piątek, 20 maja 2016

L'Oreal, False Lash Architect mascara

Czara goryczy się przelała. Nie będę już inwestować swoich pieniędzy w masakry L'Oreal. Spośród czterech, z którymi miałam wątpliwą przyjemność się zetknąć, tylko So Couture się nie osypywała. Wielkie mi osągnięcie skoro sporo tańsze tusze tego u mnie nie robią... Efekt nią uzyskiwany nie był specjalnie spektakularny, a do tego szybko wyschła. 

A False Lash Architect wkurzyła mnie do tego stopnia, że poszłam do Rossmanna i kupiłam sobie... tusz Lovely (Pump Up). Który jest dużo dużo, dużo lepszy od L'Orealowych wpadek.

False Lash Architect ma kanciaste, błyszczące opakowanie, na którym ciągle odbijają się ślady palców, a utrzymanie tego w czystości graniczy z cudem. Szczoteczka o klasycznym włosiu jest przekombinowana - za długa i niełatwa we współpracy; bardzo trudno umalować nią dolne rzęsy. Na czubku spiralki wiecznie zbiera się tuszowy glut, który trzeba wycierać, co dramatycznie wpływa na wydajność/tempo wysychania produktu.

Czerń jest czarna.


Szczotka nie jest dobra ani w rozdzielaniu, ani podkręcaniu rzęs. Produkt nie daje wydłużenia ani objętości, i na pewno nie można mówić o efektcie sztucznych rzęs. No dajcie spokój. Do tego maskara, która była podczas zakupu szczelnie zawinięta w folię, a więc nieotwierana, bardzo się na mnie osypuje i rozmazuje. Już po 3-4 godzinach od aplikacji mogę liczyć na piękną pandę. False Lash Flutter oraz Mega Volume Manga też tak mi robiły...


Nie, nie, nie, nigdy więcej. L'Oreal może sobie produkować coraz to nowsze wersje swoich tuszy i popularyzować je w sieci; ja jestem tak zrażona (na cztery kupione przeze mnie maskary trzy były totalnie beznadziejne), że na pewno nawet najpozytywniejsze opinie już mnie nie ruszą.

33 komentarze:

  1. Zostanę wierna tuszom z Maybelline ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tej ostatniej nie próbowałaś jeszcze? Jakiś pech z tymi tuszami :/ U mnie na razie ok, ale nie wytrzymuje łez.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie próbowałam i żadna siła do kupna mnie nie zmusi ;)

      Usuń
  3. Maskary L'Oreal przeżywają teraz swój renesans, wszyscy o nich mówią ;) A ja nie miałam żadnej i jestem bardzo ciekawa tej So Couture ;) No ale na razie mam tyle maskar, że raczej się na nią nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo L'Oreal ostro się promuje. we mnie jednak stracili maskarową klientkę :)

      Usuń
  4. Szkoda, że tak Ci nie pasują tusze Loreal. Ja z kolei bardzo lubię. Szczególnie najnowszy Wings Sculpt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 3 z 4 sie u mnie osypywały i robiły brzydką pandę. chyba się zgodzisz, że to nie powinno mieć miejsca ;)

      Usuń
  5. Jak tak pomyślę, to najmilej wspominam stare wersje, ale po So Couture sięgam regularnie. Lubię ją. Nie kosztuje majątku i mogę wymieniać częściej niż standardowo co 3 miesiące.
    Korci mnie też, by wrócić do "starocia" Voluminous Mascara X4, bo ta maskara jest już od dawna na rynku i przez długi czas namiętnie jej używałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. So Couture jeszcze jako tako mi podeszła, więc jestem w stanie zrozumieć sympatię do niej :)

      "starocia" nie znam, ale nie czuję potrzeby poznania ;)

      Usuń
  6. Szkoda, że się tak zraziłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie można powiedzieć, że nie dałam marce szansy. no i cóż, tak wyszło

      Usuń
  7. A ja poszłam na łatwiznę i przedluzylam sobie rzesy ;) malowanie mam z głowy.

