wtorek, 4 listopada 2014

Wibo, Trend Extreme Nails, 6

Dostępność: Rossmann
Cena: 5,99 zł
Pojemność: 8,5 ml
Kolor: połączenie granatu z zielenią, czyli teal; zawiera urocze, niebieskie iskierki, które widać na paznokciach w dziennym świetle
Wykończenie: krem z niebieskimi iskierkami
Konsystencja: w sam raz
Pędzelek: wąski, klasyczny
Krycie: klasyczny dwuwarstwowiec
Wysychanie: zaschnął na dobre po około pół godziny
Zmywanie: bezproblemowe
Trwałość na moich paznokciach: 3 dni


poniedziałek, 3 listopada 2014

Gosh, 9 Shades Palette, 001 To enjoy in New York

W poprzednim poście pokazywałam, co trafiło do mojej kosmetyczki w październiku. Ogromne zainteresowanie wzbudziła paleta dziewięciu cieni Gosha, więc spieszę z szybkimi słoczami. 

Ale może zacznę od tego, że kolekcja 9 Shades liczy trzy paletki, które marka wypuściła jako nowości na tegoroczny sezon jesienno-zimowy. W UK kosztują 9,99 funtów za sztukę. Nie wiem, czy są w Polsce dostępne stacjonarnie, ale na pewno można ustrzelić je w sieci.

Te trzy paletki to:

001 To enjoy in New York

źródło: http://www.nocanka.pl/images/01SKINLOVE/GCC1.jpg


002 To have fun with in LA

źródło: http://www.nocanka.pl/images/01SKINLOVE/GCC2.jpg


003 To play with in Vegas

źródło: http://www.nocanka.pl/images/01SKINLOVE/GCC3.jpg



Jak widać, mnie zainteresowała pierwsza z propozycji. Neutralne, chłodne brązy oraz ciepłe fiolety to coś, co lubię! Drugie zestawienie kolorystyczne w ogóle nie pasuje do mojej urody, a trzecie... takich kolorów używam tylko okazjonalnie.


Ok, nie przedłużając - oto moje skromne słocze:



Na temat jakości cieni na razie nie mogę się niestety wypowiedzieć - testy jeszcze przede mną. W dotyku są miłe, aksamitne. Mamy tu trzy różne wykończenia: satyna, czy też bardzo miękki mat, mat z drobinkami oraz perłę. Na pewno napiszę o nich coś więcej za jakiś czas. Stay tuned!

niedziela, 2 listopada 2014

Zakupy października


W grudniu przyjadę jeszcze do Polski. Z myślą o tym przyjeździe zostawiłam powyższe kosmetyki u rodziców.


Po 41 tygodniach ciąży i drugim tyle karmienia mój biust nie jest tak jędrny, jak dawniej. Zobaczymy, co to serum zdziała. Krem CC Kolastyny posłuży mi jako filtr za kilkanaście tygodni. Maskę Mint Julep wypatrzyłam w aptece, kiedy kupowałam witaminę D dla córy.


A tu promocje - Eliksiry Wibo z Ceny Na Do Widzenia (4,29 zł) i lakiery Barry M (buy one, get one free) z Superdrug. Ta sama drogeria miała też promocję 10 funtów za dwa kosmetyki do oczu Gosh (normalnie sama paletka kosztuje 10 funtów). Kręciłam się wokół tej palety od kilku tygodni, więc nie mogłam nie skorzystać z takiej okazji ;)

piątek, 31 października 2014

Zużycia października (10. 2014)

Połowę października spędziłam w Polsce. Tam zużyłam:


Maski Ziai lubię i od czasu do czasu do nich wracam. Delikatnie oczyszczają skórę bez podrażniania.  Maskę anty-stress opisywałam tutaj, a regenerującą tutaj. Kokosowa maska Montagne Jeunesse (klik) była całkiem całkiem - sprawiła, że skóra twarzy była przyjemna w dotyku, delikatnie nawilżona, wygładzona, rozświetlona i lekko oczyszczona. Z kolei maska czekoladowa tej samej marki (klik) nie przekonała mnie do siebie. Masełko do skórek 2x5 stosowałam tylko raz dziennie, na noc, i używane z tak niską częstotliwością niewiele zdziałało. Tyle, że doraźnie nawilżało i delikatnie zmiękczało skórki, ale efekt ten nie utrzymywał się zbyt długo... Próbka kremu do twarzy Ziai z serii liście manuka zrobiła na mnie dobre wrażenie. Krem nie był tłusty, makijaż trzymał się na nim dobrze.


Żelu pod prysznic Palmolive z mleczkiem migdałowym używałam z przyjemnością. Nie wysuszał skóry i ładnie pachniał, więc spełnił moje wszystkie oczekiwania. Micel Nivei (klik) również się sprawdził, gdyż był delikatny a skuteczny. Z antyperspirantu Dove beauty pearls nie byłam niestety zadowolona. Nie zapewniał mi całodziennej ochrony; po kilku godzinach czułam się nieświeżo. Wróciłam też do fantastycznego, mandarynkowo-jogurtowego masełka z Wellness & Beauty, które ma dość ładny skład, dobrze nawilża i przepięknie pachnie pomarańczowym serniczkiem (klik).


