pielęgnację w Polsce ;)

      Usuń
    4. Dobrze, że masz taką możliwość :) Jeżeli chodzi o kolorówkę - wiadomo, każdy kraj ma swoje marki własne, więc różna dostępność jest uzasadniona, ale bardzo denerwuje mnie zróżnicowanie dostępności określonych produktów w markach międzynarodowych. Czyli na przykład to, że z firm typu Rimmel/Maybelline, wiele produktów nie wchodzi do Polski, wchodzi z dużym opóźnieniem lub w zaledwie kilku wariantach kolorystycznych :(

      Usuń
    5. oj, mnie też to strasznie wkurza. nie wiem, czemu tak robią :/

      Usuń
  12. Sporo ciekawych kosmetyków, kilka z nich znam, kremik z Evree Magic Rose też bardzo lubię :) Zaciekawiłaś mnie skarpetkami złuszczającymi z Shefoot, miałam ich kilka kosmetyków do pielęgnacji stóp i byłam bardzo zadowolona, muszę też te skarpetki wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja je mogę tylko polecić, aczkolwiek wiem, że nie u wszystkich działają tak dobrze jak u mnie...

      Usuń
  13. U mnie nie sprawdził się krem do rąk z mocznikiem Isany.

    OdpowiedzUsuń
  14. Widze, ze ominęła mnie ciekawa nowość od Bielendy :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Kupię ten szampon z Isany...swędzi mnie, znowu cholernie wszystko swędzi :(

    OdpowiedzUsuń
  16. Kilka kosmetykow Evree :) musze sie przyjrzec blizwj ten marce i zobaczyc co maja ciekawego dla mnie :) mam dwa ich produkty w zapasach. Niedlugo juz po nie bede siegac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a miałaś to serum do paznokci? bo naprawdę warto spróbować :)

      Usuń
    2. Nie mialam :) jeszcze :p

      Usuń
  17. Z szamponem Isana przeżyłam wiele dobrych spotkań :) Moje włosy go lubią :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Tonik z Pat&Rub lubiłam, czekam na jakąś promocję by zakupić kolejną sztukę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest świetny :) pamiętam że się nim maseczkowałaś :)

      Usuń
  19. niestety nic nie znam, ale odżywka Biovax mnie ciekawi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. och, jest naprawdę super. już dawno się tak nie ekscytowałam odżywką do włosów :)

      Usuń
  20. Robiłam kilka podejść do tego kremu Evree i jakoś go w końcu nie kupiłam. Może wreszcie się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Odżywkę L'biotica chęcią wypróbuję, może u mnie też się sprawdzi :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo fajna lista, mam kilka pozycji u siebie :) fajnie też, że jestes na bieżąco jak chodzi o kosmetyki P&R a raczej tak jak napisałaś obecne Naturativ. Ja zanim się zorientowałam o co chodzi z tym przeniesieniem nazwy itd. to kupiłam nowe Pat&Rub - NIE CERTYFIKOWANE NATRUE!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o całej sytuacji było w blogosferze dość głośno, a ja staram się być na bieżąco, więc regularnie czytam blogi ;)

      Usuń
  23. Z tego co pamiętam też byłam bardzo zadowolona z mocznikowej serii Isana, a tonik Pat & Rub jest bezkonkurencyjny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na razie ciężko ten tonik przebić, to prawda.

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoją opinią :)

Bardzo proszę o niepozostawiane komentarzy typu: "Fajny blog. Obserwuję i liczę na to samo". Nie reaguję na agresywną autopromocję, więc nie spamuj, a ja nie będę musiała cenzurować :)

UWAGA: komentarze w postach starszych niż 7 dni są moderowane. Zmusił mnie do tego zalew automatycznie generowanych komentarzy, mających na celu reklamowanie różnych stron internetowych.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...