    OdpowiedzUsuń
  8. efekt tak iw sumie normalny :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ja uwielbiam tusze loreal, od dawna używam telesopic w wersji wodoodpornej, mam go już chyba 3 miesiąc i nadal jestem bardzo zadowolona. efekt u Ciebie rzeczywiście jest przeciętny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najważniejsze, że jesteś zadowolona :)

      Usuń
  10. Też nie lubię tuszy Loreala. Trzymam się innych marek, które zazwyczaj mnie nie zawodzą, jak choćby Maybelline.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maybelline ma niezłe maskary, to prawda :)

      Usuń
  11. U mnie L'Oréal owskie tusze tez się srednio sprawują. Nie osypują ale fakt marny, choć cudów nie oczekuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie to ich osypywanie doprowadzało do szału ;)

      Usuń
  12. Moja przygoda z L'Orealami jest różna. So Couture bardzo nie lubię, Feline taki sobie. Ale klasyczny złoty Volume Million Lashes oraz Noir Excess sprawdziły się u mnie super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja u siebie nie będę jednak ich sprawdzać :)

      Usuń
  13. Aż mi się wierzyć nie chce, tusze L'Oreala kocham, a za VML dałabym się pokroić! Co oko to obyczaj, najwyraźniej :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Miałam niedawno L'Oreal False Lash Wings. Na początku była tak mokra, że robiła z rzęs jednego gluta. Bez dokładnego rozczesania inną szczoteczką lub grzebyczkiem z Inglota wyglądało to dramatycznie źle. Po kilku tygodniach, gdy już trochę wyschła, zaczęłam się potwoernie osypywać. Najlepiej było przez około tydzień pomiędzy, gdy już nie była bardzo mokra, ale jeszcze się nie osypywała, wtedy wyglądała na rzęsach na prawdę pięknie. Ale 50 zł za tusz, który nadaje się do użytku przez tydzień to jednak lekka przesada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie! tusze nie są najtańsze, a zachowują się poniżej krytyki :/

      Usuń
  15. No do efektu sztucznych rzęs daleko :D. Ja używałam przez lata podstawowej, złotej wersji Volume Million Lashes i ją lubiłam (nigdy nie wysychała, nawet po roku od otwarcia), ale pozostałe VML są dla mnie niefajne, a i do złotego VML nie mam ochoty na razie wracać, bo po drodze poznałam ciekawsze maskary. Mam jeszcze w zapasach skitrany False Lash Wings, ale ciągle odkładam jego otwarcie, właśnie z powodu niepowodzeń z rozmaitymi wersjami Volume Million Lashes. U mnie najlepiej sprawdzały się zwykle tusze Catrice, ale przestałam je testować, bo co mnie który zachwycił, to... wiadomo. Papa & buziarrr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. false lash wings... u mnie strasznie się ta maskara osypywała, a i szczoteczka nie przypadła mi do gustu :/ złotej VML nie znam, ale po moich doświadczeniach z cieniami marki absolutnie mnie nie ciągnie ;)

      Usuń
    2. oczywiście miało być z maskarami, a nie cieniami marki ;)

      Usuń
  16. Rozumiem Twoją złość, bo moje dwie maskary z wyższej półki okropnie się osypują. Za jedną zapłaciłam 100 zł, bo miała być taka super... Była szczelnie zamknięta, więc to nie wina macanta. Ostatnio używam maskary Sculpt z L`Oreala i jestem z niej zadowolona, o dziwo, nic się nie osypuje. Ale wiem, o czym piszesz, bo nie wszystkie tusze tej firmy są dobre. Lubię tę, którą pozytywnie wspominasz i nowość - Sculpt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj nie, to jest jakaś plaga wśród droższych maskar. wydajesz złotówki, na które ciężko pracowałaś, a to to robi pandę :/ nienawidzę takich "niespodzianek"

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoją opinią :)

Bardzo proszę o niepozostawiane komentarzy typu: "Fajny blog. Obserwuję i liczę na to samo". Nie reaguję na agresywną autopromocję, więc nie spamuj, a ja nie będę musiała cenzurować :)

UWAGA: komentarze w postach starszych niż 7 dni są moderowane. Zmusił mnie do tego zalew automatycznie generowanych komentarzy, mających na celu reklamowanie różnych stron internetowych.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...