A potem wróciłam do UK, gdzie pożegnałam tę gromadkę:


Spray do czyszczenia pędzli Kiko służył mi do dezynfekowania tych akcesoriów. Atomizer działał sprawnie, do produktu nie mam zastrzeżeń. Żel aloesowy z Holland & Barret miał u mnie dwojakie zastosowanie: albo dodawałam go do glinkowych maseczek, albo nakładałam na twarz pod krem. Działał kojąco i delikatnie nawilżająco na moją skórę. Krem do rąk z 5% mocznikiem Isany to jeden z moich ulubieńców (klik). Fantastycznie nawilża moje problematyczne dłonie. Antyperspirant Ziaja activ miał przyjemny, pomarańczowy zapach i chronił cały dzień. Nie mam do niego żadnych zastrzeżeń. Po półrocznej przygodzie z serum z witaminą C Uny Brennan (klik) moja cera była rozświetlona a jej koloryt lekko wyrównany. Nie był to jednak efekt długotrwały i po wykończeniu kosmetyku widzę, jak blask powoli odchodzi w siną dal... Zmywacz w gąbce od Maybelline bardzo lubię, gdyż działa szybko i skutecznie. Szybkoschnący top coat Revlonu (klik) okazał się dobry i skuteczny, ale trochę wolniejszy od wysuszaczy Essie i Poshe. Nie przedłużał też trwałości manikiuru. Na temat korektora Fit Me z Maybelline wkrótce szerzej się wypowiem. Peeling do twarzy Boots Botanics zużyłam do ciała, bo podrażniał mi naczynka (eksperymentować mi się zachciało!). Do twarzy dość mocny, na ciele sprawdził się jako delikatny scrub. Pięknie pachniał. Masło do stóp Fuss Wohl (klik) dosłownie wymęczyłam. Było przeciętne aż do bólu. Zużyłam też miniaturę zapachu Burberry Weekend. Bardzo mi się podobał.


Po szybkim przeglądzie kosmetyczki zdecydowałam się na wyrzucenie maskarowego bubla z Maybelline (klik) oraz przeterminowanych cieni i różu (normalnie jeszcze bym z nich korzystała, ale nie odpowiadały mi ich kolor lub właściwości): 


Do kosza poszły zatem tusz Big Eyes Maybellineróż Paese 44 Liliowa Kusicielka (klik) oraz dwa cienie Sensique Velvet Touch o numerach 114 i 122. Wyglądają tak dziwnie, bo trochę je zmaltretowałam podczas depotowania dawno temu. Nie żeby to miało jakieś znaczenie w kuble na śmieci ;)

wtorek, 28 października 2014

Revlon, Quick Dry Top Coat

Bohatera dzisiejszej notki używam od około pół roku. Maluję paznokcie średnio 3 razy w tygodniu, więc wydajność tego lakieru nawierzchniowego uważam za bardzo satysfakcjonującą (ma niestandardową pojemność 14,7 ml). Kolejnym ogromnym plusem jest fakt, że emalia nie glucieje i nie zaczyna się ciągnąć, kiedy robi się jej w butelce mało.


Buteleczka z matowego szkła wygląda bardzo sympatycznie, ale kiedy się lakier kończy, ciężko wydobywać produkt ze względu na jej kształt trapezu. Pędzelek jest dość wąski, raczej wygodny w stosowaniu. Lakier ma dość płynną konsystencję i daje ładne, błyszczące wykończenie.

Co do działania wysuszającego manicure, posłużę się metaforą. Top coaty przyspieszające wysychanie Essie Good To Go i Poshe są niczym atleci biegnący na sto metrów. Top Revlona natomiast staje w szranki w biegu na metrów trzysta. Chcę przez to powiedzieć, że produkt dobrze działa, ale wolniej niż wspomniani koledzy. Za to nic a nic nie obkurcza kolorowych lakierów.

poniedziałek, 27 października 2014

Montagne Jeunesse, Chocolate Masque

Maseczkę kupiłam w drogerii Savers za 85 pensów. Podzieliłam sobie te 15 ml na dwa użycia, na podstawie których wydam teraz opinię typu pierwsze wrażenia.


Kolorem i konsystencją mazidło przypomina Nutellę. Tak, tę do jedzenia. Zapach ma równie smakowity, aż chciałoby się polizać (czego jednak nie zrobiłam). Sympatyczne doznania wizualno-zapachowe psuje fakt, że kosmetyk dość trudno się zmywa, a podczas tego procederu można nieźle nabrudzić w łazience.

Co do działania, przyznam szczerze, że w moim przypadku szału nie było. Maska troszkę oczyściła i ściągnęła pory, wchłonęła nieco sebum oraz w niewielkim stopniu wygładziła skórę, ale znam produkty, które działają u mnie lepiej pod tym względem. Fakt faktem, mam bardzo tłustą cerę, która ostatnio do tego trochę wariuje, więc może to nie był dobry czas na testy. Bywa. Tym razem nie zostałam kupiona niestety.

niedziela, 26 października 2014

Wibo, Chic Matte, 5

Dostępność: Rossmann
Cena: 6-7 zł
Pojemność: 8,5 ml
Kolor: ciepły, borówkowy fiolet
Wykończenie: matowe
Konsystencja: w sam raz
Pędzelek: klasyczny
Krycie: dwuwarstwowiec
Wysychanie: całość, czyli baza i dwie warstwy lakieru wyschły całkowicie po kilku minutach
Zmywanie: bezproblemowe
Trwałość: u mnie drugiego dnia po nałożeniu pojawiły się małe odpryski (bardzo widoczne przy tym kolorze)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...